Amerykańska armia zatrudnia ok. 19 tysięcy opiekunów, którzy zajmują się niemal 172 tysiącami dzieci żołnierzy oraz pracowników cywilnych wojska. Jak jednak ujawnia w swoim reportażu dziennikarka Natalie Oliverio na łamach amerykańskiego serwisu Military Times, system ten znalazł się na skraju załamania. Drastyczne braki kadrowe, niskie stawki godzinowe oraz paraliżująca biurokracja sprawiają, że na liście oczekujących na wolne miejsce znalazło się blisko 9 tysięcy dzieci. W Polsce wojsko w ogóle nie prowadzi przedszkoli, ale problem rozwiązać ma Karta Rodziny Mundurowej.
Dzieci żołnierzy na zasiłkach
Jak napisał Military Times, brak dostępu do przybazowych centrów rozwoju dziecka uderza w podstawy egzystencji tysięcy amerykańskich rodzin mundurowych. Gdy współmałżonek żołnierza nie jest w stanie zapewnić opieki najmłodszym, zmuszony jest porzucić pracę zarobkową.
Dramatyczną sytuację na łamach Jessica Maloney, żona żołnierza stacjonującego w bazie Fort Campbell w stanie Kentucky i matka trójki dzieci poniżej szóstego roku życia. Z powodu braku opieki jej rodzina musiała zrezygnować z drugiego dochodu i zwrócić się o federalną pomoc żywnościową w ramach programu wsparcia żywieniowego:
– Nie jestem w stanie pracować – mówi Jessica Maloney. – Karmimy nasze dzieci dzięki kartkom żywnościowym, a i tak z trudem starcza nam na to, czego potrzebują. Dzieci z rodzin wojskowych i tak przechodzą przez wystarczająco trudne rzeczy. Chodzenie spać z pustym brzuchem nie powinno być jedną z nich - dodała.
Pensja niższa niż w barze
Główną przyczyną zapaści są zarobki opiekunek w bazach wojskowych. Zgodnie z ustaleniami amerykańskiego rządowego biura kontroli, stawki nie wytrzymują konkurencji z rynkiem cywilnym.
Podczas posiedzenia prezydenckiej komisji do spraw współmałżonków wojskowych, Andrea Ruiz, żona starszego sierżanta majora Korpusu Piechoty Morskiej Carlosa A. Ruiza, wskazała, że początkujący pracownicy w kalifornijskich bazach Miramar i Camp Pendleton zarabiają zaledwie 18–19 dolarów za godzinę. Z kolei Kimberly Weimer, małżonka starszego sierżanta majora wojsk lądowych Michaela R. Weimera, podkreśliła, że wykwalifikowany personel natychmiast odpływa do lepiej płatnych prac w sektorze prywatnym.
Gorzko realia te podsumowała na łamach Military Times Tameeka Pethel, była pracownica placówki opiekuńczej w bazie Joint Base San Antonio w Teksasie:
– Gdyby było mnie stać na utrzymanie tej pracy, nigdy bym nie odeszła – mówi Tameeka Pethel. – To dość smutne, że zarabiam więcej pieniędzy w barze szybkiej obsługi Taco Bell, niż mogłam zarobić jako opiekunka dzieci w bazie wojskowej.
Do niskich płac dochodzi uciążliwy proces rekrutacji. Raport państwowych kontrolerów wykazał, że drobiazgowa weryfikacja bezpieczeństwa nowego pracownika bazy trwa od jednego do nawet sześciu miesięcy, co skutecznie zniechęca kandydatów. W efekcie w przedszkola i żłobki są przepełnione.
Weteranka sił powietrznych Tiffany Orner z organizacji Projekt Opieki nad Dziećmi podkreśla na łamach Military Times, że wojskowe fora pękają w szwach od dramatycznych apeli żon i mężów.
Choć amerykańskie wojska lądowe uruchomiły program podwyżek dla personelu, dziennik wojskowy Stars and Stripes poinformował, że zaledwie 22 z 68 baz lądowych osiągnęło docelowy, 90-procentowy poziom obsady personelu opiekuńczego.
Polskie wojsko czeka na Kartę Rodziny Mundurowej
W Polskiej armii problemu z opiekunkami nie ma... bo w zasadzie nie ma wojskowych przedszkoli. Jak przypominała „Polska Zbrojna”, jeszcze w 1990 roku w strukturach Sił Zbrojnych funkcjonowały aż 173 przedszkola. Ze względów oszczędnościowych oraz zmian w przepisach, kolejne rządy przekazywały te obiekty samorządom lub likwidowały Dziś działają zaledwie dwa przedszkola w oddalonych od cywilizacji garnizonach. W zeszłym roku Ministerstwo Obrony Narodowej zapowiadało wprowadzenie Karty Rodziny Mundurowej, która wśród kilku innych przywilejów, miała zagwarantować pierwszeństwo dla dzieci wojskowych w przyjęciu do przedszkola. Poselski projekt ustawy przeszedł już przez komisję obrony narodowej i spraw wewnętrznych. Pierwszeństwo w naborze do przedszkoli zyskają dzieci żołnierzy zawodowych, którzy pełnią służbę wojskową poza miejscem zamieszkania rodziny, a także tych, którzy zostali przeniesienie i przeprowadzili się z najbliższymi. Identyczne uprawnienie przyznano dzieciom funkcjonariuszy służb podległych resortowi spraw wewnętrznych.
- To bardzo ważna ustawa - mówi Portalowi Obronnemu Konrad Frysztak poseł KO, wiceszef komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji. - Żyjemy w dziwnych i, co tu dużo mówić, niebezpiecznych czasach. Państwo musi dbać o ludzi, którzy poświęcają się i narażają służąc w armii, czy innych formacjach mundurowych. Wierzymy, że udogodnienia i ulgi wynikające z Karty Rodziny Mundurowej powinny z jednej strony zachęcać młodych ludzi do służby, z drugiej, tym już służącym, dawać poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. Za kilka dni ustawa przejdzie drugie czytanie - zapowiada.
Projekt ustawy o Karcie Rodziny Mundurowej przewiduje także inne udogodnienia, są to m.in. opieka zdrowotna w placówkach resortowych (MON i MSWiA) Ulgowe przejazdy kolejowe ( 49 procent ulgi na imienne bilety miesięczne w pociągach osobowych i pospiesznych). Tańsze wyrobienie paszportu (do 75 procent ulgi dla dzieci uczących się do 25. roku życia oraz do 50 procent dla pozostałych posiadaczy karty). Ustawa otwiera także furtkę dla samorządów, które będą mogły wprowadzać lokalne programy ulg (na przykład w obiektach sportowych, komunikacji czy instytucjach kultury). Uprawnionych do otrzymania Karty będzie około 2 milionów Polaków.