4 proc. Polaków ma plecak ewakuacyjny. PCK wychodzi z inicjatywą

Polski Czerwony Krzyż rozpoczął ogólnopolską kampanię „Jutro może wyglądać inaczej”. Ma ona przygotować społeczeństwo „na sytuacje kryzysowe, zanim do nich dojdzie”. Niekoniecznie na wojnę, o której prawdopodobieństwie zaistnienia sporo od miesięcy jest w (nie tylko) polskiej infosferze. PCK wyjaśnia w komunikacie, że punktem wyjścia do ogłoszenia tej akcji „są prawdziwe doświadczenia osób dotkniętych katastrofami, m.in. powodzią z 2024 roku, oraz dane pokazujące, jak wygląda gotowość Polaków na nagłe zdarzenia”.

Zniszczony budynek i logo Polskiego Czerwonego Krzyża. O kampanii PCK przeczytasz na SE Portal Obronny.
Autor: PCK/ Materiały prasowe

• Ponad połowa gospodarstw domowych w Polsce nie ma zapasów na 72 godziny.

• 29 proc. rodzin ustaliło plan działania na wypadek nagłych zdarzeń kryzysowych.

• W opinii PCK plecak ewakuacyjny można porównać do gaśnicy lub apteczki domowej.

Nie jesteśmy w stanie przewidzieć każdego kryzysu

W opinii inicjatorów kampanii „Jutro może wyglądać inaczej” ma ona przypominać społeczeństwu, „że nie jesteśmy w stanie przewidzieć każdego kryzysu, ale możemy wcześniej zadbać o własne bezpieczeństwo i wspierać organizacje społeczne, które utrzymują nieustanną gotowość do niesienia pomocy…”.

„Kampania pokazuje dwa wymiary gotowości. Pierwszy dotyczy każdego z nas: wiedzy, zapasów, planu działania i umiejętności reagowania. Drugi – przygotowania ludzi i zespołów, które mają nieść pomoc, gdy wydarzy się kryzys, ponieważ skutecznej pomocy nie można zacząć organizować dopiero wtedy, gdy ta jest już potrzebna natychmiast” – podaje PCK w komunikacie.

PCK zleciło wykonanie sondażu agencji Zymetria, który pokazałby, czy między wiedzą o zagrożeniach a rzeczywistym przygotowaniem istnieje różnica, a jeśli istnieje, to jaki ma wymiar. Nie ma otwartego dostępu do wyników zleconych badań. Ich wykonawca, czyli „Zymetria to firma analityczno-badawcza dostarczająca rekomendacji pomocnych w podejmowaniu optymalnych decyzji biznesowych…”. Bazujemy więc na danych udostępnionych przez PCK.

GARDA: płk Marek Pietrzak o programie wGotowości
Portal Obronny SE Google News

36 proc. Polaków przeczytało rządowy „Poradnik Bezpieczeństwa”

To niewiele. Jednak jeszcze mniej wdrożyło w życie zalecenia zawarte w tej publikacji – 7 proc. badanych tak postąpiło. Ponad połowa gospodarstw domowych nie ma zapasu wody ani żywności wystarczającego na co najmniej trzy doby. Tylko 29 proc. rodzin ma ustalony plan działania na wypadek sytuacji kryzysowej. Przygotowany plecak ewakuacyjny ma jedynie 4 proc. badanych.

Można założyć, że apel wicepremiera, ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza zachęcający obywateli do skompletowania plecaka ewakuacyjnego nie padł na podatny grunt. Również do świadomości nie przebiły się rady twórców „Poradnika bezpieczeństwa”. Przypomnijmy: został opracowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji na podstawie skandynawskich rozwiązań.

Wersja cyfrowa poradnika (w pliku PDF – można ją stąd pobrać) została udostępniona w internecie pod koniec sierpnia 2025 r. Wersję „w papierze” zaczęto kolportować pod koniec grudnia. Jako pierwsi otrzymali je mieszkańcy województw podlaskiego, lubelskiego i warmińsko-mazurskiego. Potem, do końca stycznia 2026 r., broszura trafiła do wszystkich gospodarstw domowych.

Wydrukowano ok. 17 mln egz. Cała akcja, od przygotowania do druku, druku i kolportażu, kosztowała zamiast planowanych ok. 26 mln ponad dwa razy więcej: 58 mln zł, z czego druk i kolportaż (broszury rozsyłała Poczta Polska) pochłonął 56 mln zł. Dodatkowo prawie 9 mln zł kosztowała kampania reklamująca tę publikację. To wszystko, tak zawartość „Poradnika”, jak i koszty jego produkcji, było – dyplomatycznie to określając – przedmiotem ożywionej dyskusji.

Wcześniej dotyczyła ona inicjatywy Władysława Kosiniaka-Kamysza, który zachęcał społeczeństwo do zaopatrzenia się w plecaki ewakuacyjne. Stało się to w maju 2024 r., gdy udzielając wywiadu dziennikowi „Rzeczpospolita”, polityk, zapytany o gotowość na sytuacje kryzysowe, wyjawił, że gdy Federacja Rosyjska najechała na Ukrainę, to on skompletował taki plecak. Argumentował, że nie widzi w tym przejawów paniki, ale gotowość do sprostania różnym nagłym zagrożeniom, nie tylko militarnym, ale i żywiołowym.

Na szefa MON spadła lawina krytyki. Głównie ze strony opozycji (co nie powinno być zaskoczeniem), a jego poprzednik na urzędzie Mariusz Błaszczak (PiS) uznał, że rolą szefa MON jest myślenie o obronie państwa, a nie o ewakuacji (użył bardziej dosadnego określenia).

Kupując ten plecak, wspierasz Polski Czerwony Krzyż

Ten powyższy wywód może być dla niektórych Czytelników zbyt długi, nie jest w tym miejscu od parady. Bowiem Polski Czerwony Krzyż poleca „plecak ewakuacyjny opracowany z myślą o pierwszych 72 godzinach sytuacji kryzysowej”. Przygotowano go – podkreślone jest to w komunikacie – „z udziałem ekspertów Polskiego Czerwonego Krzyża oraz specjalistów ds. ratownictwa i ochrony ludności”. A asumptem do tego były wyniki rzeczonego wcześniej sondażu wskazujące na „dużą lukę między deklarowaną a rzeczywistą gotowością”.

„Cztery procent to liczba, która powinna dać nam do myślenia. KATAKIT® powstał po to, żeby ułatwić zrobienie jednego z podstawowych kroków w przygotowaniu na kryzys, zgromadzenie najważniejszego wyposażenia w jednym miejscu. Przy doborze zawartości wykorzystano wiedzę ekspertów. Chcemy, żeby plecak ewakuacyjny był traktowany podobnie jak apteczka czy gaśnica: mamy nadzieję, że nie będzie potrzebny, ale jeśli przyjdzie moment, żeby go użyć, na kompletowanie wyposażenia może być już za późno” – wyjaśnia Marcin Kowalski, przewodniczący Zespołu Koordynacyjnego ds. Ratownictwa w PCK.

W takim pecekowskim plecaku znajdują się, jak w każdym tego rodzaju, m.in. artykuły pierwszej pomocy, latarka wielofunkcyjna, świeca 40-godzinna, nóż wielofunkcyjny, panel SOS, gwizdek, światła chemiczne, pojemnik na wodę i tabletki do jej uzdatniania. PCK radzi, że zestaw warto uzupełnić o rzeczy potrzebne indywidualnie: przyjmowane leki, dokumenty lub ich kopie, gotówkę, dodatkową wodę i żywność, powerbank czy artykuły potrzebne dzieciom lub zwierzętom.

Podajemy za PCK cenę tego plecaka, a to dlatego, że część dochodu z jego sprzedaży „wspiera Fundusz na Ratunek Polskiego Czerwonego Krzyża, który pomaga PCK budować gotowość do reagowania na sytuacje kryzysowe”. Obecnie jest dostępny w przedsprzedaży w wersji „dla jednej osoby w cenie 349,90 zł oraz rodzinnym, przeznaczonym dla maksymalnie czterech osób, w cenie 649,90 zł”. Wysyłane będą do odbiorców od grudnia 2026 r.

Kilka zdań komentarza

Przyjemne z pożytecznym. Tak można byłoby skwitować inicjatywę PCK zmierzającą do restauracji apelu Władysława Kosiniaka-Kamysza. Czy warto kupić plecak „od PCK”?

To kwestia indywidualnej decyzji. Zyska na nim potencjalnie obronność państwa, zarobi producent, ale – i to jest bardzo ważne – jakieś tzw. środki zasilą budżet Polskiego Czerwonego Krzyża. A ta organizacja, z ponadwiekowym życiorysem, jest jedną z najważniejszych instytucji pomocy charytatywnej.

Z jakim spotka się zainteresowaniem? Można zgadywać.

Jeśli prognozy miałoby się budować na wynikach sondażów w rodzaju „Czy Polacy uważają, że grozi nam wojna”, to zależy, które badania wzięłoby się za podstawę takich prognoz.

W lutym 2026 r. w badaniach dla dziennika „Rzeczpospolita” wyszło, że takie obawy odczuwa 68,5 proc. Natomiast w sondażu z lipca dla „Dziennika Gazety Prawnej” 60 proc. Polaków uznało, że nie zaatakuje Polski. bo jest obecnie zbyt mocno zaangażowana w wojnę z Ukrainą, by ryzykować bezpośrednie uderzenie na NATO. Zatem?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki