Rosyjskie drony i rakiety nad Europą. To nie przypadek, to ofensywa Kremla

Sytuacja na wschodniej granicy Europy staje się niebezpiecznie napięta. W dniach 3–5 października doszło do zmasowanych naruszeń przestrzeni powietrznej państw sąsiadujących z Ukrainą. W samej Mołdawii rozbiło się i eksplodowało co najmniej pięć rosyjskich dronów i rakiet, a alerty bojowe podniesiono również w krajach bałtyckich, Polsce i Rumunii.

  • Napięcie na wschodniej granicy Europy rośnie: rosyjskie drony i rakiety eksplodowały w Mołdawii, zagrażając bezpieczeństwu całego regionu.
  • Wzmożone alarmy w Polsce, Rumunii i krajach bałtyckich, wraz z analizą incydentów, ujawniają celową strategię Rosji, by destabilizować region.
  • Odkryj, jak Kreml testuje granice NATO i jakie są prawdziwe cele tych prowokacji dla Europy i wsparcia Ukrainy.

Jak poinformowało mołdawskie ministerstwo obrony, do najpoważniejszych incydentów doszło 3 października między godziną 7:45 a 8:00 rano. Eksplozje odnotowano w kilku reginach na wschodzie i południowym wschodzie kraju:

  • Rejon Środa Woda (Crocmaz): Dron eksplodował na terenie lokalnej winnicy. Wybuch doprowadził do pożaru roślinności oraz uszkodzenia pobliskiego budynku.
  • Rejon Anenii Noi i Căușeni: Policja oraz zespoły wojskowe zidentyfikowały szczątki bezzałogowców po zgłoszeniach mieszkańców o wybuchach i gęstym dymie. Sytuacja jest badana.
  • Rejon Hîncești (Bozieni): Kolejne fragmenty zniszczonych obiektów latających zabezpieczyli saperzy na terenach niezamieszkanych.
  • Prezydentka Mołdawii Maia Sandu ostro potępiła działania Moskwy, podkreślając na platformie X: „Wojna Rosji niebezpiecznie zbliża się do Mołdawii. Rosja naraża życie ludzi w całej Europie i musi zostać powstrzymana”.

Według oficjalnych danych mołdawskiego resortu obrony, od początku pełnoskalowej agresji na Ukrainę przestrzeń powietrzna Mołdawii została naruszona ponad 80 razy. Najnowsze zdarzenia pokazują jednak, że ryzyko bezpośredniego przeniesienia incydentów na terytorium państw trzecich jest najwyższe od miesięcy. Na szczęście dotąd obeszło się bez ofiar w ludziach.

Incydenty z minionego weekendu nie ograniczyły się wyłącznie do Mołdawii. W tym samym czasie wzmożoną aktywność bojową odnotowały służby innych krajów Wschodniej Flanki. Na Litwie w odpowiedzi na pojawienie się niezidentyfikowanych celów powietrznych w pobliżu granic poderwano myśliwce NATO w ramach misji Baltic Air Policing. Systemy radiolokacyjne wzdłuż wschodniej granicy Sojuszu operowały w trybie podwyższonej gotowości, szczególnie w Polsce i Rumunii. Przejściowo aktywowano procedury ochrony przestrzeni powietrznej, monitorując trasy przelotu rosyjskich środków napadu. Ostrzeżenia otrzymali mieszkańcy przygranicznych regionów.

Jak się wydaje, tego typu zdarzeni stanowią element zaplanowanej operacji rosyjskiej, która ma na celu zwiększenie presji na kraju graniczące z Ukrainą, ale też na Wschodmnią Flankę NATO jako całość.Warto choćby przypomnieć wtargnięcie rosyjskiego pocisku manewrujacego Ch-101 na terytorium Polski. Coraz więcej wskazuje, że nie był to przypadek, czego dowodem jest nawet efekt eksplozji pocisku. Choć nastąpiła ona w terenie niezamieszkałym, na polu, to nie był to przypadek.

Pocisk nie rozbił się tam, ale przeprowadził pełną procedurę jak przy ataku na wskazany cel, czego dowodem jest niemal dokładnie okrągły krater. Jest on efektem tego, że pocisk nie obniżył lotu do „zarycia w ziemię” ale wykonał „górkę”, czyli wniósł się w ostatnich sekundach gwałtownie w górę i uderzył we wskazane miejsce pionowo.

Tego typu zdarzenia, wraz z nasilającą się kampanią propagandową w socjal mediach i ofensywą dyplomacji rosyjskiej, mają spowodować zwiększone poczucie zagrożenia wsparciem Ukrainy. Celem jest wywołanie presji społecznej na ograniczenie lub wstrzymanie wsparcia dla walczącego z Rosją kraju oraz poczucia zagrożenia odwetem ze strony Kremla. Do menu wróciło grożenie bronią jądrową oraz atakiem na cele związane z dostarczaniem pomocy i produkcją broni oraz amunicji na rzecz Ukrainy.

Gen. Starzyński: Nie możemy stać w miejscu