W 56. Bazie Lotniczej w Inowrocławiu - najstarszej jednostce śmigłowcowej w Siłach Zbrojnych RP - trwa proces, który można określić jako kluczowy dla przyszłości lotnictwa śmigłowcowego Wojsk Lądowych. To właśnie do Inowrocławia trafiło 8 śmigłowców szturmowych AH-64D Apache, wypożyczonych od Stanów Zjednoczonych, służące do szkolenia personelu przed dostawą docelowych 96 śmigłowców w nowszej wersji AH-64E. Nieoficjalnie mówi się, że niektóre z leasingowanych Apaczy, to maszyny, które aktywnie uczestniczyły w operacji Pustynna Burza, podczas której miały swój legendarny chrzest bojowy.
Apache w polskiej armii
Podczas wizyty w Inowrocławiu Portal Obronny miał okazję porozmawiać z pilotem AH-64D Apache, a także członkiem obsługi technicznej tych maszyn. Jak zwracają uwagę, różnica między nowymi maszynami a dotychczas eksploatowanymi w 56. Bazie Lotniczej konstrukcjami jest duża - zwłaszcza pod względem osiągów i systemów uzbrojenia. Śmigłowiec bez odpowiednio przeszkolonych załóg i planu jego użycia jest jednak tylko narzędziem.
"Ten Śmigłowiec udowodnił swoją wartość w różnych konfliktach i w różnych środowiskach, aczkolwiek jest to narzędzie. Samo narzędzie nic nie zdziała. Do narzędzia potrzeba mieć jakiś plan, jak chcemy używać tego narzędzia, mieć ludzi, którzy będą potrafić wyciągnąć z tego narzędzia jak najwięcej" - zwrócił uwagę pilot Apache.
Ogromną zmianą jest również poziom zaawansowania technologicznego. Śmigłowiec „jest bardzo mocno wypełniony elektroniką”, co wpływa zarówno na szkolenie pilotów, jak i personelu technicznego. „Nasze specjalności są dziś podzielone na płatowiec i silnik oraz awionikę połączoną z uzbrojeniem” – wyjaśniają wojskowi.
Szkolenie trwa miesiącami i odbywa się zarówno w USA, jak i w Polsce. „Szkolenie podstawowe w Fort Eustis trwało dziewięć miesięcy, a teraz kontynuujemy je w kraju pod okiem instruktorów amerykańskich” - wyjaśnił pilot. Podkreślił też, że w przypadku śmigłowców Apache kluczowe jest zdobycie doświadczenia: „Trzeba się w ten śmigłowiec wlatać - w żargonie mówimy na to nabijanie łapy”.
Nowe maszyny wymuszają także zmianę sposobu pilotowania. „Latanie manualne schodzi na dalszy plan. Głównym zadaniem staje się obsługa systemów - uzbrojenia, łączności i analizy danych w czasie rzeczywistym” - zaznaczył rozmówca Portalu Obronnego. Apache oferuje szerokie spektrum uzbrojenia - od działka, przez rakiety, po pociski przeciwpancerne - ale kluczowa jest ich właściwa integracja. „Nie chcemy strzelać z armaty do komara. Optymalizacja użycia systemów uzbrojenia jest bardzo istotna” - dodał.
Wdrożenie tych śmigłowców to także wyzwanie dla personelu technicznego. Każdy lot poprzedza wieloetapowa kontrola. „Jedna osoba wykonuje obsługę, druga ją sprawdza. Weryfikacja jest kilkuetapowa, żeby mieć pewność, że śmigłowiec jest w pełni sprawny” - wyjaśnił członek załogi personelu technicznego. Polska armia musi jednocześnie dostosować sposób użycia Apache do własnych realiów operacyjnych. „Amerykanie używali tych śmigłowców w innych warunkach. My przygotowujemy się do czegoś innego, dlatego musimy stworzyć własny system wykorzystania ich potencjału” - zaznaczył.
Już dziś wiadomo, że AH-64D to dopiero początek zmian. W najbliższych latach do Polski trafią jeszcze bardziej zaawansowane wersje AH-64E.„To będzie tak naprawdę skok - nie krok - naprzód” - zgodnie przyznają wojskowi.