BMP-1 wiecznie żywy. Słowacka firma STV Machinery rusza z seryjną produkcją zmodernizowanych kadłubów

Słowacka firma STV Machinery, po 36-letniej przerwie, przygotowuje się do wznowienia seryjnej produkcji kadłubów dla bojowych wozów piechoty BMP-1. Historyczna produkcja, która powraca do zakładów w Dubnicy nad Wagiem, opiera się na zmodernizowanym projekcie, wykorzystującym nowoczesne materiały pancerne dostosowane do standardów NATO. Pierwsze kilkadziesiąt sztuk ma zjechać z linii produkcyjnych w latach 2026-2027 na zamówienie tajemniczego, zagranicznego klienta.

W zakładach zbrojeniowych w Dubnicy nad Wagiem, które w czasach Czechosłowacji były kluczowym ośrodkiem produkującym licencyjne wersje radzieckich pojazdów BMP-1 (znanych lokalnie jako BVP-1) i BMP-2, ponownie rusza produkcja ciężkiego sprzętu bojowego. Firma STV Machinery, działająca na terenie dawnych zakładów ZŤS, podjęła się historycznego zadania po ponad trzech dekadach przerwy. Ostatnie kadłuby tego typu opuściły fabrykę w 1989 roku. Decyzja o wznowieniu produkcji jest odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie na sprzęt pancerny i stanowi strategiczny powrót do korzeni słowackiego przemysłu zbrojeniowego.

Nowy kadłub BMP-1 – co się zmieniło?

Choć nowe pojazdy bazują na radzieckiej konstrukcji z lat 60., nie są jej prostą kopią. Prace nad nowym kadłubem, zlecone w 2024 roku przez czeską spółkę-matkę STV Group, objęły pełną cyfryzację projektu, opracowanie nowej dokumentacji technicznej oraz nowoczesnego oprzyrządowania spawalniczego. Główne modyfikacje mają na celu dostosowanie pojazdu do wymogów współczesnego pola walki. Najważniejsze usprawnienia obejmują wzmocniony pancerz, producent planuje wykorzystać nowoczesne materiały pancerne stosowane w zachodnich pojazdach opancerzonych, co ma znacząco podnieść poziom ochrony załogi, a także zgodność ze standardami NATO, ponieważ projekt został przeprojektowany pod kątem ergonomii i materiałów, aby spełniać obecne wymagania Sojuszu Północnoatlantyckiego. Dodatkowo wprowadzono elastyczność napędu: klienci będą mieli możliwość wyboru jednostki napędowej, w tym silników produkcji zachodniej, co zwiększy uniwersalność i ułatwi logistykę przyszłym użytkownikom. Firma STV Machinery wyprodukowała już dwa prototypy. Pierwszy służy do testów montażu końcowego i integracji systemów uzbrojenia, a drugi przechodzi zaawansowane testy fizyczne i wytrzymałościowe. Firma opracowuje również pojazdy z różnymi konfiguracjami silników. Klienci będą mogli wybierać między różnymi silnikami, w tym silnikami produkowanymi na Zachodzie.

Tajemniczy klient i potencjalne rynki zbytu

Jednym z najbardziej intrygujących aspektów całego przedsięwzięcia jest tożsamość klienta. Pavel Beran, dyrektor ds. projektów specjalnych w STV Group, potwierdził, że firma otrzymała zamówienie od zagranicznego odbiorcy, jednak jego nazwa pozostaje tajna ze względów bezpieczeństwa i z uwagi na tajemnicę handlową. Podpisanie kontraktu nastąpiło pod koniec 2025 roku. Media branżowe, jak np. Defense Express, spekulują, że najbardziej prawdopodobnym odbiorcą jest Ukraina. Kraj ten ma ogromne zapotrzebowanie na pojazdy opancerzone, a jego siły zbrojne już aktywnie użytkują i modernizują wozy BMP-1. Na przykład, w 2024 roku Ukraina i niemiecki Rheinmetall uzgodniły produkcję bojowego wozu piechoty Lynx i rozszerzenie współpracy obronnej. Wznowienie na Słowacji produkcji mogłoby być szybkim sposobem na uzupełnienie floty. Jednym z rozważanych scenariuszy jest dostawa samych kadłubów lub pojazdów bezwieżowych, co pozwoliłoby Ukrainie na montaż własnych modułów bojowych.

Zgodnie z planem, produkcja seryjna pierwszych kilkudziesięciu sztuk ma ruszyć w latach 2026-2027. Docelowo moce produkcyjne zakładu mogą osiągnąć nawet 100 kadłubów rocznie. W ramach podziału kompetencji w holdingu STV, słowacka spółka STV Machinery będzie odpowiedzialna za produkcję kadłubów i innych komponentów, natomiast czeska STV Group przeprowadzi finalny montaż i testy gotowych pojazdów.

Ukraina na poszukiwaniach uzbrojenia nawet po muzeach

Ukraina ciągle poszukuje na świecie uzbrojenia, które mogłoby zostać wykorzystane na froncie, według doniesień medialnych duńskiej telewizji TV2 Øst, właściciel Panzermuseum East Allan Pedersen zdecydował się przekazać Ukrainie dwa eksponaty: bojowy wóz piechoty BMP-1 oraz samobieżny radar artyleryjski 1RL232 Leopard SNAR-10 na bazie ciągnika MT-LB. Pojazdy mają zostać wyremontowane i przywrócone do sprawności bojowej dzięki ukraińskiemu zapleczu. Ukraińcy wielokrotnie kontaktowali się nie tylko z tym duńskim muzeum, lecz także z wieloma innymi placówkami w Europie w sprawie przejmowania poradzieckiego sprzętu. 

Ukraina otrzymała ogromną pomoc od państw NATO i zachodnich w tym ponad ponad 1150 bojowych wozów piechoty i ponad 4170 transporterów opancerzonych. Tak duże ilości przekazanego już sprzętu sprawiają, że państwa NATO wyczerpały już możliwości przekazywania sprzętu z zapasów bez osłabiania własnych zdolności operacyjnych, dlatego Ukraina szuka pojazdów w bardziej egzotycznych miejscach, takich jak muzea. Te jednak mogą być niechętne oddawaniu zbiorów, a pojazdy bywają zdemilitaryzowane i wymagają kapitalnego remontu, co w warunkach wojennych nie jest proste. Dodatkowo Ukraina utraciła znaczną część swojego przemysłu pancernego, a wiele podzespołów do sprzętu poradzieckiego produkowano w Rosji lub innych państwach, co dodatkowo komplikuje przywracanie pojazdów do służby.

BMP-1: Rewolucyjny "ojciec" bojowych wozów piechoty

BMP-1, w Polsce znany jako BWP-1, to pojazd, który w latach 60. XX wieku zrewolucjonizował taktykę wojsk lądowych, tworząc nową klasę pojazdów – bojowe wozy piechoty (BWP). Zaprojektowany do transportu i wsparcia ogniowego żołnierzy na atomowym polu walki, łączył w sobie cechy transportera opancerzonego i lekkiego czołgu. Prace nad nowym pojazdem dla piechoty zmechanizowanej rozpoczęto w ZSRR na przełomie lat 50. i 60. Doktryna wojskowa Układu Warszawskiego zakładała, że przyszły konflikt będzie toczył się z użyciem broni masowego rażenia. Potrzebny był więc pojazd, który nie tylko dowiezie żołnierzy na pole bitwy, ale także zapewni im ochronę przed promieniowaniem, pozwoli na prowadzenie walki z wnętrza i będzie w stanie nadążyć za czołgami w trudnym terenie.

Efektem tych założeń był BMP-1 (ros. Boyevaya Mashina Pekhoty), przyjęty na uzbrojenie w 1966 roku. Był to pierwszy na świecie seryjnie produkowany pojazd tej klasy, który na stałe zmienił oblicze wojsk zmechanizowanych. Jego konstrukcja charakteryzowała się niską sylwetką, mocno pochylonym pancerzem przednim oraz zdolnością do pływania bez specjalnego przygotowania. BMP-1 został zaprojektowany jako kompromis pomiędzy mobilnością, siłą ognia i ochroną. Jego masa bojowa wynosiła około 13,5 tony, a załogę stanowiło trzech żołnierzy (dowódca, kierowca, działonowy) oraz ośmiu żołnierzy desantu.

Głównym elementem wyróżniającym BMP-1 na tle ówczesnych transporterów było jego uzbrojenie umieszczone w jednoosobowej wieży. Obejmowało ono armatę gładkolufową 2A28 Grom kalibru 73 mm – niskociśnieniowe działo będące rozwinięciem granatnika SPG-9, przeznaczone głównie do zwalczania pojazdów opancerzonych na krótkich dystansach za pomocą pocisków kumulacyjnych, a także sprzężony z nią karabin maszynowy PKT kalibru 7,62 mm, który służył do zwalczania siły żywej i nieopancerzonych celów. Dodatkowo pojazd wyposażono w wyrzutnię przeciwpancernych pocisków kierowanych 9M14M Malutka, zapewniającą możliwość niszczenia czołgów z dystansu przekraczającego skuteczny zasięg armaty. Desant, siedzący w tylnej części pojazdu plecami do siebie, mógł prowadzić ogień z broni osobistej przez specjalne otwory strzelnicze w burtach.

Opancerzenie BMP-1 wykonano ze spawanych, walcowanych płyt stalowych. Przedni pancerz zapewniał ochronę przed pociskami kalibru do 12,7 mm, co w latach 60. uznawano za wystarczające do obrony przed podstawowym uzbrojeniem lekkich pojazdów NATO. Boczne i tylne płyty chroniły jedynie przed ostrzałem z broni kalibru 7,62 mm. Niska masa, będąca wynikiem cienkiego pancerza, pozwalała pojazdowi na pływanie. Z czasem ujawniły się jednak poważne wady konstrukcyjne. Pojazd okazał się wrażliwy na miny, najechanie na minę często prowadziło do śmierci kierowcy i dowódcy siedzących z przodu. Niefortunne było też umieszczenie zbiorników paliwa, bo główne zbiorniki znajdowały się w tylnych drzwiach przedziału desantowego, co stanowiło śmiertelne zagrożenie dla żołnierzy w przypadku trafienia. Dodatkowo amunicja do armaty była składowana w sposób zwiększający ryzyko eksplozji po przebiciu pancerza.

Napęd pojazdu stanowił sześciocylindrowy silnik wysokoprężny UTD-20 o mocy 300 KM, który pozwalał osiągnąć prędkość 65 km/h na drodze i około 50 km/h w terenie. Jedną z kluczowych zalet BMP-1 była jego zdolność do pokonywania przeszkód wodnych z marszu. Pojazd poruszał się w wodzie dzięki ruchowi gąsienic, osiągając prędkość około 7 km/h.

Chrzest bojowy BMP-1 przeszedł podczas wojny Jom Kippur w 1973 roku w armiach Egiptu i Syrii. Doświadczenia z tego i kolejnych konfliktów, zwłaszcza wojny w Afganistanie, obnażyły jego słabości. Niska skuteczność armaty Grom przeciwko sile żywej, mały kąt podniesienia lufy utrudniający walkę w terenie górskim oraz wspomniane wady w ochronie pancernej doprowadziły do opracowania następcy – BMP-2. Mimo to, wyprodukowano ponad 20 000 egzemplarzy BMP-1, które trafiły do armii kilkudziesięciu państw. Wiele z nich, w tym Polska (pod nazwą BWP-1), wciąż użytkuje te wozy. Przez dekady pojazd doczekał się licznych modernizacji na całym świecie, mających na celu poprawę siły ognia poprzez montaż nowoczesnych modułów uzbrojenia z działkami automatycznymi i nowymi ppk, ochrony (dodatkowe opancerzenie) czy mobilności (nowe silniki). 

Zewnętrzna wystawa uzbrojenia Wojska Polskiego na MSPO 2025