Polacy chcą, by Polska szykowała się na NATO bez USA. Czy jesteśmy na to gotowi? [SONDAŻ]

2026-04-13 9:01

Najnowszy sondaż Instytutu Badań Pollster, przeprowadzony na zlecenie Portalu Obronnego, przynosi jednoznaczne wnioski na temat nastrojów społecznych w Polsce. Aż 76% ankietowanych uważa, że Polska powinna przygotowywać się na scenariusz, w którym Stany Zjednoczone znacząco ograniczą swoje zobowiązania wobec NATO. Wynik ten, rosnący do 90% po wykluczeniu osób niezdecydowanych, jest wyraźnym sygnałem dla klasy politycznej i dowództwa wojskowego. Polacy, w obliczu zmieniającej się sytuacji geopolitycznej, dostrzegają konieczność budowy strategicznej autonomii i wzmacniania własnego potencjału obronnego.

  • Aż 76% Polaków (90% po odrzuceniu niezdecydowanych) uważa, że Polska powinna przygotowywać się na scenariusz ograniczenia zobowiązań USA wobec NATO.
  • Sondaż Instytutu Badań Pollster, przeprowadzony w dniach 2-3 kwietnia 2026 roku, pokazuje, że społeczeństwo dostrzega potrzebę budowy strategicznej autonomii i wzmacniania własnego potencjału obronnego.
  • Eksperci wskazują, że Europa powinna przygotować się na samodzielną obronę, a ciężar konwencjonalnej obrony spadnie na Polskę i Niemcy, natomiast Francja i Wielka Brytania wniosą odstraszanie nuklearne.

Badanie przeprowadzone przez Instytut Badań Pollster w dniach 2-3 kwietnia 2026 roku na reprezentatywnej próbie dorosłych Polaków nie pozostawia wątpliwości. Na pytanie: "Czy Polska powinna przygotowywać się na scenariusz, w którym USA znacząco ograniczą swoje zobowiązania wobec NATO?" odpowiedzi rozłożyły się następująco:

  • Tak – 76%
  • Nie – 8%
  • Nie wiem / Trudno powiedzieć – 16%

Te liczby pokazują, że ponad trzy czwarte społeczeństwa widzi realną potrzebę przygotowania kraju na fundamentalną zmianę w architekturze bezpieczeństwa Europy. Jeszcze bardziej wymowny jest wynik po odrzuceniu głosów niezdecydowanych – wówczas odsetek zwolenników przygotowań rośnie do 90%, a przeciwników spada do zaledwie 10%. To niemal jednomyślny głos w sprawie, która do niedawna mogła wydawać się tematem czysto teoretycznym.

Polacy chcą, by kraj szykował się na NATO bez USA.

i

Autor: Beata Rozpędska Czy Polska powinna przygotowywać się na scenariusz, w którym USA znacząco ograniczą swoje zobowiązania wobec NATO?

W opinii Jakuba Gracy z Instytutu Nowej Europy, tak duży wynik można tłumaczyć tym, że "większość ludzi nie interesuje się polityką dogłębnie, a debata publiczna kieruje się emocjami". Jak powiedział:

"Jeśli D. Trump prowadzi politykę transakcyjną i awanturniczą, a w swoich wypowiedziach dzieli i obraża, to jest to, co ludzie widzą, ale gdy posłuchamy ludzi z wewnątrz NATO czy także polskich decydentów (np. ministra obrony), to okazuje się, że współpraca z Amerykanami przebiega bardzo dobrze i na poziomie technicznym nic się nie zmieniło. To nie znaczy, że problem nie istnieje, ale przecież przed Trumpem też wiedzieliśmy, że należy budować własne zdolności wojskowe".

Pytany o obecny kryzys na linii USA-Europa, Graca powiedział:

"Na pewno możemy mówić o kryzysie wewnątrz NATO, choć wycofanie się USA z Sojuszu jest nadal opcją mało prawdopodobną z przyczyn prawnych i strategicznych. Trump natomiast już w pierwszej kadencji podjął decyzję o wycofaniu części żołnierzy z Niemiec (cofniętą przez Bidena), więc może chcieć ponownie pójść w tym kierunku. Doniesienia medialne mówią o tym, że USA rozważają "ukaranie" niektórych sojuszników w ten sposób, że wycofają z ich terytorium część sił zbrojnych. Tego rodzaju środki odwetowe są dużo bardziej realne. Dopóki Trump jest prezydentem, to trzeba się spodziewać, że NATO będzie się znajdować w stanie permanentnego trybu kryzysowego. Trzeba po prostu przetrwać najbliższe 3 lata".

Dopytywany co Polska powinna zrobić, aby przygotować się na scenariusz wyjścia USA z NATO, Jakub Graca powiedział:

"Najlepsze, co Polska może robić, to robić swoje. 5% PKB na obronność każdego roku, zabieganie o jedność sojuszniczą, pogłębianie relacji z USA, państwami naszego regionu i Ukrainą. Tylko tyle i aż tyle. I nie antagonizować Trumpa nieprzemyślanymi wypowiedziami np. że wojna w Iranie to "nie nasza wojna" - niestety, mamy do czynienia z partnerem, z którym trzeba się obchodzić bardzo ostrożnie".

Niepewność za oceanem, realizm w Polsce

Skąd tak duży sceptycyzm wobec trwałości amerykańskich gwarancji? Nastroje w Polsce są odbiciem globalnych trendów i retoryki płynącej z Waszyngtonu. Wypowiedzi kluczowych amerykańskich polityków, w tym prezydenta Donalda Trumpa, regularnie podważają fundamenty solidarności sojuszniczej, uzależniając pomoc od wysokości wydatków na obronność poszczególnych państw. Taka postawa, określana mianem transakcyjnego podejścia do bezpieczeństwa, budzi niepokój nawet na wschodniej flance NATO.

Sugestie, że Sojusz jest „papierowym tygrysem” lub że USA mogą nie przyjść z pomocą sojusznikom, którzy nie wydają wystarczająco dużo na obronność, padają na podatny grunt. Napięcia na linii Waszyngton-Europa, widoczne m.in. podczas kryzysu związanego z wojną w Iranie czy sporu o status Grenlandii, pokazały, że interesy USA i Europy mogą się rozchodzić.

Polacy, choć wciąż należą do najbardziej proamerykańskich narodów w Europie (według badania CBOS z 2025 roku w rankingu najbardziej lubianych narodów 58% badanych ma pozytywne nastawienie wobec Amerykanów), z niepokojem obserwują te tendencje. Zaufanie do USA jako wiarygodnego partnera, choć wciąż istnieje, zostało nadszarpnięte. Świadomość, że polityka zagraniczna Waszyngtonu może ulec zmianie w zależności od kaprysów Trumpa, skłania do poszukiwania alternatywnych lub uzupełniających gwarancji bezpieczeństwa.

Polacy, świadomi zagrożeń wynikających z agresywnej polityki Rosji, widocznej od inwazji na Ukrainę, zdają się podchodzić do sojuszy w sposób coraz bardziej pragmatyczny. Wyniki sondażu sugerują, że społeczeństwo nie chce, aby bezpieczeństwo Polski było w pełni zależne od decyzji podejmowanych w Białym Domu.

Bezpieczeństwo Europy w rękach czterech mocarstw: Kto obroni kontynent przed Rosją?

Dekady polegania na sojuszniku zza Atlantyku zdają się dobiegać końca, a pytanie o zdolność kontynentu do samodzielnej obrony staje się palące. Wbrew nadziejom niektórych na wspólną, unijną armię, bezpieczeństwo Europy w przewidywalnej przyszłości może spocznie na barkach czterech kluczowych państw: zmobilizowanych Niemiec, frontowej Polski oraz posiadających broń jądrową Francji i Wielkiej Brytanii - jak zauważają Ethan B. Kapstein z Empirical Studies of Conflict Project na Uniwersytecie Princeton i adiunkt w Rand Corporation oraz Jonathan Caverley z Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych na łamach Foreign Affairs w tekście pt: "Europe’s New Defense Core".

Według nich agresywna postawa Rosji, której kulminacją była pełnoskalowa inwazja na Ukrainę w 2022 roku, brutalnie obnażyła słabość europejskiego porządku bezpieczeństwa. Jednocześnie, nieprzychylna postawa prezydenta USA Donalda Trumpa wobec NATO i jego groźby pod adresem sojuszników, którzy jego zdaniem nie ponoszą wystarczających kosztów obrony, zasiały ziarno nieufności co do trwałości transatlantyckich zobowiązań.

Jak zauważają analitycy Ethan B. Kapstein i Jonathan Caverley, pytanie nie brzmi już „czy”, ale „jak” Europa ma się bronić samodzielnie. Czasu jest coraz mniej. Sekretarz generalny NATO, Mark Rutte, już w czerwcu 2025 roku ostrzegał, że Rosja może być gotowa do użycia siły przeciwko Sojuszowi w ciągu pięciu lat. Te słowa nabierają szczególnego znaczenia w kontekście nasilających się prowokacji, rosyjskie samoloty bojowe naruszają przestrzeń powietrzną Estonii, hakerzy atakują polskie elektrownie, a drony wlatują w polską przestrzeń powietrzną. Sytuację komplikuje fakt, że według doniesień Reutersa, amerykańscy urzędnicy poinformowali swoich europejskich odpowiedników, że do 2027 roku muszą przejąć główną odpowiedzialność za obronę kontynentu.

Według autorów, mimo iż w odpowiedzi na kryzys Bruksela stara się reagować, tworząc nowe instytucje i programy. Inicjatywy takie jak Europejska Strategia Przemysłu Obronnego (EDIS) i Europejski Fundusz Obronny (EDF) mają na celu skierowanie miliardów euro na wspólne badania, rozwój i zakupy uzbrojenia. Unijny program „Security Action for Europe” (SAFE) ma z kolei, za pomocą pożyczek, zachęcać do wspólnych zamówień, to według ich ostatecznie obrona Europy nie będzie zależeć od Brukseli, ale od indywidualnych działań kilku kluczowych państw. Ciężar konwencjonalnej obrony lądowej i powietrznej spadnie niemal w całości na Polskę i Niemcy. Francja i Wielka Brytania mogą wnieść do tej układanki swoje siły ekspedycyjne i, co najważniejsze, strategiczne odstraszanie nuklearne.

W analizie zwraca się uwagę, że Polska nie ma innego wyboru, jak stać się potężną siłą osłonową, zdolną do przyjęcia pierwszego uderzenia i spowolnienia ewentualnego rosyjskiego natarcia. Warszawa przeznacza na obronność ogromne 4,7% PKB, co jest jednym z najwyższych wskaźników w NATO. Polska prowadzi masowe zakupy uzbrojenia, głównie w Korei Południowej i Stanach Zjednoczonych.

Niemcy z kolei według autorów po dekadach pacyfistycznej polityki dokonały historycznego zwrotu (Zeitenwende). Z czwartym co do wielkości budżetem obronnym na świecie, Berlin staje się przemysłowym i finansowym kręgosłupem europejskiej obronności. Planowane 750 miliardów dolarów wydatków wojskowych w ciągu najbliższych czterech lat ma nie tylko zmodernizować Bundeswehrę, ale także stanowić koło ratunkowe dla niemieckiego przemysłu. Według ich opinii w przyszłości Berlin będzie mógł przyjąć rolę europejskiego standaryzatora i planisty, którą wcześniej pełnił Waszyngton.

Jeśli zaś chodzi o Francję, to według Kapsteina i Caverleya, Paryż wnosi do sojuszu zdolności, których brakuje Polsce i Niemcom. Przede wszystkim jest to jedyny w UE suwerenny potencjał odstraszania nuklearnego. Paryż dysponuje również doświadczoną armią ekspedycyjną, lotniskowcem i flotą okrętów podwodnych o napędzie atomowym. W przypadku konfliktu, to francuskie siły byłyby gotowe do szybkiego przerzutu na wschodnią flankę. Jednak ambitne wezwania prezydenta Emmanuela Macrona do budowy „gospodarki wojennej” zderzają się z trudną sytuacją finansów publicznych i polityką przemysłową, która wciąż priorytetowo traktuje eksport uzbrojenia (np. myśliwców Rafale) do krajów spoza UE, takich jak Indie.

Z kolei Wielka Brytania pozostaje kluczowym graczem, mimo napiętego budżetu i wyjścia z UE. Londyn utrzymuje własny potencjał nuklearny oraz zdolne do rozmieszczenia siły lądowe, powietrzne i morskie. Kryzysy ostatnich lat pchnęły Londyn do zacieśnienia współpracy obronnej z Europą, a zwłaszcza z Francją, z którą prowadzone są rozmowy o kooperacji nuklearnej. Problemem pozostaje jednak formalny brak dostępu brytyjskich firm do nowych unijnych funduszy i inicjatyw obronnych. Złagodzenie tego stanowiska przez Brukselę mogłoby być jednym z najprostszych kroków na rzecz wzmocnienia zbiorowej obrony kontynentu.

W opinii autorów na łamach Foreign Affairs wszystko wskazuje na to, że w najbliższej dekadzie obronność kontynentu nie będzie opierać się na zintegrowanej, unijnej armii, lecz na mozaice narodowych wysiłków koordynowanych przez „Wielką Czwórkę”. Te jednostronne działania niekoniecznie przysłużą się projektowi głębszej integracji europejskiej.

Jednak połączone wysiłki Polski, Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii powinny zapewnić Europie wystarczającą zdolność obronną, aby skutecznie przeciwstawić się rosyjskiej agresji. Do 2029 roku same Niemcy planują wydawać na obronę kwotę porównywalną z budżetem w pełni zmobilizowanej rosyjskiej gospodarki wojennej. Dodając do tego potencjał pozostałych trzech mocarstw, tworzy się siła, która może, a przede wszystkim powinna, skutecznie odstraszyć Kreml od samej myśli o ataku. To pragmatyczne, choć dalekie od federalistycznych marzeń, podejście może się stać naszą nową rzeczywistością.

Zewnętrzna wystawa uzbrojenia Wojska Polskiego na MSPO 2025
Portal Obronny SE Google News