- Logistyka wojskowa, choć często niedoceniana, jest kluczowa dla funkcjonowania sił zbrojnych.
- Inspektorat Wsparcia SZ zapewnia kompleksowe wsparcie logistyczne, od paliwa po amunicję, zarówno w kraju, jak i za granicą.
- Wprowadzanie nowego uzbrojenia to ogromne wyzwanie logistyczne.
- Jakie są prawdziwe koszty i wyzwania związane z utrzymaniem nowoczesnego sprzętu wojskowego?
- Zapraszamy do zapoznania się z całym wywiadem, aby poznać wyzwania, jakie stoją przed wojskową logistyką w czasie pokoju i wojny.
i
Juliusz Sabak: Panie Generale, dziękuję, że dał się Pan namówić na rozmowę, bo mam wrażenie, że Inspektorat Wsparcia to instytucja, która pozostaje mocno w cieniu. Zajmujecie się tym, o czym się rzadko mówi... dopóki działa. A ja staram się przypominać, że logistyka, amunicja i paliwo plus wsparcie eksploatacji, serwis itd.
Gen. dyw. Dariusz Mendrala, Szef Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych: Panie Redaktorze, jest w twierdzeniu, że logistyka zwykle pozostaje w cieniu sporo prawdy. Działalność Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych rzeczywiście często pozostaje poza głównym nurtem zainteresowania opinii publicznej, szczególnie wtedy, gdy wszystkie procesy przebiegają prawidłowo. Problem polega jednak na tym, że gdy już informacje na temat naszej działalności pojawią się szerzej w przestrzeni medialnej, to są to zwykle słowa krytyki, w tym także opinie stygmatyzujące, krzywdzące i wynikające z braku zrozumienia naszej roli.
Chciałbym w tym miejscu odnieść się do dwóch określeń, których szczerze nie znoszę: „wrogi oddział gospodarczy” oraz „baba z WOG-u” (WOG - Wojskowy Oddział Gospodarczy - przyp. red.). To są sformułowania pojawiające się często w przestrzeni medialnej, których nie powinno się używać, bo odbierają szacunek do żołnierzy i pracowników logistyki. Nie tylko zawierają w sobie ładunek jednoznacznie pejoratywny, ale najczęściej wynikają one albo z jednostkowych doświadczeń autorów krytyki albo całkowitego niezrozumienia funkcji i roli, jaką Wojskowe Oddziały Gospodarcze pełnią.
Żeby było jasne – ja absolutnie nie twierdzę że nasza logistyka działa perfekcyjnie. Wręcz przeciwnie - sam dostrzegam wiele obszarów wymagających pilnych usprawnień systemowych czy istotnych modyfikacji organizacyjnych. Jednak w naszej działalności zazwyczaj nie ma złej woli, zaniedbań czy prokrastynacji na poziomie pojedynczego przedstawiciela służb logistycznych. Przeszkodą w szybkim dostarczeniu odpowiedniego wsparcia jednostkom operacyjnym czy pojedynczym żołnierzom są zwykle obiektywne uwarunkowania — wewnętrzne bądź zewnętrzne — które decydują o tym, czy jesteśmy w stanie skutecznie realizować swoją rolę.
Są to chociażby ograniczenia wynikające z przepisów finansowych, ustawy o rachunkowości, prawa zamówień publicznych, konkretnych uwarunkowań budżetowych czy też niepodlegających żadnym kompromisom ram czasowych roku budżetowego. Te uwarunkowania bardzo często są ignorowane lub oceniane bez pełnego zrozumienia procesów zachodzących w środowisku formalnym, w jakim funkcjonuje Inspektorat Wsparcia, co zazwyczaj prowadzi do uproszczeń i niesprawiedliwych ocen.
Powiedzmy szczerze – robicie pracę niewdzięczną i niezrozumiałą często. Łatwo jest zapomnieć, że to logistyka utrzymuje sprzęt i ludzi w ruchu. Że na przykład sprzęt ma cały cykl życia – że trzeba go wprowadzić, trzeba przeszkolić ludzi, stworzyć zaplecze remontowe i zapasy części, gdzieś w czasie służby zmodernizować a na koniec zutylizować. W sumie, trzeba by zacząć jak myślę od początku. Stąd podstawowe pytanie: Czym zajmuje się Inspektorat Wsparcia? Bo to jest, mam wrażenie, jednak z najmniej widocznych z instytucji wojskowych.
Cóż, służba w logistyce to nie udział w „konkursie piękności” i walka o popularność, ale ciężka, niedostrzegana i – co przykre – zwykle niedoceniana praca „na zapleczu”. Zresztą jak już mówiliśmy, logistyka generalnie jest mało widoczna, bo czy tego chcemy czy nie kuchnie polowe, warsztaty, czy cysterny paliwowe, nawet te najbardziej nowoczesne, nigdy nie spotykają się z takim zainteresowaniem jak czołgi, samoloty czy okręty. Ale paradoksalnie: im mniej się o logistyce mówi, tym lepiej, bo zazwyczaj oznacza to, że dobrze działa. Niestety, najgłośniej o logistyce mówi się wtedy, kiedy ujawnią się w niej jakieś problemy.
Czym zajmuje się Inspektorat? Inspektorat Wsparcia, jak sugeruje sama nazwa, zajmuje się szeroko rozumianym wsparciem logistycznym jednostek Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej oraz wojsk sojuszniczych.
Ale od razu muszę dodać dwa istotne zastrzeżenia, o których często się zapomina. To zdanie powinno zawierać w sobie doprecyzowanie - „w czasie pokoju, kryzysu i wojny” - oraz zastrzeżenie - „na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i poza granicami państwa”. Dopiero ten zestaw funkcji pokazuje w sposób kompletny, jaką rolę Inspektorat odgrywa.
W praktyce Inspektorat Wsparcia pełni rolę połączonego dowództwa logistycznego - tak jest to określane w nomenklaturze NATO. Jesteśmy strukturą, która wielodomenowo zabezpiecza działalność własnych i sojuszniczych sił zbrojnych.
Nasi żołnierze i pracownicy są wszędzie tam gdzie toczy się „wojskowe życie”: zabezpieczają działalność jednostek operacyjnych w miejscach ich stałej dyslokacji, w ośrodkach szkolenia poligonowego, czy w zgrupowaniach zadaniowych. Zapewniają żołnierzom „wikt i opierunek”, organizują miejsca zakwaterowania i dostawę usług sanitarnych. Dostarczają paliwo, amunicję, mundury i techniczne środki materiałowe. Pracują nad organizacją przemieszczeń i transportów wojskowych drogą lotniczą, lądową i morską. W ramach polskiego hubu logistycznego (POLLOGHUB) zapewniają ciągłość procesu udzielania wsparcia dla walczącej Ukrainy, przygotowując transporty mienia pochodzącego z donacji od sojuszników Ukrainy. Nasze jednostki logistyczne zapewniają także wsparcie stacjonującym w Polsce i szkolącym się wojskom sojuszniczym, co spotyka się – a wiem to z choćby z moich bezpośrednich relacji z wysokimi przedstawicielami amerykańskich sił zbrojnych - z wielkim uznaniem z ich strony.
Dodatkowo, jak Pan Redaktor doskonale wie, wciąż utrzymujemy działalność polskich kontyngentów wojskowych poza granicami państwa, gdzie rola logistyki jest szczególnie istotna, bo mówimy o logistyce realizowanej na dużą odległość. Tam również nasi żołnierze ciężko pracują, aby kontyngenty, we wszystkich rejonach świata, w których operujemy, mogły realizować swoje misje.
Tymczasem najczęściej uwaga opinii publicznej skupia się wyłącznie na zadaniach realizowanych w czasie pokoju. Jako szef Inspektoratu Wsparcia uważam tymczasem, że moim głównym zadaniem jest przygotowanie tej instytucji, a szerzej - logistyki wojskowej – do wsparcia procesów wiarygodnego odstraszania, a jeśli zajdzie taka potrzeba – do stworzenia warunków do prowadzenia operacji obronnej w wymiarze narodowym lub sojuszniczym. To jest zasadnicza rola Inspektoratu i do tego się przygotowujemy.
i
Tam, gdzie popełniamy błędy, oczywiście uderzę się w piersi i gwarantuję, że postaram się dokonać odpowiednich korekt i wdrożyć mechanizmy naprawcze. Nie będę też tolerował żadnych negatywnych zjawisk, które rzucają się cieniem na reputację logistyki wojskowej, np. w zakresie transparentności działań. Zależy mi jednak na tym, aby obraz naszej działalności był przedstawiany w sposób obiektywny, rzetelny i uwzględniający realne uwarunkowania.
Też mam wrażenie, że jest to najmniej zrozumiana rola. Przede wszystkim widzimy żołnierza na pierwszej linii. Ale to, że on musi mieć wodę, jedzenie, paliwo, amunicję, baterie i wszystko inne dostarczone tam gdzie działa. Łącznie z, za przeproszeniem, papierem, toaletowym… i to wszystko musicie mu dostarczyć do tej bazy, która nie jest zwykle w centrum miasta. Bardzo często ten „drobiazg” umyka. Do czasu. Na kilku z naszych konferencji Portalu Obronnego ktoś zauważył to, co wszyscy teoretycznie wiedzą - że nikt nie zauważa logistyki, dopóki dobrze działa.
Jak już nieco wcześniej powiedziałem: my w przestrzeni publicznej zaczynamy istnieć w momencie, kiedy z logistyką jest jakiś problem. Natomiast jeżeli wszystko funkcjonuje prawidłowo, jest to przyjmowane, jako coś oczywistego, niewymagającego uwagi czy odnotowania.
Tymczasem nawet najlepszy czołg, samolot czy okręt któremu nie zapewni się amunicji czy paliwa, a więc nie stworzy możliwości prowadzenia obrony ani wykonania manewru, staje się łatwym celem dla sił przeciwnika.
Druga kwestia, na którą chciałbym zwrócić uwagę, dotyczy sposobu myślenia logistyków. My, w pewnym sensie, trochę inaczej niż nasi koledzy z wojsk operacyjnych, postrzegamy kwestie rozwoju sił zbrojnych, wdrażania nowoczesnych technologii, czy wyposażenia żołnierzy.
Oceniając wartość czołgu moi koledzy z wojsk pancernych analizują jego zasięg, zdolności manewrowe, prędkość maksymalną, kaliber działa, odporność pancerza czy możliwość rażenia celów różnymi środkami. My natomiast widzimy przede wszystkim nowe potrzeby logistyczne. Widzimy konieczność zabezpieczenia odpowiedniego paliwa, (a na przykład w przypadku czołgów Abrams mówimy o paliwie lotniczym, które do tej pory nie było stosowane w naszych wojskach lądowych). Widzimy nowe typy amunicji, które trzeba pozyskać i zgromadzić w odpowiednich warunkach i lokalizacjach i to w bardzo dużych ilościach. Widzimy potrzebę stworzenia nowej infrastruktury magazynowej, garażowej i warsztatowej oraz budowy struktur zapewniających wsparcie eksploatacji technicznej czołgów. Widzimy konieczność wyszkolenia personelu technicznego, zdobycia nowych kompetencji do czego musimy przygotować naszych mechaników.
To są elementy, które na etapie wyboru konkretnej platformy są mniej widoczne, ponieważ dla operatora - dla czołgisty - kluczowy jest efekt: możliwość użycia czołgu w warunkach bojowych, jego odporność na oddziaływania i przewaga, jaką ten czołg daje nad platformami naszego adwersarza. Z naszej perspektywy lista kwestii, na które musimy zwrócić uwagę, jest zdecydowania dłuższa.
W przypadku sprzętu amerykańskiego to też inny system metryczny – cale, galony. Odmienne narzędzia...
Kwestie tego typu nie mogą być żadną przeszkodą w skutecznym wykonaniu naszej misji. Absolutnie nie dopuszczam, żeby takie, nazwijmy to wprost „technikalia”, stały się przeszkodą do skutecznej i terminowej realizacji naszych celów i zadań.
Ale jest to pewnego rodzaju wyzwanie np. w przypadku wspomnianych Abramsów?
Oczywiście, że jest to wyzwanie. Jak już Panu wspomniałem, chociażby sama zmiana paliwa - z oleju napędowego, powszechnie stosowanego w platformach postsowieckich, na paliwo lotnicze – stanowi dodatkowe wyzwania logistyczne. Wymaga to posiadania odrębnych zbiorników, odpowiednich instalacji do magazynowania paliwa oraz możliwości jego bezpośredniego dowozu do miejsc dystrybucji i tankowania pojazdów.
To cały łańcuch działań logistycznych, związanych z zapewnieniem efektywnej i bezpiecznej eksploatacji nowo wprowadzanych technologii wojskowych, które - bez wątpienia - zmieniają obraz naszych sił zbrojnych.
Służę w wojsku od niemal trzydziestu trzech lat i przyznaję, że nie pamiętam okresu o takiej intensywności, jeśli chodzi o wprowadzanie nowych systemów uzbrojenia — okresu zmian, które można bez żadnej przesady nazwać zmianami generacyjnymi. Dotychczas, licząc praktycznie od 1989 roku, mieliśmy w tym zakresie właściwie tylko dwa istotne punkty zwrotne w zakresie wykorzystywanych technologii, jeśli możemy je tak nazwać.
i
Pierwszym był moment pozyskania i wprowadzenia do użytku samolotów F-16 – była to ogromna, przełomowa zmiana, która odmieniła oblicze polskich sił powietrznych. Drugim punktem zwrotnym było wprowadzenie kołowego transportera opancerzonego KTO Rosomak, który – zakupiony w dużych ilościach – również wniósł ogromną zmianę jakościową. Pozostałe systemy pozyskiwano głównie metodą, którą ja określam jako „metodę wysepkową” – w stosunkowo niewielkich ilościach, nie zmieniających całościowego obrazu sił zbrojnych, bazujących w dużej mierze na platformach postsowieckich. Co więcej, część pozyskiwanego sprzętu, np. czołgi Leopard, pochodziła kolokwialnie rzecz ujmując z „drugiej ręki” i miała już określoną historię eksploatacyjną.
Jak widać, takich istotnych, punktowych zmian transformacyjnych w okresie całej mojej służby – a można powiedzieć, że obejmuje ona już ponad jedną generację – nie było wiele.
Bardzo się cieszę, że obecnie ta zmiana następuje, ponieważ jest ona wymuszona przez realia nowoczesnego pola walki. Musimy nadrobić opóźnienia i wyposażyć siły zbrojne w najnowocześniejsze z dostępnych technologii, bo te, które mamy jeszcze z okresu Układu Warszawskiego, w żaden sposób nie przystają do wymagań współczesnego pola walki.
Ale to też generuje mnóstwo wyzwań, bo z każdym systemem uzbrojenia wchodzi cały jego system wsparcia, eksploatacji, szkolenia i – bardzo upraszczając – taka równoległa ścieżka do tych już istniejących. Ścieżka, którą trzeba wypełnić. Każdy nowy sprzęt, to jest ta struktura, którą wy musicie przygotować i ona musi być wydolna we wszystkich tych punktach. Aby na koniec, operator dostał sprzęt gotowy do działania i umiał go użyć.
Chciałbym, aby docelowo była to jedna wspólna ścieżka operacyjno-logistyczna, a nie rozwiązania rozłączne. Nie może być tu ani współzawodnictwa, ani jakiejś opacznie rozumianej konkurencji w staraniach o budżet, ani rozbieżności czasowych. Te elementy muszą się wzajemnie uzupełniać i tworzyć system komplementarny.
Wdrażanie samej nowoczesnej platformy do jednostek operacyjnych musi być wsparte równoległym wprowadzaniem odpowiednich rozwiązań logistycznych, zarówno w wymiarze proceduralnym, jak i organizacyjnym, infrastrukturalnym czy technologicznym. Warto pamiętać, że zasadnicza część kosztów cyklu życia systemu uzbrojenia nie zamyka się w pierwszym etapie, obejmującym fazę badań, rozwoju, testów i samego pozyskania nowych technologii. Zwykle etap ten konsumuje jedynie około 20–30% całkowitego kosztu cyklu życia systemu, niezależnie od tego czy mówimy o okręcie, samolocie, śmigłowcu czy czołgu.
Pozostałe 70% to szeroko rozumiana eksploatacja – serwisowanie, remonty i naprawy, przygotowanie personelu, zabezpieczenie technicznych środków materiałowych, zgromadzenie odpowiedniego zapasu amunicji, rozbudowa i adaptacja infrastruktury, która bardzo często jest dedykowana konkretnej platformie. Coraz poważniejszym wyzwaniem stają się również koszty wycofania i utylizacji sprzętu po zakończeniu jego użytkowania, co wiąże się m.in. z określonymi uwarunkowaniami środowiskowymi. Dzisiejsze systemy są silnie nasycone technologiami, elektroniką, bateriami oraz różnego rodzaju materiałami i płynami eksploatacyjnymi, które generują określony ślad środowiskowy. Dochodzi do tego konieczność przeprowadzenia rekultywacji terenu w celu przywrócenia jego wartości użytkowych lub przyrodniczych. W praktyce koszty te mogą stanowić nawet 70–80% całkowitego cyklu życia uzbrojenia.
Dlatego wszystkie te działania muszą przebiegać równolegle – i podlegać wieloaspektowym analizom i ocenom już na etapie wyboru systemu uzbrojenia. Obiektywizacja procesu decyzyjnego powinna obejmować analizę kosztów całego cyklu życia danego rozwiązania technologicznego w porównaniu do rozwiązań alternatywnych. Może się bowiem okazać, że system tańszy do pozyskania jest istotnie droższy w użytkowaniu i odwrotnie. Z tego względu dobrze byłoby, aby tego rodzaju analizy były integralną częścią procesu decyzyjnego już na etapie identyfikacji i selekcji konkretnych rozwiązań technologicznych.
Rzeczywiście. Bo my bardzo często mówimy – my media, ale też politycy — o samej cenie zakupu.
Mam wrażenie, że bardzo często opinii publicznej — zwykłemu obywatelowi, który przecież płaci za to ze swoich podatków — nie zwraca się uwagi na ważne kwestie poza samą ceną. W konsekwencji może powstać wrażenie, że wojsko kolokwialnie rzecz ujmując „przepłaca”.
Jakie kwestie?
Na przykład nie zwraca się uwagi, że w tę cenę wszedł np. koszt wsparcia eksploatacji przez określoną liczbę lat, i że zakupiliśmy w tym pakiecie techniczne środki materiałowe i amunicję. Albo że wliczono w cenę także określony pakiet szkoleniowy i symulatory. Z drugiej strony nie informuje się podatników, że aby wykorzystywać nowe platformy wojsko będzie potrzebować w kolejnych dekadach dodatkowych środków finansowych na dedykowaną infrastrukturę, paliwo, materiały eksploatacyjne, amunicję szkolną i bojową…
Albo części zamienne... Potem pojawia się i potrzeba modernizacji, bo sprzęt wymaga tego. Myślę, że trzeba też powiedzieć, ile trwa ten cykl życia w przypadku sprzętu wojskowego, bo to nie jest samochód, który wymieniamy po kilku latach.
Zdecydowanie. Życie platform wojskowych mierzy się zwykle w kilku dekadach. Mówi się, że wprowadzony do służby w 1955 roku amerykański samolot B-52 Stratofortress może być pierwszą platformą, która przekroczy w cyklu życia 100 lat. Eksperci oceniają, że samolot ten, mimo zaawansowanego wieku, nadal ma potencjał modernizacyjny, pozwalający fizycznie przekroczyć wspomniany stuletni okres używalności. Oczywiście, nie ulega żadnej wątpliwości, że B-52 z okresu jego powstania i dzisiejsze B-52, a także samolot, który pojawi się po kolejnych modernizacjach, to zupełnie inne maszyny.
Wracając do Polski - obecnie w Wojsku Polskim eksploatujemy platformy mające nawet 50 lat, np. BWP-1 czy system przeciwlotniczy 2K12 KUB. Przyjmuje się, że 30 - 40 lat to racjonalnie uzasadniony referencyjny okres użytkowania zasadniczych systemów uzbrojenia, oczywiście z uwzględnieniem konieczności ich okresowej modernizacji oraz przeprowadzania swoistego „upgrade’u” generacyjnego, który bardzo często zmienia kluczowe parametry danej platformy.
Nie jest to więc sprzęt kupowany jednorazowo ani rozwiązanie o krótkiej perspektywie wykorzystania. Ze względu na skalę kosztów, o których mówimy – a w przypadku chociażby śmigłowców bojowych AH-64 jest to nawet około 100 milionów dolarów za jedną platformę - konieczne jest wieloletnie planowanie oraz długoterminowa perspektywa użytkowania. I do takiego horyzontu czasowego musimy się przygotować.
To jest kwestia planowania na dekady, a nie na dzień zakupu?
Tak, to jest kwestia tego, co z danym śmigłowcem, czołgiem, bojowym wozem piechoty czy okrętem zrobimy za 10-15-20 lat. Na ile dana platforma będzie wówczas nadal odpowiadała naszym potrzebom, jaki ma potencjał modernizacyjny oraz w jakim stopniu te przyszłe prace dostosowawcze i adaptacyjne staną się istotnym czynnikiem kosztotwórczym w odniesieniu do całego cyklu życia.
Wszystkie te elementy powinny być analizowane już na etapie wyboru systemów uzbrojenia, które siły zbrojne zamierzają wdrażać. Nasza rola jest w tym względzie służebna - bo taka jest w praktyce rola logistyki – i ma ona służyć stworzeniu optymalnych warunków do operacyjnego wykorzystania nowych technologii. Natomiast decyzje dotyczące wyboru konkretnych systemów uzbrojenia zapadają na poziomie władz politycznych i wojskowych, będąc często elementem szerszych działań dyplomatycznych czy gospodarczych.
Tutaj przenikają się chyba zadania Agencji Uzbrojenia i Inspektoratu Wsparcia?
Wiem, że miał Pan Redaktor okazję rozmawiać z Szefem Agencji Uzbrojenia, Panem gen. dyw. Arturem Kuptelem, który – jak sądzę - bardzo szczegółowo te kwestie przedstawił. Nasza rola w tym procesie ma charakter wspierający i następczy, ale nie jest przez to mniej istotna.
Dlatego tak często podkreślam znaczenie komplementarności i współzależności w organizacji całego procesu wdrażania systemów uzbrojenia. Te działania muszą być prowadzone równolegle i w ścisłej koordynacji przez wszystkie zaangażowane instytucje. I nie ma tu miejsca na źle rozumianą konkurencję.
Pan bardzo skromnie przedstawił swoją rolę. Bo odwracając trochę tę sytuację – rola generała Kuptela jest bardzo ważna, ale kończy się w momencie, kiedy sprzęt zostaje wprowadzony na wyposażenie. Zostaje odebrany jako system. Potem to już wszystko zależy od Was. Cały ten wysiłek utrzymania tego sprzętu w służbie, remontów, obsługi przez te 30 lat jest na barkach Inspektoratu Wsparcia i szerzej, systemu logistycznego armii.
Jednocześnie nie ma między nami absolutnie żadnej konkurencji. Nie jest to ani „konkurs piękności” ani rywalizacja o wpływy czy kompetencje. Na koniec dnia mamy moralny obowiązek wspólnie dostarczyć naszym żołnierzom to co najlepsze, gwarantując ich bezpieczeństwo, chroniąc ich życie i zdrowie.
Wzajemnie się w tym procesie uzupełniamy, a nasza współpraca jest tak zorganizowana, że każda ze stron w pełni respektuje swoją rolę. Przy dużych postępowaniach dotyczących wyboru systemów uzbrojenia przedstawiciele Inspektoratu Wsparcia SZ zawsze uczestniczą w pracach analityczno-koncepcyjnych, a także w procesach wyboru wykonawcy czy dostawcy. Właśnie dlatego nasze zadania są komplementarne. Te role zazębiają się i dopełniają, ale w sposób konstruktywny, ukierunkowany każdorazowo na korzyści dla sił zbrojnych.
Ostatecznie zarówno ja, jak i mój odpowiednik w Agencji Uzbrojenia, reprezentujemy Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej i realizujemy jasno określone misje. Jak mówiłem nie ma tu miejsca na źle rozumiane współzawodnictwo – jest natomiast potrzebna dobrze funkcjonująca współpraca między naszymi instytucjami.