- Wenezuela stała się "tykającą bombą technologiczną", a jej uzbrojenie z Rosji i Chin jest cennym łupem dla USA.
- Amerykanie mogą poznać sekrety rosyjskich systemów S-300WM i myśliwców Su-30 oraz chińskich radarów "stealth-killerów".
- Przejęcie chińskich radarów JY-27A, JYL-1 i JY-11B stanowi unikalną okazję do zbadania chińskiej technologii i porównania z amerykańskimi odpowiednikami.
- Odkryj, jak zdobyte informacje mogą wpłynąć na przyszłe strategie USA i osłabić pozycję Rosji oraz Chin na rynku zbrojeniowym.
Wenezuela przez lata była dla Moskwy i Chin hubem wpływów w regionie i jednym z największych odbiorców nowoczesnego uzbrojenia. W przeciwieństwie do starszych systemów wysyłanych do Afryki, Moskwa do Caracas wysyłała wersje sprzętu bliskie tym, których używa armia rosyjska. Chiny dostarczyły natomiast najnowsze radary, które miały wykrywać nie tylko pociski manewrujące, ale też samoloty 5. generacji, takie jak F-35.
Dziś przez to Wenezuela stała się „tykającą bombą technologiczną”. Każdy dzień przybliża moment, w którym pilniej strzeżone sekrety wojskowe dwóch mocarstw staną się przedmiotem analizy w amerykańskich laboratoriach. O ile już tak się nie stało. Mówimy to o grze wartej wiele dla Moskwy i Pekinu. Wartej części najściślej strzeżonych tajemnic.
Magazyn rosyjskich „Perełek” wpadnie w ręce USA?
Głównym punktem zapalnym dla Rosji jest system przeciwlotniczy S-300WM (Antiej-2500). Ten ostatni, to zaawansowana tarcza antybalistyczna, której parametry radarowe i algorytmy śledzenia celów są dla wywiadów NATO smakowitym kąskiem.
Jeśli Pentagon położy ręce na wenezuelskich wyrzutniach, rosyjska doktryna obrony powietrznej może zostać znacznie łatwiej zagłuszona, zakłócona czy „zhakowana” bez wystrzelenia ani jednej rakiety. S-300WM stanowił istotny krok w rozwoju systemów S-300 i ich następcy S-400. Wiele elementów obu systemów jest wzajemnie wymiennych.
Myśliwce wielozadaniowe Su-30 są również smakowitym kąskiem. Lotnictwo amerykańskie zyskuje w ten sposób możliwość bezpośredniego porównania rosyjskich myśliwców w bezpośrednich walkach powietrznych przeciwko F-35 czy F-22, poznając ich rzeczywistą sygnaturę radarową, manewrowość czy skuteczność radarów i innych sensorów. Takiej okazji nie zastąpią żadne dane wywiadowcze czy pozyskane plany.
Wisienką na torcie są pociski średniego zasięgu R-77. To rosyjski odpowiednik amerykańskich AIM-120 AMRAAM, uważany za jeden ze skuteczniejszych w swojej klasie. Amerykanie będą mieć okazję zapoznać się nie tylko z jego parametrami technicznymi, ale też z algorytmami stosowanymi do naprowadzania. Może to zwiększyć skuteczność systemów samoobrony amerykańskich maszyn wobec tego typu rakiet.
Strata dla Rosji, zyska dla USA i Ukrainy?
Kolejny problem, jest bardziej prozaiczny. Rosja właśnie straciła ważnego klienta eksportowego, dla swojego uzbrojenia. Klienta, który mógł dobrze zapłacić i był chętny kupować nowoczesny sprzęt. Dziś nie zostało Moskwie wielu takich nabywców, a nadszarpnięta opinia o rosyjskim uzbrojeniu z pewnością utrudni podpisanie kolejncyh kontraktów. Natomiast amerykanie z pewnością wykorzystają sytuację aby sprzedać Wenezueli coś z własnej oferty.
Polecany artykuł:
Jest też drugie potencjalne ryzyko dla Moskwy. Choć to spekulacja, w dyplomatycznych kuluarach mówi się, że część wenezuelskiego arsenału, a szczególnie systemy Buk, wyrzutnie Igła-S i amunicja, mogłaby zostać przekazana np. Ukrainie. Byłaby to ironia losu, w której rosyjska broń kupiona za petrodolary posłużyłaby do walki z rosyjską armię.
Chiński mur radarowy runął?
Obrona powietrzna Caracas, nie polegała wyłącznie na technologii z Rosji. Kluczowym filarem systemu CODAI (Comando de Defensa Aeroespacial Integral) stały się chińskie zaawansowane systemy radarowe, które miały uczynić niebo nad Caracas nieprzenikalnym. Jak to się skończyło? Wiemy, że nadzieje pokładane w chińskiej technologii okazały się płonne. To właśnie te systemy stały się przedmiotem największej kontrowersji.
Obalono mit o ich skuteczności przeciwko technologii stealth, ale nadal stanowią one temat zainteresowania służb i sił zbrojnych USA. Są to jedne z najnowszych radiolokatorów wyprodukowanych przez Chiny i odkrycie ich tajemnic przez Pentagon i CIA stanowi dla Pekinu nie mnejsz problem niż ich dalsza komercyjna przyszłość. O jakich systemach radiolokacyjnych dokładnie mówimy?
JY-27A „Łowca Stealth” to najbardziej prestiżowy element wenezuelskiej obrony. Jest to radar działający na częstotliwościach metrowych, który teoretycznie wykorzystuje zjawisko rezonansu, by wykrywać samoloty o obniżonej sygnaturze radarowej, takie jak F-22 Raptor czy F-35. Częstotliwość, na której działa JY-27A powoduje, że nie jest zbyt precyzyjny, ale wykorzystać można go do wcześniejszego wykrycia maszyny shealth. Pekin deklarował zasięg wykrywania takich celów na poziomie 250–350 km. Według raportów z 2025 roku, Wenezuela posiadała około maksymalnie 9 takich stacji radarowych.
Polecany artykuł:
JYL-1, czyli trójwspółrzędny radar dalekiego zasięgu, stanowiący „kręgosłup” wenezuelskiego dozoru powietrznego. Jego zadaniem jest precyzyjne określanie odległości, azymutu i wysokości celów. Wenezuela zakupiła co najmniej 10 takich systemów, rozmieszczając je wzdłuż wybrzeża i przy strategicznych bazach lotniczych. JY-11B jest mobilnym radarem średniego zasięgu, zaprojektowanym do wykrywania nisko latających celów w trudnym ukształtowaniu terenu. Dzięki wysokiej mobilności (możliwość rozstawienia w 10 minut) miał być trudny do namierzenia i zniszczenia przez siły USA. Jego uzycie miało też zabezpieczyć martwe strefy, wynikające z ukształtowania terenu. Pasywne systemy detekcji, takie jak JZ/QF-612 miały skutecznie i bezemisyjnie wykrywać zagrożenia, pozostając bezpieczen np. przed rakietami przeciwradarowymi HARM/AARGM. To tylko kilka najciekawszych lub najnowszych systemów radiolokacyjnych dostarczanych przez Chiny do Wenezueli.
Mimo wcześniejszych buńczucznych zapowiedzi ministra obrony Wenezueli o „namierzeniu F-35” kilka tygodni wcześniej, okazały się bezużyteczne 3 stycznia 2026 r. Zostały one całkowicie oślepione przez systemy walki elektronicznej, takie jak zastosowane przez maszyny EA-18G Growler. Część padła łupem pocisków antyradarowych.
Dziś chińskie radary stanowią z pewnością wartościowy łup dla amerykańskiego wywiadu. Szczególnie przejęcie działających jednostek JY-27A i JYL-1 to dla Pentagonu unikalna okazja do „zmapowania” chińskiej technologii. Amerykanie mogą poznać dokładne częstotliwości, na których pracują chińskie systemy anty-stealth, systemy filtrowania zakłóceń i algorytmy. Podsumowując, zarówno Chiny jak i Rosja odsłoniły się pod względem technologicznym w Wenezueli, dostarczając tam swój najnowszy sprzęt eksportowy. Dziś znalazł się on w zasadzie na łasce amerykanów, który z pewnością skorzystają z okazji. Szczególnie unikalnej szansy poznania poziomu i skuteczności chińskich stacji radarowych. Ich analiza będzie bardzo przydatna przy planowaniu ewentualnych działań na Pacyfiku i ewentualnej konfrontacji z Pekinem.
Z drugiej strony, może się jeszcze bardziej skurczyć grupa klientów zainteresowanych Rosyjskim, ale też chińskim sprzętem przeciwlotniczych. Kraje takie jak Pakistan czy Egipt, które zainwestowały w chińską obronę powietrzną i rosyjską, z niepokojem analizują teraz skuteczność amerykańskiej operacji. Nie jest to też dobra wiadomość dla Iranu, który zdaje się być obecnie na celowniku Deopartamentu Wojny.