• Trzeba „tylko” lub „aż” 35–40 mld USD rocznie na sfinansowanie globalnej pomocy humanitarnej.
• Aż 75 proc. pomocy humanitarnej w strefach wojennych dostarczają lokalne organizacje pozarządowe.
• Dzięki stałej obecności w europejskim dyskursie publicznym Ukraina otrzymuje wsparcie na poziomie niedostępnym dla innych państw pogrążonych w kryzysach humanitarnych.
W świecie, w którym nie ma roku bez wojen
W świecie także targanym klęskami żywiołowymi pomoc humanitarna oznacza dla wielu poszkodowanych jedno: (prze)życie. Globalne zapotrzebowanie na pomoc humanitarną wynosi rocznie ok. 35–40 mld USD. To mniej więcej tyle, ile Pentagon wydaje w dwa tygodnie. Trzy czwarte pomocy humanitarnej w rejony świata objęte wojną dostarczają lokalne organizacje pozarządowe (NGO). Według Biura Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (OCHA) wsparcia potrzebują aż 252 mln osób na całym świecie.
Rezolucja A/RES/63/139, która ustanowiła Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej, uporządkowała system międzynarodowej pomocy humanitarnej. ONZ wezwała państwa do lepszego przygotowania na katastrofy i kryzysy, zapewnienia funduszy na pomoc, ochrony ludności cywilnej i pracowników humanitarnych oraz umożliwienia im swobodnego dostępu do potrzebujących.
Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej po raz kolejny obchodzony jest pod hasłem #ActForHumanity / Działaj na rzecz ludzkości. Organizacje pomocowe, ich pracownicy, wolontariusze i miliony darczyńców czynią to codziennie. Docierają z pomocą do miejsc, o których bogaty świat zapomniał, bo tylko od czasu do czasu pojawiają się o nich informacje w mediach. Bogatemu światu wydaje się, że istnieje tylko to, co opisują media: przede wszystkim kryzysy humanitarne na Ukrainie i w Strefie Gazy. Przy czym o tragicznej sytuacji ludności cywilnej w Palestynie mówi się, od jakiegoś czasu, w mediach coraz mniej.
Media mają wpływ na… finansowanie pomocy humanitarnej
Tymczasem bez wątpienia największym kryzysem humanitarnym i największym wyzwaniem dla organizacji pomocowych jest sytuacja w Sudanie. O tym w mediach się nie mówi – to nie jest temat, który przyciąga odbiorców. Od 2023 r. trwa tam wojna domowa. OCHA oszacowała, że w tym roku w Sudanie pomocy humanitarnej potrzebuje 48,5 mln ludzi. Proszę sobie wyobrazić, że wszyscy mieszkańcy Polski i Czech głodują, chorują, umierają. Przemawia do wyobraźni?
Strefa Gazy. Obecnie media są „średnio zainteresowane” tym, co się w niej dzieje. Może bardziej pochylą się nad tematem, gdy dojdzie tam do jakiejś jeszcze większej tragedii? Albo gdy Rada Pokoju (o której też ucichło), powołana z inicjatywy Donalda Trumpa, wykaże się nadzwyczajną działalnością?
To, że media nie poświęcają tej części Palestyny tyle uwagi co rok temu, nie znaczy, że kryzys humanitarny został zażegnany. Nic z tych rzeczy! Tam nadal ok. 3 mln osób, wegetujących na okupowanym przez Izrael skrawku ziemi, oczekuje na pomoc z zewnątrz. Problem w tym, że transfer tej pomocy jest drastycznie ograniczony – w znaczącej mierze przez Izrael. Kryzys w Strefie nie przebija się już do mediów, co ma bezpośredni wpływ na funkcjonowanie machiny pomocowej świadczonej przez NGO: najzwyczajniej ubywa darczyńców.
Demokratyczna Republika Konga. Ktoś coś słyszał? Zapewne niewielu. To państwo ogarnięte wojną domową ze wszelkimi jej konsekwencjami, a na dodatek – jakby nieszczęść było mało – epidemiami. OCHA podała, że w I kwartale 2026 r. udało się dotrzeć z pomocą do ok. 3,6 mln osób. Potrzebujących jest znacznie więcej, a pieniędzy na finansowanie pomocy – coraz mniej.
Są takie strony świata, które leżą w cieniu zapomnienia
Myanmar. Zastanawiacie się, co to za państwo? Po polsku: Mjanma. Też nie słyszeliście? A o Birmie? Mjanma (do 1989 r. Birma) jest państwem, w którym połączenie wojny domowej, masowych przesiedleń i skutków katastrof naturalnych tworzy jeden z najcięższych kryzysów humanitarnych. OCHA określa sytuację w tym kraju rządzonym przez wojskową juntę jako jedną z najpoważniejszych na świecie. W 2026 r. ponad 16 mln osób pozostaje dotkniętych kryzysem. Z przyczyn finansowych pomóc można tylko tym, którzy znaleźli się w najcięższym położeniu.
Afganistan również leży poza sferą zainteresowania mediów. O tutejszym kryzysie humanitarnym wspomina się głównie wtedy, gdy rządzący talibowie przypomną o sobie jakąś kontrowersyjną (z punktu widzenia kultury zachodniej) decyzją. OCHA szacowała na początku 2026 r., że pomocy humanitarnej potrzebuje 21,9 mln osób, czyli 45 proc. ludności Afganistanu. Kryzys pogłębiają ubóstwo, represyjne ograniczenia wobec kobiet i dziewcząt, niedożywienie, susza oraz powroty Afgańczyków z państw sąsiednich. Nie jest łatwo spieszyć z pomocą dla ludzi żyjących w kraju poddanym głębokiej izolacji, a trudności potęguje zmniejszenie zagranicznej pomocy finansowej w obawie przed przejmowaniem środków przez talibów.
Syria. Tam też nie widać końca wieloletniego kryzysu. Komplikują go nowe walki i będące ich następstwem kolejne fale przesiedleń ludności cywilnej. Pomocy potrzebuje ponad 15 mln osób, w tym ok. 5,5 mln uchodźców wewnętrznych.
Sudan Południowy. Młode państwo ogarnięte powszechnym głodem. Według najnowszych danych przytoczonych przez Reuters 7,8 mln osób doświadcza ostrego braku bezpieczeństwa żywnościowego (co w języku potocznym oznacza głód), a 2,2 mln dzieci jest skrajnie niedożywionych. W lipcu OCHA informowała, że niemal 9 mln osób będzie potrzebować pomocy żywnościowej między czerwcem a wrześniem 2026 r. Kryzys pogłębiają walki, przesiedlenia oraz napływ uchodźców z sąsiedniego Sudanu.
Jemen. Ten kraj w kryzysie humanitarnym pogrążony jest od 2014 r., a sytuacja wciąż się pogarsza. Oszacowano, że na pomoc Jemeńczykom w tym roku potrzeba 2,2 mld USD. Do sierpnia OCHA zebrała zaledwie ok. 20% planowanej kwoty. ONZ niedawno ostrzegła, że Jemenowi grozi powrót do pełnoskalowego konfliktu, zablokowanego rozejmem z 2022 r. Ponad połowa ludności doświadcza ostrego braku bezpieczeństwa żywnościowego – głoduje lub jest na skraju głodu ok. 17 mln osób.
Somalia. Podobnie jak Jemen, do światowej opinii publicznej przebija się głównie doniesieniami o walkach, atakach Huti czy blokadach wejścia na Morze Czerwone. Tragizm sytuacji potęgują skutki gigantycznych susz. Szacunki organizacji międzynarodowych wskazują, że ponad 6 mln osób potrzebuje natychmiastowego wsparcia żywnościowego.
Pomoc humanitarna nie ogranicza się do wsparcia materialnego
Ukraina. W tym państwie wojna pozostaje wielką katastrofą humanitarną, szczególnie na terenach przyfrontowych i w regionach systematycznie atakowanych przez Rosję. Ukraina pozostaje jednak w centrum europejskiego zainteresowania. To sprawia, że dociera tu pomoc w skali, o której mieszkańcy wyżej wymienionych państw mogą tylko pomarzyć.
– W ostatnich miesiącach dołączyła do nich m.in. Wenezuela, którą oprócz trwającego tam od lat kryzysu politycznego dotknęło tragiczne trzęsienie ziemi. Sytuacja w każdym z tych państw bardzo się od siebie różni. W Ukrainie mamy pełnoskalową wojnę, Syria to kraj powracający do siebie po długoletnim konflikcie. Są też państwa, gdzie nakładają się na siebie skutki wojen i kryzysu klimatycznego, jak choćby Etiopia. Nie ulega jednak wątpliwości, że obecnie najwięcej osób cierpi przez konflikty zbrojne. Można powiedzieć, że ludzie ludziom zgotowali ten los – komentuje Małgorzata Olasińska-Chart, dyrektorka programu pomocy humanitarnej w Polskiej Misji Medycznej.
– Pomoc humanitarna zaczyna się na długo przed momentem, w którym wydarzy się katastrofa, dlatego tak ważne jest budowanie gotowości do działania, zanim do niej dojdzie. Czasem pomoc oznacza ratowanie życia, zapewnienie schronienia, żywności czy wsparcia osobom, które musiały opuścić swój dom, a czasem po prostu obecność przy człowieku w najtrudniejszym momencie – wyjaśnia Michał Mikołajczyk, członek Zarządu Głównego Polskiego Czerwonego Krzyża, wchodzącego w skład Ruchu Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca – największej na świecie sieci humanitarnej działającej w 191 krajach.
W roku 2027 prawdopodobnie skala wyzwań stojących przed światowym systemem pomocy humanitarnej nie będzie mniejsza od obecnej.
Polecany artykuł: