Lekcja dla Polski z ataku na Wenezuelę? Samolot 5. generacji to game changer, ale tylko w systemie

2026-01-09 8:02

Operacja USA w Wenezueli, zakończona pojmaniem Maduro, stanowi podręcznikowy wręcz przykład skutecznego stłumienia i niszczenia obrony powietrznej dla realizacji zadania. Kluczową rolę odegrały tutaj samoloty 5. generacji, takie jak F-35 i F-22, ale tylko dlatego, że „pracował” na nie cały system wspierających komponentów. Nie tylko wykryły, zidentyfikowały i wskazały one kluczowe elementy obrony powietrznej, ale też zapewniły odpowiednie warunki do ataku. Kupując samoloty F-35A Husarz, Polska wybrała właściwe narzędzie, ale musi mieć ono odpowiednie warunki do działania.

  • Operacja USA w Wenezueli, zakończona pojmaniem Maduro, to przykład skutecznego tłumienia obrony powietrznej przy użyciu samolotów 5. generacji.
  • Wenezuela, mimo posiadania nowoczesnego uzbrojenia, w ciągu dwóch godzin straciła obronę powietrzną dzięki skoordynowanemu atakowi i walki elektronicznej.
  • Polskie F-35A Husarz to właściwe narzędzie, ale wymagają wsparcia walki elektronicznej i efektywnego przetwarzania danych, aby działać równie skutecznie.
  • Jak Polska może wykorzystać lekcje z Wenezueli, aby zoptymalizować działanie F-35 i wzmocnić swoje siły zbrojne?

Szybki szkic sytuacji

Wenezuela, przynajmniej na papierze, była całkiem nieźle przygotowana do obrony stolicy i otaczającej ją infrastruktury wojskowej. Prezydent Maduro i wspierająca go wojskowa junta nie oszczędzali na uzbrojeniu, kupowanym głównie z Chin i Rosji.

Wenezuela posiadała imponujący arsenał: Chińskie radary JYL-1, JY-11B, JZ/QF-612 i JY-27A. Część z nich dostosowanych do wykrywania celów stealth, takich jak samoloty 5. generacji. Rosyjskie rakietowe zestawy przeciwlotnicze S-125, S-300WM i BUK-M2. Dwa ostatnie dość nowoczesne i bardzo skuteczne przy właściwej obsłudze. Wojsko ma na wyposażeniu znaczną liczbę przenośnych wyrzutni przeciwlotniczych. Nie tylko rosyjskie 9K338 Igła-S, ale też francuskie Mistrale i szwedzkie RBS-70. Do tego armaty przeciwlotnicze Boforsa klaibru 40 mm i rosyjskie ZU-23-2 kalibru 23 mm. Wszystko oficjalnie już od tygodni gotowe na odparcie „amerykańskiej inwazji”.

Na papierze wyglądało to potężnie, szczególnie gdy dodamy 21 samolotów Su-30 i kilkaście F-16A/B, nawet jeśli realnie zdolna do lotu była mniej niż połowa. Mimo to amerykańskie lotnictwo w ciągu niecałych dwóch godzin rozbiło wenezuelską obronę przeciwlotniczą w pył. Do tego stopnia, że jedynie jeden z przelatujących nad miastem i wieloma celami wojskowymi śmigłowców MH-47G został uszkodzony i to nie na tyle, aby miał problemy z dotarciem na okręt USS Iwo Jima. Jak to się stało?

Amerykańska taktyka, amerykańska praktyka

Siły zbrojne USA od dziesięcioleci doskonalą taktykę zwalczania obrony przeciwlotniczej, koncentrując się nie tylko na fizycznym niszczeniu radarów i wyrzutni, ale na kompleksowym rozpoznaniu, zakłócaniu i zastraszaniu. Obejmuje to w pierwszej kolejności rozpoznanie elektroniczne: katalogowanie emisji radarowych, identyfikację stanowisk dowodzenia i ich łączności, określenie skuteczności, pól rażenia i wykrywania.

Następnie walka elektroniczna, realizowana przez bezzałogowce różnych klas oraz samoloty, takiej jak specjalnie do tego celu dostosowana, dwumiejscowa wersją F/A-18E/F Super Hornet, znana jako EA-18G Growler. W lotnictwie marynarki wojennej zastąpił on EA-6B Prowler oparty na pokładowym samolocie szturmowym A-6 Intruder, z czasów wojny wietnamskiej. Główne uzbrojenie tej maszyny to nie rakiety, ale rozbudowany system pokładowy rozpoznania radioelektronicznego i przetwarzania danych oraz podwieszane pod skrzydłami potężne zasobniki do walki elektronicznej ALQ-99. Maszyna może zabrać pociski AMRAAM do samoobrony czy rakiety HARM/AARGM przeznaczone do zwalczania radarów przeciwnika, ale to zadanie mogą wykonać inne maszyny. Growler ma przede wszystkim wykryć i zakłócić radary przeciwnika, oślepiając jego sensory.

EA-18G Growler

i

Autor: US Navy/ Materiały prasowe EA-18G Growler z zasobnikami ALQ-99 należący do U.S. Navy

Walka elektroniczna, czyli jak zaciemnić obraz

Jaki daje to efekt? Mówiąc w bardzo uproszczony sposób - śnieży. Kto stroił kiedyś klasyczny telewizor wie co to znaczy. Ale to porównanie pasuje też do styczniowej pogody. Śnieży, zakłóca obraz, powoduje, że wszystko jest niewyraźne. Trudno odróżnić szum i fałszywe echa od prawdziwych samolotów przeciwnika. 

Oznacza to, że klasyczne cele, takie jak samoloty czy śmigłowce, są trudniejsze do wykrycia, bo ich radarowe odbicie „rozmywa się” w tym elektronicznym śniegu. Samoloty i bezzałogowce stelath, czyli o obniżonej sygnaturze radarowej, stają się na tym tle niemal niemożliwe do zauważenia. Różnica jest taka, jak dostrzeżenie ziarnka ryżu na czystym blacie i na posypanym drobną kaszką. To kolosalnie zmienia sytuację na polu walki. 

Atak „w śniegu”, zduszenie obrony

Z tej elektronicznej kaszy, czy zostając przy pierwszym porównaniu, „śnieżycy” wyskakują nagle samoloty F-22 i F-35, precyzyjnie atakując wcześniej wykryte, obecnie oślepione radary i systemy przeciwlotnicze. Koszary, bazy wojskowe, lotnisko i stojące tam maszyny. Celem nie jest absolutna anihilacja sił przeciwnika. To zwykle nieopłacalne i niepotrzebne.

Celem jest tak zwane SEAD (Suppression of Enemy Air Defenses – tłumienie obrony powietrznej przeciwnika) oraz DEAD (Destruction of Enemy Air Defenses – zniszczenie obrony powietrznej przeciwnika). Rozwiniecie tych akronimów wyjaśnia wszystko. Chodzi nie tylko o fizyczną eliminację, ale też „tłumienie” czyli uniemożliwienie działania. Z jednej strony poprzez środki WRE, zakłócanie i zakłamywanie obrazu. Z drugiej strony presja psychologiczna – przeciwnik wie, że jeśli uruchomi radar czy odpali pocisk, stanie się natychmiast celem precyzyjnego ataku.

Całość tych działań ma za zadanie otworzyć drogę do celu. Niezależnie czy celem jest eliminacja sił przeciwnika, zniszczenie ważnego celu strategiczne lub taktycznego, czy porwanie prezydenta. Trzeba mieć świadomość, że będzie to efekt czasowy i na ograniczonym obszarze.

Kółka na mapie

Nawiązując do popularnych swego czasu „kółek na mapie” przedstawiających systemy antydostępowe A2/AD (Anti-Access/Area Denial), można na określony czas zniszczyć lub obezwładnić takie kółka, zmniejszyć ich obszar działania (na przykład przez zakłócanie), otwierając drogę do celu.

W większości konfliktów nie da się utrzymać tego efektu na obszarze kontrolowanym przez przeciwnika. Wcześniej czy później uzupełni on straty, wprowadzi własne lotnictwo czy własne środki walki elektronicznej.  Dlatego ważne jest wykorzystanie tej okazji, tego „okna” do realizacji zadania. Dokładnie tak, jak amerykanie wykorzystali obezwładnienie systemów A2/AD i lokalnych sił, aby wlecieć śmigłowcami, dotrzeć do Maduro i wywieźć go z kraju.To był przykład książkowego wręcz wykorzystania nowoczesnej taktyki i technologii, do uzyskania dominacji i realizacji misji. 

Wnioski dla polskich sil zbrojnych

Oczywiście Polska nie stanie się raczej ani realizatorem, ani celem takiej operacji wojskowej jak Wenezuela, ale należy wyciągnąć wnioski. Wnioski adekwatne do naszej sytuacji. Po pierwsze, pomimo tego, że wenezuelska obrona przeciwlotnicza (OPL) dysponowała na papierze nowoczesnym sprzętem rosyjskim i chińskim, okazała się bezradna wobec skoordynowanego ataku i kombinowanych działań środków kinetycznych oraz elektronicznych.

Wbrew sugestiom części prorosyjskich komentatorów, to nie efekt spisku w wenezuelskiej armii, ale skutecznego działania SEAD/DEAD, krótkiego czasu i rozbicia ciągłości dowodzenia. Ci, którzy przetrwali uderzenia powietrzne obawiali się w większości wejść do akcji na własną rękę, aby nie stać się celem. Rozkazów nie było, ze względu na paraliż komunikacji i zerwanie ciągłości systemów dowodzenia.

F-35 jako część systemu, a nie samodzielna super-broń.

Dla nas jednak ważniejsze są lekcje po stronie atakującego, a nie obrońcy. Dlaczego? Ponieważ już w tym roku do kraju przylecą pierwsze polskie F-35A Husarz. Maszyny 5. generacji stanowią istotny skok pod względem technologii, możliwości operacyjnych, ale też wymagań, o czym mówił u nas wielokrotnie np. gen. dyw. pil. Ireneusz Nowak, Zastępca Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Stanowi on bowiem element systemu, który w pewnym sensie tworzy się wokół tej maszyny i jej możliwości. Wymuszają one zmiany w funkcjonowaniu sił zbrojnych.

„Samolot F-35 jest właściwym narzędziem do rozmontowania bąbla antydostępowego Federacji Rosyjskiej. On właśnie do tego został stworzony, po to zaprojektowany” – mówi gen. Nowak w jednym z wywiadów. Podkreśla jednocześnie, że - „F-35 będzie integratorem. Punktem wspólnym wielodomenowości” – mówiąc o potrzebach budowy niezbędnej infrastruktury w bazach, ale też uwzględnienia zdolności do wymiany danych w różnych systemach wprowadzanych do Sił Zbrojnych RP.

Aby tak skutecznie jak amerykanie w Wenezueli użyć naszych F-35 przeciw przeciwnikowi rosyjskiemu, musimy osiągnąć podobną synchronizację. Z jednej strony potrzebne jest wsparcie ze strony środków walki elektronicznej, takich np. jak zamówiony w grudniu ubiegłego roku w Turcji system Kaktus, który służy do wykrywania, identyfikacji i zakłócania radarów obrony powietrznej przeciwnika.

Z drugiej skuteczne rozpoznanie i przetwarzanie danych niemal w czasie rzeczywistym. Zarówno danych z satelitów czy bezzałogowców rozpoznania obrazowego oraz elektronicznego, jak i z samych F-35 i innych maszyn znajdujących się w powietrzu. Na przykład samolotów wczesnego ostrzegania jak nasze Saab 340 AEW&C. Wszystkie te informacje trzeba skutecznie agregować, przetwarzać i przekazywać tak, aby możliwe było skuteczne zaplanowanie i zrealizowanie misji SEAD/DEAD. Nie ważne, czy celem będzie odpalenie pocisków dalekiego zasięgu na cele taktyczne lub strategiczne, czy też przeprowadzenie operacji naziemnej. Na przykład przełamanie obrony przeciwnika czy zniszczenie istotnych zasobów na jego zapleczu.

Jak wycisnąć „150% normy”?

Same F-35 nie są więc „magiczną różyczką”. Cudowną bronią. Muszą działać w ramach całego systemu i wprowadzając je do polskich sił zbrojnych musimy dokonać co najmniej ewolucyjnej, jeśli nie rewolucyjnej zmiany. Nie tylko w lotnictwie.

Przede wszystkim potrzebne są zmiany w systemie planowania, koordynacji działań i dowodzenia. Z jednej strony trzeba rozumieć, jakie są możliwości i ograniczenia tak potężnego środka bojowego, jakim jest F-35. Z drugiej, należy skoordynować jego użycie z innymi środkami bojowymi. Nie tylko, aby wykorzystać w pełni same maszyny, ale też np. zbierane przez nie i przesyłane informacje, które mogą nie być przydatne w danej misji, ale tworzą pełniejszy obraz całościowej sytuacji.

F-35 korzystając ze swoich sensorów, w ramach pokładowych systemów zwiększających świadomość sytuacyjną, zbiera informacje, które mogą być bardzo przydatne dla innych. Nie tylko zbiera je, ale łączy z danymi z innych maszyn i przesył a w sposób bezpieczny.

Co to znaczy w praktyce? Samolot może np. wykryć bazę przeciwnika, jego artylerię czy ześrodkowanie sił naziemnych. Takie cele mają swój „czas ważności” liczony w godzinach a czasem minutach, ale niekoniecznie będą na tyle ważne, aby zmieniać plan misji samolotów 5. generacji. Powinny jednak trafić pilnie np. do wyrzutni Homar czy systemu bezzałogowców uderzeniowych Gladius. Być może do lotnictwa armii i jej śmigłowców AH-64E Apache? A może do zgrupowań pancernych czy zmechanizowanych operujących w danym rejonie.

Na współczesnym polu walki, jeszcze bardziej niż w przeszłości, informacja to potężna broń. Jej właściwe wykorzystanie pozwala skuteczniej użyć, lub lepiej ochronić, potencjał, jakim dysponują własne wojska. Amerykanie w pełni wykorzystali i „uzbroili” zarówno zebrane informacje, jak też odcięcie od bieżącej wiedzy przeciwnika do kończonej pełnym sukcesem i pozbawionej ofiar po władnej stronie operacji nad Wenezuelą. Warto dobrze przyswoić i wdrożyć w siłach zbrojnych RP tą lekcję. Czego sobie i państwu życzę.

Portal Obronny SE Google News
Garda - Gen. Nowak o F-35