• Czy Wielkanoc na froncie mogła choć na chwilę zatrzymać wojnę?
• Jakie były najbardziej znane wielkanocne rozejmy w historii konfliktów zbrojnych?
• Czy współcześni przywódcy są w stanie ogłosić realny rozejm na czas świąt?
Rozejmy wielkanocne nie są tak znane, jak bożonarodzeniowe
Nie pisano o nich powieści, nie kręcono filmów. Najbardziej znaną, a praktycznie mało znaną, przerwą w zabijaniu się było wielkanocne zawieszenie broni na froncie wschodnim w 1915 r. Rozejm zawarły wojska rosyjskie, niemieckie i austro-węgierskie.
Na froncie zachodnim były próby zawieszenia wojowania na czas wielkanocny. Szybko oficerowie walczących stron pacyfikowali takie inicjatywy. Zdarzało się, że do Niemców wychodzących z okopów, chcących świętować, alianci strzelali. Na postrach, w końcu wychodzili pod białą flagą.
Generalnie w wojnach jest tak, że decyzje o wstrzymaniu na jakiś czas ognia, o przejściu w stan zawieszenia broni, podejmuje dowództwo, a nie żołnierskie masy. Wszystkie te świąteczne rozejmy „wprowadzali” zwykli żołnierze, a nie generałowie.
Tak się złożyło, że w 1915 r. Wielkanoc świętowali w tym samym dniu prawosławni co pozostali chrześcijanie. W okolicach Gorlic toczyły się ciężkie walki. Z inicjatywą rozejmu wielkanocnego wystąpili Rosjanie. Wystawili z okopów tablicę: „Wesołych Świąt życzy wam wszystkim carski rosyjski 244. Pułk Piechoty”. Potem zaczęli wychodzić z transzei.
„Nagle, w Niedzielę Wielkanocną, około piątej rano, około dwudziestu Rosjan wyszło ze swoich okopów, machając białymi flagami, nie niosąc żadnej broni, lecz kosze i butelki. Jeden z nich podszedł całkiem blisko i jeden z naszych żołnierzy wyszedł mu naprzeciw i zapytał, czego chce. Zapytał, czy nie zgodzilibyśmy się przerwać wojny na dzień lub dwa i w związku z Wielkanocą spotkać się między liniami na wspólny posiłek...” - wspominał austro-węgierski lekarz Friedrich Kohn (Malcolm Brown, Shirley Seaton „Pokój na ziemi niczyjej”).
A we wtorek rytm wojny wrócił do codzienności, krew się lała i trup kładł się gęsto. W 1916 r. Wielkanoc przypadała na 23 kwietnia, ale wówczas już nikt nie próbował się świątecznie fraternizować.
Godzinna msza z transmisją na pozycje własne i niemieckie
W 1944 r. Wielka Noc wypadła 9 kwietnia. Wówczas to doszło do najlepiej udokumentowanego świątecznego rozejmu. Zdarzyło się to we Włoszech, pod Anzio. Ściślej ujmując: w środku 136-dniowej bitwy o to miasto. Była to przerwa krótka, zaledwie godzinna, ale o znaczącym wymiarze symbolicznym. Tę godzinę, jak strony zdecydowały, poświęcono na… mszę świętą.
Widać na zdjęciu, że uczestniczyło w niej niewielu żołnierzy. Jednak na tę okoliczność w sektorze, w którym doszło do wstrzymania ognia, Amerykanie ustawili głośniki, by celebracja była słyszana przez wszystkich żołnierzy będących z dala od miejsca tego niezwykłego wydarzenia.
Ten epizod jest interesujący, bo pokazuje, że nawet w jednej z najcięższych bitew kampanii włoskiej dochodziło do chwilowego respektowania święta religijnego. Było to tylko lokalne i krótkie zawieszenie ognia. 5 czerwca amerykańscy żołnierze byli już w Rzymie.
A skoro mowa o liturgii w czasie wojny, to wspomnieć trzeba i o tych, których określa się mianem kapelanów wojskowych. Podczas II wojny światowej pełnili oni służbę we wszystkich walczących armiach z wyjątkiem Armii Czerwonej i podporządkowanego jej Wojska Polskiego.
Ani chrześcijaństwo, ani islam nie zakazują wojowania w święta religijne
Amerykanie mieli ok. 9 tys. kapelanów. 182 z nich poległo.
Brytyjczykom tzw. posługę duchową świadczyło ok. 4,5 tys. duchownych. 134 z nich zginęło.
W III Rzeszy w tej materii panował swego rodzaju dualizm. Wehrmacht miał etatowych kapelanów. Waffen SS – ani jednego, bo SS ideologicznie były antyklerykalne. Wyjątkiem były dywizje narodowościowe Waffen SS. Tam Heinrich Himmler zezwolił na obecność duchownych.
W Wehrmachcie służyło ok. 500 kapelanów katolickich i tyluż, circa, protestanckich. Do tego, by w hitlerowskiej armii swoje miejsce mieli duchowni, zobowiązywała, nawet Hitlera, tradycja pruska i wytłoczony na klamrach pasów napis: „Gott mit uns” (Bóg jest z nami). To nie był wymysł Hitlera, ale dewiza Orderu Łabędzia, przejęta w roku 1701 jako dewiza państwowa Królestwa Prus.
Skoro już mowa o pośrednikach między wiernymi a Absolutem, to wspomnę (skrótowo, bo to szeroki temat), że żadna z wielkich religii nie zakazuje prowadzenia wojen w święta ważne dla tych wyznań. Nie raz i nie dwa wielkie bitwy prowadzono w Wielkanoc, Boże Narodzenie, w czasie ramadanu i pięciu najważniejszych świąt dla muzułmanów. W Irlandii nawet wybuchło powstanie zwane wielkanocnym (24–29 kwietnia 1916 r.).
A współcześnie? Czy na czas Świąt Wielkanocnych walczący potrafią się powstrzymać od zabijania?
W wojnie na Ukrainie, bo łatwo domyśleć się, że o nią chodzi, w zeszłym roku Putin ogłosił rozejm wielkanocny (30 godzin, 19-21 kwietnia) i wstrzymanie walk od 18:00 w sobotę. Zełenski oskarżył Rosję o ostrzał mimo rozejmu. Odnotowano 1882 takie „incydenty”.
W roku 2026 nie będzie na Ukrainie rozejmu wielkanocnego. Wołodymyr Zełenski zaproponował, by na czas prawosławnej Wielkanocy (12-13 kwietnia) zamrozić wojnę. Rzecznik Władimira Putina – Dmitrij Pieskow stwierdził, że Ukraina nie przekazała Rosji jasno sformułowanej propozycji wielkanocnego zawieszenia broni. Będzie wojna, a nie świętowanie...