Krupp Räumer S. Zapomniany projekt hitlerowskiej gigantomanii

2026-03-05 15:15

Uważa się, że 70-tonowy czołg Panzerkampfwagen VI B Tiger II był najcięższym pojazdem bojowym użytym w II wojnie światowej. I słusznie. Były jednak maszyny znacznie cięższe. Prototypowe. 188-tonowy Panzerkampfwagen VIII Maus. Znacznie mniejszą popularność, w kręgach amatorów broni wszelkiej maści, ma 130-tonowy Krupp Räumer S, dziwoląg o wyglądzie rodem z filmów SF. To miał być pojazd saperski do hurtowego usuwania min.

Krupp Räumer S

i

Autor: TAKOM/ Archiwum prywatne

• Czy projekt lądowego trałowca można uznać za inżynieryjny sukces?

• Czy był dowodem na techniczną odwagę, czy na oderwanie od realiów wojny?

• Gdyby projekt ukończono wcześniej, miałby realny wpływ na przebieg działań ofensywnych Wehrmachtu?

Trzecia Rzesza była kreatorem nietuzinkowych rozwiązań

Dziś saper nie dźga zaminowanego terenu szpikulcem czy bagnetem. A i z rzadka używa do tego detektora min. Dziś istnieje wiele innych, szybszych i efektywniejszych sposobów rozminowania. I znów, jak w wielu innych dziedzinach techniki militarnej, III Rzesza była kreatorem nietuzinkowych rozwiązań. Często wyprzedzały czas, a i często były przykładem działań całkowiecie chybionych.

Krupp Räumer S był czymś tak nadzwyczajnym w technice wojskowej, że jego producent umieścił swoje nazwisko w oznaczeniu dziwolągowatego giganta. Na marginesie: właściciel koncernu Alfried Krupp von Bohlen und Halbach, faktyczny właściciel koncernu w latach 1943–45, w tzw. procesie Kruppa w Norymberdze został w 1948 r. skazany na 12 lat więzienia oraz konfiskatę całego majątku. Całego wyroku nie odsiedział i całego majątku mu nie zabrano… To już historia na inną okazję, a teraz wracamy do meritum.

Jak widać na zdjęciu (oryginalnych niewiele się zachowało) modelu, pojazd składał się z dwóch oddzielnych połówek. Były połączone przegubem i każda z części była napędzana własnym silnikiem. Każdy o mocy circa 350 KM. Maszyną sterowało dwóch kierowców, każdy swoją połówką.

Dzięki takiej konstrukcji Selbstrantrieb Schwerer Minenräumer (Samobieżny Ciężki Trał Minowy) miał zmniejszony promień skrętu. To funkcjonalność znacząca, zważywszy, że trał miał ponad 15,5 m długości, a jego koła miały 2,7 m średnicy i szerokość 530 mm. Każde zostało wyposażone w masywne gumowe podkładki o grubości do 15 cm. Każda oś miała bardzo duży skok zawieszenia.

Było to konieczne, ponieważ koło mogło zostać wysadzone w powietrze na wysokość pół metra w wyniku wybuchu miny lub nagle spaść na wysokość jednego metra do krateru po wybuchu, wciąż podtrzymując nadwozie pojazdu. Jego masa wywierała ogromny nacisk jednostkowy na grunt, sięgający 206 kg/cm kw. Dla porównania: ten parametr dla czołgu Tiger II wynosił… 1,1 kg/cm kw. Krupp Räumer S miał naciskiem ciężkich kół i całej masy detonować miny.

Dzięki takiej konstrukcji każda z połówek i jej kół mogła dopasować się do podłoża i zapewnić stabilność całości. Dwuczłonowość pojazdu i dwa silniki zmniejszały utratę mobilności po uszkodzeniu jednej składowej.

Znowu produkujemy w Polsce czołgi | GARDA
Portal Obronny SE Google News

Prototyp neutralizatora min powstawał stanowczo za długo

Czy zamiast takiego kolosa do rozminowania terenu można byłoby użyć, na przykład, ognia artylerii? Może i tak, ale – tym bardziej w czasie, gdy III Rzesza dostawała baty – amunicji nie było w nadmiarze i zużywano ją do strzelania we wroga, a nie w pola minowe. Hola, hola, ale skoro Niemcy byli w defensywie, to po co im sprzęt do trałowania min?

Całkiem słuszna uwaga. Trzeba jednak mieć na uwadze, że do konstruowania „oczyszczacza min” (räumen – oczyszczać) przystąpiono w 1940 r. Wówczas Wehrmacht jeszcze nie wrzucił wstecznego biegu, tylko gnał do przodu. Szykował się do Blitzkriegu z Sowietami, więc chciał mieć coś, co oczyści i wykona przejścia przez pole minowe szybciej od saperów dźgających ziemię szpikulcami.

Wehrmacht zamówił u Kruppa coś, co mogłoby szybciej torować czołgom drogę przez zaminowane tereny. Pojazd miał być opancerzony. Załoga musiała być całkowicie chroniona przed odłamkami artylerii, ogniem z broni ręcznej i eksplozjami przeciwpancernych, detonujących min. Maszyna miała być samobieżna i zdolna do trałowania pola minowego na szerokości 3 metrów. I co ciekawe: miał ważyć mniej niż 40 ton, przy długości nieprzekraczającej 10 metrów.

I jak to w III Rzeszy bywało realizacji wielu projektów z towarzyszyły tzw. nieprzewidziane trudności. Jako to w socjalizmie, nawet tym narodowym. Dopiero w 1942 r. zakończono konkurs na wykonanie zamówienia Wehrmachtu. Projekt, jakby to dziś określono, konsorcjum Alkett (producenta m.in. bardzo popularnego działa samobieżnego Sturmgeschütz III) przegrał z propozycją Kruppa.

O ile w 1942 r. był jeszcze jakiś sens, by produkować takie cudo, to już w następnym roku tylko niepoprawni marzyciele wierzyli, że Wehrmacht przejdzie do skutecznej kontrofensywy. W efekcie w czerwcu 1943 r. (w 5 miesięcy po Stalingradzie, a na miesiąc przed bitwą pod Kurskiem) Kruppowi zlecono przygotowanie w pełni sprawnego prototypu. Prace ślimaczyły się. Wydatnie spowalniały je alianckie naloty. W lipcu na fabrykę Kruppa w Essen spadło 2 tys. ton bomb, niszcząc ją do imentu. Prace nad prototypem przeniesiono do zakładu na poligonie nieopodal Hillersleben k. Magdeburga.

Amerykanie rozebrali Räumera na części i się nim… nie zachwycili

Po roku (sic!) prototyp (w znaczącym wymiarze sprawny i funkcjonalny) przedstawiono zamawiającemu - Biuru Uzbrojenia Armii, czyli Heereswaffenamt. Zainteresowanie tym projektem było już mocno ograniczone, a prace de facto przerwane. W stanie nienaruszonym gigant dotrwał do końca wojny. Przejęli go żołnierze z 3. Dywizji Piechoty US Army.

Szybko przewieziono go pod Paryż (w dwóch częściach). Tam specjaliści wzięli go pod lupę, by zobaczyć, czy coś z tej niemieckiej techniki można byłoby zaadaptować do amerykańskich konstrukcji sprzętu tego typu. I okazało się, że nic się do tego nie nadaje, gdyż Selbstrantrieb Schwerer Minenräumer Krupp Räumer S jest niepraktyczny w użyciu, przede wszystkim przez swoją masę.

Co się stało z „oczyszczaczem” po zakończonej diagnozie, o tym źródła milczą. Nie wiadomo. Zakłada się, że poszedł „na żyletki”.

Kilka zdań komentarza

To, że Krupp Räumer S został krytycznie oceniony przez Amerykanów i zezłomowany, nie znaczy, że był to tzw. techniczny shit. Nie. Nic z tych rzeczy.

Koncepcja była genialna. Na papierze. Niszczenie min ciężarem własnym pojazdu trałującego – tego jeszcze nie było w 1940 r. W 1941 również. Jednak już we wrześniu 1943 r. prace powinny być przerwane. Pojazd stracił sens użytkowy w działaniach Wehrmachtu, choć i tak potrafił jechać na wstecznym biegu.

Podobnie było z wieloma innymi projektami, na które – na szczęście dla aliantów – III Rzesza traciła surowce, pieniądze i czas. Zamiast produkować to, co było już sprawdzone w użytkowaniu, i tym zasilać Wehrmacht, konstruktorzy stawali na głowach, by przedstawić Hitlerowi kolejną Wunderwaffe, która miała cudownie zamienić klęskę w zwycięstwo. Co gorsza dla hitlerowców (dla aliantów – wręcz odwrotnie) wiele z tych projektów udało się wprowadzić do fazy produkcyjnej. Kosztowały krocie, a zyski militarne były bliskie zeru.

Na budowę prototypu czołgu Maus zużyto stali, z której można byłoby wyprodukować 150 Tygrysów. Superdziało Schwerer Gustav (kaliber 800 mm) ważyło pięć razy więcej od Myszy. Zdążyło strzelić kilka razy w oblegany Sewastopol. Tony wysiłku włożono w V-3 Hochdruckpumpe, wielolufowe działo do ostrzeliwania Londynu. Miało walić z 24 luf 600 pociskami (25 kg TNT w każdym) w ciągu godziny! Nie strzeliło ani razu, bo Anglicy zrzucili 8 bomb Tallboy (5,4 t każda) i V-3 przestało istnieć…

Można byłoby wymieniać dziesiątki takich wynalazków. Nimi, jak kijem Wisły, nie dało się III Rzeszy zawrócić biegu tego, co jej było pisane...

Źródła: War History, Tank History, National WW2 Museum, Panzer World, Tank Museum.

Sonda
Czy popierasz wypowiedzenie przez Polskę konwencji ottawskiej?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki