• W 906 przedszkolach dzieci bawią się… w kozaków.
• Kadetem można zostać mając 11 lat.
• W 2025 r. w Federacji Rosyjskiej działało 6 tys. kadeckich placówek oświatowych.
• Szkolnictwo kadeckie dostarcza armii „pół-żołnierza”, co ma znaczący wymiar ekonomiczny.
• Kreml traktuje kadetów jako żelazną rezerwę kadrową.
Kształtuj drzewo za młodu, póki się zgina
Na początku trzeba wyjaśnić należy, jak ma się nauczanie dzieci i młodzieży w Federacji Rosyjskiej. Nie ma tam szkolnictwa podstawowego w naszym formacie. Pierwszy etap edukacji, to szkoła podstawowa dla dzieci w wieku od 7 do 10 lat, w klasach od I do IV. Kolejnym etapem jest gimnazjum, klasy od V do IX. To ostatni etap edukacji obowiązkowej. Nieobowiązkowa jest nauka w liceach (2 lata, klasy od X do XI) lub też we szkołach zawodowych lub technikach (od 2 do 4 lat nauki).
To tyle wprowadzenia. A teraz do rzeczy...
Może widzieliście w polskich stacjach telewizyjnych obrazki ukazujące, jak rosyjskie szkraby, co to czytać jeszcze nie potrafią, paradowały krokiem marszowym i bawiły się w wojnę. Bawiły się nie na podwórku, ale w przedszkolu. I to nie w takich zwykłych dietskich sadach, ale w przedszkolach z „komponentem kozackim”. W takich, w których wychowaniem i oswajaniem z mundurem zajmują się nie tylko przedszkolanki, ale i kozaccy instruktorzy oraz weterani SWO (specjalnej operacji wojskowej).
Takich „kozackich” przedszkoli – jak wynika z oficjalnego raportu rządu Federacji Rosyjskiej, który ujawnił niezależny portal Ważne Historie – jest 906. Rosyjski system edukacyjny nie nazwał ich przedszkolami „kadeckimi” z przyczyn formalnych. Zgodnie z prawem kadetami mogą być uczniowie od 11. roku życia, czyli od V klasy gimnazjum.
Czy to jest „komponent kozacki”, czy „korpus kadecki”, jedno i drugie bazuje na tej samej idei: sprawić, by dzieciom spodobało się wojsko i by jako pełnoletni związali się z armią jak mąż z żoną. Im wcześniej skorupka za młodu nasiąknie... To polskie porzekadło. Rosjanie też mają podobne: kształtuj drzewo za młodu, póki się zgina.
Istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdy przedszkolaki staną się uczniami, wielu z nich wybierze kadecką edukację. A liczba kadetów rośnie wraz z mocarstwowymi aspiracjami Kremla. W 2018 r. taką zmilitaryzowaną edukację pobierało ok. 200 tys. uczniów. W 2025 r. było to już 780 tys. w blisko 6 tys. kadeckich placówek oświatowych.
Zważywszy na to, że systemem edukacyjnym, łącznie z przedszkolami, objętych jest ok. 28 mln dzieci i młodzieży, liczby te na pierwszy rzut oka nie robią większego wrażenia. Stanowią one niecałe 3 proc. całej tej populacji. Nie licząc przedszkolaków i uczniów klas od I do IV, kadeci stanowią już 10 proc. szkolnej populacji. Klas kadeckich jest dziś ok. 4 tys. W którym ze współczesnych państw znajdziemy podobny odsetek uczniów przysposabianych do mariażu z siłami zbrojnymi?
Skąd takie duże zainteresowanie edukacją kadecką?
Ktoś z Państwa może uważać, że państwo rosyjskie kusi jakimiś finansowymi benefitami albo najzwyczajniej rodzice posyłają dzieci do mundurowych szkół. Zgadza się. Też tak jest.
Trzeba jednak wiedzieć, że wciąż w Rosji tradycja służby wojskowej ma prawie sakralny charakter. Nadal, choć CCCP rozpadł się dawno temu, w rosyjskich mieszkaniach na honorowym miejscu eksponowane są zdjęcia męskich członków rodziny z czasów służby w armii. Nierzadko takie pamiątki z wojska wiszą obok ikon. Zresztą siłę tradycji widać w wyznaniu jednego z byłych kadetów, które zacytowały Ważne Historie:
„W 2012 roku rozpocząłem naukę w V klasie kadeckiej w szkole ogólnokształcącej w obwodzie moskiewskim. Mój ojciec i dziadek byli wojskowymi. Mój ojciec służył w wojnie w Afganistanie, a dziadek był pułkownikiem. Dzięki opowieściom ojca wyrobiłem sobie pozytywne zdanie o mężczyznach w mundurach…”.
Prawdopodobnie zdjęcia ojca, dziadka i tego absolwenta szkoły kadeckiej wiszą na ścianie w tzw. salonie w mieszkaniu jego rodziców.
W czasach radzieckich system edukacji kadeckiej był unormowany co do ostatniego szczegółu. Nie wchodząc w detale: rozleciał się Związek Radziecki, rozleciała się centralna kuratela nad szkolnictwem kadeckim. Do 2021 r. działało ono na podstawie różnych prawideł i zasadniczo bazowało na lokalnych inicjatywach. Potem w znaczącej mierze powrócono do wzorców radzieckich.
Nie da się jednak wejść dwa razy do tej samej rzeki, więc choć mechanizm funkcjonowania szkolnictwa kadeckiego „Sdiełano w CCCP”, to młodzież widzi, co się w Rosji i w świecie dzieje się. W niezależnych mediach rosyjskich wskazywano, że kilka lat temu młodzież zasadniczo nie uważała, że bycie żołnierzem to tzw. obciach. Dziś raczej jest inaczej. Skoro tak jest, to skąd tylu kadetów?
Kilka przyczyn złożyło się na taki wzrost zainteresowania młodzieży edukacją militarną. Zacznijmy od tego, że kadet kadetowi… równy nie jest.
Inny społeczny status ma uczeń/uczennica elitarnego korpusu kadeckiego, prowadzonego przez Ministerstwo Obrony, Ministerstwo Sytuacji Nadzwyczajnych czy Federalną Służbę Bezpieczeństwa lub zbliżoną do nich branżowym/rządowym instytucjom.
Inaczej jest „pozycjonowany” uczeń/uczennica klasy kadeckiej. Kadetów przybyło nie tylko dlatego, że część młodzieży wybrała taką edukację kierowana poczuciem patriotyzmu i kultywowania rodzinnych tradycji, albo stało się to za inną przyczyną.
Oczywiście, dla biednych rodzin wysłać syna/córkę do korpusu kadetów, znaczy zapewnić jemu/jej lepsze życie. Na koszt państwa. Jednak w znaczącej mierze kadetów w Rosji przybyło dzięki… biurokratycznej inwencji.
Kiedy system został uporządkowany, a zarządzanie centralne nie przeszło do historii razem z ZSRS, to wielu lokalnych decydentów przemianowało „zwykłe” klasy na kadeckie. A w głubinie, czy w rosyjskim interiorze, wola władzy – jak za cara i Sojuza – podlega wyłącznie akceptacji.
Szklanka w połowie pełna czy w połowie pusta?
Z zachodniej perspektywy cały ten system edukacji kadeckiej trąci na kilometr indoktrynacją. Z rosyjskiego, precyzując: z kremlowskiego punktu widzenia, jest jak najbardziej sensowny. Z tej przyczyny trudno go krytykować i chwalić również. Po prostu jest. Jest wpisany w życie Rosji. Tu ma sens z dwóch, głównych, powodów.
Pierwszy: ekonomiczny. Skoro Rosji nie stać na budowę armii zawodowej i ochotniczej na wzór amerykański, to musi tak szyć, jak materii staje. Przede wszystkim oszczędza na późniejszym szkoleniu wojskowym, bo szkolnictwo kadeckie dostarcza armii „pół-żołnierza”. Takiego łatwiej przerobić na żołnierza w szkołach oficerskich niż kogoś, kto we wcześniejszej edukacji zaliczył tylko obowiązkowe przysposobienie obronne.
Drugi: demograficzny. Rosja się wyludnia. Pula młodych mężczyzn zdolnych do służby wojskowej drastycznie maleje z roku na rok. Kadetów Kreml traktuje więc jako żelazną rezerwę kadrową.
Na Zachodzie może wydawać się, że kadeci to tacy rosyjscy janczarzy. Mylne wyobrażenie. Absolwenci korpusów kadeckich, tych elitarnych de facto średnich szkół wojskowych, nie muszą wiązać się z wojskiem czy ze służbami. Nie ma takiego rygoru.
Mogą zdobywać wyższe wykształcenie na uczelniach resortowych lub cywilnych. Obowiązek służby pojawia się dopiero wtedy, gdy absolwent zdecyduje się na studia w wojskowej akademii lub podpisze kontrakt ze służbami.
Skoro nie ma obowiązku „odsłużenia” nauki, to czy absolwenci unikają wiązania się na tzw. dalszej drodze życiowej z armią?
Statystyki podane przez portal Ruscadet pokazują, że coraz mniejszy odsetek absolwentów korpusów kadeckich decyduje się na studia na uczelniach resortowych.
W 2021 r. na studia w szkołach wyższych Ministerstwa Obrony FR zdecydowało się 72 proc. absolwentów. W 2022 r. już 65,5 proc., a dwa lata później – tylko 34 proc. Jest oczywiste, że zmniejszone zainteresowanie mariażem z wojskiem było związane z SWO.
Jeszcze mniejszy nabór ma Ministerstwo Obrony FR z samych klas kadeckich. Ważne Historie podały, że góra 10 proc. absolwentów decyduje się na kontynuowanie, w tej czy innej formie, związku z Siłami Zbrojnymi FR. W jednym i drugim przypadku wcale nie znaczy to, że były kadet do emerytury będzie wojskowym. Rozwody z armią po wygaśnięciu pierwszego kontraktu (od 3 do 5 lat) są coraz częstsze.
Czy to oznacza, że system nie sprawdza się? I tak, i nie. To zależy z jakiej perspektywy go się ocenia. Z pewnością w MO FR chcieliby, aby kadeci wiązali się z armią jak za sowieckich czasów. Generałowie mogą sobie pomarzyć. To szklanka do połowy jest pusta.
Jeśli nawet z rzeszy kadetów 10 proc. trafi do armii lub służb, to państwo zyskuje ponad 78 tys. wstępnie przysposobionych, do dalszego sformatowania, osób. A ci, którzy zdecydują się zrezygnować z munduru i tak będą stanowić przeszkoloną rezerwę. I to jest już szklanka do jest połowy pełna...
PS. Ktoś może zapytać: dlaczego materiał o szkolnictwie kadeckim umieszczony został w na podstronie GEOPOLITYKA? Nie bez przyczyny: edukacja kadecka w Rosji jest narzędziem realizacji celów geopolitycznych państwa.
Polecany artykuł: