Światowy rynek ropy w kryzysie: Iran, Chiny i strategiczne manewry USA

2026-03-09 18:46

Po wybuchu wojny z Iranem światowy rynek ropy naftowej reaguje niemal identycznie jak w 2022 r., gdy po rosyjskiej agresji na Ukrainę ceny surowca gwałtownie wystrzeliły. 23 lutego 2022 r. baryłka ropy (42 galony amerykańskie, czyli ok. 159 litrów) kosztowała 99,3 USD. Na początku marca 2022 r. ropa Brent skoczyła do 129 USD, stabilizując się do lata w przedziale 100–120 USD za baryłkę. W poniedziałek (9 marca) ceny zwyżkowały o około 20 proc., osiągając poziom powyżej 115 USD. Jutro może być jeszcze drożej. Gdyby doszło do pełnej blokady Cieśniny Ormuz, analitycy prognozują skok nawet do 150 USD za baryłkę. Przez ten wąski szlak transportowy przechodzi około 20 proc. światowego eksportu ropy naftowej, dlatego każda groźba zakłócenia żeglugi natychmiast wywołuje nerwową reakcję rynków…

Trump ogłasza blokadę tan.jpg

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI

• Jak ryzyko zakłóceń transportu wpływa na ceny ropy, nawet jeśli dostawy nie zostały faktycznie przerwane?

• Jak sankcje wobec Iranu ograniczają oficjalny eksport ropy i jak są omijane te ograniczenia?

• Jakie znaczenie dla chińskiej gospodarki ma zakamuflowany import irańskiej ropy?

• Jakie działania podejmował Donald Trump, by ograniczyć Chinom strategiczny dostęp Chin do surowców?

• Czy wojna z Iranem prowadzona jest wyłącznie dla pozbawienia go atomowych aspiracji?

Zyskują kontrolujący dostęp do strategicznych surowców

Trend zwyżkowy może być krótkotrwały, ale równie dobrze może okazać się bardziej trwały. Rynek ropy reaguje bowiem nie tylko na faktyczne przerwanie dostaw, lecz przede wszystkim na ryzyko takiego scenariusza. Wystarczy obawa przed spadkiem podaży, by ceny zaczęły gwałtownie rosnąć.

Ropa nadal pozostaje jednym z głównych instrumentów siły geopolitycznej – obok potencjału militarnego. Silna gospodarka potrzebuje stabilnych dostaw energii, a nowoczesne siły zbrojne, szczególnie zaangażowane w działania wojenne, są od paliw płynnych całkowicie zależne.

Krótkotrwałe zwyżki cen nie muszą osłabić najsilniejszych gospodarek, ponieważ dysponują one strategicznymi zapasami ropy oraz instrumentami stabilizującymi rynek. Wzrost cen najmocniej odczuwają indywidualni konsumenci, którzy płacą więcej za paliwo przy dystrybutorach. Mechanizm ten działa z pewnym opóźnieniem – ceny paliw reagują na wzrost cen ropy dopiero po kilku tygodniach – jednak ostatecznie wyższe koszty energii przenoszą się na całą gospodarkę.

Jednocześnie drożejąca ropa oznacza większe przychody dla producentów i eksporterów surowca. Rynek energii zawsze był podatny na spekulację i nie zmienia się to również w sytuacjach kryzysowych. W czasach napięć geopolitycznych zyskują przede wszystkim ci, którzy kontrolują dostęp do strategicznych surowców.

Kto dziś realnie kontroluje dostęp do ropy naftowej?

Wbrew potocznemu mniemaniu owym kontrolującym nie jest Iran. Teheran oddziałuje na rynek przede wszystkim poprzez ryzyko i destabilizację rynku ropy.

Kto zatem realnie kontroluje dostęp do ropy dziś? Graczy jest kilku. Najważniejsi to Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie – państwa z łącznie ok. 16‑proc. udziałem w światowej produkcji ropy. To ważne, ale jeszcze istotniejsze w obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie jest to, że dysponują infrastrukturą eksportową znajdującą się poza Cieśniną Ormuz. W konsekwencji wszelkie obecne i potencjalne blokady cieśniny przez Iran nie wpływają na ich zdolności eksportowe.

Na rynek i ceny mają wpływ Stany Zjednoczone (20–22 proc. światowej produkcji) oraz państwa G7. W Grupie poza USA jedynie Kanada liczy się jako producent – z ok. 6‑proc. udziałem. Państwa G7 dysponują jednak największymi strategicznymi rezerwami ropy oraz instrumentami finansowymi, które stabilizują rynek. Dzięki temu mają realny wpływ na globalną podaż w sytuacjach kryzysowych. Oddziaływanie na rynek mają także najwięksi importerzy ropy, w tym Indie i Chiny.

Garda: Magdalena Sobkowiak-Czarnecka o mitach na temat SAFE
Portal Obronny SE Google News

ChRL oficjalnie nie sprowadza z Iranu ani baryłki ropy

I tu należy zatrzymać się przy Chinach. Więcej ropy potrzebuje w świecie tylko gospodarka amerykańska. Ta jednak w dużej mierze bazuje na własnych zasobach, wydobywanych z łupków i piasków bitumicznych. Chiny z własnych źródeł pokrywają 24 proc. swojego zapotrzebowania. Resztę muszą importować. Oficjalnie pochodzą one z Rosji, Arabii Saudyjskiej, Iraku i Omanu. A z Iranu już nie, mimo że media powtarzają, iż 80–90 proc. irańskiej ropy trafia do Chin.

To prawda, ale w szczegółach wygląda inaczej: import irańskiej ropy realizują chińskie firmy prywatne, nie państwowe przedsiębiorstwa kontrolowane przez Pekin (odpowiedniki naszego Orlenu). Oczywiście dzieje się to za wiedzą, przyzwoleniem, a w praktyce zapewne i nakazem władz państwowych, bo w chińskim modelu komunistycznego kapitalizmu nic nie odbywa się bez zgody Komunistycznej Partii Chin!

Jej sekretarz generalny (nadto prezydent ChRL i przewodniczący Centralnej Komisji Wojskowej) Xi Jinping wie, że państwowe firmy nie mogą oficjalnie kupować irańskiej ropy obłożonej międzynarodowymi sankcjami.Restrykcje USA i UE wobec Iranu blokują transakcje państwowych przedsiębiorstw. Gdyby kupowały, skutkowałoby to konsekwencjami dla chińskich banków, handlu zagranicznego i rezerw walutowych tego państwa.

Pekin jednak znalazł sposób na pozyskiwanie taniej ropy z Iranu. Jest on realizowany przez prywatne rafinerie, zwane „czajniczkami”. Są to podmioty, które w systemie chińskim robią to, czego nie mogą oficjalnie państwowe firmy. Koniec końcem irańska ropa, po tanich kosztach, i tak napędza chińską gospodarkę. Ba, zostaje jej tyle, że po zmiksowaniu jej z lekką ropą importowaną z oficjalnych źródeł staje się materiałem do produkcji paliw… na eksport! Nie można wówczas stwierdzić, że chińska benzyna powstała na bazie irańskiej ropy, której Chiny przecież oficjalnie nie importują.

W kamuflowaniu źródeł pochodzenia ropy swój udział oprócz „czajniczków” ma Malezja. Bo tam jest przeładowywana (Rosja stosuje ten sam manewr dla „wyprania” swojej ropy i obejścia sankcji). Do Chin codziennie z Malezji trafia ok. 1,4 mln baryłek, choć ten kraj (jak wskazuje WorldMeter) dziennie produkuje 570 tys. baryłek, i to głównie na własne potrzeby. Przeładowana na wodach malezyjskich irańska ropa (wcześniej także wenezuelska) staje się „malezyjską” i jako taka trafia do Chin. Tam już w państwowych rafineriach jest tak przerabiana, że staje się „chińską”. Skomplikowane. Owszem, więc z góry przepraszam znawców tematów za zbytnie uproszczenia w opisie tego procesu.

Po co o tym wszystkim piszemy w Portalu Obronnym?

Co to ma wspólnego z czołgami, samolotami i wszystkim tym sprzętem, które bez paliwa do niczego nie nadają się? A to powtórzę, to co jest na początku tego tekstu: ropa nadal pozostaje jednym z głównych instrumentów siły geopolitycznej – obok potencjału militarnego.

Wojny od zawsze były toczone o dostęp do surowców albo też o odcięcie dostępu do nich faktycznych i potencjalnych konkurentów vel przeciwników. Spójrzmy na politykę Donalda Trumpa i USA. Kilka miesięcy temu Waszyngton ogłosił Strategię Bezpieczeństwa Narodowego (National Security Strategy). W niej to Chiny są uznane za głównego strategicznego rywala gospodarczego i technologicznego. Konkurencja z tzw. Państwem Środka jest jednym z centralnych punktów polityki USA. I teraz zobaczmy, jak Donald Trump stara się osłabić konkurenta.

Panama, Kanał Panamski. Trump zablokował chińską ekspansję gospodarczą w tym strategicznym dla USA regionie. Grzmiano w świecie, że gotów jest nawet do interwencji militarnej. Wystarczyła presja na Panamę, skończyły się chińskie aspiracje do kontrolowania Kanału.

Grenlandia. Trump groził, że ta wyspa stanie się terytorium USA albo zostanie kupiona przez Stany, by zapobiec chińskim próbom zbudowania znaczącej bazy gospodarczej na wyspie. Presja na Danię była skuteczna. Wojny z NATO nie było. Chiny zostały wyparte z Grenlandii.

Wenezuela. I w zasadzie można stwierdzić: „i wszystko jasne”. Skończyły się dostawy ciężkiej, ale taniej ropy do Chin (i przy okazji do Kuby). Po raz kolejny został uznany za tego, który ma za nic prawo międzynarodowe, czym nie przejmował się i dalej się nie przejmuje.

I dochodzimy do Iranu. Wojny z Iranem. Świat ma nadzieję, że nie będzie to „wojna w Iranie”. Trump przyłączył się do operacji zainicjowanej przez Izrael. W świecie mówi się, że ogon macha psem, znaczy się USA. Trump jest odporny na takie oceny. Niewiele robi sobie z tego, że w czerwcu 2024 r. głosił, że Stany zniszczyły irańskie instalacje wzbogacania uranu, a teraz zaatakował Iran, by ten potencjał… zniszczyć. Teraz stawia sprawę na ostrzu noża: wojna będzie prowadzona do bezwarunkowej kapitulacji Iranu.

Blefuje? Może. Wszelako Pekin bardzo obawia się, by tak się nie stało. Gdyby do tego doszło, to Chiny straciłyby na tym politycznie i ekonomicznie. Skończyłoby się źródło taniej ropy naftowej i ogromnych, miliardowych zysków. Braki Pekin musiałby uzupełnić w oficjalnych dostawach, co miałoby przełożenie (między innymi) na spadek konkurencyjności chińskiej gospodarki.

Czy nie o to chodzi Stanom w tej wojnie z Iranem?

Sonda
Czy wojna z Iranem zakończy się przed 7 czerwca?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki