- Pentagon rozważa ukaranie sojuszników z NATO, którzy nie wsparli działań USA w wojnie z Iranem, m.in. poprzez zawieszenie członkostwa Hiszpanii w Sojuszu lub zmianę stanowiska USA ws. Falklandów.
- Frustracja Pentagonu wynika z niechęci lub odmowy niektórych sojuszników do przyznania USA praw dostępu, bazowania i przelotu (ABO) na potrzeby wojny z Iranem, co jest uznawane za "absolutną podstawę dla NATO".
- Prezydent Donald Trump skrytykował sojuszników za brak wsparcia w otwarciu cieśniny Ormuz i rozważał wycofanie USA z NATO, a Biały Dom sporządził listę "grzecznych i niegrzecznych" krajów NATO.
- Polska i Rumunia mogą znaleźć się wśród "wygranych", ciesząc się specjalnymi względami i potencjalnym przyjęciem większej liczby amerykańskich żołnierzy, podczas gdy "niegrzeczni" sojusznicy mogą stracić wsparcie USA.
Wewnętrzny e-mail Pentagonu ujawnił plany ukarania sojuszników z NATO, którzy nie zaangażowali się w wojnę z Iranem, wywołując niepokój i dyskusje na temat przyszłości Paktu Północnoatlantyckiego. Decyzja ta, motywowana frustracją z powodu braku wsparcia ze strony niektórych członków, może prowadzić do poważnych konsekwencji dla jedności i funkcjonowania Sojuszu. Prezydent Donald Trump wielokrotnie krytykował państwa NATO za niewystarczające zaangażowanie, co teraz przybiera konkretne formy.
Niezadowolenie Waszyngtonu: Skąd bierze się frustracja?
Wewnętrzna korespondencja Pentagonu jasno wskazuje na narastającą frustrację w Waszyngtonie. Głównym powodem jest niechęć lub odmowa niektórych sojuszników do przyznania Stanom Zjednoczonym praw dostępu, bazowania i przelotu (ABO) na potrzeby wojny z Iranem. Jak podkreśla anonimowy urzędnik, na którego powołuje się Reuters, prawa ABO są „absolutną podstawą dla NATO”. Brak wsparcia w tym zakresie jest postrzegany jako podważanie fundamentalnych zasad Sojuszu i jego zdolności do wspólnego działania w obliczu zagrożeń.
Prezydent Donald Trump niejednokrotnie wyrażał swoje niezadowolenie z postawy niektórych członków NATO. Ostra krytyka dotyczyła zwłaszcza braku zaangażowania marynarek wojennych sojuszników w działania mające na celu otwarcie cieśniny Ormuz, zablokowanej po rozpoczęciu konfliktu powietrznego 28 lutego. Trump rozważał nawet możliwość wycofania USA z Sojuszu, o czym wspomniał w wywiadzie dla Reutersa 1 kwietnia, pytając retorycznie: „A ty byś tego na moim miejscu nie zrobił?”. Mimo to, e-mail z Pentagonu nie sugeruje, że Stany Zjednoczone powinny opuścić Sojusz ani zamykać baz w Europie. Nie ujawniono jednak, czy opcje obejmują powszechnie oczekiwane wycofanie części sił amerykańskich z Europy.
Sekretarz prasowy Pentagonu Kingsley Wilson, odnosząc się do słów prezydenta Trumpa, oświadczył: „pomimo wszystkiego, co Stany Zjednoczone zrobiły dla naszych sojuszników z NATO, nie stali u naszego boku”. Dodał również, że „Departament Wojny dopilnuje, aby prezydent dysponował wiarygodnymi opcjami, które pozwolą naszym sojusznikom przestać być papierowym tygrysem i zamiast tego odegrać swoją rolę. Nie mamy dalszych komentarzy na temat wewnętrznych obrad w tej sprawie”.
Hiszpania na celowniku: Konsekwencje braku wsparcia
Wśród państw, które znalazły się na celowniku Pentagonu, wyróżnia się Hiszpania. Jej socjalistyczni przywódcy zadeklarowali, że nie zezwolą na wykorzystanie hiszpańskich baz ani przestrzeni powietrznej do ataków na Iran. Stany Zjednoczone posiadają dwie ważne bazy wojskowe w Hiszpanii: bazę morską Rota i bazę lotniczą Moron, co czyni stanowisko Madrytu szczególnie problematycznym dla Waszyngtonu.
Jedna z opcji zawartych w e-mailu z Pentagonu zakłada zawieszenie „trudnych” krajów przy obsadzaniu ważnych i prestiżowych stanowiskach w NATO. Co więcej, w e-mailu oceniono, że opcja zawieszenia członkostwa Hiszpanii w Sojuszu miałaby ograniczony wpływ na działania militarne USA, lecz znaczący wymiar symboliczny. Urzędnik nie ujawnił, w jaki sposób Stany Zjednoczone mogłyby podjąć działania mające na celu zawieszenie członkostwa Hiszpanii w Sojuszu, a agencja Reutera nie była w stanie na razie ustalić, czy w NATO istnieje mechanizm umożliwiający takie działanie. Taki krok byłby bezprecedensowy i mógłby poważnie nadszarpnąć wizerunek i jedność Sojuszu.
Pete Hegseth, szef amerykańskiego resortu wojny, na początku kwietnia zauważył, że wojna z Iranem „wiele ujawniła”. Podkreślił, że irańskie rakiety dalekiego zasięgu nie są w stanie dosięgnąć Stanów Zjednoczonych, ale mogą dosięgnąć Europy.
„Mamy pytania, przeszkody i wahania. Nie ma sensu budować silnego Sojuszu, jeśli kraje nie chcą stanąć po naszej stronie, gdy tego potrzebujemy” – powiedział Hegseth, wyrażając tym samym rozczarowanie postawą niektórych sojuszników.
Lista "grzecznych i niegrzecznych": Kto zyska, a kto straci?
W Białym Domu powstała lista „grzecznych i niegrzecznych” krajów NATO, jak podał portal Politico. Spis ten, który powstał przed niedawną wizytą sekretarza generalnego NATO Marka Rutte w Waszyngtonie, zawiera informacje o wkładzie sojuszników w NATO i dzieli ich na grupy.
W grudniu Pete Hegseth mówił, że „modelowi sojusznicy, którzy się mobilizują, tacy jak Izrael, Korea Południowa, Polska, w coraz większym stopniu Niemcy, kraje bałtyckie i inne będą cieszyły się się naszymi specjalnymi względami”. Z kolei „Sojusznicy, którzy nadal nie wywiązują się ze swoich obowiązków w zakresie zbiorowej obrony, zmierzą się z konsekwencjami”. Europejski dyplomata ocenił, że „Biały Dom ma dokument z niegrzecznymi i grzecznymi (przyp. red sojusznikami), więc myślę, że to jest podobne myślenie”.
Administracja prezydenta USA Donalda Trumpa zastanawia się, jak ukarać sojuszników, którzy odmówili pomocy w wojnie z Iranem. Rzeczniczka Białego Domu Anna Kelly oświadczyła: „Podczas gdy USA od zawsze są z naszymi tak zwanymi sojusznikami, kraje, których bronimy tysiącami żołnierzy nie są z nami podczas operacji Epicka Furia”, odnosząc się do wojny z Iranem. Władze nie ujawniły, z jakimi konsekwencjami mogą mierzyć się sojusznicy ani na jakie względy mogą liczyć.
Jedną z możliwości jest przemieszczenie amerykańskich sił. Według Politico, najpewniej może to obejmować relokację żołnierzy z jednego kraju europejskiego do drugiego. Byłoby to kosztowne i czasochłonne, ale stanowiłoby jasny sygnał dla „niegrzecznych” sojuszników. Dwóch przedstawicieli europejskich władz przekazało, że USA mogą odebrać żołnierzy, wspólne ćwiczenia albo sprzedaż broni „niegrzecznym” sojusznikom i dać je sojusznikom, których uważają za „grzecznych”.
Polska i Rumunia wśród potencjalnych beneficjentów
W tym nowym układzie sił, Polska i Rumunia mogą znaleźć się wśród największych wygranych. Portal Politico napisał, że Trump ma do nich dobre nastawienie i są to kraje, które chętnie przyjęłyby więcej żołnierzy. Rumunia i kilka mniejszych państw pozwoliły USA na korzystanie ze swoich baz lotniczych, a Bułgaria po cichu wspierała amerykańską logistykę na Bliskim Wschodzie.
Daje to Trumpowi narzędzia do rozróżniania członków Sojuszu między tymi, którzy wspierali działania USA w Iranie – takie jak zakończenie blokady cieśniny Ormuz i umożliwienie korzystania z baz – i tymi, którzy tego nie robili. W obliczu narastających napięć i rewizji strategii amerykańskiej, państwa takie jak Polska i Rumunia, które konsekwentnie demonstrują swoje zaangażowanie i gotowość do współpracy, mogą zyskać na wzmocnieniu więzi ze Stanami Zjednoczonymi i zwiększeniu swojej roli w NATO.
Komentarz
Wojna USA i Izraela z Iranem wywołała poważne pytania o przyszłość 76-letniego bloku i zrodziła obawy, że USA mogą nie przyjść z pomocą europejskim sojusznikom, gdyby zostali zaatakowani. Wielka Brytania, Francja i inne kraje twierdzą, że przyłączenie się do amerykańskiej blokady morskiej byłoby równoznaczne z przystąpieniem do wojny, ale są gotowe pomóc w utrzymaniu otwarcia Cieśniny, jeśli tylko nastąpi trwałe zawieszenie broni lub zakończy się konflikt. Musimy pamiętać, że w tej całej "kłótni" Donald Trump nie konsultował ataku USA na Iran z NATO, nie poinformował nawet, że taki atak za kilka godzin się odbędzie (rzekomo Polska wiedziała według słów urzędników z pałacu prezydenckiego).
Nic więc dziwnego, że Europa, nie chce się zaangażować w wojnę, którą wywołał Trump. Przypomnijmy sobie słowa Trumpa przed atakiem, gdzie powtarzał, że armia amerykańska jest najlepsza i najsilniejsza. Przy okazji drwiąc z sił europejskich. I nagle potrzebuje wsparcia ze strony słabej Europy, gdy wojna nie idzie po jego myśli? Coś tutaj jednak nie gra.
NATO to sojusz obronny i do tego celu został powołany. Gdy 11 września 2001 roku dokonano zamachu terrorystycznego przeprowadzonego przez islamską organizację terrorystyczną Al-Ka’ida na dwie wieże World Trade Center oraz budynek Pentagonu, Europa stanęła po stronie USA, bo sojusznik został zaatakowany. Dziś tego przypadku nie ma. Stany Zjednoczone nie zostały zaatakowane przez Iran, tylko realizują plany Izraela dot. obalenia reżimu w Iranie.
Jeśli rzeczywiście doniesienia medialne się potwierdzą, że USA planują ukarać kraje NATO za brak pomocy, to będzie to bardzo poważny kryzys w relacjach, który może grozić nawet wyjściem niektórych krajów i założeniem europejskiego NATO. Na początku kwietnia komisarz ds. obrony Andrius Kubilius powiedział Politico, że odpowiedzią UE na kryzys w stosunkach transatlantyckich powinno być wzmocnienie własnych zdolności wojskowych. Zaproponował on utworzenie nowego międzyrządowego sojuszu obronnego, który mógłby obejmować stałą armię europejską.
Według doniesień portalu Euractiv z 17 kwietnia Kubilius przedstawił inicjatywę podczas konferencji Służb Prawnych Komisji Europejskiej, sugerując, że obecne traktaty UE mogą być niewystarczające do wsparcia pełnoprawnej europejskiej struktury obronnej. Zaapelował o nowe ramy traktatowe, które umożliwiłyby głębszą integrację wojskową i pozwoliłyby Europie działać niezależnie w kwestiach obronnych.
„Obecne traktaty i instytucje na nich oparte pomagają czy utrudniają europejskiej obronności działanie jako Europa, a nie tylko jako zbiór 27 państw? Apeluję o utworzenie prawdziwej Europejskiej Unii Obronnej, która obejmowałaby Zjednoczone Królestwo, Norwegię i Ukrainę. I w tym celu zawrzyjmy nowy, dodatkowy traktat międzyrządowy” – powiedział Kubilius.
Według Euractiv propozycja zawiera kilka elementów wykraczających poza obecne ramy prawne UE, w tym utworzenie Europejskiej Rady Bezpieczeństwa ze stałymi członkami, stałych sił liczących maksymalnie 100 000 żołnierzy oraz odrębnego dowództwa wojskowego.
Kubilius poruszył również kwestię wspólnych zapasów na szczeblu UE i skoordynowanego planowania obronnego w ramach nowej struktury prawnej. Według portalu Euractiv Komisja Europejska przygotowuje również wytyczne dotyczące stosowania unijnej klauzuli wzajemnej obrony, art. 42.7, w związku z niedawnymi incydentami bezpieczeństwa na Cyprze, które doprowadziły do rozmieszczenia tam sił europejskich.
Kubilius zasugerował, że nowy sojusz obronny mógłby objąć swoim zasięgiem nie tylko państwa członkowskie UE, ale także Ukrainę, Wielką Brytanię i Norwegię. Nie jest jednak jasne, czy propozycja ta wyjdzie poza etap dyskusji politycznej.
Co do działań Trumpa ma również zastrzeżenia premier Donald Tusk w rozmowie z Financial Times, Tusk powiedział, że „największym i najważniejszym pytaniem dla Europy jest to, czy Stany Zjednoczone są gotowe być tak lojalne, jak opisano to w naszych traktatach (NATO)”. Ostrzegł jednocześnie, że Rosja może zaatakować członka Sojuszu w perspektywie „raczej miesięcy niż lat”.
W rozmowie z brytyjskim dziennikiem Tusk stwierdził, że UE powinna wzmocnić własną klauzulę wzajemnej obrony zawartą w art. 42 ust. 7 Traktatu o Unii Europejskiej.
Dziennik, nazywając stwierdzenia Tuska „niezwykłą wypowiedzią” podkreślił, że odzwierciedla ona niepewność rosnącą w Europie po groźbach prezydenta USA Donalda Trumpa i jego chwiejnym zaangażowaniu w obronę kontynentu.
„Dla całej wschodniej flanki, moich sąsiadów... pytanie brzmi, czy NATO jest nadal organizacją gotową, zarówno politycznie, jak i logistycznie, do reagowania, na przykład, przeciwko Rosji, gdyby ta próbowała zaatakować” – powiedział.
Tusk zauważył, że niektórzy członkowie sojuszu obronnego „udawali, że nic się nie stało”, gdy w zeszłym roku około 20 rosyjskich dronów naruszyło polską przestrzeń powietrzną - podkreślił dziennik.
Premier zaznaczył, że jego słów nie należy traktować „jako sceptycyzmu wobec artykułu 5. (zobowiązania NATO do wzajemnej obrony - PAP)”, tego czy on obowiązuje, ale raczej jako „marzenie, że gwarancje na papierze zamienią się w coś bardzo praktycznego”.
„To naprawdę poważna sprawa. Mam na myśli perspektywę krótkoterminową – raczej miesiące niż lata” – powiedział Tusk w kontekście ewentualnego ataku Rosji. „Dla nas niezwykle ważne jest, aby mieć pewność, że wszyscy będą traktować zobowiązania wobec NATO równie poważnie jak Polska” – dodał.
„FT” podał, że ostrzeżenie Tuska pojawia się w momencie, gdy na Cyprze odbywa się szczyt UE, podczas którego toczą się dyskusje na temat klauzuli wzajemnej obrony Unii, czyli art. 42.7 traktatu UE, w kontekście pogróżek Trumpa dotyczących wycofania się USA z NATO oraz jego niejednoznacznych wypowiedzi na temat przestrzegania art. 5. Dodał, że wiele krajów podchodzi z rezerwą do działań, które mogłyby zostać odebrane jako podważanie znaczenie NATO lub kwestionowanie zaangażowania USA w obronę Europy. Klęska wyborcza węgierskiego premiera Viktora Orbana, sojusznika Rosji, otwiera drzwi do dyskusji na temat art. 42 ust. 7 i większej roli UE w obronie kontynentu - zauważył dziennik.
„Jeśli chcesz mieć prawdziwy sojusz, nie tylko na papierze, potrzebujesz prawdziwych narzędzi i realnej siły, jeśli chodzi o instrumenty obronne i mobilność sił zbrojnych między krajami itp. To bardzo praktyczny problem na dzień dzisiejszy” – powiedział polski premier. „Dlatego moją obsesją i misją jest teraz ponowna integracja Europy. Oznacza to wspólną obronę, wspólny wysiłek na rzecz obrony naszych wschodnich granic” - dodał.
Tusk zauważył, ze jeżeli można doszukać się pozytywnych aspektów wojny w Ukrainie, to jednym z nich jest fakt, że „Europa jest coraz bardziej świadoma, że będziemy razem w kwestiach wojskowych i obronnych”