- Raporty Instytutu Krytyki Politycznej i Res Futura wskazują na znaczący wzrost nastrojów antyukraińskich w Polsce, odczuwalny w codziennych sytuacjach oraz w mediach społecznościowych. Co piąty wpis o Ukrainie w social mediach jest krytyczny, a nastroje negatywne nasilają się od maja.
- Ukraińcy w Polsce doświadczają dyskryminacji w pracy, miejscach zamieszkania i przestrzeni publicznej, często wywołanej użyciem języka ukraińskiego. Ich reakcją jest często milczenie, wycofywanie języka z przestrzeni publicznej lub wypieranie negatywnych doświadczeń.
- Napięcia zaostrzyły się po nadaniu przez prezydenta Zełenskiego jednostce wojskowej imienia "Bohaterów UPA", co doprowadziło do odebrania mu Orderu Orła Białego przez prezydenta Nawrockiego i wzajemnych rezygnacji z odznaczeń. Temat Wołynia jest wskazywany jako kluczowa oś sporu, napędzająca negatywne emocje.
- Rosyjska dezinformacja, intensywnie wykorzystująca sztuczną inteligencję do nasycania internetu prorosyjską narracją, przyczynia się do spadku poparcia dla Ukrainy w Polsce z 50% do poniżej 30%. Polska jest najbardziej atakowanym państwem w tej cyberwojnie informacyjnej.
Raport „Nie jesteśmy w domu. Ukraińscy migranci i uchodźcy o relacjach z Polakami”, przygotowany przez badaczkę migracji dr Olenę Babakovą i dr. hab. Przemysława Sadurę, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, na zlecenie Instytutu Krytyki Politycznej, rzuca światło na doświadczenia ukraińskich migrantów i uchodźców mieszkających w Polsce. Badanie, oparte na wywiadach pogłębionych z 25 osobami, zróżnicowanymi pod względem płci, wieku i statusu migracyjnego (14 uchodźców wojennych po 2022 r. i 11 migrantów zarobkowych sprzed 2022 r.), ujawnia ochłodzenie stosunków polsko-ukraińskich, zauważalne przez większość rozmówców. Co więcej, to zjawisko dotyka nawet tych, którzy są najlepiej zintegrowani z polskim społeczeństwem.
Twórcy raportu jasno zaznaczyli: „Wzrost nastrojów antyukraińskich rejestrują niemal wszyscy rozmówcy, w tym osoby mieszkające w Polsce od ponad dekady czy posiadające polskie obywatelstwo”. Wskazują oni, że punktem zwrotnym dla zaobserwowania nasilenia tych nastrojów była kampania prezydencka w 2025 roku. Interesujące jest również to, że wśród migrantów przedwojennych pojawiły się opinie, iż relacje polsko-ukraińskie „nigdy nie były zbyt dobre, a lata 2022/2023 były jedynie wyjątkiem”.
Wrogość, o której mowa, nie ogranicza się wyłącznie do internetu, choć to tam, według respondentów, jest najbardziej uciążliwa. Autorzy raportu podkreślają, że obecnie nastroje antyukraińskie są „rozłożone na kilka obszarów życia i dotyczą codziennych sytuacji”. Ukraińcy opowiadali o przypadkach dyskryminacji w miejscu pracy, zamieszkania czy w szkole. Jednak najwięcej zgłoszonych incydentów dotyczyło przestrzeni publicznej, zwłaszcza komunikacji miejskiej.
Częstym zapalnikiem agresji okazuje się być sam język ukraiński lub akcent. Respondenci relacjonowali, że słysząc osobę mówiącą po ukraińsku, agresorzy często reagują wrogością, która przybiera formę agresji słownej lub zachowania sugerującego złe intencje. Reakcją na takie zdarzenia jest w przeważającej mierze milczenie. Z 25 rozmówców tylko jeden odważył się wdać w rozmowę i nagrywać napastnika. „Często stosuje się działania prewencyjne – wycofanie własnego języka z przestrzeni publicznej” – zaznaczyli autorzy. Innym sposobem obrony jest używanie bezakcentowej polszczyzny.
Co szczególnie poruszające, raport wskazuje na katalog doświadczeń, które sami respondenci opisywali jako neutralne, choć obiektywnie są one formami dyskryminacji. Wśród nich wymieniano odmowę wynajmu mieszkania Ukraińcom, złośliwe zaczepki ze strony lekarzy niezwiązane z leczeniem, czy podwójne standardy oceniania polskich i ukraińskich studentów przez kadrę akademicką.
„Wyzyska, z którymi się spotykali na przystanku autobusowym, rozmówcy kwitowali stwierdzeniem »no takie po prostu jest życie« – rzadko wyrażając oburzenie czy żal. Ukraińcy zwyczajnie wypierają negatywne doświadczenia na gruncie narodowościowym” – podsumowują autorzy, ukazując głęboki mechanizm obronny.
Internetowy rezonans antyukraińskich nastrojów: Analiza Res Futura
Niepokojące wnioski Instytutu Krytyki Politycznej znajdują swoje potwierdzenie w analizie mediów społecznościowych przeprowadzonej przez ośrodek analityczny Res Futura. Raport „Obraz Ukrainy i Ukraińców w polskich social media”, zaprezentowany przez Press Club Polska i Data House Res Futura, monitorował polską debatę w sieci w okresie od 1 do 21 czerwca 2026 roku. W tym czasie odnotowano aż 754 tysiące wpisów dotyczących Ukrainy, które wygenerowały 10,2 miliona reakcji i komentarzy.
Z raportu wynika, że obecnie średnio co piąty wpis dotyczący Ukrainy ma charakter krytyczny. Michał Fedorowicz z Res Futura podkreślił, że „Jeżeli odrzucilibyśmy wpisy neutralne, to na dziesięć wpisów dziewięć będzie miało charakter negatywny wobec Ukraińców”. Krytyka wobec Ukrainy w mediach społecznościowych rośnie nieprzerwanie od początku maja, zwiększając się z 15,4 proc. do 22 proc. Co istotne, „Każdy kryzys podnosi ten poziom, który już nie spada”.
Fedorowicz zwrócił uwagę na stałą obecność tematu ukraińskiego w polskiej przestrzeni cyfrowej, stwierdzając, że „Temat nie wygasa i praktycznie rzecz biorąc temat ukraiński jest tematem nr 2 w polskich mediach społecznościowych codziennie”. Dodatkowo, wpisy, które krytykują Ukrainę lub eskalują negatywne nastroje, generują największe zaangażowanie wśród użytkowników.
Analiza wykazała również, które tematy dominowały w dyskusjach od 15 do 21 czerwca. Były to: Zełenski i dyplomacja (69,8 proc.), Tusk i Nawrocki (54,5 proc.), Order Orła Białego (47,3 proc.) oraz Wołyń i historia (22,5 proc.). Szczególnie znaczący jest wzrost dyskusji na temat UPA. Jeszcze rok temu temat ten stanowił poniżej 5 proc. dyskusji, a społeczne przyzwolenie nie pozwalało o nim rozmawiać, by nie wspierać prorosyjskiej propagandy. Obecnie sytuacja się odwróciła, a większość użytkowników traktuje go jako kwestię podstawową i dotyczącą jednego z głównych wydarzeń w historii Polski. Michał Fedorowicz zaznaczył, że „Nie ma dzisiaj absolutnie przestrzeni na to, bo nie ma przestrzeni politycznej, żeby zmienić te nastroje” i przewiduje dalszą eskalację tematu UPA przed obchodzonym 11 lipca Dniem Pamięci o Polakach – ofiarach ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Kresach Wschodnich II RP. Co ciekawe, w mediach społecznościowych Francji, Niemiec czy Wielkiej Brytanii, polska narracja o UPA nie występuje – historię tę opowiadają jedynie konta prorosyjskie lub ukraińskie.
Raport zidentyfikował także specyficzną dynamikę reakcji użytkowników. Po raz pierwszy pod wpisami dotyczącymi Ukrainy częściej pojawiały się „serduszka” niż reakcje złości. Autorzy wyjaśnili jednak, że nie wynika to z sympatii do Ukrainy, lecz z poklasku dla decyzji o odebraniu orderu. Najwięcej pozytywnych reakcji zebrał wpis prezydenta Karola Nawrockiego, w którym poinformował o podjęciu tej decyzji. W kontekście obrony Ukrainy, użytkownicy mediów społecznościowych zarzucają jej obrońcom zdradę przeciw Polsce (34 proc.) oraz uległość i „klękanie” przed Ukrainą (22 proc.). Nawet Konferencja na rzecz Odbudowy Ukrainy w Gdańsku została opisana w mediach społecznościowych jako „impreza, która niczego nie wniosła”, z zarzutami wrogości do Ukrainy (53,1 proc.) i podważaniem sensu szczytu.
Polecany artykuł:
i odesłał order do Warszawy, a w ślad za nim zrzekli się orderów i odznaczeń byli prezydenci Ukrainy: Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko oraz Petro Poroszenko, a także minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha, szef Biura Prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow, jego zastępca Ihor Żowkwa oraz ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar. Prezes PiS Jarosław Kaczyński również poinformował, że zwróci przyznany mu w 2022 roku ukraiński Order Księcia Jarosława Mądrego.
Rosyjska dezinformacja i sztuczna inteligencja: Zagrożenie dla prawdy
Wzrost nastrojów antyukraińskich w Polsce nie jest przypadkowy, a jego istotnym elementem jest zorganizowana rosyjska dezinformacja. Tomasz Chłoń, pełnomocnik MSZ ds. przeciwdziałania dezinformacji międzynarodowej, w rozmowie z PAP i Polskim Radiem w Brukseli, podkreślił, że Rosjanie celowo nasycają internet fałszywymi informacjami, wykorzystując do tego sztuczną inteligencję (AI).
„Technologia posunęła się naprzód, więc dezinformację jest znacznie łatwiej produkować. A Rosjanie skrzętnie z tego korzystają” – zauważył Chłoń.
Dyplomata wyjaśnił stały sposób działania Kremla: najpierw tworzone są nieprawdziwe narracje, które następnie pojawiają się w niszowych kanałach informacyjnych, skąd rozprzestrzeniają się, trafiając ostatecznie do mainstreamu. Sieć jest coraz bardziej przesycona rosyjską dezinformacją, a stosunkowo nowym problemem jest celowe wpływanie Rosji na modele językowe, w tym popularne chatboty.
„W rezultacie coraz częściej, kiedy wpisujemy zapytanie do wyszukiwarki lub pytamy o coś np. ChatGPT, dostajemy odpowiedzi coraz mniej krytyczne wobec Rosji” – powiedział Chłoń. Dzieje się tak, ponieważ sztuczna inteligencja bazuje na źródłach wydobytych z „zatrutej studni” rosyjskiej narracji, co Chłoń określił jako „bardzo niebezpieczne”.
Polska znajduje się na świeczniku Kremla, będąc najbardziej atakowanym rosyjską dezinformacją państwem, a większość tych treści dotyczy właśnie Ukrainy. Wyraźnym dowodem na skuteczność rosyjskiej propagandy są wyniki badań opinii publicznej w Polsce, które pokazały, że poparcie dla sprawy ukraińskiej i Ukraińców spadło z 50 proc. w chwili wybuchu pełnoskalowej wojny do poniżej 30 proc. w tym roku.
Chłoń przyznał, że dezinformacja trafia na podatny grunt, ponieważ jej przekazy są skonstruowane tak, aby uderzać w ludzkie emocje i lęki oraz polaryzować społeczeństwo. Pomaga w tym fakt, że ludzkie mózgi są ewolucyjnie zaprojektowane tak, by łatwiej wychwytywać i zapamiętywać negatywne informacje.
„Dlatego trudno jest nam się przebić z pozytywną informacją, np. taką, że ukraińskie firmy i pracownicy wnoszą do polskiego budżetu cztery razy więcej, niż z niego otrzymują pomocy, że wiele sektorów by upadło, gdyby nie pracownicy z Ukrainy, że 10 proc. nowych przedsiębiorstw w Polsce jest zakładanych przez Ukraińców i są to firmy, które też przynoszą dochody do budżetu państwa” – wymieniał ekspert, podkreślając trudność w przełamywaniu negatywnych narracji.
Rosja chętnie inwestuje w dezinformację, ponieważ jest to metoda tania i łatwa.
„Dezinformacja jest znacznie tańsza niż inne formy hybrydowej agresji, nie mówiąc już o fizycznych atakach np. na infrastrukturę krytyczną, co wymaga środków i wysiłku a do tego może okazać się nieskuteczne. A dezinformację można w świecie cybernetycznym bardzo łatwo ukryć, przez co trudno jej przeciwdziałać” – powiedział Chłoń.
Mimo unijnych przepisów cyfrowych, platformy cyfrowe wciąż nie radzą sobie ze skutecznym usuwaniem dezinformacji. Reagują jedynie na 12 proc. zgłoszeń o nieprawidłowościach, a samo raportowanie naruszeń regulaminu jest niezwykle trudne. Litewscy eksperci obliczyli, że wysłanie Facebookowi pełnego raportu o naruszeniu jego regulaminu przez dane strony internetowe wymaga 3 tysięcy roboczogodzin. Chłoń zaapelował o zmianę proporcji w finansowaniu walki z dezinformacją, wskazując, że państwa członkowskie wydają ogromne fundusze na zbrojenia, ale zbyt mało na przeciwdziałanie propagandzie. W UE pojawiły się pomysły, aby zwiększyć wsparcie dla organizacji społeczeństwa obywatelskiego walczących z dezinformacją oraz przekazywać na ten cel pieniądze pozyskane z kar nakładanych na duże platformy internetowe naruszające prawo unijne.
Jak donosił portal Detector Rosja przeznaczyła 185 miliardów rubli (2,15 miliarda dolarów) na finansowanie kampanii dezinformacyjnych skierowanych przeciwko krajom Unii Europejskiej i NATO, co stanowi wzrost o 50% w porównaniu z rokiem poprzednim.