• Rozejm między Iranem a USA i Izraelem pozostaje bardzo kruchy.
• Izrael kontynuuje ataki na Liban i pozycje Hezbollahu.
• Teheran może uznać te działania za złamanie porozumienia.
• Dyplomacja próbuje zapobiec zerwaniu zawieszenia broni.
• W tle pozostaje ryzyko wzrostu cen ropy i napięć w regionie.
Sytuacja jest poważna. Liban jest bombardowany, bo Izrael postanowił zniszczyć Hezbollah i działa tam, realizując własne interesy, uznając – de facto – amerykańskie za drugorzędne. Nadal nie wiadomo, jaka jest treść porozumienia osiągniętego za pośrednictwem Pakistanu. Jakoby Izrael i USA nie uznają Libanu za objęty uzgodnionym dwutygodniowym zawieszeniem broni. Dlatego premier Libanu Nawaf Salam zawnioskował do pakistańskiego rządu o to, by potwierdził, czy jego kraj jest objęty zawieszeniem broni. Poprosił również o pomoc w zatrzymaniu izraelskich ataków.
W środę Izraelskie Siły Obronne (IDF) przeprowadziły – największe jak dotąd – ataki na Liban. Izraelczycy z pewnością zabili bojowników Hezbollahu, ale ilu, tego nie wiadomo. Rząd libański podał, że w środę (8 marca) ataki IDF przyprawiły o śmierć 254 osoby, a aż 1165 zostało rannych.
Na ekipie rządzącej Izraelem, z premierem Binjaminem „Bibi” Netanjahu na czele, te ofiary zdają się nie robić wrażenia. Bibi wyraził się przejrzyście, oświadczając (9 kwietnia), że nie zamierza zrezygnować ze unicestwienia Hezbollahu. Będzie to czynione „z pełną siłą, precyzją i determinacją”. To przesłanie wyraził w ramach dyplomacji X-owej wpisem: „Nasze przesłanie jest jasne: każdy, kto zaatakuje obywateli Izraela, zostanie ukarany. Kontynuujemy uderzenia w Hezbollah wszędzie, gdzie to potrzebne, aż przywrócimy pełne bezpieczeństwo mieszkańcom północy”.
Od 2 marca w Libanie, w ramach akcji wymierzonej w terrorystyczny Hezbollah (sojusznik Iranu), zginęło ponad 1,5 tys. osób, w tym 130 dzieci. Ok. 1,2 mln mieszkańców południowego Libanu musiało opuścić swoje domy, stając się wewnętrznymi uciekinierami. W trosce o tych mieszkańców i o własną przyszłość Netanjahu, który od kilku lat ma formalne zarzuty korupcyjne (proces trwa, ale jest zawieszony na czas wojenny), nie zwalnia tempa. Może te statystyki nie robią na nim wrażenia, ale na Libańczykach i opinii międzynarodowej już jak najbardziej!
Co tam tzw. zwykli ludzie! Działaniami Izraela oburzeni są politycy. Jedni skrywają to oburzenie, a inni bez ogródek je werbalizują.
Friedrich Merz, kanclerz Niemiec, oświadczył (za PAP podaję), że twardość, z jaką Izrael prowadzi w Libanie działania wojenne, może doprowadzić do załamania całego procesu pokojowego, nie może do tego dojść”. Może dojść. Może…
Merz zapowiedział, że Berlin wznawia bezpośrednie rozmowy z Teheranem, co ma odbywać się w porozumieniu i po konsultacji z Waszyngtonem oraz europejskimi sojusznikami. Jednak nie Europa jest w tym procesie decyzyjnym podmiotem. W piątek (10 kwietnia) w stolicy Pakistanu mają być wznowione negocjacje pokojowe między USA i Iranem. Wówczas świat dowie się, czy nadal trwać będzie rozejm, czy będzie on już historycznym wydarzeniem.
Reuters przekazał stanowisko Iranu – według czwartkowych wypowiedzi prezydenta Masouda Pezeshkiana, izraelskie naloty na Liban są traktowane jako naruszenie warunków zawieszenia broni. Teheran podkreślił, że takie działania „czynią negocjacje bezsensownymi” i że nie pozostawi Libanu bez wsparcia. A co to MOŻE oznaczać – każdy wie. Wie to tzw. zwykły człowiek i uznany analityk.
Iran ma wiele możliwości. Niekoniecznie musi zrywać porozumienie, ale może wywrzeć na USA presję, by zdyscyplinowały Izrael, choćby poprzez wprowadzenie jakiegoś ograniczenia w ruchu przez Cieśninę Ormuz. Z pewnością irański aparat władzy jest przygotowany na taki rozwój sytuacji. I ma plan B, a pewnie i C.
Jeśli Teheran taki plan wprowadzi w życie, to wielkie zwycięstwo Donalda Trumpa – lub jak kto woli: USA – znacząco straci na wartości. Odbije się to na wiarygodności USA reprezentowanej – czy się to komuś podoba, czy nie – przez Donalda Trumpa. I ma się rozumieć, na wzrostach cen ropy naftowej i dalszym zamęcie w światowej gospodarce, na którym zyskują giganci biznesu, a tracą miliony tzw. zwykłych ludzi!
Polecany artykuł: