• Czy konfrontacyjna forma zwracania się do Demokratów wzmocni, czy osłabi pozycję prezydenta?
• Czy sugestia zastąpienia podatku dochodowego cłami jest zgodna z realiami handlu międzynarodowego?
• Czy wątek Ukrainy został celowo zmarginalizowany w czwartą rocznicę inwazji Rosji?
Prezydent ogłosił, że USA są już w „złotym wieku”
Konstytucja USA nakłada na prezydenta składanie Kongresowi corocznych sprawozdań o stanie państwa. Tradycję osobistego wygłaszania przemówień zapoczątkował dopiero prezydent Woodrow Wilson w 1913 r. Wcześniej prezydenci zwykle przedstawiali Kongresowi swoje sprawozdania pisemnie.
– Dziś wieczorem, po zaledwie roku, mogę z godnością i dumą powiedzieć, że dokonaliśmy transformacji, jakiej nikt wcześniej nie widział, i dokonaliśmy przełomu na wieki. Nigdy nie wrócimy do tego, co było jeszcze niedawno – ogłosił Trump, rozpoczynając przemowę przed połączonymi izbami Kongresu.
Tą inwokacją nawiązał do swojej mowy inauguracyjnej. Wówczas zapowiedział nadejście „złotego wieku” Ameryki. Teraz ogłosił, że ów wiek już nadszedł.
Donald Trump – mierzący się z podupadającymi notowaniami i gniewem wyborców z powodu wysokich kosztów życia – w orędziu skoncentrował się na prezentacji świetnej (jego zdaniem) kondycji gospodarki.
Za rosnące koszty życia odpowiadają Demokraci
Wielokrotnie wyolbrzymiał statystyki i liczby. Wbrew faktom twierdził, że inflacja „pikuje” i – zgodnie z prawdą – że ceny benzyny są niższe niż za jego poprzednika. Ponownie twierdził też, że za jego rządów zagraniczne firmy zadeklarowały inwestycje w wysokości 18 bln dolarów, choć kwota ta obejmuje również obietnice złożone jeszcze za jego poprzednika. Obwiniał też Demokratów za rosnące koszty życia
– Wy spowodowaliście ten problem – rzucił w stronę opozycji.
Dostało się też imigrantom. Trump stwierdził, że przywożą do USA „przekupstwo, korupcję i bezprawie” oraz powodują wyższe koszty życia. Obiecał: „zajmiemy się tym problemem”.
Prezydent wplótł do orędzia niespodziankę. Poprosił słuchających jego przemówienia, by wstali, jeśli uważają, że pierwszą powinnością państwa jest dbanie o obywateli USA, a nie nielegalnych imigrantów.
Kiedy Demokraci nie posłuchali jego prośby, ocenił, że „powinni się wstydzić”. Oskarżał też opozycję o fałszowanie wyborów, twierdząc, że właśnie dlatego sprzeciwiają się reformom zobowiązującym wyborców do wylegitymowania się dowodami tożsamości.
Trump podkreślał też radykalne ograniczenie imigracji i najniższe od stu lat statystyki dotyczące przestępczości. Obiecał również radykalne obniżenie kosztów opieki zdrowotnej oraz ogłosił porozumienie z firmami technologicznymi. Mają one równoważyć wzrost kosztów energii tam, gdzie powstają centra danych na potrzeby sztucznej inteligencji.
Wpływy z ceł mają zastąpić podatek dochodowy
Odnosząc się do niedawnej decyzji Sądu Najwyższego o unieważnieniu części nałożonych przez niego ceł, określił ją mianem „godnej pożałowania” i „rozczarowującej”, patrząc na zgromadzonych na sali sędziów.
– Ale dobrą wiadomością jest to, że niemal wszystkie kraje i korporacje chcą utrzymać umowę, którą już zawarły.
Sugerował – wbrew opiniom wielu ekonomistów – że wpływy z ceł zastąpią podatek dochodowy.
Najwięcej o Iranie, najmniej o wojnie na Ukrainie
W części poświęconej polityce zagranicznej Trump najwięcej miejsca poświęcił zagrożeniom ze strony Iranu oraz „przywracaniu amerykańskiej dominacji” na zachodniej półkuli, zwłaszcza operacji pojmania Nicolás Maduro w Wenezueli. Zupełnie nie wspomniał natomiast o Chinach i Azji, a o wojnie w Ukrainie wyraził się tylko zdawkowo.
Mówiąc o Iranie, zapewnił, że wolałby drogą dyplomatyczną uregulować wzajemne relacje. Zaznaczył zarazem, że nigdy nie pozwoli Iranowi na posiadanie broni jądrowej. Podkreślił, że mimo amerykańskich ostrzeżeń w tym państwie nadal pracuje się nad rozwojem swojego arsenału, w tym rakiet balistycznych.
– Opracowali już rakiety, które mogą zagrozić Europie i naszym bazom za granicą, i pracują nad budową rakiet, które wkrótce dotrą do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Jedno jest pewne. Nigdy nie pozwolę głównemu światowemu sponsorowi terroru (...) na posiadanie broni jądrowej.
Trump przypomniał, że uzyskał od sojuszników z NATO zobowiązanie do przeznaczania 5 proc. PKB na obronność. Podkreślił, że sprzedaje im broń przeznaczoną na Ukrainę. Powtórzył przy tym, że dąży do zakończenia swojej „dziewiątej wojny”, tj. wojny w Ukrainie, i była to jedyna wzmianka na ten temat w czwartą rocznicę rosyjskiej inwazji.
Mówiąc o Wenezueli, opisał po raz pierwszy historię pilota śmigłowca Erika Slovera, który odniósł rany podczas operacji. Żołnierz, którego zaproszono na galerię, otrzymał Medal Honoru, najwyższe odznaczenie wojskowe. To samo odznaczenie otrzymał również inny pilot, 100-letni weteran II wojny światowej, Royce Williams.
Pod jego rządami „Ameryka wygrywa aż za dużo”
Zgodnie z tradycją dorocznych orędzi prezydent zaprosił swoich gości, do których odnosił się w trakcie przemówienia. W tym roku byli to złote medalistki i złoci medaliści w hokeju na lodzie w zakończonych w niedzielę zimowych igrzyskach. Trump zaprosił również rodziny młodych kobiet zamordowanych przez nielegalnych imigrantów oraz rodziców ukraińskiej uchodźczyni Iryny Zaruckiej, zamordowanej w metrze w Charlotte. Olimpijczycy posłużyli Trumpowi za przykład tego, jak pod jego rządami „Ameryka wygrywa aż za dużo”.
– Nasz kraj znów wygrywa. Właściwie, wygrywamy tak wiele, że naprawdę nie wiemy, co z tym zrobić. Ludzie proszą mnie: proszę, proszę, proszę, panie prezydencie, wygrywamy za dużo. Nie możemy tego dłużej znieść - żartował prezydent USA.
Zapowiedział też wręczenie bohaterowi olimpijskiego finału hokeistów, bramkarzowi Connorowi Hellebuyckowi, najwyższego cywilnego odznaczenia państwowego, Prezydenckiego Medalu Wolności.
Własnych gości zaprosili też Demokraci, w tym m.in. i ofiary Jeffrey Epstein oraz ich rodziny. W tym roku w proteście przeciwko Trumpowi orędzie zbojkotowało kilkudziesięciu polityków Demokratów z obu izb. Znaczna część z nich opuściła salę tuż po rozpoczęciu przemówienia.
Jak co roku na sali nieobecny był jeden członek gabinetu prezydenta, który przebywał w tym czasie w nieujawnionym miejscu, by – w razie śmierci pozostałych członków gabinetu – zapewnić trwałość rządów. Tym razem rola „designated survivor”, podobnie jak rok wcześniej, przypadła ministrowi ds. weteranów Dougowi Collinsowi...