• Armia rosyjska miesięcznie na Ukrainie traci do 35 tys. żołnierzy.
• Naloty dronów dezorganizują funkcjonowanie rosyjskiej petrochemii.
• 60 proc. Rosjan uważa, że trzeba z Ukrainą negocjować zakończenie wojny.
W porównaniu z marcem 2026 r., kiedy Władimir Putin wydał podobny dekret, liczba żołnierzy wzrosła o 8 tys. Wynika z tego, że w wojnę z Ukrainą zaangażowana jest prawie połowa personelu wojskowego Federacji Rosyjskiej.
Wcześniej prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył, że armia rosyjska traci miesięcznie od 30 do 35 tys. żołnierzy. Według danych ukraińskich na niektórych odcinkach frontu stosunek strat między siłami ukraińskimi i rosyjskimi wynosi 1 do 8 na korzyść Ukrainy. Podano także, że średni koszt wyeliminowania jednego rosyjskiego żołnierza w ciągu ostatniego roku wyniósł ok. 918 USD. Jedną trzecią strat w 2026 r. agresorowi zadały Siły Bezzałogowych Systemów. Stanowią one… 2,5 proc. Sił Zbrojnych Ukrainy. Pokazuje to, jakie znaczenie ma na polu walki wojna dronowa. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył – podał portal RBC-Ukraina – że w ciągu roku istnienia Siły Bezzałogowych Systemów zadały agresorowi straty rzędu blisko 40 mld USD.
„To Ukraińcy udowodnili, że dzięki technologii, pomysłowości i odwadze możemy zmienić charakter wojny. Potrafimy osiągać cele, które wcześniej były całkowicie poza zasięgiem broni konwencjonalnej lub niezwykle trudne do osiągnięcia i wymagały ogromnych nakładów...” – ocenił prezydent Ukrainy, ogłaszając 11 czerwca Dniem Sił Bezzałogowych.
W wyniku ukraińskich ataków długodystansowych Rosja poniosła straty w sektorze naftowym wynoszące co najmniej 2,3 miliarda dolarów w ciągu jednego miesiąca – czytamy w informacji RBC-Ukraina.
Tymczasem w Federacji Rosyjskiej – jak wynika z ostatniego, majowego sondażu niezależnego Centrum Lewady – poparcie dla działań rosyjskich sił zbrojnych na Ukrainie utrzymuje się na wysokim poziomie. Co prawda w ostatnich miesiącach wskaźnik ten stopniowo spadał, ale w maju ponownie wzrósł. Sześciu na dziesięciu respondentów uważa, że negocjacje pokojowe są obecnie konieczne. Co trzeci respondent uważa, że działania militarne powinny być kontynuowane. Centrum w omówieniu sondażu podkreśla, że liczba osób opowiadających się za kontynuowaniem działań militarnych rośnie od trzech miesięcy. Połowa respondentów uważa, że sytuacja na Ukrainie może przerodzić się w konflikt zbrojny z państwami NATO. W ciągu ostatnich dwóch lat nie zaszła w tym względzie żadna zmiana.
Kilka zdań komentarza
Warto przypomnieć o tym, jak Kijów od początku wojny wnioskował do państw zachodnich o dostarczenie rakiet o zasięgu, który umożliwiłby atakowanie celów na terytorium Federacji Rosyjskiej. USA nie przekazały manewrujących Tomahawków, Niemcy – Taurusów.
Ukraina w znaczącej mierze zastąpiła je dronami. Nie da się nimi zniszczyć Mostu Krymskiego, ale da się skutecznie atakować rosyjskie zakłady petrochemiczne. Tymi atakami Kijów chce skłonić lub zmusić Kreml do zakończenia wojny. Nawet jeśli ukraińskie szacunki wielomiliardowych strat zadanych rosyjskiej petrochemii są przesadzone (a takimi mogą być – wojna informacyjna vel propagandowa kieruje się swoistymi regułami), to ataki te są dla Rosji odczuwalne. Biją w jej podstawowe źródło dochodów i – co jest równie ważne – w mocarstwowy prestiż. Zaangażowanie sił i środków w wojnie z Ukrainą pokazuje, że Rosja nie jest taka mocna, na jaką kreuje ją jej polityczne kierownictwo.
Czy Ukraina jest w stanie zmusić Moskwę do konkretnych i rzeczowych, a nie pozorowanych negocjacji?
To, że na obecnym etapie wojny jest górą, nie znaczy, że Putin jest skłonny do przemodelowania swojej SWO. Wydaje się, że na Kremlu oczekują takich zmian politycznych na Zachodzie, a w szczególności w USA, które skutkowałyby znaczącym ograniczeniem pomocy militarnej i finansowej dla Ukrainy.
A co do nastrojów społecznych w Rosji względem wojny z Ukrainą – wystarczy, że Kreml ogłosi chęć negocjacji, by w sondażach natychmiast znacząco zredukowało się poparcie dla prowadzenia SWO „do zwycięstwa”. Taka jest mentalność rosyjskiego społeczeństwa od wieków. Jak władza każe, tak podwładni wykonują rozkaz. Nie nastąpi to jednak – jakby świat i Ukraina chciały – tak szybko. Obym się mylił...