- Platformy Micro-HAB startują z Powidza i mają być odzyskiwane w pobliżu Ustki.
- Zakładany pułap operacyjny wynosi od około 18,3 do 21,4 km.
- Amerykanie sprawdzają procedury startu, kontroli, monitorowania i odzyskiwania balonów.
- Szczegóły eksperymentalnych sensorów i systemów łączności nie zostały ujawnione.
- Cold Raptor jest częścią Eastern Flank Deterrence Initiative.
Cold Raptor wystartował z Powidza
U.S. Army poinformowała, że szkolenie Cold Raptor jest prowadzone w Polsce pod koniec lipca. Odpowiada za nie Multi-Domain Command–Europe, czyli amerykańskie dowództwo rozwijające zdolności do prowadzenia operacji łączących działania na lądzie, morzu, w powietrzu, cyberprzestrzeni i przestrzeni kosmicznej.
Mikrobalony wysokościowe są wypuszczane z Powidza. Operacja ma zakończyć się odzyskaniem platform oraz przenoszonych przez nie ładunków w rejonie Ustki. Amerykanie chcą sprawdzić cały cykl działania: przygotowanie i start, śledzenie położenia, kontrolę lotu, łączność z platformą oraz bezpieczne zakończenie misji.
Nie podano liczby wykorzystanych balonów, ich wymiarów ani masy przenoszonych urządzeń. U.S. Army nie ujawniła również, czy podczas Cold Raptor testowane są sensory optoelektroniczne, urządzenia rozpoznania radioelektronicznego, czy przede wszystkim przekaźniki komunikacyjne. Oficjalny komunikat mówi szerzej o eksperymentalnych ładunkach służących sprawdzaniu technologii obserwacyjnych i łączności.
Wybór Polski nie jest przypadkowy. Cold Raptor ma wspierać Eastern Flank Deterrence Initiative – wielonarodową inicjatywę, której celem jest włączanie nowych technologii i systemów wymiany danych do regionalnych planów obronnych NATO. Próby są prowadzone w uzgodnieniu z polskimi władzami, choć komunikat nie wskazuje, czy w operacji uczestniczą żołnierze SZ RP.
Pomiędzy samolotem a satelitą
Micro-HAB nie jest klasycznym balonem meteorologicznym wysyłanym w jednorazową podróż ani aerostatem radarowym przywiązanym do stanowiska naziemnego. Platforma ma działać w stratosferze na wysokości od 60 do 70 tys. stóp, czyli około 18,3–21,4 km.
To pułap mniej więcej dwukrotnie wyższy od wysokości przelotowej typowych samolotów komunikacyjnych. Jednocześnie balon pozostaje znacznie bliżej powierzchni Ziemi niż satelita znajdujący się na niskiej orbicie.
Takie położenie daje kilka możliwości. Sensor umieszczony na wysokości około 20 km może obserwować znacznie większy obszar niż urządzenie zamontowane na maszcie lub pojeździe. Przekaźnik komunikacyjny może natomiast połączyć jednostki rozrzucone na dużej przestrzeni, także wtedy, gdy teren ogranicza widoczność radiową albo naziemna infrastruktura została uszkodzona.
Balon nie zastąpi jednak samolotu rozpoznawczego, satelity ani naziemnego radaru. Może stanowić dodatkową warstwę systemu — rozmieszczaną stosunkowo szybko w rejonie, w którym potrzebna jest obserwacja, rozszerzenie zasięgu łączności lub utworzenie zapasowego węzła wymiany danych.
Amerykanie sprawdzali już taki model w innych częściach Europy. W maju 2026 roku Micro-HAB wystartowały ze Szwecji podczas ćwiczeń Sword 26 i Aurora. Przenosiły eksperymentalne urządzenia obserwacyjne i komunikacyjne, pozostając w powietrzu przez około 12 godzin. Operatorzy monitorowali parametry lotu, łączność i procedury odzyskiwania.
Nie oznacza to, że polska operacja ma identyczną długość lub wykorzystuje te same ładunki. Pokazuje jednak, że Cold Raptor jest kolejnym etapem szerszej kampanii testowej prowadzonej nad regionem Morza Bałtyckiego.
Balon ma skrócić drogę od sensora do efektora
Najważniejszym zadaniem platformy nie musi być wykonanie dobrego zdjęcia. W operacji wielodomenowej liczy się szybkość przekazania informacji do systemu dowodzenia, jej sprawdzenia, a następnie wskazania jednostki zdolnej zareagować na wykryte zagrożenie.
Podczas ćwiczenia Arcane Thunder 25 U.S. Army wykorzystała dane z mikrobalonu wysokościowego w rozproszonej architekturze dowodzenia. Informacja została przesłana do innej platformy, poddana analizie przez żołnierza znajdującego się w Arizonie, następnie trafiła do dowództwa w Wiesbaden i została przydzielona odpowiedniemu efektorowi. Według amerykańskiego dowództwa proces, który wcześniej mógł trwać godziny, został skrócony do minut.
Właśnie w tym miejscu ujawnia się potencjalna rola balonów na wschodniej flance. Rozpoznanie może być prowadzone przez sensory należące do jednego państwa, analiza przez ośrodek znajdujący się setki kilometrów dalej, a reakcja przez artylerię, lotnictwo lub system walki elektronicznej innego sojusznika.
Polecany artykuł:
Micro-HAB może być zarówno źródłem danych, jak i elementem sieci przesyłającej informacje pomiędzy tymi uczestnikami. U.S. Army przeprowadziła już eksperyment z jednoczesnym wypuszczeniem sześciu balonów, które utworzyły sieć rozciągniętą na 400 mil. Według wojskowych pozwoliło to rozszerzyć łączność bez pełnego uzależnienia od satelitów lub stałych przekaźników naziemnych.
Takie rozwiązanie może zwiększać odporność systemu dowodzenia. Przeciwnik, który zakłóci pojedynczy satelitarny kanał łączności albo zniszczy naziemny maszt, nie musi automatycznie przerwać przepływu danych. Dowódca otrzymuje dodatkową drogę komunikacji, którą można uruchomić na czas ćwiczenia, kryzysu lub operacji.
Stratosfera nie usuwa wszystkich ograniczeń
Duża wysokość nie czyni balonu platformą niewykrywalną ani całkowicie odporną na przeciwdziałanie. Jego trasa nadal zależy od warunków atmosferycznych. Bardziej zaawansowane konstrukcje mogą zmieniać pułap, aby wykorzystywać warstwy wiatru wiejące w różnych kierunkach, ale nie zapewnia to swobody manewrowania porównywalnej z samolotem.
Prognozowanie trajektorii oraz uzgadnianie wykorzystania przestrzeni powietrznej stają się więc integralną częścią operacji. Znaczenie ma nie tylko pogoda w stratosferze, lecz także warunki podczas startu i opadania platformy. W przypadku lotów nad obszarem kilku państw potrzebna jest ponadto ścisła koordynacja z władzami i służbami odpowiedzialnymi za ruch lotniczy.
Podczas majowych prób w Szwecji operatorzy wykryli problem z jedną z platform i zakończyli jej lot nad wodą w pobliżu Gotlandii. Balon oraz ładunek zostały następnie odzyskane przez szwedzki zespół współpracujący z Amerykanami. Zdarzenie nie przekreśliło prób, ale pokazało znaczenie procedur awaryjnych i zabezpieczenia rejonu lądowania.
Pozostaje także kwestia odporności na zakłócanie. Nawet jeżeli sam balon utrzymuje się wysoko, przesyłane przez niego dane muszą dotrzeć do odbiorcy. Przeciwnik może próbować zakłócić łącze, przejąć informacje o położeniu platformy albo zaatakować naziemny element systemu.
O rzeczywistej wartości Micro-HAB zdecyduje więc nie sam pułap, lecz integracja z bezpieczną łącznością, systemami dowodzenia i innymi sensorami. Balon działający jako samodzielne urządzenie będzie miał znacznie mniejsze znaczenie niż platforma włączona do całego łańcucha rozpoznania i rażenia.
Co z testów może uzyskać Polska?
Oficjalny komunikat mówi o koordynacji przedsięwzięcia z polskimi władzami, ale nie wyjaśnia, czy SZ RP mają dostęp do testowanych ładunków, zbieranych danych i końcowych wniosków. To najważniejsze pytanie związane z Cold Raptor.
Samo udostępnienie przestrzeni powietrznej i miejsc startu nie tworzy jeszcze polskiej zdolności. Znacznie cenniejszy byłby udział polskich operatorów, możliwość włączenia danych z Micro-HAB do krajowych systemów dowodzenia oraz sprawdzenie współpracy z polskimi środkami rozpoznania i łączności.
Doświadczenia mogą mieć znaczenie dla planowania odpornej sieci komunikacyjnej na wschodniej flance. W warunkach konfliktu stałe maszty, światłowody i centra transmisyjne będą jednymi z pierwszych celów ataków. Platforma wysokościowa może czasowo zastąpić część zniszczonej infrastruktury albo połączyć rozproszone stanowiska dowodzenia.
Nie należy przy tym przeciwstawiać balonów satelitom, samolotom i radarom. Największą wartość może zapewnić ich równoczesne użycie. Satelita dostarcza szeroki obraz, samolot może szybko zmienić rejon działania, radar naziemny pracuje stale, a balon tworzy dodatkowy sensor lub przekaźnik tam, gdzie w danym momencie jest najbardziej potrzebny.
Cold Raptor pokazuje, że Amerykanie nie traktują stratosferycznych balonów jako ciekawostki. Włączają je do ćwiczeń obejmujących Polskę, Bałtyk i regionalne plany obronne NATO. Teraz istotne będzie ustalenie, czy wyniki tych prób pozostaną wyłącznie w rękach U.S. Army, czy staną się także elementem rozwoju zdolności Sił Zbrojnych RP.