- Raport NIK dotyczący reglamentacji dostępu do broni palnej wywołał kontrowersje, zarzuca mu się emocjonalny ton, przestarzałe dane i błędne interpretacje dyrektyw UE.
- Mimo braku twardych dowodów na realne zagrożenia, Najwyższa Izba Kontroli postuluje drastyczne zaostrzenie przepisów, w tym obowiązkowe badania dla wszystkich posiadaczy broni.
- W Portalu Obronnym raport ten komentuje ppłk w stanie spoczynku Michał Sitarski "Królik".
Raport NIK: "Broń palna, niezależnie od szerokości geograficznej, budzi wiele emocji"
Warto na samym początku zauważyć, że cały raport zaczyna się w dość zaskakujący sposób, jak na dokument sporządzony przez NIK. Pierwsze jego zdanie brzmi bowiem tak: "Broń palna, niezależnie od szerokości geograficznej, budzi wiele emocji i jest przedmiotem dyskusji - czy broń powinna być posiadana powszechnie, czy raczej dostęp do niej winien być reglamentowany przez państwo, a jeśli tak, to jak restrykcyjnie?"
Dalej mamy opowieść o tym, jak to jest w USA i odniesienie do Polski. Powiem szczerze, że po raporcie pokontrolnym NIK oczekiwałbym wypranego z jakichkolwiek emocji, merytorycznego do bólu i popartego statystykami i przykładami dokumentu, a nie emocjonalnej publicystyki...
We wstępie są odwołania do danych, na przykład w postaci graficznego zestawienia, ile sztuk broni przypada na 100 mieszkańców w wybranych krajach. Z tym, że nie ma ani słowa o tym, co w danym kraju uznawane jest za broń wymagającą pozwolenia (a to zmienia naprawdę dużo). Dodatkowo do wykresu dołączony jest link źródłowy. A po kliknięciu w niego okazuje się, że wykres powstał... w 2017 roku (tak, DZIEWIĘĆ lat temu) i został umieszczony w dokumencie z 2026 roku.
Ale wróćmy już do samego skrótu. Dowiadujemy się z niego, że w Polsce nie wdrożono wszystkich mechanizmów minimalizujących ryzyka związane z posiadaniem broni, a uchybienia MOGĄ realnie wpływać na bezpieczeństwo obywateli. Z tym, że ten raport nie wykazuje tego, że faktycznie wpływają, bo żadne przytoczone w nim dane tego nie potwierdzają, a niektóre stoją w jawnej sprzeczności z postawioną tezą...
Polskie nasze przepisy nie spełniają norm unijnej dyrektywy?
Dalej dowiadujemy się, że nasze przepisy nie spełniają norm unijnej dyrektywy 2021/555, tyle że sama dyrektywa nie narzuca sposobu jej wdrożenia. Błędnie za to interpretowany jest zapis z unijnego dokumentu o konieczności „poddawania ocenie odpowiednich informacji medycznych i psychologicznych”, podczas gdy sama dyrektywa w art. 10 mówi jedynie o przeglądzie, który to może zostać dokonany w formie zapytania ze strony organu skierowanego do osoby, mogącej potwierdzić spełnialność warunków oświadczeniem woli. Czyli, de facto, mogłoby to być oświadczenie samego zainteresowanego lub opinia lekarza pierwszego kontaktu – nikt nie wymaga badań takich, jak przy wyrabianiu pozwolenia.
Dalsze zastrzeżenia dotyczą niewprowadzenia systemu pozwalającego na stworzenie statystyk odnośnie posiadaczy broni, a konkretnie – ile osób posiada takowe pozwolenie, bo dotąd wszystkie zestawienia podają liczę wydanych decyzji. Problem w tym, że jedna osoba może mieć kilka rodzajów pozwolenia, a to oznacza, że będzie w tej statystyce występować tyle razy, ile ma decyzji przyznających pozwolenia poszczególnych kategorii. A skoro obecnie spora część posiadaczy pozwolenia ma przynajmniej po dwie kategorie, to mamy lekki chaos. Tyle że to w żaden sposób nie wpływa na bezpieczeństwo obywateli, co przecież jest podnoszone w raporcie jako jeden z najważniejszych priorytetów.
Kolejne uwagi związane są z bronią po zmarłych legalnych posiadaczach – podobno były przypadki, że taka broń miała leżeć w szafie nawet do 30 lat. Trudno w to uwierzyć, a jeśli nawet tak było, to zapewne takich przypadków w skali kraju było może ze dwa. Jak to wpływa na bezpieczeństwo obywateli albo na potencjalne zaistnienie przestępstw z bronią? Nie wiem.
Polecany artykuł:
"Co mają te dane do polityki obronnej kraju – tego nawet najstarsi Indianie nie wiedzą"
Dalej w raporcie czytamy: wiarygodne dane dotyczące liczby osób posiadających pozwolenie na broń palną i tych, którzy taką broń posiadają są, zdaniem NIK, niezbędne przede wszystkim dla:
- polityki obronnej kraju,
- rzetelnej oceny, ilu osób dotyczyłby obowiązek poddawania się okresowym badaniom lekarskim i psychologicznym (w sytuacji rozszerzenia go na inne – niż ochrona osobista, osób i mienia – cele posiadanych pozwoleń),
- analiz ryzyka związanego z niewłaściwym użyciem broni,
- planowania działań prewencyjnych.
Co mają te dane do polityki obronnej kraju – tego nawet najstarsi Indianie nie wiedzą. Mówimy bowiem o broni PRYWATNEJ, posiadanej przez ludzi w różnym wieku i o różnych kategoriach przydatności do służby, a nawet w wypadku powołania posiadacza broni do wojska nie idzie on tam z własnym karabinkiem, tylko dostaje broń od państwa.
"Przestępstw z legalną bronią jest najwyżej kilka rocznie"
W drugim punkcie znowu odniesienie do badań, które „koniecznie trzeba” wprowadzić, bo coś tam. Tyle że nikt dotąd nie potrafił wykazać, że te badania coś zmienią, tym bardziej, że przestępstw z legalną bronią jest najwyżej kilka rocznie – na tyle mało, że Policja nawet nie prowadzi statystyki takowych.
I na koniec najlepsze – jak ta konkretna liczba posiadaczy miałaby być podstawą do jakiegokolwiek ryzyka albo planowania działań prewencyjnych (zapobiegających czemuś, co w zasadzie nie występuje) – to wiedzą chyba wyłącznie autorzy tego raportu.
Dalej czytamy wnioski wynikające z kontroli wydawania pozwoleń, z których dowiadujemy się, że są nieprawidłowości – a to nie było egzaminu, a to ktoś nie był stale i ponadprzeciętnie zagrożony i tak dalej... Z tym że raport mówi o dosłownie POJEDYNCZYCH takich zdarzeniach. Czyli wychodzi na to, że jest całkiem dobrze, prawda?
Kolejny akapit to powrót do badań. I od nowa – nie ma badań. No nie ma. Trzeba wprowadzić! No może, tylko... raport nie wykazuje w najmniejszym stopniu konieczności ich wprowadzenia przez podanie statystyk zdarzeń z bronią, u podstaw których leżałby stan zdrowia sprawcy. Po prostu „trzeba wprowadzić badania” i już. Szczerze mówiąc, po raporcie takiej instytucji, to spodziewałbym się jednak solidniejszych podstaw do takich wniosków.
A najlepszy jest wniosek, że żołnierze i funkcjonariusze nie muszą dostarczać badań przy wyrabianiu pozwolenia, zaś komendanci ŻW i Policji domagają się... dania im możliwości odwoływania się od wyników badań w stosunku do nich. Rozumiecie? Odwoływania się od wyników badan, których żołnierze i funkcjonariusze nie muszą przedstawiać. Ma to ponoć wynikać z tego, że część funkcjonariuszy i żołnierzy boryka się z problemami alkoholowymi czy dopuszcza przemocy w rodzinie. No OK, tylko ja w takim razie zapytam: skoro takie problemy stwierdzono, to co oni jeszcze robią w służbie?
"NIK jest od kontroli instytucji państwa, a nie od oceny wyników sondaży"
Na koniec, co jest już kompletnym zaskoczeniem, raport NIK przytacza... wyniki badań opinii społecznej. Miałem wrażenie, że NIK jest od kontroli instytucji państwa, a nie od oceny wyników sondaży. A już z całą pewnością wnioski w raportach mają wynikać z ustaleń pokontrolnych, a nie z nastawienia opinii z badań wykonanych przez jakieś sondażownie...
Wnioski w raporcie są dziwne, bo jeśli ten raport się w całości przeczyta, to wynika z niego, że jest dobrze, zagrożeń w zasadzie brak, problemy są jednostkowe, a jedyne, do czego można mieć realne zastrzeżenia, to niewprowadzenie „dyrektywy Bieńkowskiej”. Mimo to, NIK postuluje wprowadzenie badań okresowych „dla wszystkich”, badań przy wyrabianiu pozwolenia dla wojskowych i funkcjonariuszy czy wprowadzenie wspomnianej możliwości odwołania przez komendantów od wyników badań – generalnie, zaostrzenia dostępu do broni. Przy ogólnie napiętej sytuacji na świecie i wojnie za wschodnią granicą, a za to przy niemal całkowitym braku podstaw do takiego zaostrzania.
No nic, pożyjemy, zobaczymy. Bo pamiętać należy, że prezydent Karol Nawrocki, jeszcze jako kandydat w wyborach, obiecał, że żadnego zaostrzenia Ustawy o broni i amunicji nie podpisze. A że sam jest posiadaczem pozwolenia i strzelcem, to...
Polecany artykuł: