• Czy nieobecność prezydenta Ukrainy w Gdańsku można określić mianem „bojkotu”?
• Jak na ten zgrzyt dyplomatyczny zareagują obecni w Gdańsku liderzy, w tym Ursula von der Leyen?
• Nieobecność Zełenskiego wyciszy czy podbije medialne zainteresowanie konfliktem ukraińsko-polskim?
Ukraina jest nastawiona na „konstruktywne partnerstwo”
Kijów oficjalnie nie podał konkretnego powodu/uzasadnienia, dlaczego Wołodymyr Zełenski zrezygnował z uczestnictwa w URC 2026. Premier Julia Swyrydenko ogłosiła w mediach społecznościowych, że to ona staje na czele delegacji i w Gdańsku będzie koncentrować się wyłącznie na kwestiach gospodarczych. Podkreśliła, że celem zespołu (złożonego z ministrów, biznesu i samorządów) jest podpisanie konkretnych umów dotyczących odbudowy energetyki oraz zwiększania zdolności obronnych. Zaznaczyła przy tym, że Ukraina jest nastawiona na „konstruktywne partnerstwo”. Jak ma być ono „konstruktywne”, skoro prezydent Zełenski postępuje sprzecznie z zasadami przyjętymi w świecie dyplomacji? Celowy afront jest na tyle widoczny, że musiał na niego zareagować wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz:
„Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powinien być na konferencji w Gdańsku, bo jest współorganizatorem i współzapraszającym (…). Gdyby nie jego decyzja o nadaniu jednostce imienia bohaterów UPA, nie mielibyśmy takiej sytuacji dzisiaj. Moglibyśmy budować na gruncie przyjaźni, współpracy, gospodarki, obronności bardzo silne relacje. Dalej chcemy je budować, bo to jest strategiczny, ważny interes dla Polski. Polska z Ukrainą przeciwko naszym wrogom, a nie wrogie nastawienie Ukrainy do Polski czy emocje wrogie z Polski do Ukrainy”.
Tymczasem rzecznik MSZ Maciej Wewiór zdaje się nie podzielać tej opinii, skoro stwierdził:
„To nie jest po raz pierwszy, kiedy prezydent Zełenski nie bierze udziału w tej konferencji, bo ona nie jest wyjątkowym wydarzeniem. Po prostu odbywa się w różnych krajach każdego roku”.
Na „niewyjątkowe” wydarzenie wybiera się przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.
Czy prezydent Zełenski usiłuje zaklinać rzeczywistość?
W wyjątkowo niezręcznej sytuacji postawiony został przez tzw. bieg wydarzeń premier Donald Tusk, współgospodarz. Sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP i szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz uważa, że „brak Zełenskiego na Konferencji w Gdańsku upokarza premiera RP”. Bardziej jednak tym demonstracyjnym gestem Zełenski upokarza sam siebie i urząd, na którego czele stoi.
Mówi się, że prezydent Ukrainy wolał wysłać do Gdańska delegację rządową, by nie dopuścić do sytuacji, w której uwaga uczestników Konferencji, obserwatorów i mediów skupiałaby się na kwestiach wywołanych przez „kryzys orderowy”. Jeśli to jest prawdą, to Zełenski usiłuje zaklinać rzeczywistość.
Swoją nieobecnością tylko spotęguje zainteresowanie obecnym stanem politycznych relacji ukraińsko-polskich. Odsyłając do Kancelarii Prezydenta RP pocztą Order Orła Białego, sprawił, że o Wołyniu i UPA w świecie dowiedzieli się ci, którzy nie mieli zielonego pojęcia o tym rozdziale historii II wojny światowej. Założenie, że skoro nie będzie prezydenta Ukrainy w Gdańsku, to nie będzie pytań, których strona ukraińska nie chciałaby usłyszeć, jest najzwyczajniej pobożnym życzeniem.
Nie można wykluczyć, że Zełenski oczekuje czegoś w rodzaju przeprosin. W jednym z ostatnich wywiadów dla ukraińskich mediów prezentował postawę pokrzywdzonego. Wątpliwe jest, by ktokolwiek w Polsce ze sfery politycznej miał przepraszać prezydenta Ukrainy. Taki gest, even na wzór czegoś zbliżonego do orędzia biskupów polskich do niemieckich (z 1965 r.), byłby dla „przepraszającego” politycznym samobójstwem. Tym bardziej, gdy w przyszłym roku będą przeprowadzane wybory parlamentarne.
Jaki udział będzie miał polski biznes w powojennej odbudowie Ukrainy?
Nie będzie Zełenskiego w Gdańsku, to go nie będzie. Jego prawo. Widać, że w kryzysie orderowym nie zamierza iść na ustępstwa, a nawet wykonuje kontrdziałania, czego przykładem jest zorganizowana akcja oddawania polskich orderów przez ukraińskich polityków – zarówno przez czynnych, jak i emerytowanych. Kiedy Zełenski przestanie zachowywać się jak urażony sztubak i znów zacznie latać z Rzeszowa w świat za wsparciem dla Ukrainy, a nie z Kiszyniowa? A może znów na Ukrainie dojdzie do czegoś na wzór tego ostatniego wydarzenia z „Bohaterami UPA”? To się okaże. Tak samo jak to, jaki udział będzie miał polski biznes w powojennej odbudowie Ukrainy.
Premier Tusk poinformował: „Na konferencję pomogliśmy przygotować 200 porozumień i umów, w tym wiele bezpośrednio polsko-ukraińskich, jeśli chodzi o wspólne przedsięwzięcia i wspólny biznes po zakończeniu wojny. Mówimy o setkach miliardów dolarów i to nie są polskie pieniądze, tylko to będą pieniądze do wydania także przez polskie firmy w Ukrainie po zakończeniu wojny”.
Przewodnicząca ukraińskiej delegacji, premier Swyrydenko, stwierdziła, że „Ukraina szanuje swoich partnerów i właśnie na zasadzie wzajemnego szacunku buduje współpracę”. To są słowa, zapowiedzi, deklaracje. Poczekajmy na fakty. Oby nie było rozczarowania z niespełnionych oczekiwań.