Według przedstawiciela HUR, Andrija Czerniaka, ukraiński wywiad wojskowy zidentyfikował ponad 1000 kubańskich najemników. Czerniak podkreśla jednak, że to tylko ułamek faktycznej liczby, która może wynosić od 10 do nawet 15 tysięcy.
„Nie traktujemy kubańskich najemników jako jakiejś odrębnej siły wojskowej, która może wpłynąć na sytuację na polu walki. Ogólnie liczba ta może wynosić około 10, 12, 15 tysięcy. To niewielka liczba ludzi, których albo oszustwem, albo innymi sposobami zmuszono do podpisania kontraktu” – zaznaczył Czerniak, cytowany w poniedziałek (30 marca) przez Radio Swoboda.
Propaganda zamiast siły militarnej: Dlaczego Rosja werbuje Kubańczyków?
Zdaniem HUR, Rosja postrzega Kubę jako strefę swoich interesów geopolitycznych, a werbowanie Kubańczyków do rosyjskiej armii ma przede wszystkim znaczenie propagandowe.
„Wykorzystują to na arenie politycznej, dla wewnętrznego odbiorcy. Starają się pokazać, że Rosja nie jest agresorem, a inne kraje, powiedzmy tak, cywilizowanego świata również popierają idee i plany Rosji” – ocenił Andrij Czerniak.
Obecność najemników z Kuby ma więc służyć kreowaniu wizerunku międzynarodowego poparcia dla działań Kremla, pomimo ich niewielkiego wpływu na faktyczne działania wojenne.
Polecany artykuł:
Metody rekrutacji: Jak Rosja zwabia obywateli Kuby?
Machina rekrutacyjna Kremla działa wielotorowo, a jej fundamentem jest tragiczna sytuacja gospodarcza na Kubie, gdzie średnia miesięczna pensja wynosi równowartość kilkunastu dolarów. W takich warunkach oferta zarobków rzędu 2000 dolarów miesięcznie, wysoka premia rekrutacyjna (nawet 2040 USD) oraz obietnica przyspieszonej ścieżki do uzyskania rosyjskiego obywatelstwa stają się dla wielu młodych mężczyzn propozycją nie do odrzucenia.
Rekrutacja odbywa się głównie przez internet i media społecznościowe. Potencjalni kandydaci otrzymują oferty od osób przedstawiających się jako rekruterzy, które obiecują legalną pracę w Rosji. Część zwerbowanych twierdzi, że padła ofiarą oszustwa, obiecywano im pracę na budowie lub w charakterze kierowców, a po przylocie do Rosji odbierano im dokumenty i kierowano na szkolenie wojskowe, a następnie prosto na front.
Rząd w Hawanie oficjalnie zaprzecza swojemu udziałowi w procederze i potępia najemnictwo, które jest zakazane przez kubańskie prawo. Władze informowały nawet o aresztowaniu 17 osób zaangażowanych w siatkę handlu ludźmi, która miała działać zarówno na Kubie, jak i w Rosji. Mimo to wielu analityków uważa, że rekrutacja na tak masową skalę byłaby niemożliwa bez cichego przyzwolenia reżimu. Sprzeczne komunikaty pojawiały się nawet ze strony kubańskich dyplomatów, co dodatkowo komplikuje obraz sytuacji.
Zagraniczni najemnicy w armii rosyjskiej: Skąd pochodzą?
Dokładne statystyki dotyczące liczby zagranicznych żołnierzy w armii rosyjskiej nie są jawne. Szacunki HUR z grudnia 2025 roku wskazywały, że w wojnie przeciwko Ukrainie brało dotąd udział ponad 18 tys. zagranicznych najemników. Portal slidstvo.info podkreśla, że są to jedynie osoby zidentyfikowane, co sugeruje, że wszystkich najemników może być znacznie więcej.
Najemnicy w armii rosyjskiej pochodzą z 48 krajów. Wśród nich dominują obywatele państw Azji Południowej i Wschodniej oraz Afryki. Zidentyfikowano również co najmniej kilkudziesięciu obywateli państw Unii Europejskiej, w tym z Łotwy, Bułgarii, Włoch i Francji, a także z Bośni i Hercegowiny. Agencja Ukrinform podała, że liderem wśród krajów europejskich pod względem liczby zagranicznych najemników w armii rosyjskiej jest Serbia.
Mimo dużej liczby najemników, ich wpływ na strategiczny przebieg wojny jest ograniczony. Andrij Czerniak podkreślił, że Kubańczycy stanowią niewielką siłę, często zmuszaną do podpisania kontraktów. Ich obecność jest raczej narzędziem politycznym i propagandowym dla Rosji, mającym na celu legitymizację konfliktu w oczach własnego społeczeństwa i na arenie międzynarodowej, niż realnym wzmocnieniem potencjału militarnego.