• Kuszące oferty, fałszywe obietnice i przymusowe kontrakty z rosyjskim resortem obrony.
• Rosja szuka rekrutów nie tylko u siebie. Sięga po nich do najbiedniejszych państwa Afryki.
• Udokumentowano, że Rosja zwerbowała już co najmniej 1417 obywateli państw afrykańskich.
Mieli pracować na budowie, znaleźli się na froncie ukraińskim
Ministerstwo Stosunków Międzynarodowych Botswany – podają ukraińskie media, powołując się na Bloomberga – informuje, że liczba obywateli tego państwa oszukanych przez rosyjskich werbowników rośnie. Osoby, które pośredniczyły w „załatwianiu pracy" dla obywateli różnych państw afrykańskich, zostały aresztowane i oskarżone m.in. w Kenii i RPA.
Depesza Bloomberga opiera się na komunikacie rządowym Botswany. Nie ma go na rządowych stronach internetowych, więc prawdopodobnie Ministerstwo Stosunków Międzynarodowych rozesłało go do wybranych redakcji. Sam komunikat jest ogólnikowy. Nie wiadomo, ilu Botswańczyków „skłoniono" do zostania najemnikami albo – jak kto woli – kontraktowymi żołnierzami.
Poszperałem w internecie. Wyszperałem co nieco. Werbownicy proponowali Afrykańczykom posady kierowców, magazynierów, pracowników ochrony, robotników budowlanych i podobne zajęcia niewymagające wysokich kwalifikacji zawodowych. Kuszące było to, że oferowano ok. 1000 USD miesięcznie chętnym do zmiany klimatu.
To niewiele więcej niż płaca minimalna netto w Polsce. Jednak dla większości obywateli (nie tylko) Botswany jest to wynagrodzenie, o którym u siebie mogą jedynie pomarzyć. Mediana dochodów w Botswanie wynosi ok. 222 USD miesięcznie. Oznacza to, że połowa pracowników zarabia mniej, a średnie zarobki „pompują" wysoko kwalifikowani pracownicy. Jak w Polsce. Oferta pracy w Rosji jawi się jako nader atrakcyjna. Tym bardziej że, jak podaje botswański urząd statystyczny, oficjalne bezrobocie w tym państwie sięga 25 proc. Oferty pracy w Rosji są jeszcze bardziej kuszące, ponieważ zatrudniający oferują również darmowy wikt i opierunek.
Rosja uzupełnia stany osobowe nie tylko w Botswanie
Zwerbowani dopiero w Rosji przekonywali się, że te benefity to zwykły „pic na wodę i fotomontaż". „Washington Post" w jednym z materiałów poświęconych afrykańskim gastarbeiterom szukającym polepszenia życia w Rosji podkreślał, że gdy Afrykańczycy docierali na miejsce, otrzymywali dokumenty wyłącznie po rosyjsku. Byli nakłaniani lub zmuszani do podpisania kontraktów z Ministerstwem Obrony, a po krótkim szkoleniu trafiali na front. Tak na marginesie: tysiąc dolarów to i tak tylko część tego, co otrzymują obywatele Federacji Rosyjskiej zawierający kontrakt.
Rosja łata dziury kadrowe w jednostkach walczących na froncie ukraińskim nie tylko w Botswanie. Z początkiem lutego tego roku genewska grupa śledcza IMPACT, wspierana m.in. przez instytucje ONZ, opublikowała dane dotyczące omawianego procederu. „The Business of Despair" to raport oparty na wyciekłych bazach danych z wojny na Ukrainie, zawierający listę 1417 obywateli państw afrykańskich, którzy zostali zwerbowani przez Rosję. Według autorów raportu 316 z nich zginęło.
Przeciw Ukrainie walczy do czterech tysięcy afrykańskich żołnierzy
Najwięcej rekrutów zwerbowano – różnymi metodami – w Egipcie: 361 osób. Z Kamerunu Rosja „pozyskała" 335 „najemników", z czego 94 poległo na Ukrainie. A oto pozostałe państwa. Nie ma wśród nich Botswany:
• Ghana – 234 zrekrutowanych, 55 potwierdzonych zgonów.
• Algieria – 56 rekrutów.
• Gambia – 56 zrekrutowanych.
• Mali – 51 rekrutów.
• Kenia – 45 rekrutów.
Autorzy przywołanego raportu podkreślają, że są to wyłącznie przypadki udokumentowane. Należy założyć, że z Afryki Moskwa „wyciągnęła" znacznie więcej tzw. mięsa armatniego. Po ekspresowym przeszkoleniu raczej nie można zostać pełnowartościowym żołnierzem. Nawet w rosyjskiej armii.
Możliwe, że na Ukrainie zginęło znacznie więcej niż 316 afrykańskich żołnierzy. Wydaje się, że współczynnik poległych na poziomie 22 proc. jest całkiem realny. A przecież na wojnie żołnierze nie tylko giną. Odnoszą rany, a i tych ze statusem „zaginiony w akcji" również nie brakuje.
Według ekspertów „za Rosję" i „przeciw Ukrainie" walczy do 4 tys. afrykańskich żołnierzy. Mają oni stanowić jedną piątą wszystkich zagranicznych najemników zaangażowanych w SWO (specjalną operację wojskową).
A wracając do Botswany. Zakamuflowane werbowanie na wojnę z Ukrainą – co jak co, ale Rosjanie są dobrzy w tzw. maskirowce – nie jest zjawiskiem ostatnich miesięcy. Nabór trwa od ubiegłego roku.
Władze przypominają: „Prawo Botswany surowo zabrania obywatelom zaciągania się do armii zagranicznych lub uczestniczenia w zagranicznych wojnach, ostrzegając, że takie działania niosą ze sobą zarówno konsekwencje prawne, jak i zagrożenie dla życia". Zawsze jednak znajdą się tacy, którzy zaryzykują.
Jest, aczkolwiek dziś już politycznie niepoprawny, taki związek frazeologiczny: „Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść". W kontekście przedstawionego zjawiska należałoby drugą część zmienić na: „Murzyn może zginąć".
PS. Dla jasności: nie tylko Rosja wspomaga się zagranicznymi żołnierzami. Ukraina również. Różnica polega na tym, że walczący po stronie ukraińskiej nie trafiają na front pod przymusem ani wskutek oszustwa z wykorzystaniem fałszywych ofert pracy.