- Polska i Niemcy toczą zaciętą walkę o strategiczną inwestycję: pierwsze w Europie centrum serwisowania rakiet PAC-3 Patriot, które ma znacząco usprawnić obsługę wojskową.
- Nadchodząca decyzja Waszyngtonu otworzy zwycięzcy drogę do globalnego łańcucha dostaw, oferując ogromne korzyści strategiczne i ekonomiczne.
- Czy wielomiesięczne starania polskiego rządu i prezydenta zapewnią nam tę prestiżową inwestycję, czy też trafi ona do Niemiec?
Dla polskiego sektora zbrojeniowego to historyczna szansa na wejście do globalnego łańcucha dostaw i perspektywa uruchomienia krajowej produkcji najbardziej porządanego dziś towaru – rakiet antybalistycznych do systemu Patriot. Amerykańska administracja ma w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin wskazać państwo, które stanie się europejskim hubem obsługi technicznej pocisków Patriot. Stawka w grze jest ogromna, a polski prezydent, dyplomacja oraz resort obrony narodowej od wielu miesięcy prowadzą intensywne działania dyplomatyczne i lobbingowe, by przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść.
Wyścig z czasem i eliminacja konkurencji
Projekt utworzenia wspólnego europejskiego zaplecza serwisowego rozpoczął się od wielostronnych rozmów i podpisania porozumień w Ankarze przez szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza oraz przedstawicieli państw zainteresowanych współpracą w tym segmencie. Oprócz Polski w gronie kandydatów znajdowały się początkowo Niemcy, Holandia oraz Szwecja.
W wyniku rygorystycznych analiz technicznych i logistycznych prowadzonych przez Stany Zjednoczone, Holandia oraz Szwecja odpadły z rywalizacji. Na placu boju pozostały już tylko dwa państwa: Polska oraz Niemcy. Z nieoficjalnych doniesień wynika, że na samym finiszu negocjacji to Warszawa wyrasta na faworyta do ulokowania prestiżowego ośrodka. Amerykańscy urzędnicy wysokiego szczebla, w tym podsekretarz stanu ds. kontroli zbrojeń Thomas Dinanno oraz zastępca sekretarza obrony Michael P. Duffey, w ostatnich miesiącach osobiście wizytowali polskie zakłady i prowadzili rozmowy z kierownictwem MON oraz przedstawicielami Kancelarii Prezydenta RP.
Warto podkreślić, że w tej strategicznej sprawie polska scena polityczna wykazuje rzadką jednomyślność. Zarówno przedstawiciele rządu, jak i opozycji oraz Pałacu Prezydenckiego wspólnie zabiegali o względy Waszyngtonu. Uwiarygodniło Polskę jako stabilnego i przewidywalnego partnera strategicznego.
Dlaczego centrum serwisowe to militarny „święty Graal”?
Obecnie procedury związane z przeglądami okresowymi, naprawami i certyfikacją zaawansowanych rakiet PAC-3 wymagają odsyłania ich za ocean, do Stanów Zjednoczonych. Proces ten jest nie tylko kosztowny, ale przede wszystkim drastycznie wydłuża czas niedostępności uzbrojenia, co w warunkach realnego zagrożenia militarnego stanowi poważne obciążenie dla zdolności obronnych państw europejskich.
Utworzenie europejskiego centrum serwisowego na terenie Polski przyniesie szereg wymiernych korzyści. Po pierwsze, drastycznie skrócą się czasy przestojów rakiet i rotacji sprzętu. Po drugie, Polska zyska status państwa hubowego, u którego serwisować swoje zasoby będą musieli także inni europejscy operatorzy systemów Patriot. Po trzecie wreszcie – i co najważniejsze z punktu widzenia rozwoju krajowego przemysłu – zdobycie kompetencji serwisowych otwiera szeroką drogę do realizacji długofalowego celu, jakim jest uruchomienie w Polsce pełnej produkcji lub koprodukcji rakiet do systemów Patriot.
Wstępne przymiarki wskazują, że ważnym ośrodkiem dla tej inwestycji mogłyby stać się Wojskowe Zakłady Elektroniczne (WZE) w Zielonce pod Warszawą. Prowadzą one podobne prace m.in. w zakresie obsługi pocisków NSM, oraz dysponują odpowiednim zapleczem inżynieryjnym i technologicznym. Decyzja Waszyngtonu przesądzi o tym, czy to nad Wisłą ruszy jeden z najważniejszych transatlantyckich projektów zbrojeniowych, czy trafi nad Ren.