Kontrowersje wokół chińskiego robota w Marynarce Wojennej. Czy Edward Warchocki zagraża bezpieczeństwu?

Obecność chińskiego robota humanoidalnego Unitree G1 o imieniu „Edward Warchocki” w nagraniu promocyjnym Marynarki Wojennej wywołała burzę spekulacji i obaw dotyczących bezpieczeństwa. Rzecznik 8. Flotylli Obrony Wybrzeża, kmdr ppor. Grzegorz Lewandowski, zapewnia, że robot znajdował się pod ścisłą kontrolą i nie stanowił zagrożenia, jednak wiceszef MON, Cezary Tomczyk, przyznał, że „komuś ewidentnie zabrakło ostrożności”. Incydent doprowadził do usunięcia nagrania z mediów społecznościowych.

Robot Edward Warchocki i żołnierz na nabrzeżu portu. O kontrowersjach w Marynarce Wojennej przeczytasz na SE Portal Obronny.
Autor: Marynarka Wojenna RP/ X (Twitter) Na profilach Marynarki Wojennej na portalu X opublikowano nagranie promocyjne zapraszające do udziału w obchodach przypadającego w sobotę Święta Wojska Polskiego, w tym w paradzie morskiej okrętów w Gdyni. Na nagraniu, realizowanym na terenie Portu Wojennego w Świnoujściu - gdzie stacjonuje 8. Flotylla Obrony Wybrzeża - widać było chińskiego humanoidalnego robota Unitree G1 „Edwarda Warchockiego”, który już wcześniej pojawiał się m.in. w Sejmie.

We wtorek (11 sierpnia) na oficjalnych profilach Marynarki Wojennej na portalu X pojawiło się nagranie promocyjne, które miało zachęcić do udziału w obchodach Święta Wojska Polskiego oraz paradzie morskiej w Gdyni. Materiał filmowy, zrealizowany na terenie Portu Wojennego w Świnoujściu, gdzie stacjonuje 8. Flotylla Obrony Wybrzeża, przedstawiał wspomnianego chińskiego robota o nazwie „Edward Warchocki”. Ten sam robot był już wcześniej widywany w polskim Sejmie oraz innych instytucjach publicznych, co dodatkowo podsyciło dyskusję.

Obecność robota pochodzącego z Chin na terenie jednostki wojskowej szybko wzbudziła kontrowersje wśród ekspertów zajmujących się bezpieczeństwem. Zwracano uwagę na potencjalne ryzyka związane z danymi zbieranymi przez kamery i inne czujniki urządzenia. Przypominano przy tym, że podobne obawy doprowadziły już wcześniej do wprowadzenia zakazu wjazdu na teren jednostek wojskowych dla samochodów chińskiej produkcji, wyposażonych w zaawansowane technologie. W odpowiedzi na narastające wątpliwości, nagranie z udziałem robota zostało usunięte z profili Marynarki Wojennej we wtorek.

Marynarka Wojenna wyjaśnia: Czy robot był pod kontrolą?

Do sprawy odniósł się komandor podporucznik Grzegorz Lewandowski, rzecznik stacjonującej w Świnoujściu 8. Flotylli Obrony Wybrzeża. W komunikacie przesłanym Polskiej Agencji Prasowej (PAP) zapewnił, że ograniczenia dotyczące chińskich pojazdów na terenie jednostek wojskowych „nie mają zastosowania do tej sytuacji”. Podkreślił, że obecność robota w jednostce była ściśle związana z realizacją krótkiego nagrania promocyjnego i podlegała precyzyjnym zasadom.

Grzegorz Lewandowski szczegółowo wyjaśnił, w jaki sposób kontrolowano obecność chińskiego robota na terenie Portu Wojennego. Zgodnie z jego oświadczeniem, „robot nie poruszał się po terenie jednostki, a jego obecność została ograniczona do konkretnego, wcześniej określonego miejsca według scenariusza i czasu realizacji nagrania”. Rzecznik zaznaczył również, że robot „nie przemieszczał się samodzielnie po terenie Portu Wojennego, nie miał swobodnego dostępu do infrastruktury ani dostępu do stref zastrzeżonych”. Miejsce nagrania zostało dobrane tak, aby „realizacja materiału nie wiązała się z możliwością utrwalenia informacji podlegających ochronie”.

Dalsze zapewnienia rzecznika 8. Flotylli dotyczyły sposobu obsługi robota. Grzegorz Lewandowski podkreślił, że „robot został dostarczony na miejsce, uruchomiony dopiero w miejscu nagrania, przez cały czas pozostając pod kontrolą, a następnie został wyłączony w tym samym miejscu, po zakończeniu nagrań”. Dodatkowo, w opublikowanym nagraniu „nie pokazano elementów infrastruktury, wyposażenia ani przestrzeni, które nie byłyby wcześniej publicznie prezentowane”. Widoczne nadbrzeże portu było już wielokrotnie wykorzystywane w oficjalnych materiałach i jest dostępne publicznie, co, zdaniem rzecznika, oznacza, że „Nagranie z udziałem robota nie rozszerzało zatem zakresu informacji o obiekcie ogólnodostępnych publicznie”.

Nieszablonowa promocja i reakcja MON: Co dalej z wizerunkiem?

Decyzja o zaangażowaniu robota w promocję Marynarki Wojennej wynikała z „chęci nieszablonowej promocji wydarzenia organizowanego przez Marynarkę Wojenną, czyli Parady Okrętów z okazji Święta Wojska Polskiego”. Jak wyjaśnił kmdr ppor. Grzegorz Lewandowski, celem było dotarcie z przekazem „do młodszych odbiorców oraz osób, które nie śledzą na co dzień oficjalnych kanałów Sił Zbrojnych RP”. Co ważne, realizacja materiału „nie wiązała się z dodatkowymi kosztami po stronie Marynarki Wojennej”. Mimo tych założeń, nagranie zostało usunięte „ze względu na pojawiające się w przestrzeni medialnej uwagi i spekulacje”. PAP zwróciła się również do biura projektu Edwarda Warchockiego o komentarz, jednak do momentu publikacji depeszy nie otrzymała odpowiedzi.

Kim jest Edward Warchocki i dlaczego budzi obawy?

Robot „Edward Warchocki” to model Unitree G1, wyprodukowany przez szybko rozwijający się chiński startup Unitree Robotics z Hangzhou, specjalizujący się w robotyce. Jego wcześniejsze publiczne wystąpienia w Polsce obejmują wizytę w Sejmie na zaproszenie Konfederacji, która chciała w ten sposób zwrócić uwagę na potrzebę dostosowania polskiego prawa do ery automatyzacji. Robot gościł również w różnych resortach i instytucjach publicznych, a także na imprezie organizowanej przez chińską ambasadę, mającej na celu popularyzację technologicznych osiągnięć Pekinu i nawiązanie kontaktów biznesowych.

Poważne obawy dotyczące bezpieczeństwa budzi fakt, że producent robota, chińska spółka Unitree Robotics, została w lipcu tego roku umieszczona przez Pentagon na czarnej liście. Została ona zakwalifikowana jako „potencjalny producent produktów podwójnego zastosowania ze względu na powiązania z chińskim przemysłem obronnym”. To właśnie te powiązania są głównym źródłem kontrowersji i spekulacji dotyczących potencjalnych zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego, zwłaszcza w kontekście obecności robota na terenie jednostki wojskowej.

Wiceszef Ministerstwa Obrony Narodowej, Cezary Tomczyk, odniósł się do całej sprawy w środę, oceniając, że „komuś ewidentnie zabrakło ostrożności”. Mimo to, Tomczyk stwierdził, że nie sądzi, aby akurat w tym przypadku „wydarzyło się coś bardzo złego”, co sugeruje, że incydent, choć niefortunny, prawdopodobnie nie miał poważnych konsekwencji dla bezpieczeństwa.

Promocja przerosła kryzys wizerunkowy?

Sytuacja z robotem Unitree G1 „Edward Warchocki” na terenie 8. Flotylli Obrony Wybrzeża to klasyczny przykład, w którym promocja przerosła w kryzys wizerunkowy z powodu braku oceny ryzyka cyberbezpieczeństwa – niekoniecznie dlatego, że doszło do realnego wycieku danych, ale dlatego, że sama obecność takiego urządzenia w obiekcie wojskowym była politycznie i technologicznie nieodpowiedzialna. Unitree Robotics, producent robota G1, został w czerwcu 2026 r. formalnie umieszczony przez Pentagon na liście podmiotów powiązanych z chińskim przemysłem obronnym (Section 1260H). Niezależne audyty bezpieczeństwa z września 2025 r. wykazały, że robot G1 ciągle transmituje dane telemetryczne (audio, wideo, czujniki, lokalizacja) na serwery w Chinach bez wyraźnej zgody użytkownika, a jego firmware zawiera udokumentowane backdoory (np. CloudSail, UniPwn). Z perspektywy cyberbezpieczeństwa, nawet krótkotrwała obecność takiego urządzenia w pobliżu infrastruktury wojskowej stwarza ryzyko inwigilacji, mapowania terenu czy potencjalnego ataku na sieć.

Rzecznik 8. Flotylli podkreśla, że robot był statyczny, kontrolowany, nie miał dostępu do stref zastrzeżonych, a nagranie nie ujawniło niczego, co nie jest już publicznie dostępne. To prawda, ale nie zmienia faktu, że samo urządzenie z definicji jest mobilnym węzłem zbierającym dane, a jego obecność w porcie wojennym była sygnałem lekceważenia zagrożeń hybrydowych. Promocja była nieprzemyślana. Chęć dotarcia do młodszych odbiorców poprzez „niestandardowe formaty” słabo usprawiedliwia ignorowania ryzyka związanego z technologią podwójnego zastosowania od producenta z państwa, które otwarcie rywalizuje z Zachodem w sferze cyber i wywiadu. Zwłaszcza, że już rozpoczęto walkę z chińskimi samochodami na terenie jednostek, to trochę brak konsekwencji. Pomysł w teorii by dotrzeć do młodych w teorii dobry ale można było to zrobić w zupełnie innym miejscu, bardziej publicznym. Jednocześnie nagonka medialna częściowo przesadziła – nie ma dowodów na to, że robot faktycznie szpiegował, a nagranie szybko usunięto. Wiceszef MON Cezary Tomczyk trafnie ocenił, że „komuś zabrakło ostrożności”, ale nie doszło do „czegoś bardzo złego”. Dziś chińskie technologie praktycznie nas otaczają, gdybyśmy serio chcieli walczyć ze wszystkim co chińskie byśmy musieli wyrzucić ponad połowę urządzeń. 

To nie afera szpiegowska, ale poważny błąd w zarządzaniu ryzykiem wizerunkowym i cyberbezpieczeństwem. Wojsko powinno mieć procedury wykluczające obecność sprzętu od firm z list sankcyjnych (jak Unitree) na terenie obiektów strategicznych, nawet w celach promocyjnych. Usunięcie nagrania było konieczne, ale szkoda wizerunkowa już powstała: zaufanie do instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo narodowe zostało nadwyrężone. Z drugiej strony jak zauważył użytkownik X komandor Damian Przybysz związany z Marynarką Wojenną:

"Wiele osób porównuje to do chińskich kamer na brytyjskich USV ja widzę kluczową różnicę pomiędzy systemem rozpoznawczo-uderzeniowym który bierze udział w ćwiczeniach i zadaniach operacyjnych, a robotem z którym nagrano 30s filmik na otwartym terenie. Czy wiecie, że żołnierze używają w miejscach dozwolonych telefonów komórkowych i innej elektroniki, której podzespoły również pochodzą z Chin? Nabrzeże, jest takim miejscem. Czy na prawdę nie widać różnicy w codziennym wjeżdżaniu setek pojazdów produkcji chińskiej z możliwością nagrywania 360st obiektów wojskowych i możliwością zdalnego rozruchu, który mógłby zagrozić pożarowo różnym obiektom, a robotem który został wpuszczony pod nadzorem na krótkie nagranie? Czy wiecie, że w takich portach są organizowane czasem dni otwarte, a okręty udostępnione do zwiedzania? SZ RP wiedzą jak i co ukrywać przed wzrokiem i obserwacją techniczną i proszę mi wierzyć, że do takich obiektów nikt i nic niepowołanego się nie zbliży".

Jak więc widzimy sytuacja wzbudza ogromne emocje, nie powinna jednak być hejtem skierowanym w stronę Marynarki Wojennej, bo jak zauważył komandor Damian Przybysz na X, wpis z mediów społecznościowych zniknął z powodu negatywnych komentarzy i opinii i to był główny powód. Część komentatorów po prostu doszukuje się wiech ogarniającej inwigilacji przez chiński rząd, co jest częściową prawdą, tylko jak było już wspomniane trzeba by zabronić sprzedaży chińskich produktów na terenie Europy, a także USA, które również kupują chińskie produkty użytku codziennego. Zabrakło ostrożności i wyczucia sytuacji. Jednak nie można winić za całą sytuację Marynarkę Wojenną RP, ponieważ sam Robot bierze udział w wielu eventach, wydarzeniach czy rozmawia z wieloma ludzi w wielu miejscach. Szkoda, że inni nie wzięli czegoś takiego pod uwagę już wcześniej.