- Rakiety 70 mm, stworzone do zwalczania bombowców, wracają do powietrznych starć, stając się precyzyjną bronią przeciw dronom.
- Dzięki modułowi APKWS, te tanie pociski zyskały laserowe naprowadzanie, oferując ekonomiczną i efektywną obronę przed bezzałogowcami.
- Polskie FA-50PL otrzymają to uzbrojenie, co uczyni je kluczowym "łowcą Geranów" – dowiedz się, jak zmieni to przyszłość obrony powietrznej.
Można powiedzieć, że zwalczanie dronów dało rakietom 70 mm drugą młodość. Co ciekawe, po dekadach służenia jako tania, masowa broń do zwalczania celów naziemnych, rakiety Hydra 70, i ich odpowiedniki, powróciły do swojego pierwotnego zadania. Dziś bowiem mało kto pamięta, że ten typ uzbrojenia powstał jako alternatywa dla działek lotniczych. Dziecko Zimnej Wojny i zagrożenia rosyjskimi bombowcami strategicznymi.
Zimnowojenny rodowód: Sto rakiet przeciw bombowcom?
Historia pocisków kalibru 70 mm (2,75 cala) sięga przełomu lat 40. i 50. XX wieku. To wówczas w Stanach Zjednoczonych, w reakcji na postępujący wyścig zbrojeń i zagrożenie ze strony radzieckich ciężkich bombowców strategicznych, opracowano niekierowaną rakietę FFAR (Folding-Fin Aerial Rocket), powszechnie znaną pod nazwą Mighty Mouse.
Głównym założeniem konstruktorów działających w U.S. Naval Ordnance Test Station w China Lake było stworzenie uzbrojenia dla myśliwców przechwytujących, które pozwalałoby niszczyć wrogie formacje bombowe z odległości bezpiecznej dla własnych maszyn. A było to w czasach, gdy każdy bombowiec uzbrojony był w od kilku do kilkunastu karabinów maszynowych dużego kalibru lub działek lotniczych.
Latające z prędkościami okołodźwiekowymi i naddźwiękowymi myśliwce odrzutowe miały ogromne trudności z prowadzeniem celnego ognia z tradycyjnych działek i karabinów maszynowych podczas gwałtownych manewrów. Co gorsza, zdażały się przypadki „wyprzedzenia” własnych pocisków przez samolot np. w locie nurowym, co prowadziło do niebezpiecznych incydentów. Był to również okres fascynacji możliwościami broni rakietowej.
Rakiety FFAR nie posiadały wprawdzie żadnego systemu kierowania, ale mankament ten miała nadrabiać liczba. Kluczem do sukcesu miała być czysta statystyka oraz zmasowana siła ognia. Pociski wyposażono w stateczniki które składały się do wnętrza kadłuba na czas transportu w wyrzutni i rozkładały tuż po opuszczeniu prowadnicy. Zapewniały one w miarę prosty i stabilny lot, ułatwiając jednocześnie przenoszenie od kilku, do kilkudziesięciu rakiet.
Myśliwce przechwytujące z okresu wojny w Korei i zimnej wojny, takie jak F-86D Sabre Dog, F-89 Scorpion czy F-94 Starfire otrzymały zamiast działek lotniczych poteżne zasobniki, w których przenosiły od kilkudziesięciu do ponad stu rakiet FFAR kalibru 70 mm. Rekordzistą był myśliwiec F-89D Scorpion, który całkowicie pozbawiono innego uzbrojenia, na rzecz potężnej salwy rakietowej. Przenosił on łącznie aż 104 rakiety FFAR, po 52 sztuki w ogromnych zasobnikach na końcach skrzydeł. Mogły być one odpalane w sekwencjach od kilku, do kilkudziesięciu naraz.
Choć w teorii system wyglądał doskonale, praktyka operacyjna wykazała poważne wady. Niska celność pojedynczej rakiety i silny opór aerodynamiczny zewnętrznych zasobników sprawiły, że szybko zaczęto szukać innych rozwiązań. Do łask wróciły działka lotnicze, a wraz z rozwojem kierowanych pocisków rakietowych powietrze-powietrze, takich jak AIM-4 Falcon i bardziej udany AIM-9 Sidewinder, koncepcja Mighty Mouse w roli broni myśliwsliej odeszła do lamusa.
Hydra 70: Uniwersalna broń samolotów i śmigłowców
Mimo wycofania z roli myśliwskiej, potencjał lekkiego i taniego, odpalanego salwami pocisku 70 mm postanowiono wykorzystać w innym obszarze operacyjnym. Na początku lat 60. XX wieku Amerykanie podjęli decyzję o gruntownej modernizacji konstrukcji FFAR, eliminując jej największe wady wieku dziecięcego. Zmodyfikowano silnik rakietowy oraz mechanizm otwierania brzechw stabilizujących, przechodząc na bardziej niezawodne usterzenie odchylane do tyłu typu wrap-around (owijające się wokół dyszy). Tak narodziła się rodzina rakiet Hydra 70, zbudowana wokół uniwersalnego silnika rakietowego Mk 66.
Kluczowym wyróżnikiem Hydry 70 stała się jej wyjątkowa uniwarsalność, wynikająca z modułowej budowy. Silnik połączono z uniwersalnym gwintem, co pozwoliło na błyskawiczne montowanie różnorodnych głowic bojowych w zależności od wymogów misji. Wśród nich znalazły się nie tylko klasyczne głowice odłamkowo-burzące, ale także głowice kumulacyjne do zwalczania lekkich pojazdów opancerzonych, dymne, oświetlające, czy specjalistyczne głowice M255A1 wypełnione tysiącami stalowych strzałek (flchette), przeznaczone do zwalczania siły żywej w otwartym terenie.
Wybuch wojny w Wietnamie stał się chrztem bojowym nowej broni i momentem, w którym historia rakiet niekierowanych związała się z rozwojem śmigłowców bojowych. Rakiety Hydra 70, odpalane z wieloprowadnicowych zasobników M158 (7-prowadnicowych) i M200 (19-prowadnicowych), stały się podstawowym uzbrojeniem pierwszych dedykowanych śmigłowców szturmowych AH-1 Cobra, a także uzbrojonych wersji transportowych UH-1 Iroquois (Huey Gunship).
Bliskie wsparcie ogniowe (CAS) dostarczane przez jednostki aeromobilne z wykorzystaniem rakiet 70 mm okazało się bezcenne w warunkach wojny dżunglowej, trwale wpisując Hydrę 70 w kanon uzbrojenia sił zbrojnych USA na kolejne dekady. Rakiety zapewniały wysoką saturację i dostateczną celność do tego zadania. Inne kraje również szeroko stosowały podobne rzowiązania w zbliżonych kalibrach. Większość NATO używała amerykańskich rakiet 70 mm, ale Francja wybrała własne pociski 68 mm, a Układ Warszawski stosował szeroko pociski w dwóch kalibrach: 57 mm i 80 mm.
Rewolucja laserowa: Precyzja za ułamek ceny
Mimo ogromnego sukcesu operacyjnego w kolejnych konfliktach, niekierowane rakiety miały zasadniczą wadę: niską celność na dystansach przekraczających 1,5–2 kilometry. Ich efektywność w większym stopniu wynikała z masowego użycia i „przyduszenia” przeciwnika do ziemi, niż realnej zdolności do porażenia celu. Była to klasyczna broń „spray and pray” – jak mówią amerykanie, czyli wal i módl się, żeby trafić.
Aby skutecznie porazić pojedynczy, umocniony cel lub pojazd, załogi śmigłowców musiały wystrzeliwać całe salwy, co wiązało się z dużym zużyciem amunicji oraz wysokim ryzykiem wywołania strat ubocznych (collateral damage) w obszarach zurbanizowanych. Z tego powodu użycie rakiet 70 mm ograniczano w misjach pokojowych czy stabilizacyjnych, gdzie lepiej sprawdzały się działka lotnicze, zapewniające wysoką precyzję kosztem zasięgu.
Odpowiedzią na te wyzwania stał się program APKWS (Advanced Precision Kill Weapon System), czyli wykorzystanie nowych technologii i modyłowej budowy rakiet Hydra 70. Koncern BAE Systems zamiast projektować nową, drogą rakietę kierowaną od podstaw, stworzono modułową sekcję naprowadzania laserowego (DASAL), wkręcaną pomiędzy standardowy silnik rakietowy Mk 66 a istniejącą głowicę bojową rakiety Hydra 70.
Dzięki temu rakieta niekierowana stała się bronią precyzyjną, co ważne, naprowadzaną w taki sam sposób jak znacznie droższe pociski Hellfire. Moduł DASAL naprowadza pocisk na kodowany, niewidoczny gołym okiem promień lasera, który podświetla cel. Dzięki takiemu rozwiązaniu powstała kierowana półaktywnie laserowo rakieta, która wyróżnia się precyzją do kilkudziesięciu centymetrów, kosztem będącym ułamkiem ceny innych broni precyzyjnych i możliwością użycia przez szeroką gamę platform latających. Teoretycznie każdy samolot czy śmigłowiec przenoszący rakiety Hydra, może też wykorzystywać rakiety APKWS lub podobne pociski, bo oczywiście pomysł ten dość szybko skopiowała m.in. firma Thales.
Od wsparcia wojsk do pogromcy dronów
System APKWS projektowano z myślą o precyzyjnym niszczeniu lekko opancerzonych celów naziemnych, stanowisk dowodzenia czy pojedynczych bojowników. Doświadczenia z wojny w Ukrainie oraz stałe zagrożenie ze strony bezzałogowców na Bliskim Wschodzie – wyznaczył dla tej broni zupełnie nową, strategiczną rolę.
Masowy atak tanich dronów kamikadze (takich jak Shahed-136/Geran) oraz szybki rozwój bojowych bezzałogowców z napędem odrzutowym sprawiły, że używanie do ich zwalczania rakiet obrony powietrznej (jak Patriot, NASAMS czy AMRAAM), wartych miliony dolarów za strzał, stało się ekonomicznie nieefektywne i prowadziło do szybkiego wyczerpywania magazynów. W tym miejscu do gry wkracza laserowo naprowadzana rakieta 70 mm. Odpalana z ziemi ma zasięg porównywalny z bronią lufową, choć znacznie większa precyzję, ale w powietrzu może zabłysnąć.
System z powodzeniem zintegrowano nie tylko ze śmigłowcami bojowymi i lekkimi samolotami szturmowymi, ale również z lądowymi, mobilnymi zestawami obrony przeciwlotniczej (np. paletyzowanym systemem VAMPIRE). Połączenie nowoczesnego, kompaktowego radaru wykrywającego cele z głowicą optoelektroniczną i podświetlaczem laserowym pozwala skutecznie niszczyć drony w powietrzu na dystansie kilku kilometrów za pomocą taniej i masowo dostępnej rakiety.
Powrót rakiet 70 mm na myśliwcem
Co ciekawe, historia zatoczyła koło. Rakieta stworzona pierwotnie w latach 50. do zmasowanego ostrzału obszarowego formacji radzieckich bombowców, po siedmiu dekadach ewolucji przekształciła się w precyzyjny pocisk do eliminacji tanich środków ataku, takich jak bezzałogowce. Dziś US Air Force testują możliwość użycia pociskó APKWS jako broni antydronowej na myśliwcach F-15 i F-16, podwieszając zasobniki z kilkudziesiecioma pociskami, zamiast 2-4 pocisków AMRAAM czy Sidewinder.
Polska jak dotąd nie poszła tą drogą – nie słyszeliśmy o zakupach rakiet 70 mm i modułów APKWS dla polskich F-16, choć są one w stanie przenosić i naprowadzać to uzbrojenie dzięki zasobnikom optoelektroniczym Sniper. Głośno natomiast stało się o takie opcji uzbrojenia dla samolotów FA-50PL, które mogą się stać bardzo skutecznym „łowcą Geraniów/Shahedów” dzięki takiej konfiguracji.
FA-50 z rakietami przeciw dronom
Tego typu koncepcja pojawiła się już w kilku publikacjach analitycznych, ale też padła z ust doświadczonego pilota i Dowódcy Operacyjnego Sił Zbrojnych RP, gen. Ireneusza Nowaka, podczas niedawnej konferencji Portalu Obronnego na temat przyszłości sił powietrznych. Połączenie lekkiej, kilkukrotnie tańszej od F-16 cz F-35 w użyciu, maszyny naddźwiękowej z niskokosztowymi pociskami APKWS-2, to odpowiedź na dronowe zagrożenia.
Jak mówił gen. bryg. pil. Ireneusz Nowak - „Federacja Rosyjska co noc używa już właściwie 50%, a być może 70% docelowo dronów bojowych z napędem odrzutowym (na Ukrainie – przyp.red.) Teraz jest pytanie, czy chcemy te Geranie-4 i Geranie-5 zwalczać każdej nocy samolotami F-35, czy jednak może lepiej zrobić to dobrze przygotowanym samolotem FA-50 z radarem ze skanowaniem fazowym.”
Gen. Nowak zwrócił również uwagę na to, radar AESA radzi sobie z tego typu małymi celami znacznie lepiej niż radary ze skanowaniem mechanicznym. Taki właśnie radar posiadają zarówno FA-50GF jak i FA-50PL. Dlatego Dowódca Operacyjny mówi wprost - „Myślimy o samolocie FA-50, żeby go dozbroić. [...] O tym, żeby mógł stosować niskokosztowe systemy zwalczania celów powietrznych typu APKWS-2. Jest to na pewno coś, nad czym będziemy pracować i nad czym będziemy bardzo mocno skupiać naszą uwagę.”
Z tej perspektywy pociski APKWS wraz z zasobnikiem optoelektronicznym Sniper wydają się ważnieszym zapotrzebowaniem dla polskich FA-50 niż mocno zmitologizowane pociski powietrze-powietrze AMRAAM. Warto też zwrócić uwagę, że Sniper pozwala naprowadzać nie tylko rakiety, na cele powietrzne i naziemne, ale też umożliwia użycie szerokiej gamy amunicji precyzyjnej, bomb korygowanych itp. Są to środki bojowe przydatne przy realizacji bliskiego wsparcia powietrznego (CAS), co gen. Nowak wskazuje jako jedno z głównych zadań przewidywanych dla tych maszyn, co najmniej na równi ze zwalczaniem małych celów powietrznych.