- Niemcy, mimo niedawnego zakończenia dostaw 53 samolotów A400M Atlas, już negocjują zakup kolejnych maszyn dla Luftwaffe.
- Celem jest nie tylko wzmocnienie transportu, ale rewolucyjne przekształcenie A400M w nosiciela dronów bojowych i pocisków manewrujących w ramach programu FCAS.
- Dowiedz się, dlaczego ta zmiana jest kluczowa dla przyszłości Luftwaffe i jakie wyzwania stoją przed Berlinem, aby uratować europejski przemysł lotniczy.
Nowy kontrakt to nawet 20 dodatkowych maszyn dla Luftwaffe
Jak informuje niemiecki portal Hartpunkt, powołując się na wiarygodne, choć nieoficjalne informacje, koncern Airbus Defence and Space oraz niemieckie władze prowadzą zaawansowane rozmowy dotyczące nowej partii samolotów transportowych A400M. Chodzi o kontrakt obejmujący od 10 do 20 dodatkowych samolotów.
Choć oficjalny rzecznik koncernu uciął spekulacje tradycyjną formułą („Z zasady nie komentujemy rozmów z klientami”), a Ministerstwo Obrony odmówiło oficjalnego stanowiska, źródła w Bundestagu potwierdzają te doniesienia. Informacje o możliwych, dużych zamówieniach pojawiły się też w nieoficjalnych rozmowach podczas niedawnego Airbus Defence Summit, w którym brała też udział redakcja Portalu Obronnego.
Polityka, wojsko i przemysł
Jeśli transakcja dojdzie do skutku, Niemcy ugruntują swoją pozycję absolutnego lidera programu A400M na świecie, dystansując pozostałych partnerów. Już obecnie Luftwaffe posiada 53 maszyny tego typu i planuje pozyskanie do 20 kolejnych. Kolejni pod względem liczby samolotów użytkownicy to Francja z 50 zamówionymi A400M (połowę dostarczono) i Hiszpania z 27 egzemplarzami (14 już lata).
Projekt ma cieszyć się dużym poparciem politycznym i co ułatwi mu przejście przez komisje budżetowe Bundestagu. Ta strategiczna decyzja ma nie tylko radykalnie zwiększyć zdolności logistyczne i bojowe Bundeswehry w obliczu narastającego zagrożenia ze strony Rosji, ale także uratować europejską linię produkcyjną przed zamknięciem.
Taktyczna modernizacja: likwidacja luki technologicznej
Głównym powodem poszukiwania nowych maszyn jest chęć pozyskania przez Luftwaffe Atlasów w najnowocześniejszym wariancie taktycznym, wyposażonych w zaawansowane systemy samoobrony (systemy walki radioelektronicznej, czujniki ostrzegania przed rakietami i środki przeciwdziałania). Dotychczasowe plany zakładały, że 37 maszyn z pierwszej transzy 53 egzemplarzy będzie dostarczonych lub zostanie zmodernizowanych do tego najwyższego standardu ochronnego. Jednak doświadczenia z konfliktów zbrojnych weryfikują te plany.
Dokupienie fabrycznie nowych samolotów z pełnym pakietem defensywnym da Luftwaffe unikalną przewagę – wojsko otrzyma maszyny o zerowym nalocie, zdolne do natychmiastowego wejścia w strefy objęte intensywnymi działaniami bojowymi. W kuluarach ministerstwa obrony rozważa się scenariusz, w którym po odebraniu nowych maszyn, starsze egzemplarze z pierwszych partii produkcyjnych zostaną odsprzedane na rynku międzynarodowym. Taka jest oficjalna przyczyna.
Jednak część niemieckich ekspertów bije na alarm. Ich zdaniem, w obecnych realiach geopolitycznych i przy wkalkulowanym ryzyku wojennego zużycia sprzętu, Bundeswehra powinna po prostu powiększyć swój ogólny stan posiadania sprzętu. Zapewnić w tem sposób odpowiedni margines zdolności.
Rewolucja w ramach FCAS. A400M jako nosiciel dronów i rakiet Taurus
Jest też mniej oczywisty powód zwiększenia floty, o którym wspominałem w relacji z Airbus Defence Summit. Dodatkowe maszyny mogą być niezbędne, ze względu na rewolucyjną zmianę roli A400M na nowoczesnym polu walki. Samolot ten przestaje być wyłącznie platformą logistyczną, mogącą przewieźć 37 ton frachtu na dystans 3300 km czy służyć jako latająca cysterna. Airbus intensywnie pracuje nad projektem znanym jako „A400M Mothership”.
Wspólnie z nienazwanym oficjalnie klientem (choć oficjalnie Bundeswehra bierze udział w testach), rozwijana jest możliwość użycia A400M jako nosiciel broni dalekiego zasięgu. Samolot po takiej modyfikacji ma być zdolny do przenoszenia w ładowni i odpalania w powietrzu do 50 średniej wielkości dronów (amunicji krążącej lub systemów rozpoznawczych i bojowych), lub 12 pocisków manewrujących Taurus lub podobnej klasy. Realizacja takiej koncepcji, będącej elementem programu Future Combat Air System, wymaga wydzielenia osobnej puli maszyn, co uszczupliłoby flotę czysto transportową. Stąd pomysł kolejnych zamówień na A400M.
Gra o przetrwanie europejskiego przemysłu i decentralizacja floty
Dla Airbusa niemieckie zamówienie to nie tyle kwestia dodatkowych zysków, co raczej utrzymania produkcji na kolejne lata. Obecny portfel zamówień gwarantuje ciągłość pracy linii montażowej w Sewilli zaledwie do 2029 roku. Dokupienie przez Berlin np. 16 sztuk A400M zabezpieczy produkcję na kolejne dwa lata. Da to koncernowi czas na sfinalizowanie kluczowych kampanii eksportowych na rynkach trzecich. Na przykład w Polsce, gdzie te maszyny są intensywnie promowane. Ponieważ Airbus A400M Atlas to jedyny duży samolot transportowy produkowany w Europie, a niemiecki przemysł ma w produkcji spory udział, Berlin ma głęboki interes strategiczny w utrzymaniu tych zdolności przemysłowych.
Nowy kontrakt może również wymusić zmiany strukturalne w samej Bundeswehrze. Obecnie wszystkie niemieckie Atlasy stacjonują w jednej bazie w Wunstorf, co czyni całą flotę niezwykle podatną na jedno precyzyjne uderzenie przeciwnika. Powrócono więc do analiz nad reaktywacją bazy Lechfeld na południu Niemiec. Choć plan utworzenia tam międzynarodowej jednostki transportowej (MNAU) upadł tuż przed rosyjską inwazją na Ukrainę w 2022 roku, nowa geopolityczna rzeczywistość i większa liczba samolotów mogą wymusić na Luftwaffe rozproszenie floty A400M Atlas.