Spis treści
Dowództwo Centralne Stanów Zjednoczonych poinformowało, że 11 lipca amerykańskie siły zaatakowały około 140 irańskich celów wojskowych. Była to trzecia runda uderzeń przeprowadzona w ciągu tygodnia. W ciągu trzech nocy liczba zaatakowanych celów przekroczyła 300.
Do operacji wykorzystano precyzyjne środki rażenia przenoszone przez samoloty operujące z baz lądowych i okrętów, bezzałogowce oraz jednostki US Navy. CENTCOM nie podał jednak typów użytych pocisków, liczby zaangażowanych platform ani dokładnego rozmieszczenia zaatakowanych obiektów.
Bezpośrednim powodem uderzeń był kolejny atak na statek handlowy przechodzący przez cieśninę Ormuz. Kontenerowiec „GFS Galaxy”, pływający pod banderą Cypru, miał doznać poważnych uszkodzeń maszynowni, a jeden członek załogi został uznany za zaginionego. Iran utrzymywał, że jednostka poruszała się trasą, na którą nie otrzymała zgody.
Atak na cały łańcuch wykrycia i rażenia
Komunikat CENTCOM mówi o zaatakowaniu około 140 celów, nie o potwierdzonym zniszczeniu 140 instalacji. Amerykańskie dowództwo nie przedstawiło publicznie szczegółowej oceny skutków bombardowań, zdjęć każdego obiektu ani informacji, ile wyrzutni, radarów i jednostek pływających zostało całkowicie wyłączonych z działania.
Rozróżnienie jest istotne, ponieważ jeden kompleks wojskowy może zawierać kilka odrębnych punktów celowania. Z drugiej strony część wskazanych obiektów mogła być atrapami, stanowiskami zapasowymi albo miejscami opuszczonymi przed atakiem.
Polecany artykuł:
Irańskie systemy rakietowe i dronowe są projektowane z myślą o rozproszeniu. Mobilne wyrzutnie mogą zmieniać stanowiska, pociski i bezzałogowce mogą być przechowywane w niewielkich magazynach, a łodzie Korpusu Strażników Rewolucji mogą korzystać z licznych portów i przystani.
Dlatego o skuteczności operacji nie przesądza liczba trafionych punktów. Ważniejsze jest to, czy uderzenia na wystarczająco długo przerwały irański proces wykrywania statku, przekazywania danych, podejmowania decyzji oraz użycia uzbrojenia.
Wśród zaatakowanych celów CENTCOM wymienił nadbrzeżne stanowiska obserwacyjne. Dzień później, podczas kolejnej fali uderzeń, amerykańskie dowództwo poinformowało również o atakach na radary i systemy obrony powietrznej.
Takie obiekty są pierwszym elementem łańcucha rażenia. Iran musi najpierw wykryć jednostkę, określić jej pozycję, kurs i prędkość, a następnie odróżnić statek handlowy od okrętu wojennego lub innej jednostki znajdującej się w pobliżu.
Nadbrzeżne radary mogą obserwować ruch w cieśninie, natomiast stanowiska optoelektroniczne i mniejsze sensory pozwalają identyfikować cele oraz śledzić je bliżej linii brzegowej. Informacje mogą być uzupełniane przez samoloty, drony, łodzie patrolowe i dane pochodzące z systemów cywilnych.
Zniszczenie lub zakłócenie części sensorów nie musi całkowicie „oślepić” Iranu. Może jednak zmniejszyć dokładność obrazu sytuacji, wydłużyć czas reakcji i zmusić obsługi do uruchamiania urządzeń zapasowych. Każde włączenie radaru oznacza natomiast ryzyko jego wykrycia i kolejnego ataku.
Kolejną grupę celów stanowiły sieci komunikacyjne. Ich rola polega na przekazywaniu danych z radarów i punktów obserwacyjnych do stanowisk dowodzenia, a następnie do wyrzutni, operatorów dronów oraz jednostek morskich.
Samo zachowanie sprawnej wyrzutni nie daje zdolności do skutecznego ataku, jeżeli jej załoga nie otrzyma aktualnych danych o celu, zgody na otwarcie ognia lub informacji pozwalających przygotować zadanie dla pocisku.
Uderzenia w sieci łączności mogą więc tworzyć lokalne luki nawet wtedy, gdy fizycznie przetrwały radary i uzbrojenie. Poszczególne elementy irańskiego systemu mogą nadal działać, ale nie muszą być zdolne do współpracy w wymaganym czasie.
Iran może odpowiadać na takie działania przez stosowanie łączności radiowej, przewodowej, satelitarnej, kurierów i wcześniej przygotowanych procedur autonomicznego działania. Rozproszony system jest trudniejszy do wyłączenia jednym uderzeniem, ale zwykle działa wolniej i jest bardziej podatny na błędy w identyfikacji celu.
Wyrzutnie, drony, łodzie i magazyny amunicji
Po ograniczeniu zdolności obserwacyjnych i dowodzenia kolejnym celem stają się środki zdolne bezpośrednio zaatakować żeglugę. CENTCOM wymienił stanowiska rakietowe i dronowe oraz szeroko rozumiane zdolności morskie. W następnej fali uderzeń z 12 lipca Amerykanie wskazali również niewielkie łodzie.
Iran może stwarzać zagrożenie dla żeglugi za pomocą kilku uzupełniających się narzędzi. Nadbrzeżne pociski przeciwokrętowe pozwalają atakować jednostki z lądu. Drony mogą prowadzić rozpoznanie, pełnić funkcję amunicji krążącej albo zmuszać okręty eskorty do zużywania pocisków przeciwlotniczych.
Niewielkie i szybkie łodzie mogą z kolei podchodzić do statków, oddawać strzały ostrzegawcze, próbować wymusić zmianę kursu albo przeprowadzić abordaż. Ich zaletą jest możliwość działania z licznych małych baz oraz ukrywania się w ruchu cywilnym.
Nie wiadomo, ile konkretnie wyrzutni, dronów i łodzi zostało zniszczonych. Sam fakt, że kolejna fala bombardowań objęła podobne kategorie celów, wskazuje jednak, że Amerykanie nie uznali irańskich zdolności za wyeliminowane po pierwszych 140 uderzeniach.
W operacji z 12 lipca Stany Zjednoczone po raz pierwszy wykorzystały także jednokierunkowe bezzałogowce powietrzne i morskie. Oznacza to zastosowanie przeciw irańskim celom podobnej klasy relatywnie tanich środków, które wcześniej były kojarzone głównie z działaniami Iranu i jego sojuszników.
Uderzenia objęły również magazyny amunicji. Ich zniszczenie nie musi natychmiast zatrzymać wszystkich operacji, ale ogranicza możliwość ponownego uzbrojenia wyrzutni, dronów oraz jednostek pływających.
W przypadku mobilnego systemu rakietowego sama wyrzutnia jest tylko jednym elementem. Potrzebne są jeszcze pojazdy transportowo-załadowcze, zapas pocisków, stanowiska kontroli, części zamienne oraz personel. Jeżeli magazyn lub punkt przeładunkowy zostanie zniszczony, ocalała wyrzutnia może przeprowadzić jeden atak, ale później utracić zdolność do szybkiego powtórzenia ognia.
Rozproszenie amunicji zwiększa jej przeżywalność, lecz komplikuje logistykę. Pociski i głowice muszą być przewożone między niewielkimi składami, a ruch ciężarówek może zostać wykryty przez rozpoznanie satelitarne, samoloty lub bezzałogowce.
Amerykańska operacja była więc wymierzona nie tylko w broń gotową do odpalenia, ale także w zdolność odtwarzania kolejnych ataków. Taki efekt jest trudniejszy do pokazania na pojedynczym nagraniu, lecz może mieć większe znaczenie niż samo zniszczenie kilku wyrzutni.
Cieśnina otwarta, ale zależna od osłony wojskowej
CENTCOM twierdzi, że ruch statków przez cieśninę Ormuz jest utrzymywany. Od początku maja siły amerykańskie miały pomóc w przejściu ponad 800 jednostek handlowych przewożących łącznie 400 mln baryłek ropy.
Iran przedstawia sytuację inaczej. Teheran utrzymuje, że ma prawo kontrolować ruch w cieśninie i wydawać zezwolenia na przejście. Po atakach na statki irańskie władze ogłaszały zamknięcie szlaku, podczas gdy Stany Zjednoczone podkreślały, że żegluga odbywa się południową trasą w pobliżu Omanu.
Przed obecną wojną przez cieśninę przechodziła ponad jedna czwarta światowego morskiego handlu ropą oraz około jednej piątej globalnego handlu skroplonym gazem ziemnym. Alternatywne rurociągi Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich mogą przejąć tylko część transportu omijającego Ormuz.
Polecany artykuł:
Utrzymanie otwartej trasy nie oznacza zatem pełnej swobody żeglugi. Armatorzy nadal muszą uwzględniać możliwość ataków, min, przechwycenia jednostki, zakłócania nawigacji satelitarnej i gwałtownej zmiany sytuacji wojskowej.
Uderzenie w 140 celów może osłabić irański system, ale nie daje trwałej kontroli nad cieśniną. Mobilne wyrzutnie, małe łodzie, drony i rozproszone magazyny można ukrywać, przenosić oraz częściowo odtwarzać. Iran zachował też zdolność do odpowiedzi, przeprowadzając ataki na państwa regionu, w których stacjonują amerykańskie siły.
Dlatego kampania ma charakter cykliczny. Stany Zjednoczone próbują niszczyć sensory, łączność, uzbrojenie i logistykę szybciej, niż Iran jest w stanie je rozproszyć lub odbudować. Teheran potrzebuje natomiast tylko części ocalałych zdolności, aby ponownie zagrozić statkowi i podważyć amerykańskie zapewnienia o bezpieczeństwie żeglugi.
Liczba 140 celów pokazuje skalę operacji. Nie rozstrzyga jednak, kto rzeczywiście kontroluje cieśninę Ormuz. O tym zdecyduje nie pojedyncza noc bombardowań, lecz zdolność do długotrwałej ochrony statków bez eskalacji prowadzącej do pełnoskalowej wojny.