Bombowce USA nie są już w stanie podwyższonej gotowości...
Prezydent oświadczył, że może odstąpić od ataku, jeśli irański reżim zrezygnuje z zapowiadanych egzekucji demonstrantów. Trump przekazał, że otrzymał zapewnienia o wstrzymaniu wyroków śmierci i zamierza teraz uważnie przyglądać się działaniom Teheranu.
W ślad za tymi słowami poszły konkretne decyzje wojskowe. Pentagon wstrzymał przygotowania do uderzenia. Żołnierze wracają do bazy Al-Udeid w Katarze. Bombowce w Stanach Zjednoczonych nie są już w stanie podwyższonej gotowości. Mimo to doradcy prezydenta studzą emocje, wskazując, że ewentualny atak – jeśli do niego dojdzie – nastąpi najwcześniej za kilka dni, choć nie ma gwarancji, że doprowadzi on do upadku władzy ajatollahów.
Więcej niż bunt ekonomiczny, złoto jedną z przyczyn demonstracji...
PAP rozmawiała z Urszulą Pytkowską-Jakimczyk, iranistką, doktorantką w Zakładzie Iranistyki Wydziału Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Jej zdaniem obecne wydarzenia to „kolejny punkt zwrotny w historii kraju”. Iranistka podkreśla, że choć zapalnikiem był strajk drobnych kupców (bazari) i katastrofalna sytuacja gospodarcza (inflacja na poziomie 50 proc., spadek wartości riala), to gniew społeczny sięgnął znacznie głębiej.
Kluczowym, choć często pomijanym aspektem, jest kulturowe znaczenie... złota. Gwałtowny wzrost cen kruszcu uniemożliwił rzeszy młodych mężczyzn zawieranie kontraktów małżeńskich, co zachwiało fundamentami społeczeństwa. „Ludzie mają dość ajatollahów i całego aparatu władzy. Stopień determinacji jest tak duży, że dochodzi do podpaleń meczetów, co dawniej było nie do pomyślenia” – relacjonuje Pytkowska-Jakimczyk.
Doktorantka ocenia, że społeczeństwo jest tak zdesperowane, że byłoby skłonne zaakceptować powrót syna byłego szacha, Rezy Pahlawiego, nawet przy wsparciu USA czy Izraela (to rzadka opinia wśród analityków – Portal Obronny). Słabością protestów pozostaje jednak brak jednego, charyzmatycznego lidera na miejscu.
Otwiera się niebo nad Teheranem, słabnie napięcie w regionie...
Sygnałem sugerującym (choć nie gwarantującym) deeskalację napięcia militarnego są zmiany w ruchu lotniczym. Po kilku dniach paraliżu, spowodowanego obawą przed amerykańskim atakiem, linie lotnicze takie jak Turkish Airlines, Emirates oraz Qatar Airways wznowiły (część) lotów do Teheranu.
Wcześniej Iran zamknął przestrzeń powietrzną, a państwa zachodnie (w tym Polska, Hiszpania i Wielka Brytania) wzywały swoich obywateli do natychmiastowego opuszczenia kraju. O czym świadczy powrót samolotów wymienionych linii lotniczych na irańskie lotniska?
Może wskazywać, że wywiady tych trzech państw i przewoźnicy ocenili ryzyko amerykańskiej akcji zbrojnej jako mniejsze niż jeszcze 48 godzin temu. Dla jasności: nie wszyscy przewoźnicy lotniczy tak optymistycznie oceniają sytuację. M.in. Lufthansa i Austrian Airlines na wszelki wypadek omijają loty do Iranu i nad nim. PLL LOT od wielu lat nie mają w ofercie kierunków do Teheranu lub innych miast Iranu. LOT obecnie omija szerokim łukiem irańską przestrzeń powietrzną. Loty do Indii oraz do Azji Południowo-Wschodniej dla zapewnienia bezpieczeństwa są realizowane alternatywnymi trasami - nad Azerbejdżanem lub Arabią Saudyjską.
Sankcje G7 uderzają również w irański rynek złota
Grupa G7 stawia na presję dyplomatyczną i ekonomiczną. Ministrowie spraw zagranicznych najbogatszych państw świata potępili „celowe stosowanie przemocy” wobec cywilów i zapowiedzieli nałożenie dodatkowych restrykcji na Teheran. Żeby było jasne: Iran karany jest sankcjami Grupy Siedmiu (USA, Kanada, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy i Japonia oraz Unia Europejska) od ponad 40 lat. Wspólne stanowisko G7 oznacza, że sankcje nie są nakładane tylko przez jeden kraj (np. USA), ale przez blok państw odpowiadający za blisko 50 proc. światowego PKB. To drastycznie ogranicza Iranowi możliwości handlu i dostępu do nowoczesnych technologii.
Teraz G7 nałoży sankcję za:
• krwawe tłumienie demonstracji (zginęło co najmniej 3379 osób, choć są szacunki mówiące nawet o 20 tysiącach),
• aresztowania przeciwników teokratycznego reżimu (ponad 10 tys. osób już osadzono w więzieniach),
• i za to, że przewodniczący Sądownictwa Iranu (to osoba odpowiedzialna za cały aparat represji i interpretację prawa szariatu) Golamhosejn Mohseni Edżei domaga się surowych kar, w tym kary śmierci dla wielu demonstrantów.
Sankcje nakładane przez G7, poprzednie, obecne i przyszłe, jak już było nadmienione, uderzają w irański rynek złota. Przede wszystkim poprzez kanał walutowy oraz izolację bankową. Ograniczają zdolność Teheranu do sprzedaży ropy i dostępu do międzynarodowego systemu bankowego (SWIFT). Powoduje to drastyczny niedobór twardych walut na rynku wewnętrznym. Gdy wartość riala spada, Irańczycy masowo uciekają w stronę złota, które postrzegane jest jako najbezpieczniejsza lokata kapitału.
Rial tylko „na papierze” utrzymuje stabilność w stosunku do dolara
Obecnie w Iranie odchodzi się od tezauryzowania w biżuterii na rzecz monet i sztabek. Powód? Przy zakupie biżuterii płaci się wysoką marżę za wykonanie. Nie da się jej odzyskać przy szybkiej odsprzedaży w warunkach kryzysu. Irańczycy potrzebują „czystego złota”, które można natychmiast wymienić na gotówkę w razie eskalacji konfliktu. A rocznie, wg szacunków World Gold Council, Irańczycy inwestują w ok. 28 ton złota. Dla porównania Indie, w inwestycjach prywatnych, kupują rocznie ok. 580 ton tego metalu, ale głównie przetworzonego do biżuterii.
Słowo jeszcze o potencjale irańskiej waluty. Tak teraz, jak i rok temu, po oficjalnym kursie dolar był wyceniony na ok. 42 tys. rialów. W realnym kursie, zwanym czarnorynkowym, jest już „nieco” inaczej. W styczniu 2025 r. za dolara płacono maksimum 600 tys. IRR. A teraz – 1,47 mln IRR!
To wróćmy do „złotego” wątku. Otóż warto wiedzieć, o czym wspomniała wcześniej cytowana iranistka, że złoto w Iranie nie jest tylko inwestycją, ale fundamentem życia społecznego. Monety sekke są kluczowym elementem kontraktów małżeńskich (mehrie). Wzrost cen złota o kilkaset procent w krótkim czasie sprawia, że średnio zarabiający Irańczyk nie jest w stanie zagwarantować zabezpieczenia majątkowego narzeczonej.
Sankcje G7 będą skutkować tym, że prywatne irańskie banki bez dostępu do SWIFT będą miały utrudniony legalny import złota. Będzie również ograniczony przerzut złota z zagranicy (np. z Dubaju) przez nałożenie sankcji na firmy transportowe. Podobne skutki przyniesie monitorowanie handlu barterowego. Iran, będący – jak już wspomniałem – od czterech dekad skrępowany siecią międzynarodowych sankcji, usiłuje je ominąć, płacąc złotem za te czy inne towary...
Kilka zdań komentarza
Czy kolejne sankcje skłonią duchownych rządzących Islamską Republiką Iranu – jak to mawiało się w tzw. czasach słusznie minionych – do demokratyzacji systemu? Czy system, który oparty jest na religijnym prawie, ustanowionym kilkanaście wieków temu, może być demokratyzowany? Wątpliwe.
Czy to, że Trump dając szansę Teheranowi na niemilitarne rozwiązanie zaistniałego konfliktu, nie stoi w sprzeczności z tym, że w kierunku Iranu płynie lotniskowa grupa uderzeniowa? Nie, nie stoi. Amerykański prezydent, który dał się już poznać jako ten, który nie hołduje utartym konwenansom, pokazuje ajatollahom nie tylko marchewkę, ale i kij.
Szansa na to, że reżimowa bezpieka przestanie strzelać do demonstrantów, jest duża. Szansa na to, że USA (do spółki z zakamuflowanym Izraelem) mogą obalić obecny rząd i doprowadzić do jakiejś tam transformacji ustrojowej, jest niewielka.
Nie ma mowy o Pustynnej Burzy v. 2. Same bombardowania zniszczą cele, ale nie unicestwią władzy duchownych islamskich. Jeśli ktoś ma doprowadzić do zmian politycznych w Islamskiej Republice Iranu, to taką siłą może być wojsko.
Lepsza bowiem dyktatura wojskowa bez udziału ajatollahów niż ich władza ze wsparciem armii.
Tylko żeby doszło do wojskowego przewrotu, to na tej operacji muszą skorzystać ci, którzy mieliby go przeprowadzić. I tu to i owo Waszyngton musiałby wojskowym zaproponować...