„Katastrofa” i „koło ratunkowe dla Teheranu”. Izrael krytykuje porozumienie USA–Iran

Wiceprezydent USA J.D. Vance zapowiedział w rozmowie z Fox News, że Donald Trump może zdecydować się na wcześniejszą publikację treści wstępnego porozumienia między USA a Iranem. Umowa, na razie sygnowana elektronicznie, w piątek (19 maja) ma zostać podpisana osobiście przez przedstawicieli władz obu państw. Tymczasem rządzący Izraelem oraz będący w opozycji do rządu Binjamina Netanjahu zgodnie skrytykowali porozumienie.

krytyka, USA, Iran, Izrael
Autor: Wygenerowane przez AI

• Izrael krytykuje porozumienie USA–Iran. Spór o Liban, Hezbollah i obecność IDF.

• Porozumienie USA–Iran zaskakuje Izrael. Netanjahu sygnalizuje brak kluczowych ustaleń.

• Binjamin Netanjahu stara się unikać otwartego sporu z Donaldem Trumpem.

Izraelskie elity polityczne: „Porozumienie Trumpa nas nie wiąże”

O reakcjach w Izraelu napisał we wtorek (16 czerwca) „Washington Post”. Krytycy wstępnej umowy określają ją mianem „katastrofy”, „złego porozumienia”, które „rzuca koło ratunkowe morderczemu reżimowi w Teheranie”. Jednocześnie premier Binjamin Netanjahu stara się unikać otwartego sporu z Donaldem Trumpem.

„To jego decyzja. On temu przewodzi. Przedstawiłem swoją opinię. Jestem zobowiązany zapewnić, że nie będzie zagrożenia nuklearnego”.

Netanjahu podkreślił jednocześnie, że relacje z amerykańskim prezydentem pozostają partnerskie, choć „czasem patrzą na sprawy mniej zgodnie”.

Znacznie ostrzej wypowiedzieli się członkowie jego rządu. Minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben Gwir stwierdził, że „porozumienie Trumpa nas nie wiąże”, podkreślając, że Izrael pozostaje „niepodległym i suwerennym państwem”. Minister finansów Becalel Smotricz zażądał utrzymania pełnej swobody działania izraelskiej armii przeciwko Hezbollahowi, gdyż „porozumienie z Iranem jest złe dla Izraela i całego wolnego świata”.

„Washington Post” wskazuje, że podobną ocenę prezentują również inni przedstawiciele izraelskiej prawicy. Obawiają się oni, że porozumienie ograniczy możliwość dalszej presji militarnej na Iran i jego regionalnych sojuszników. Przypomnijmy, że z tego, co zostało ujawnione z umowy amerykańsko-irańskiej, wynika, iż Izrael ma wycofać swoje siły z Libanu. Minister obrony Israel Kac zapowiedział, że IDF (Siły Obronne Izraela) pozostaną „bezterminowo” w Libanie i Strefie Gazy w ramach nowej doktryny bezpieczeństwa „mimo wszelkich obecnych i przyszłych nacisków”. Kac podkreślił, że stanowisko to zostało przekazane Donaldowi Trumpowi i sekretarzowi wojny USA Pete’owi Hegsethowi.

Portal Obronny na EUROSATORY 2026
Portal Obronny SE Google News

Trumpowi zależy na spokoju podczas mistrzostw świata w piłce nożnej?

Cytowana przez „Washington Post” Gayil Talshir z Uniwersytetu Hebrajskiego oceniła, że rząd Izraela jest gotów przeciwstawić się naciskom płynącym z Waszyngtonu. „Projekt życia Netanjahu wali się na jego oczach, podczas gdy stoi on samotnie na arenie, nie mając na kogo zrzucić winy”.

Napięcie między Waszyngtonem a Jerozolimą potwierdzają również wypowiedzi amerykańskich polityków. Wiceprezydent USA J.D. Vance przyznał, że Biały Dom był „bardzo zaniepokojony” możliwością irańskiego odwetu po izraelskich atakach na Bejrut przeprowadzonych w minioną niedzielę. Według informacji przytoczonych przez „Washington Post” sam Trump miał domagać się od Izraela wstrzymania dalszych uderzeń na Hezbollah.

Szczególnie ostre komentarze pojawiły się w środowiskach prawicowych związanych z Netanjahu. „Washington Post” cytuje opinię prezentera telewizyjnego Yinon Magal, który nazwał Trumpa „przegranym”, a jego współpracowników oskarżył o zdradę interesów Izraela. Z kolei komentator Amit Segal przypomniał słowa przypisywane Henry’emu Kissingerowi: „Być wrogiem Ameryki może być niebezpieczne, ale być jej przyjacielem jest śmiercionośne”.

Izraelski portal NetGlobal podkreśla, że Izrael jest zaskoczony deklaracją Trumpa o postępach w stosunkach z Iranem. Trump twierdzi, że umowa jest bliska, podczas gdy premier Netanjahu sygnalizuje, że nie ma jeszcze porozumienia w sprawie wzbogaconego uranu i potencjału rakietowego Iranu.

Źródło portalu, wysoki rządowy urzędnik, stwierdził, że najwyraźniej Najwyższy Przywódca Iranu Modżtaba Chamenei nie zatwierdził umowy, przynajmniej formalnie. W opinii informatora: „Wygląda na to, że Trumpowi zależy na spokoju podczas mistrzostw świata”. W przywołanym portalu napisano: „W rzeczywistości jest to umowa ramowa, obiecująca zawieszenie broni, otwarcie Cieśniny Ormuz i zobowiązanie Iranu do nierozpoczęcia prac nad bronią jądrową. Dla Trumpa może to wystarczyć, by ogłosić zwycięstwo i rozpocząć okres mistrzostw świata w piłce nożnej w względnym spokoju. Oczekuje się, że Izrael będzie próbował wpływać na negocjacje w ciągu 60 dni, ale biorąc pod uwagę, jak bardzo zaskoczyły go ramy, wątpliwe jest, czy zasiądzie przy stole negocjacyjnym”.

Dziennikarz „The Times of Israel” Lazar Berman uważa, że „Izrael nadal będzie musiał stawiać czoła zagrożeniom ze strony tych samych przeciwników i będzie musiał w przyszłości toczyć z nimi wojny, niezależnie od tego, co powie Trump czy kolejni prezydenci Ameryki”.

W komentarzu w bezpłatnym, o największym nakładzie w Izraelu, dzienniku „Israel Haoym” ocenia się, że wojna USA z Iranem wcale tak nie osłabiła Teheranu, jak to przedstawiał prezydent Trump. „Irańczycy odnieśli zwycięstwo, biorąc pod uwagę decyzję Amerykanów o całkowitym otwarciu Cieśniny Ormuz i zniesieniu sankcji nałożonych jeszcze przed wojną na irański eksport ropy naftowej. W okresie obowiązywania sankcji Iran zarabiał około 50 miliardów dolarów rocznie na sprzedaży ropy, omijając je. Większość pieniędzy trafiała do firm należących do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, co oznaczało rozbudowę sił zbrojnych. Po zniesieniu sankcji oczekuje się, że w ciągu kilku miesięcy dochody te znacząco wzrosną…”.

Kilka zdań komentarza

Przypomnieć należy, że to Izrael rozpoczął wojnę z Iranem, do której przyłączyły się USA. Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, to w piątek będzie „po wojnie”. Miała trwać cztery tygodnie, a trwała 111/112 dni. Każda ze stron prędzej czy później ogłosi się w niej zwycięzcą. W polityce można udowodnić, że dwa plus dwa może wynosić pięć. Faktycznie jednak, patrząc na przebieg tego konfliktu i jego efekty, USA i Izrael raczej nie powinni dąć w trąby zwycięstwa.

Stany Zjednoczone, światowe mocarstwo numer jeden, musiały porozumieć się z Iranem, bo kontynuacja operacji militarnej była dla nich zbyt kosztowna. Także pod względem prestiżowym, a być może przede wszystkim właśnie pod tym względem. Jeszcze mniej powodów do zadowolenia ma Izrael, bo wojna nie sprawiła, że Iran przestał być największym zagrożeniem dla państwa żydowskiego.

Iran może mieć w tym starciu satysfakcję jedynie z tego, że obronił się przed dwoma zawodnikami wagi ciężkiej. Wyszedł z tej walki mocno obity, ale przecież miał zostać znokautowany. I chyba rację mają krytycy układu amerykańsko-irańskiego, uważający, że Teheran nadal pozostaje w geopolitycznej grze na Bliskim Wschodzie, ze wszelkimi tego konsekwencjami.