• Skąd bierze się fundamentalny spór Warszawy i Kijowa o nazewnictwo mordów na Kresach?
• Dlaczego ukraiński IPN uznaje tylko 30 tysięcy zabitych Polaków, odrzucając polski bilans 100 tysięcy?
• Jak polska historia mierzy się z faktem, że w akcjach reaktywnych ginęli ukraińscy cywile?
• Czy stawianie znaku równości między zorganizowanym ludobójstwem a odwetem jest uprawnione?
• Jak Kijów godzi uznawanie członków UPA za bohaterów z faktem, że mordowali oni cywilów?
Rzeź Polaków zaczęła się 9 lutego 1943 r. w kolonii Parośla
Dokonała jej sotnia UPA pod dowództwem Hryhorija Perehijniaka „Dowbeszki-Korobki”.
„Była to wioska założona w XIX w., położona w gminie Antonówka w powiecie sarneńskim (…). Należała do parafii Włodzimierzec, diecezji w Łucku. Wieś była zamożna i zamieszkiwało jankołom 130 Polaków w 26 zagrodach (...). Zbrodnię w Parośli poprzedził atak UPA na miasteczko Włodzimierzec (…). Nad ranem Ukraińcy otoczyli kolonię. Najpierw w pobliskim lesie zamordowali pięciu mieszkańców kolonii Wydymer, którzy zwozili drewno, a później sterroryzowali mieszkańców Parośli, wkraczając z bronią do domów, grupami (najczęściej po 4–6 osób)…” – przypomina dr Joanna Karbarz-Wilińska z Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Gdańsku (o 150 zamordowanych podano na stronie internetowej „1943. Zbrodnia wołyńska. Prawda i pamięć”).
Do Parośli weszli Ukraińcy z jeńcami-Kozakami (na niemieckiej służbie). Przedstawili się jako sowieccy partyzanci. Zażądali wódki i jedzenia. Pobiesiadowali, zarąbali siekierami jeńców. Przerażonych mieszkańców uspokoili podstępem. Powiedzieli im, że wszystkim powiążą na plecach ręce, by ci mogli mówić Niemcom, że byli bezradni wobec Ukraińców.
Wcześniej UPA też zabijała Polaków, były to jednak jednostkowe przypadki. Jak to na wojnie. Tym razem miało być inaczej. UPA nie oszczędzała nikogo, komu się nie udało uciec – a takich było niewielu – ten ginął. Od bagnetu, siekiery itd. Oszczędzimy opisywania sposobów zadawania śmierci mieszkańcom Parośli, a potem 150 innych przysiółków, wsi i miejscowości, w których UPA rzezała Lachów w ramach oczyszczania z „elementu polskiego” Galicji Wschodniej.
Z masakry ocalał 2-letni Miruś Hermaszewski, przyszły kosmonauta
A mógł zginąć. I to nie błyskawiczną śmiercią. Bowiem UPA miała ponad 360 sposobów na rozwiązanie kwestii polskiej (żydowskiej i innych również) w drodze do niepodległej Ukrainy. Tak te masakry opisywali ich świadkowie. Relacje pochodzą z materiałów IPN. Zawierają pełne zeznania ocalałych wraz z kontekstem wydarzeń.
Daniela Podgwizd (ocalała z rzezi, jako dziecko): „Styr, rzeka. Płynie tam kobieta, rozkrzyżowana na deskach, goła. Była tak spalona słońcem, że skóra jej była granatowa. Rozkrzyżowali ją na tych deskach i wrzucili do rzeki…”.
Jerzy Moroz (świadek wydarzeń z 1943): „Chodziłem do kościoła jako ministrant i był tam ksiądz Grzesiowski, bardzo fajny człowiek. Jak przyjechali do niego Ukraińcy, w biały dzień, na dwóch koniach, wyprowadzili go z plebanii siłą, związali mu liną ręce, przytroczyli do siodła i wio… i tak długo jak zdążył stawiać kroki to stawiał, a jak już nie miał siły i padł, to tak długo go ciągnęli… aż skonał…”.
Antoni Łysiak (Ostrówki/W. Ostrowiecka, 30 VIII 1943): „Ja tylko się położyłem na tapczanie, a tu słyszę strzelaninę od strony Równa. Założyłem marynarkę, bo butów nie zdejmowałem i biegnę przed dom, a tam stała matka i ojciec i mówię do nich, że się zaczęło…”.
Mirosław Hermaszewski (1941–2022) we wspomnieniach „Ciężar nieważkości. Opowieść pilota-kosmonauty” (Kraków 2009) opisał tragiczne wydarzenia z nocy 25–26 marca 1943 r. Oczywiście na podstawie relacji znacznie starszych, w owym tragicznym czasie, świadków:
„W tę pamiętną i najkoszmarniejszą noc zginęło 182 mieszkańców moich Lipnik, a spośród nich aż 18 członków najbliższej rodziny: taty – Hermaszewskich i mamy – Bielawskich. Najmłodszy miał niespełna roczek, a najstarszy 90 lat…”.
Dla Ukrainy były to ofiary wojny domowej
Dla Ukrainy w tym sensie, że dla państwowych instytucji i oficjalnej narracji historycznej. Także dla jakiejś części Ukraińców, którzy ją podzielają – również. To sprawia, że w swojej polityce Moskwa przedstawia Ukrainę jako państwo gloryfikujące banderyzm, faszyzm, nazizm. Działalność UPA Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej (UINP) przedstawia jako kontynuację ruchu niepodległościowego. Instytut stwierdza: „Uznajemy wkład OUN i UPA w walkę o niepodległość (...). Jednocześnie ci, którzy brali udział w zabijaniu cywilów, nie mogą być bezwarunkowo gloryfikowani”. Proszę zwrócić uwagę na wytłuszczoną frazę.
Dla morderców karą nie jest więc, w ujęciu UINP, osąd historyczny, ale brak „gloryfikacji”. O tym, że w oficjalnych dokumentach z lat 1943–1945 na Wołyniu używa się określenia „tragedia”, już wspominałem. W Polsce czasem zapomina się, że w akcjach odwetowych Polacy pacyfikowali ukraińskie wsie. Za to należy się moralne potępienie? A można założyć, że gdyby nie te odwety, to wymordowano by znacznie więcej Lachów? Można? Tak czy inaczej, ofiar po stronie polskiej było wielokroć więcej niż po ukraińskiej. Tymczasem UINP stawia w tych tragicznych rachunkach znak równości.
W 80. rocznicę „krwawej niedzieli” zakomunikował m.in.: „Głównymi ofiarami wołyńskiej tragedii i po polskiej, i po ukraińskiej stronie byli bezbronni cywile. To im należy przede wszystkim oddać cześć: ustalić ich imiona, opłakać ich i zrobić wszystko, aby taka tragedia nigdy się nie powtórzyła…”.
Jeśli w UINP (i podobnych mu instytucjach) nadal będzie obowiązywać formuła pojednania oparta na twierdzeniu, że „wszystkie ofiary są nasze. Nie polskie, nie ukraińskie – one są ludzkie”, to jeszcze długo będziemy się jednać i dochodzić do prawdy, odchodząc od politycznie wygodnych interpretacji.
Ludobójstwo jest ludobójstwem – bez względu na jego statystyczny rozmiar
Wspomniałem, że nie ma względnie jednoznacznie oszacowanej liczby pomordowanych by UPA i jej pomocników. To znacząco utrudnia osiągnięcie czegoś, co politycy zwykli określać jako „pojednanie”. Strona ukraińska uważa, że polskie szacunki są zawyżone, a polska – że ukraińskie są znacząco zaniżone.
Jest nieprawdopodobne, by udało się ustalić względnie precyzyjnie liczbę ofiar zbrodni wołyńskiej i czystki etnicznej w Małopolsce Wschodniej. Nie ma dokumentów, zamordowanych grzebano bezimiennie w masowych grobach. Czas z każdym rokiem potęguje tę niemożność dotarcia do statystycznej prawdy.
W literaturze naukowej i publicystyce historycznej funkcjonuje kilka różnych szacunków. I bez względu na nie jedno jest pewne: każdy z nich odnosi się do zbrodni ludobójstwa, bo tym są zaplanowane czystki etniczne.
Większość polskich badaczy oraz Instytut Pamięci Narodowej (IPN) przyjmują zbilansowane, ostrożne szacunki. Na Wołyniu zamordowano od 40 tys. do 60 tys. Polaków. Doliczając do nich ofiary UPA z Galicji Wschodniej i dzisiejszych ziem polskich, to 100 tys. zamordowanych. Niektórzy badacze zbrodni wołyńskiej podnoszą ogólną liczbę ofiar do ok. 130 tys.
Najbardziej szczegółowe badania nad samym Wołyniem przeprowadzili Ewa i Władysław Siemaszko, którzy przez lata zbierali relacje świadków. Wyniki tych trwających kilkanaście lat prac opublikowali (w 2000 r.) w dwutomowej monografii „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945”. Badaczom udało się zidentyfikować, z imienia i nazwiska, 36 750 ofiar.
Od 50 tys. do 60 tys. – to szacowana przez nich realna liczba ofiar na Wołyniu, uwzględniając osoby, których personaliów nigdy nie udało się ustalić (tzw. ofiary bezimienne).
Amerykański historyk Timothy Snyder szacuje, że na samym Wołyniu UPA zamordowała od 40 tys. do 50 tys. Polaków, a w Galicji Wschodniej – 10 tys.
W przestrzeni publicznej, a także w niektórych projektach uchwał parlamentarnych, pojawiają się liczby wyższe, sięgające od 150 tys. do nawet 200 tys. ofiar. Te szacunki nie wynikają jednak z badań, ale intuicyjnego sumowania potencjalnych strat na wszystkich terenach kresowych.
UINP podaje, że na Wołyniu „Ustalono nazwiska około 30 tysięcy polskich ofiar oraz około 10 tysięcy ukraińskich ofiar tych masowych zabójstw”. Strona ukraińska traktuje te dane jako najbardziej prawdopodobny, całościowy bilans strat polskich. Konsekwentnie od lat odrzuca polskie szacunki mówiące o 100 tys. zamordowanych na wszystkich terenach kresowych jako „niepoparte badaniami archiwalnymi”.
„10 tysięcy ukraińskich ofiar tych masowych zabójstw” straciło życie z rąk polskiego podziemia i polskiej samoobrony prowadzących akcje odwetowe, Niemców (często wspieranych przez „polską policję pomocniczą” oraz partyzantów sowieckich.
Strona polska nie zaprzecza, że w akcjach odwetowych ginęli Ukraińcy. Szacunki te (wskazujące na 10 tys. – 12 tys. lub globalnie 10 tys. – 15 tys. ofiar po stronie ukraińskiej, w tym 2 tys. – 3 tys. na samym Wołyniu) pochodzą z wieloletnich badań prof. dr. hab. Grzegorza Motyki, najwybitniejszego polskiego eksperta z Instytutu Studiów Politycznych PAN, zajmującego się konfliktem polsko-ukraińskim.
Historyk wskazał, że choć akcje odwetowe Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich czy wiejskich oddziałów samoobrony miały charakter reaktywny, to ich ofiarami była również bezbronna ludność cywilna ukraińskich wsi. Również dzieci. Wiele polskich akcji miało charakter uderzeń na wsie, które były bazami logistycznymi UPA (np. Sahryń, Pawłokoma, Piskorowice). W trakcie nocnych ataków, podpalania zabudowań, chaosu walki oraz ostrzału wiosek z broni maszynowej, śmierć ponosili ich mieszkańcy bez względu na wiek czy płeć. Ogień i kule nie wybierały. Być może dlatego UINP uważa, że doszło do „tragedii wołyńskiej”, a nie „zbrodni”.
Pamiętając o ukraińskich ofiar polskich akcji odwetowych należy mieć na uwadze, że polskie podziemie nigdy nie wydało rozkazu eksterminacji Ukraińców podczas gdy OUN-B i UPA postawiły sobie za cel fizyczne usunięcie wszystkich Polaków z Wołynia. Dla zaistnienia czystego etnicznie państwa ukraińskiego.
To, że w 1943 r., a tym bardziej później nie było najmniejszej szansy, by Ukraina wybiła się na niepodległość, świadczyć może tylko o braku politycznego instynktu i geopolitycznego rozeznania tych, którzy wydali rozkaz do przeprowadzania „Antypolskiej akcji” (tak UPA najczęściej określała czystkę). Przez zaślepienie, że w takiej a nie innej sytuacji może powstać niepodległa Ukraina zginęły tysiące ludzi, czego skutki odczuwane są do dziś i odczuwane będą jeszcze długo!
Polecany artykuł: