Rosja planuje ataki na NATO? USA ostrzega sojuszników przed eskalacją konfliktu

Amerykańscy urzędnicy dostrzegają niepokojące sygnały wskazujące na to, że Rosja aktywnie rozważa przeprowadzenie ataków na cele w państwach członkowskich NATO. Stany Zjednoczone już od miesiąca ostrzegają swoich europejskich sojuszników przed rosnącym zagrożeniem, co potwierdził dziennikarz „Washington Post” David Ignatius. Były dyrektor CIA, Bill Burns, ocenił, że ryzyko eskalacji jest realne i stale wzrasta, głównie z powodu presji, pod jaką znajduje się prezydent Władimir Putin.

Rosyjscy żołnierze z bronią na tle flagi Rosji i pojazdów. O planach ataków na cele NATO przeczytasz na SE Portal Obronny.
Autor: Pixabay.com
  • Urzędnicy i dziennikarz "Washington Post" David Ignatius wskazują na aktywne rozważanie przez Rosję ataków na cele NATO, a USA ostrzegały sojuszników o tym zagrożeniu. Były dyrektor CIA Bill Burns ocenia ryzyko eskalacji jako realne i rosnące.
  • Możliwe prowokacje Rosji mogą dotyczyć państw bałtyckich lub Polski, a potencjalnymi punktami zapalnymi są Obwód Królewiecki i Białoruś. Rosja miałaby obstawiać, że USA nie zainterweniują w przypadku ograniczonych uderzeń.
  • Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte, podczas szczytu w Ankarze, zapewnił, że Sojusz będzie bronił każdego centymetra terytorium i jest w pełni oddany. Jednocześnie oczekuje, że europejscy i kanadyjscy członkowie zrównają swoje wydatki na obronność z USA.

Raport Davida Ignatiusa z „Washington Post”, opublikowany tuż przed wtorkowym szczytem NATO, rzuca nowe światło na potencjalne zagrożenia płynące ze strony Rosji. Dziennikarz omawia w nim serię ostatnich doniesień, w tym te pochodzące z Onetu oraz wypowiedzi polskiego premiera Donalda Tuska, dotyczące możliwych prowokacji Rosji skierowanych przeciwko państwom bałtyckim lub Polsce. Ignatius sugeruje, że wojna w Ukrainie może wejść w nową, znacznie bardziej niebezpieczną fazę, charakteryzującą się ograniczonymi uderzeniami przeciwko NATO. Według niego, Rosja może „obstawiać, że Stany Zjednoczone nie zainterweniują”.

Informacje te zostały potwierdzone przez anonimowych urzędników, na których powołuje się Ignatius, wskazując, że Stany Zjednoczone od miesiąca aktywnie ostrzegają europejskich sojuszników przed narastającym zagrożeniem. Z taką oceną zgodził się również Bill Burns, były dyrektor CIA, który podkreślił wagę sytuacji.

„Powiedziałbym, że ryzyko eskalacji jest realne i rośnie – głównie dlatego, że Putin jest pod coraz większą presją w kraju i przegrywa na polu bitwy” – stwierdził Burns.

Mimo iż niektórzy analitycy interpretują doniesienia o możliwych prowokacjach jako jedynie kremlowskie „potrząsanie szabelką”, a służby wywiadowcze nie zaobserwowały jeszcze znaczących przesunięć wojsk czy innych przygotowań do operacji, to jednak sygnały są alarmujące. David Ignatius pisze:

„Jednak urzędnicy twierdzą, że dostrzegają oznaki, iż Rosja »odkurza« plany ataków na cele NATO i aktywnie je analizuje”.

Potencjalne punkty zapalne i rola Donalda Trumpa

W obliczu rosnącego zagrożenia, państwa bałtyckie intensywnie rozważają, w jaki sposób odpowiedziałyby na ewentualny rosyjski atak. Ignatius cytuje europejskiego oficjela, który wskazał, że w przypadku wykrycia jednostki rosyjskiego wywiadu wojskowego przekraczającej granicę, na przykład Estonii, odpowiedź Sojuszu byłaby natychmiastowa i polegałaby na „kontrataku”.

Wśród potencjalnych punktów zapalnych, które mogą posłużyć jako pretekst do eskalacji, Ignatius wymienia Obwód Królewiecki oraz Białoruś. Przedstawiciele NATO ostrzegają, że gdyby państwa Sojuszu zdecydowały się na przemieszczenie wojsk w pobliże granicy z rosyjską eksklawą, prezydent Putin mógłby wykorzystać to jako uzasadnienie dla ataku.

Dziennikarz „Washington Post” zadaje również kluczowe pytanie o to, kto mógłby powstrzymać tę spiralę wojny i skłonić strony do zawarcia porozumienia pokojowego. „Kto mógłby powstrzymać tę spiralę wojny i skłonić dwóch zakrwawionych bojowników do zawarcia porozumienia pokojowego?” – pyta Ignatius. Odpowiedź, którą wskazuje, to Donald Trump, były prezydent USA. „Na szczycie NATO w Ankarze świat przekona się, czy traktuje to zadanie poważnie” – konkluduje autor, podkreślając wagę potencjalnej roli Trumpa w deeskalacji konfliktu.

Deklaracja NATO i oczekiwania wobec Europy

Podczas szczytu NATO w Ankarze, sekretarz generalny NATO Mark Rutte zapewnił dziennikarzy o pełnym zaangażowaniu Stanów Zjednoczonych w Sojusz. 

Dopytywany o zaangażowanie USA w NATO, Mark Rutte stwierdził:

„Stany Zjednoczone są całkowicie oddane NATO, ale istniało, i do pewnego stopnia nadal istnieje, jedno oczekiwanie. (...) Aby USA były bezpieczne, potrzebują bezpiecznego Atlantyku, Europy i Arktyki. (...) Oczekiwanie było i jest, że Europejczycy i Kanadyjczycy zrównają swoje wydatki ze Stanami Zjednoczonymi, co uważam – i wielu kolegów obecnych na sali – za całkowicie sprawiedliwe”. 

W odpowiedzi na pytanie o przesłanie dla Rosji i Władimira Putina, Mark Rutte jasno zadeklarował stanowisko Sojuszu.

„Jesteśmy defensywni, nigdy nikogo nie zaatakujemy. Będziemy bronić tylko naszego stylu życia, naszej demokracji, naszego terytorium. Więc nie żartujcie sobie z nas, nie igrajcie z nami” – podsumował Rutte, wysyłając wyraźny sygnał, że NATO nie pozwoli na naruszenie integralności swoich członków, jednocześnie podkreślając defensywny charakter organizacji. 

GEN. ANDRZEJCZAK I DR DĘBSKI: ŚMIERTELNIE GROŹNA ROSJA, NIEPEWNE NIEMCY.