- Stefan Jasieński miał koordynować plany wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau przez Armię Krajową.
- Wpadł w zasadzkę i ciężko ranny trafił do tego obozu.
- Obozowa konspiracja planowało go zabić, bo mógł się załamać w czasie przesłuchań.
- Pozostawił po sobie tajemnicze rysunki w celi w KL Auschwitz.
27 stycznia 1945 r. żołnierze 60. armii Pierwszego Frontu Ukraińskiego dotarli do KL Auschwitz-Birkenau. Oswobodzili więźniów, których Niemcy nie zdążyli zabić lub wypędzić do innych obozów. To znana historia. Niewielu jednak wie, że Komenda Główna Armii Krajowej już od 1942 r. planowała oswobodzenie więźniów.
Wyzwolić konzentrationslager Auschwitz-Birkenau
Już w pierwszych miesiącach okupacji hitlerowskiej w więzieniach zaczęło brakować miejsc dla masowo aresztowanych Polaków. Dlatego Niemcy postanowili wybudować obóz koncentracyjny w Oświęcimiu. W połowie czerwca 1940 r. trafili tam pierwsi więźniowie - Polacy aresztowani w Tarnowie. Początkowo konzentrationslager Auschwitz - jak Niemcy nazwali to miejsce - miał być jednym z niemieckich obozów koncentracyjnych. Ale został rozbudowany i składał się z trzech części (Auschwitz I - dla Polaków, Auschwitz II-Birkenau - miejsca eksterminacji m.in. Żydów z całej Europy oraz Auschwitz III - zakładu chemicznego, w którym więźniowie produkowali syntetyczną gumę na potrzeby przemysłu zbrojeniowego). Z czasem stał się największym niemieckim obozem zagłady.
Niemcy planowali, że na wypadek konieczności opuszczenia terenu, dla zatarcia śladów, zlikwidują więźniów, a obozy zrównają z ziemią. Wywiad Armii Krajowej poznał te plany, dlatego już od 1942 r. przygotowywano koncepcję wyzwolenie obozów. Miały tego dokonać oddziały partyzanckie wspólnie z obozową konspiracją. Był to element planowanej ogólnokrajowej akcji „Burza” - oswobodzenia okupowanej Polski niedługo przed nadejściem oddziałów Armii Czerwonej.
Dlatego w lipcu 1944 r. koordynatorem działań konspiratorów został ppor. Stefan Ignacy Jasieński - Cichociemny, spadochroniarz Armii Krajowej.
Cichociemny - ekspert od wywiadu
Stefan Jasieński ps. „Alfa”, „Urban” urodził się 2 kwietnia 1914 r. w Wilnie. Jego siostrą była Wanda Komar-Żylińska, matka Władysława Komara (1940-1988) słynnego mistrza olimpijskiego w pchnięciu kulą.
Stefan studiował architekturę na Politechnice Warszawskiej, a w 1938 r. ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy kawalerii w Grudziądzu. Walczył we wrześniu 1939 r., a następnie przedarł się do Francji i do Wielkiej Brytanii. Tam, w maju 1942 r., powołano go na siedmiomiesięczny, tajny kurs Cichociemnych. Trzy miesiące po jego ukończeniu, w połowie marca 1943 r, wylądował na zrzutowisku w pobliżu Koniecpola.
W efekcie szkolenia w Wielkiej Brytanii stał się ekspertem od wywiadu. Dostał przydział do pracy na Wileńszczyźnie. Jednak po kilku miesiącach przeniesiono go do Warszawy, by w lipcu 1944 r. skierować pod Oświęcim. Jeszcze w Warszawie „Urbana” zapoznano ze wstępnym planem oswobodzenia więźniów KL Auschwitz-Birkenau.
Cichociemny dostał jasne rozkazy: miał rozpoznać siły załogi obozu, nawiązać kontakt z ruchem oporu stworzonym przez więźniów, dograć lotnicze zrzuty broni, skoordynować działania lokalnych partyzantów oraz więźniów. Z planów wynikało, że uderzenie na Oświęcim wykona Korpus Armii Krajowej złożony z żołnierzy śląskiego i krakowskiego okręgu AK. Broń dla walczących mieli na spadochronach zrzucić Brytyjczycy.
Polecany artykuł:
Oświęcimska strefa śmierci
Dla Armii Krajowej okolice Oświęcimia były niezwykle niebezpiecznym terenem. Kilka pierścieni posterunków rozrzuconych w promieniu kilkudziesięciu kilometrów strzegło tajemnicy obozów. Z okolic wysiedlono polską ludność. Niemcy sprowadzili tam przesiedleńców z Rzeszy oraz zbudowali gęstą sieć konfidentów. Wszystko po to, aby utrudnić niesienie pomocy uwięzionym oraz szybko wyłapywać uciekinierów i unieruchomić system pomocy dla więźniów.
Dlaczego? Ponieważ to nie ucieczka z obozu była największym wyzwaniem dla więźniów. Główna trudność polegała na tym, aby wycieńczeni uciekinierzy przeniknęli przez rozbudowany, wielokilometrowy system ochrony KL Auschwitz-Birkenau.
Cichociemny „Urban” szybko dotarł do ppłk. Zygmunta Waltera-Janke, dowódcy Okręgu Śląskiego AK i zaznajomił się z planem centralnego uderzenia na obóz. Nawiązał kontakty z przedstawicielami organizacji konspiracyjnych o różnych orientacjach politycznych: Armii Krajowej, Polskiej Partii Socjalistycznej, Batalionów Chłopskich. Przez sieć łączników miał kontakt m. in. z Józefem Cyrankiewiczem, więźniem KL Auschwitz i szefem Wojskowej Rady Obozu, późniejszym premierem rządu PRL.
Wpadł z planami obozów
Stefan Jasieński znalazł „meliny” kilka kilometrów od Oświęcimia. Mieszkał w przysiółku Kańczuga, później w pobliskim Osieku. Dodatkową kwaterę miał w Malcu - u kowala Franciszka Pawia.
W terenie nasyconym Niemcami i ich agenturą praca oficera wywiadu była niezwykle trudna. Hitlerowcy cały czas deptali konspiratorom po piętach. 28 września 1944 r. Karol Petkowski -konspirator z Batalionów Chłopskich, odpowiadający za bezpieczeństwo „Urbana” - dostał cynk o planowanej nocnej obławie w okolicy Malca. Zarządził, aby wszyscy zagrożeni spotkali się za wsią, przy (wtedy oddalonej od centrum miejscowości, obecnie znajdującej się przy kościele parafialnym) kapliczce na skrzyżowaniu polnych dróg. Karol Petkowski nie wiedział, że Niemcy poznają ten plan dzięki zdrajcy.
Nie wiedział o tym także „Urban”. Dlatego w nocy z 28 na 29 września 1944 r. poszedł na miejsce zbiórki. Kiedy wpadł w zasadzkę próbował uciekać w kierunku wsi. W wyniku wymiany ognia dostał postrzał w brzuch i nogę. Otoczony wyrzucił pistolet, nie zdążył jednak zniszczyć schematu obozu oraz innych dokumentów dotyczących planowanej operacji AK.
Polecany artykuł:
Chirurgiczna precyzja dr. Orzeszko
Ciężko rannego przewieziono do obozowego szpitala funkcjonującego w KL Auschwitz. Paradoksalnie, to był dobry szpital obsługiwany przez więźniów - często wybitnych lekarzy. Tam, na oddziale chirurgicznym w bloku obozowym nr 21, „Urbana” operował dr Tadeusz Orzeszko.
Warto dodać, że po wojnie dr Orzeszko został teściem Stefana Bałuka ps. „Starba” - słynnego Cichociemnego, który w Wielkiej Brytanii przyjaźnił się z „Urbanem”.
Wokół Auschwitz Niemcy rozwinęli sieć agentów. Ale obozowy ruch oporu również miał dobry kontrwywiad, więc szybko pozyskiwał informacje. Jeszcze zanim „Urban” znalazł się w szpitalu dr Orzeszko dostał informację, że będzie operował ważnego członka przyobozowej konspiracji. Dlatego chirurg podawał pacjentowi środki nasenne oraz odurzające. Wszystko po to, żeby przekonać Gestapo o bardzo ciężkim stanie rannego, który nie nadaje się do przesłuchania.
Jednocześnie z „Urbanem” kontaktowali się członkowie konspiracyjnej Wojskowej Rady Obozu. Dr Orzeszko z chirurgiczną precyzją dozował bowiem leki. Tak, aby Cichociemny na krótko odzyskiwał świadomość i był w stanie rozmawiać z konspiratorami.
Konspiratorzy planowali zabić Cichociemnego
Członkowie obozowego ruchu oporu rozważali uśmiercenie Cichociemnego. „Urban” wiedział bowiem zbyt wiele i mógł się załamać w trakcie śledztwa. Temu pomysłowi przeciwstawił się jednak Józef Cyrankiewicz. Przez sieć łączników, do Wielkiej Brytanii, trafił apel z KL Auschwitz. Konspiratorzy domagali się, żeby radio londyńskie w serwisie informacyjnym przestrzegło Niemców przed wykonaniem wyroku śmierci na rannym więźniu.
Taką wiadomość Brytyjczycy nadali w drugiej połowie października 1944 r. Poinformowano wtedy, że w przypadku zabicia jeńca rozstrzelani zostaną oficerowie niemieccy przebywający w niewoli angielskiej.
W tym czasie Jasieński już zeznawał przed obozowym Gestapo. Zgodnie z tym, co ustalił z konspiratorami, wmówił Niemcom, że jest skoczkiem spadochronowym, który kilka dni przed zatrzymaniem został zrzucony w pobliżu Oświęcimia. Zarówno te przekonywujące i spójne wyjaśnienia, jak i informacja nadana przez radio Londyn, utwierdziły hitlerowców w wyjaśnieniach Jasieńskiego. Dlatego gestapowcy nie skojarzyli więźnia z oficerem Armii Krajowej, który przez kilka miesięcy koordynował działalność konspiracyjną związaną z obozem.
Do dziś nie wiadomo w jakich okolicznościach i kiedy zgiął Cichociemny. Najprawdopodobniej żył jeszcze na początku 1945 r. Wtedy było już wiadomo, że Armia Krajowa nie uderzy na obóz. Zrezygnowano z tego planu jesienią 1944 r.
Tajemnicze rysunki w celi „Urbana”
Stefana Jasieńskiego osadzono w celi nr 21 Bloku Śmierci. Dopiero w 20 lat po wojnie, były więzień KL Auschwitz przypadkowo odkrył tam tajemnicze rysunki. Gdy pracownicy muzeum zaczęli je analizować, okazało się, że to rozrysowana autobiografia „Urbana”. Uzdolniony plastycznie na drzwiach celi narysował herb swojego rodu oraz symbole nawiązujące do studiów na wydziale architektury (otwartą książkę, ołówek, pióro, rysownicę, przykładnicę, dwie ekierki i kielnię) oraz cyrkiel (znak stowarzyszenia studenckiego, do którego należał). Rozrysował też epizody ze służby wojskowej (na drzwiach zobaczymy lancę ułańską, szablę, konia, motocykl i czołg). Ostatni etap służby symbolizują: bombowiec, którym przyleciał do kraju, spadochron i znak spadochronowy oraz kielich goryczy.
Najwyraźniejszy jest rysunek głowy więźnia. To wizerunek polskiego Żyda Jakuba Kozalczyka, przed wojną znanego atlety. W obozie był kapo i wykonywał wyroki śmierci na więźniach, ale jednocześnie pomagał osadzonym. W Bloku Śmierci odpowiadał za czystość w celach i dostarczanie posiłków więźniom. Codziennie przynosił jedzenie „Urbanowi”.
Natomiast na ścianie Stefan Jasieński wydrapał warszawską Syrenkę oraz wizerunek Chrystusa Miłosiernego. Wzorował się na obrazku, który przed wojną dostał od siostry Wandy.
Upamiętnienie na kapliczce w Malcu
W 2000 r. na ścianie kapliczki w Malcu uroczyście odsłonięto tablicę poświęconą Stefanowi Jasieńskiemu. Zabiegali o nią m.in. dr Adam Cyra - pracownik Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, autor książki o „Urbanie” oraz Stefan Bałuk. Tablicę sfinansowała Fundacja Byłych Żołnierzy Jednostki Specjalnej GROM.
Gośćmi honorowymi wydarzenia byli Kazimierz Paw (który uszedł cało z zasadzki przygotowanej przy kapliczce), „Starba” oraz delegacja z Fundacji GROM.
- Stefan nie wydał nikogo, a znał wszystkich ważnych konspiratorów z okolic Oświęcimia. Miał namiary na Cyrankiewicza. To był niesamowicie przyzwoity człowiek, o głębokich zasadach etycznych i moralnych - mówił wtedy Stefan Bałuk.
Dla lokalnej społeczności odsłonięcie tablicy było ważnym wydarzeniem. Gości podjęto godnie, w remizie strażackiej. W czasie obiadu jeden z gospodarzy zapytał - wtedy 86-letniego - poruszającego się o lasce „Starbę”:
- Panie pułkowniku, może napije się pan pół kieliszeczka wódeczki?
- Ale dlaczego tylko pół? Nie możemy wypić po całym? - odpowiedział Cichociemny znany z błyskotliwych ripost.
Tablicę poświęconą Stefanowi Jasieńskiemu można zobaczyć na ścianie kapliczki w Malcu pod Oświęcimiem. Natomiast jego rysunki - w celi nr 21 Bloku Śmierci.