• Żądanie przez Donalda Trumpa bezwarunkowej kapitulacji Iranu zamyka drogę do jakichkolwiek negocjacji pokojowych?
• Koncentracja amerykańskich sił powietrznych w Zatoce Perskiej oznacza przygotowania do jeszcze szerszej operacji przeciwko Iranowi?
• Wsparcie wywiadowcze Rosji dla Teheranu może doprowadzić do dalszej eskalacji konfliktu USA– Izrael–Iran?
• Rozszerzające się irańskie ataki na Irak, Kurdystan i przestrzeń nad Turcją zapowiadają regionalną wojnę na Bliskim Wschodzie?
• Blokada Cieśniny Ormuz i wzrost cen ropy mogą wywołać globalny kryzys gospodarczy?
Iran chce „trwałego pokoju”, a USA „bezwarunkowej kapitulacji”
Prezydent Iranu Masud Pezeszkian zadeklarował na platformie X gotowość do „trwałego pokoju”. Poinformował, że niektóre kraje podjęły się mediacji, choć nie doprecyzował ich personaliów. Tymczasem sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Ali Laridżani i jemu podobni ortodoksyjni urzędnicy kategorycznie odrzucają możliwość jakichkolwiek rozmów z Trumpem. Ich głos ma większe znaczenie od opinii mało decyzyjnego prezydenta Iranu.
Za to w pełni decyzyjny jest lider Wielkiego Szatana, czyli Donald Trump. Ten stawia sprawę jasno: z obecnie rządzącymi Iranem USA nie będą wchodziły w jakiekolwiek układy! Na własnej platformie Truth Social ogłosił, że zaakceptuje wyłącznie bezwarunkową kapitulację Iranu. Nadto Trump obwieścił, że rości sobie prawo do wyboru nowego, „akceptowalnego” lidera dla tego kraju. W wywiadzie dla CNN ocenił skuteczność operacji na „12 w skali do 10” i zapowiedział program MIGA (Make Iran Great Again). Co ciekawe, Trump dopuszcza, by Iranem rządził przywódca religijny, o ile będzie „uczciwy i sprawiedliwy” oraz będzie dobrze traktował USA i Izrael.
Siła argumentów USA i Izraela ma wywrzeć presję na irański reżim
I służyć ma temu choćby koncentracja sił powietrznych USA w Zatoce Perskiej. Ona osiągnęła już poziom wyższy niż podczas inwazji na Irak w 2003 r. Do akcji weszły strategiczne bombowce B-52 uzbrojone w pociski manewrujące JASSM o zasięgu 1000 km. Amerykanie mogą nimi niszczyć irańskie bazy rakietowe i centra dowodzenia bez wlatywania w przestrzeń powietrzną Iranu.
Rosja jednak nie zachowuje bierności. I pomaga skrycie sojusznikowi. Według dziennika „Washington Post” Moskwa dostarcza Iranowi dane wywiadowcze, które umożliwiają Teheranowi precyzyjne uderzanie w bazy USA rozsiane po Bliskim Wschodzie. Mimo tygodniowego ostrzału, irańskie drony wciąż przebijają się przez amerykańską obronę, zatem coś jest na rzeczy.
Sojusznika wspiera także Izrael. Przypomnijmy: formalnie to on pierwszy uderzył na Iran w ramach – jak to określił – „wojny prewencyjnej”. Dowództwo IDF (Sił Obronnych Izraela) wydało bezprecedensowe ostrzeżenie dla cywilów w prowincji Kom. Wezwano do natychmiastowej ewakuacji ze strefy przemysłowej leżącej w bezpośrednim sąsiedztwie ośrodka wzbogacania uranu w Fordo.
„New York Times” interpretuje to jako jasną zapowiedź nadchodzącego ataku z powietrza. Fordo jest kluczowe dla irańskiego programu jądrowego, a Izrael traktuje je jako zagrożenie egzystencjalne. W 2025 r. obiekt ten był już celem amerykańskich bombowców B-2, które użyły ciężkich bomb penetrujących, by zniszczyć podziemne instalacje wzbogacania uranu.
Doszło do ciekawego zwrotu w ciągu dynamicznie zmieniających się wydarzeń. Oto Ukraina pozytywnie odpowiedziała na prośbę USA o wsparcie. Na Bliski Wschód udają się ukraińscy specjaliści od dronów. Mają bronić amerykańskich baz przed irańskimi bezzałogowcami. Ukraińcy mają unikatowe doświadczenie w walce elektronicznej i fizycznym przechwytywaniu Shahedów. Donald Trump z zadowoleniem przyjął tę pomoc. Przyznał, że irańskie drony stanowią większe zagrożenie niż wcześniej zakładano.
Wojna rozlała się na pola naftowe Iraku i jeszcze dalej
Proirańskie ugrupowania zrzeszone jako Islamski Opór w Iraku zaatakowały dronami lotnisko i bazę USA w Irbilu oraz pola naftowe w Basrze. Skutkiem tych działań było całkowite wstrzymanie wydobycia ropy przez amerykańskie firmy w irackim Kurdystanie. Sytuacja jest napięta również na granicach. Teheran zagroził atakiem na Kurdystan, jeśli tamtejsi bojownicy przedostaną się do Iranu, by wspierać trwającą tam ofensywę antyrządową. Również na ataki przygotowany jest, sympatyzujący z Izraelem, Azerbejdżan. Jego armia postawiona została w stan gotowości bojowej.
Wojna weszła w obszar Morza Śródziemnego. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte potwierdził, że systemy obrony przeciwrakietowej Sojuszu zestrzeliły irański pocisk balistyczny zmierzający w stronę Turcji.
Ankara wezwała ambasadora Iranu, wręczając mu notę protestacyjną i zastrzegając sobie prawo do reakcji na „wrogie działania”. A sekretarz Rutte studzi obawy tych, którzy uważają, że do amerykańsko-izraelsko-irańskiego konfliktu może przyłączyć się NATO jako takie. Przypomnieć należy, że w czwartek (5 marca) rząd Rzeczypospolitej oświadczył, że to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, jest wojną USA, a nie NATO. Rutte dyplomatycznie podkreślił pełne poparcie dla działań Donalda Trumpa wymierzonych w irański program rakietowy.
Również kanclerz RFN Friedrich Merz poparł eliminację irańskiego zagrożenia nuklearnego. Jednocześnie ostrzegł przed całkowitym upadkiem państwowości Iranu. Berlin obawia się „scenariusza syryjskiego” – czyli wielomilionowej fali migrantów uciekających do Europy przed chaosem i wojną domową w Iranie. Merz podkreślił, że Iran musi pozostać zdolny do funkcjonowania jako państwo, aby zapobiec destabilizacji całego kontynentu.
W poniedziałek (9 marca) z inicjatywy przewodniczącego Rady Europejskiej Antonio Costy oraz przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen ma dojść do wideokonferencji liderów Bliskiego Wschodu. Wcześniej ministrowie spraw zagranicznych UE rozmawiali z Radą Współpracy Zatoki Perskiej, starając się skoordynować pomoc dla regionu.
Komisja Europejska podjęła radykalne kroki w sferze bezpieczeństwa wewnętrznego. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej został oficjalnie wpisany na listę organizacji terrorystycznych, co oznacza zamrożenie jego aktywów w UE. Jednocześnie wzmocniono kontrole na granicach zewnętrznych Schengen. Nowy system Wjazdu/Wyjazdu (EES) pozwolił już na zatrzymanie 500 osób stanowiących potencjalne zagrożenie terrorystyczne.
Nadal prowadzona jest ewakuacja zachodnich obywateli ze strefy zagrożenia
To jest gigantyczna operacja. Czegoś takiego nie było od kilku dekad. Polska znalazła się w grupie 18 państw UE, które aktywowały Unijny Mechanizm Ochrony Ludności. Dzięki temu nasi obywatele mogą wracać do kraju lotami organizowanymi przez inne państwa członkowskie (np. do Wiednia czy Pragi), a Komisja Europejska pokrywa do 75 proc. kosztów tych operacji. Do tej pory z mechanizmu skorzystało ponad 1000 osób w ramach 10 lotów koordynowanych przez Brukselę.
Oczywiście osób do potencjalnie większej ewakuacji jest znacznie więcej. Nie wszyscy jednak chcą skorzystać z tej opcji. Rząd Kanady szacuje, że w strefie zagrożenia znajduje się ok. 108 tys. obywateli. Na razie ok. 3,5 tys. Kanadyjczyków poprosiło o pomoc w opuszczeniu Bliskiego Wschodu. Ewakuacja odbywa się etapami: samoloty czarterowe kursują na trasie Dubaj–Stambuł oraz Bejrut–Stambuł. Kanada wykorzystuje również drogi lądowe, wysyłając autobusy z Kataru do Arabii Saudyjskiej.
Tymczasem biura podróży nadal oferują wypoczynek tam, gdzie jest on odradzany. Jedno z polskich biur wystawiło atrakcyjną ofertę: 6 dni w czterogwiazdkowym hotelu, w formule all inclusive za niespełna… 800 zł!
Drożej na stacjach paliw, bo dostawcy i sprzedawcy... mogą więcej zarobić!
A skoro mowa o pieniądzach, widać wpływ wojny na ceny na stacjach paliw. Benzyna i olej napędowy zdrożały o kilkadziesiąt groszy. Analitycy ostrzegają: będzie drożej! Litr „diesla” w Polsce ma/może kosztować średnio 7,55 zł (wzrost o 56 gr), a benzyny 95 – 6,50 zł.
To bezpośredni efekt blokady Cieśniny Ormuz. W hurcie ceny w PKN Orlen skoczyły drastycznie: diesel o 1,37 zł/l, a benzyna o 54 gr/l w zaledwie tydzień. Skala podwyżek jest porównywalna jedynie z tą z marca 2022 r., tuż po ataku Rosji na Ukrainę. Skąd te zwyżki, skoro sprzedawana jest ropa kupiona znacznie wcześniej niż przed wybuchem wojny? Niezależni analitycy tłumaczą: bo dostawcy i sprzedawcy mogą więcej zarobić!
Może polski rząd powinien wziąć przykład z Turcji? Tamtejsza władza pokazała, że można chronić obywateli przed skutkami takiej spekulacji. Ankara wprowadziła system „esel mobil”. Państwo przejęło na siebie aż 75 proc. wzrostu cen paliw, obniżając podatki w nich zawarte. Turek potrafi, a Polak nie?
Z powodu rosnących kosztów paliwa giełdowi inwestorzy wyprzedają akcje spółek technologicznych i transportowych. Na Wall Street indeks Dow Jones spadł o 1,6 proc. Na giełdach azjatyckich i europejskich indeksy spadły od 0,4 do 2 proc. Była to reakcja na żądania Trumpa wzywające Iran do bezwarunkowej kapitulacji Iranu. I jeszcze jedno: zyskują spółki z sektora zbrojeniowego oraz giganci naftowi...
Kilka zdań komentarza
Będzie nadzwyczaj krótko: wczoraj było lepiej, jutro będzie gorzej niż dziś.