– Traktat zakazuje wszelkiej działalności, nie tylko używania min (wyłącznie przeciwpiechotnych – Portal Obronny), ale również ich produkowania, opracowywania nowych modeli, sprzedaży, nawet wspólnych operacji militarnych z państwami, które mają zamiar te miny zastosować – przypomina, w rozmowie z PAP, prawnik dr hab. Marcin Marcinko (przewodniczący Komisji ds. Upowszechniania Międzynarodowego Prawa Humanitarnego przy Zarządzie Głównym PCK).
Polska nie mogłaby prowadzić „wspólnych operacji” z USA?
To nader idealistyczne założenie, bo wśród państw, które nie zgadzają się z postanowieniami traktatu, są Chiny, Indie, Izrael, KRLD, Republika Korei, Rosja oraz USA. Czy to oznacza, że Polska nie może prowadzić „wspólnych operacji” z USA? Tego prawnik nie wyjaśniał. Na okoliczność Dnia Wiedzy o Minach i Działaniach Zapobiegających Minom warto przypomnieć preambułę Traktatu Ottawskiego.
„Zdeterminowani, aby położyć kres cierpieniom i ofiarom spowodowanym przez miny przeciwpiechotne, które co tydzień zabijają lub okaleczają setki osób, głównie niewinnych i bezbronnych cywilów, a zwłaszcza dzieci, utrudniają rozwój gospodarczy i odbudowę, uniemożliwiają repatriację uchodźców i osób wewnętrznie przesiedlonych oraz mają inne poważne konsekwencje przez lata po ich umieszczeniu, Uznając za konieczne podjęcie wszelkich starań w celu przyczynienia się w sposób efektywny i skoordynowany do stawienia czoła wyzwaniu usunięcia min przeciwpiechotnych rozmieszczonych na całym świecie i zapewnienia ich zniszczenia…”
Co stałoby się, gdyby Polska wycofała się z Konwencji Ottawskiej? Z uwagi na „bezpieczeństwo narodowe”, rzecz jasna. Tu dodajmy, że ten argument był zasadniczym w nieprzystąpieniu do Traktatu Ottawskiego wymienionych wcześniej państw…
Zatem, gdy Polska wypowie Traktat, to będzie wznowiona produkcja min. Będzie musiała ich sporo wytworzyć, a to dlatego, że (tak wynika z oficjalnych zapewnień) nie ma zmagazynowanych zapasów z czasów Układu Warszawskiego. Jeśli w ramach Tarczy Wschód na jej flance mają powstać defensywne pola minowe, to trzeba będzie tam położyć (według informacji podanych przez wiceministra obrony Pawła Bejdę) nawet i milion sztuk.
A jakie byłyby inne konsekwencje? Marcin Marcinko uważa, że wycofanie się Polski może wizerunkowo źle wpłynąć na postrzeganie naszego kraju przez społeczność międzynarodową i będzie oznaczało regres w kwestii rozbrojeniowej. Z drugiej strony, wycofanie się z Traktatu może dać Polsce większą elastyczność kształtowania strategii obronnej, w której pola z min przeciwpiechotnych są elementem odstraszającym agresora.

Miny łatwo jest położyć, zasadniczo trudniej jest je rozbroić
Właściwie niewiele min przeciwpiechotnych wyposażonych jest w mechanizmy programowanej samodestrukcji. Takie rozwiązania znacząco podwyższają koszty produkcji, a głównym atutem tej broni jest to, że jest ona tania. Koszmarnie drogie jest natomiast ich usuwanie. Szczególnie, gdy zostały położone masowo, przez minowanie narzutowe. Owszem, w tym procesie sporządza się mapy lokalizacyjne pól minowych, ale z ich zachowaniem różnie bywa. A nawet, jak lokalizacja jest znana, to koszt neutralizacji min jest spory.
Według najnowszego raportu „Fourth Rapid Damage and Needs Assessment (RDNA4)”, opracowanego przez Bank Światowy, rząd Ukrainy, UE i ONZ na rozminowanie Ukrainy potrzeba 29,8 mld USD! Miny mają to do siebie, że zabijają także po wojnie. Tacy „idealni żołnierze”, jak ich określił rozmówca PAP, którzy nie pobierają żołdu i są w służbie nawet wiele lat po zakończeniu wojny.
W świecie nie tylko Ukraina ma problem z minami. Mają go także: Afganistan, Syria, Somalia i Jemen. Także i państwa spoza tej „światowej czołówki” nie mogą sobie poradzić z rozminowaniem. Tym bardziej, że są to biedne państwa.
Dla przykładu: w Angoli, po trwającej 27 lat wojnie domowej (zakończonej w 2002 r.) pozostało prawie tysiąc pól minowych. Dotychczas zabiły 88 tys. osób. Tamtejsze władze wyliczyły, że na rozminowanie Angola potrzebuje ok. 240 mln USD. Przy kosztach rozminowania Ukrainy to nieduża suma. Dla Angolii prawdopodobnie nie do uzyskania bez zagranicznego wsparcia, więc miny w takich biednych państwach nadal będą „idealnymi żołnierzami”.
Koszty ich likwidacji są zróżnicowane. Władze Angoli podały, że rozminowanie metra kwadratowego gruntu kosztuje średnio 3,1 USD. Według danych Ministerstwa Ochrony Środowiska i Zasobów Naturalnych Ukrainy, szacunkowy koszt rozminowania waha się od 2 do 8 USD. Uzależniony jest on od stopnia zaminowania terenu, rodzaju gruntu, dostępności specjalistycznego sprzętu i personelu itd. To oznacza, że koszt rozminowania hektara gruntu oscyluje między tysiącem a 1,7 tys. USD.
Miny są w użyciu od wieków, odkąd wynaleziono proch
Jednak te współczesne to pokłosie lat 30. i II wojny światowej. Zresztą, niektóre z min z tamtych czasów, po nieznacznych modernizacjach, nadal są w użyciu. A oto kilka najpopularniejszych min przeciwpiechotnych z przeszłości i teraźniejszości…
• Schrapnellmine 35 (S-Mine). Niemiecka wyskakująca mina przeciwpiechotna, która po aktywacji wyskakuje z ziemi na metr, eksplodując i rażąc odłamkami.
• POMZ-2. Radziecka „stacjonarna” mina przeciwpiechotna, która była szeroko używana i jest znana ze swojej prostoty i skuteczności.
• M16. Amerykańska wyskakująca mina przeciwpiechotna, która działa podobnie do Schrapnellmine 35.
• M18A1 Claymore. Amerykańska mina kierunkowego rażenia. Można ją odpalać ręcznie. Razi żywcem cele kulkami.
• MON-50. Radzieckiej konstrukcji mina kierunkowego rażenia. Kopia M18A1.
• PMD-6. Radziecka mina przeciwpiechotna. Była używana w armiach Układu Warszawskiego. Działa jak fugas, czyli razi nie tylko odłamkami, ale i falą uderzeniową.
• PFM-1. Rosyjska mina lekka, która jest trudna do wykrycia i może być rozmieszczona na dużych obszarach. Zwana miną motylkową albo „zieloną papugą”. Zawiera niewielki ładunek wybuchowy, wystarczający do pozbawienia człowieka kończyny. Nie zabija.
Oczywiście to niejedyne miny przeciwpiechotne, produkty przemysłu zbrojeniowego. Pamiętać należy, że w wojnie mogą być użyte improwizowane ładunki wybuchowe (IED). Różnią się one od min „fabrycznych” tym, że są wykonane z tego co jest wybuchowe i jest pod ręką i zasadniczo detonowane zdalnie, a nie przez osobę, która weszła na IED.
Abstrahując od IED (najczęściej tworzonych z amunicji artyleryjskiej), zasięg rażenia min przeciwpiechotnych wynosi od 10 do 100 m. Przy czym miny fugasowe mają mniejszy zasięg od odłamkowych. Miny kierunkowe mają zasięg rażenia kontrolowany. W zależności od ustawienia rażą na dystansie do kilkudziesięciu metrów.
Istnieje wiele sposobów neutralizacji min. Najczęściej ta czynność przez laików kojarzona jest z saperem, który powoli namierza miny za pomocą detektora. Tak na marginesie: ten sprzęt wynalazł w 1941 r. polski inżynier Józef Kosacki. Teraz sposobów jest znacznie więcej – od użycia środków pirotechnicznych po chemiczny rozkład materiałów wybuchowych wypełniających miny. Pośrodku, między tymi metodami, jest klasyczne trałowanie przy użyciu ciężkiego sprzętu, najczęściej bazujących na podwoziach czołgów.
Bez względu na sposób rozminowania proces jest długi, a co za tym idzie, kosztowny i nie ma gwarancji, że będzie skuteczny w stu procentach, o czym przypominamy (nie tylko) z okazji Dnia Wiedzy o Minach i Działaniach Zapobiegających Minom.