65 lat legendy. W Lublińcu świętują komandosi z najstarszej polskiej jednostki specjalnej

W ciągu 65 lat istnienia formacja czterokrotnie zmieniała nazwy, a trzy razy miejsce stacjonowania. Jej żołnierze służyli na wielu misjach zagranicznych: od Wietnamu w latach 70. XX w. po Afganistan i Ukrainę w ostatniej dekadzie. To właśnie misja pod Hindukuszem oraz wojna w Ukrainie stały się najważniejszymi kamieniami milowymi w historii Jednostki Wojskowej 4101. Teraz jej żołnierzy czekają nowe wyzwania.

  • Jednostka Wojskowa 4101 jest najstarszym oddziałem specjalnym WP.
  • W 2026 r. szczególnie odwołuje się do swoich tradycji.
  • Pamiętając o historii, komandosi przygotowują się do nowych zadań.

- Tradycja jest dla jednostki wojskowej czymś więcej niż tylko elementem ceremoniału. To przede wszystkim pamięć o ludziach, ich służbie, dokonaniach i wartościach, które chcemy przekazywać kolejnym pokoleniom żołnierzy. Dlatego w tym roku szczególnie podkreślamy rocznicę powołania Jednostki Wojskowej 4101. Ten numer nosi Jednostka Wojskowa Komandosów mówi płk Marcin Suszko, dowódca JWK.

Rodowód formacji sięga 1961 r., kiedy dowódca 6. Pomorskiej Dywizji Powietrznodesantowej polecił sformować na bazie istniejącej kompanii rozpoznawczej 26. Batalion Rozpoznawczy. Nowej jednostce nadano numer ewidencyjny 4101.

W maju 1964 r. batalion został przebazowany z Krakowa do Dziwnowa na wyspie Wolin. Jednocześnie jednostka zmieniła nazwę na 1. Batalion Szturmowy. Komandosi stacjonowali nad morzem do maja 1986 r., kiedy zostali przeniesieni do Lublińca na Górnym Śląsku.

Jesienią 1993 r. na bazie 1. BSz rozpoczęto formowanie 1. Pułku Specjalnego i nadano mu nazwę wyróżniającą „Komandosów”.

Czy JWK przejmie kolejne tradycje?

Obecnie - w efekcie decyzji MON z 2014 r. [-] JWK dziedziczy tradycje ośmiu formacji: Polskiego Samodzielnego Batalionu Specjalnego (1943-1944, Batalionu AK „Parasol” (1944), Batalionu AK „Zośka” (1942-1944), Batalionu AK „Miotła” (1944), 1. Samodzielnej Kompanii „Commando” (1942-1944), 62. Kompanii Specjalnej „Commando” (1967-1994), 1. Batalionu Szturmowego (1964-1993) oraz 1. Pułku Specjalnego Komandosów (1993-2011).

Skoro „Lubliniec” zaczął bardzo mocno eksponować 65-lecie powstania formacji, to czy formalnie przejmie tradycje 26. Batalionu Rozpoznawczego?

- 26. Batalion Rozpoznawczy jest jednym z ważnych elementów historii wojsk specjalnych i historii środowiska, z którego wyrasta współczesna JWK. Dlatego naturalne jest, że interesuje nas zachowanie pamięci o jego żołnierzach i dorobku. Jeżeli zaś chodzi o formalne przejęcie czy kultywowanie tradycji, jest to kwestia zachowania właściwej procedury. Nie chciałbym wyprzedzać tych rozstrzygnięć. Mogę natomiast powiedzieć, że dla JWK pielęgnowanie dziedzictwa poprzedników jest ważnym elementem budowania tożsamości jednostki - mówi dowódca jednostki.

Zagraniczne operacje JW 4101

Na zadania wykonywane przez żołnierzy JW 4101 za granicami państwa zwykle patrzymy przez pryzmat XXI wieku. Przyjęło się więc - ponieważ było to wielokrotnie opisywane - że pierwszy kontyngent wyleciał do Macedonii, a następnie były misje w Iraku i Afganistanie. Mniej znane są misje w Kongo i Pakistanie.

Warto jednak pamiętać, że żołnierze operowali - pojedynczo lub w niewielkich zespołach - w Kambodży, na Bałkanach czy na misjach obserwacyjnych w Afryce.

Jeśli natomiast odwołujemy się do 65 lat jednostki 4101, nie można zapomnieć o tym, że jej żołnierze - na przełomie lat 60. i 70. XX w. - wykonywali zadania na terenie Wietnamu, a w 1968 r. wysłano ich do Czechosłowacji.

- Obecnie te wydarzenia budzą duże kontrowersje ze względów politycznych. Nikomu ich jednak nie zabraniam. Warto jednak pamiętać, że z perspektywy prowadzenia działań specjalnych udział batalionu w tej operacji należy ocenić celująco. Wykonaliśmy bardzo trudne zadania w kluczowych momentach - bez strat własnych, nie zadając ich też przeciwnikowi - przypomina płk w st. spocz. Witold Brzozowski, były szef sztabu 1. BSz.

Kuźnia generałów

Jako młodzi oficerowie w JW 4101 służyli znani dziś generałowie: Mieczysław Bieniek, Jan Kempara czy Roman Polko.

Ale dopiero od kilkunastu lat jednostka stała się prawdziwą kuźnią generałów. Oddziałem dowodzili lub pełnili w nim wysokie stanowiska: gen. Wiesław Kukuła - szef Sztabu Generalnego WP, gen. broni Maciej Klisz - szef Sztabu w Sojuszniczym Dowództwie Sił Połączonych NATO (Joint Force Command) w Brunssum, gen. dyw. dr inż. Sławomir Drumowicz - zastępca Dowódcy Generalnego RSZ, gen. dyw. Michał Strzelecki - dowódca Komponentu Wojsk Specjalnych oraz jego zastępca - gen . bryg. Tomasz Białas, gen. bryg. Ryszard Pietras - zastępca dowódcy 2. Korpusu Polskiego oraz gen. dyw. rez. Piotr Patalong - był dowódca Wojsk Specjalnych.

Kluczowa ostatnia dekada

- Ostatnia dekada to dla JWK przede wszystkim okres konsekwentnego rozwijania zdolności. Nie sprowadzałbym tego jednak wyłącznie do zakupu nowego sprzętu. W wojskach specjalnych sprzęt jest narzędziem, natomiast najważniejszym elementem pozostaje człowiek i jego przygotowanie. Dlatego rozwijaliśmy zarówno kompetencje indywidualne, jak i zdolność do prowadzenia działań w zespołach oraz współdziałania z innymi elementami Sił Zbrojnych i partnerami zagranicznymi - przekonuje płk Marcin Suszko.

Z tego powodu zmieniło się również podejście do szkolenia.

- Większy nacisk kładziemy na kompleksowość przygotowania, samodzielność, podejmowanie decyzji i funkcjonowanie w środowisku wymagającym szybkiej adaptacji - kontynuuje dowódca JWK.

Wszystko po to, aby błyskawicznie odpowiadać na zmieniające się środowisko bezpieczeństwa. To powoduje, że jednostka stale analizuje swoje doświadczenia, obserwuje rozwój technologii i sposobów prowadzenia działań oraz odpowiednio modyfikuje proces szkolenia.

- Dlatego rozwój JWK nie jest projektem z określoną datą zakończenia. To proces ciągły - podkreśla płk Marcin Suszko.

Cały czas jednostka poszukuje kandydatów do służby.

- Nasza specyfika pozwala zaproponować kandydatom bardzo szerokie możliwości rozwoju. Oferujemy wymagające szkolenie, zdobywanie specjalistycznych kwalifikacji, rozwijanie kompetencji w różnych obszarach oraz służbę w zespołach przygotowanych do realizacji zadań o najwyższym stopniu złożoności - zachęca dowódca JWK.

Przekonuje, że dla doświadczonego żołnierza JWK może być miejscem dalszego rozwoju zawodowego, zdobywania nowych kwalifikacji i specjalizacji.

- Natomiast dla osoby z cywila droga wygląda inaczej, ponieważ pierwszym krokiem będzie wejście do służby i zdobycie odpowiednich podstaw. Jednak w obu przypadkach kluczowe pozostają predyspozycje, motywacja i gotowość do ciężkiej pracy - podkreśla oficer.

Otwarci na aktywną rezerwę

Jednostka poszukuje również kandydatów do służby w aktywnej rezerwie.

- Takie rozwiązanie pozwala utrzymywać relacje z naszymi doświadczonymi żołnierzami, którzy na jakimś etapie życia zdecydowali o zdjęciu munduru. Jednocześnie jesteśmy zainteresowani kandydatami z innych formacji. Ich doświadczenie może być wartościowe, choć oczywiście muszą spełnić wymagania związane z konkretnym rodzajem służby i stanowiskiem - uważa płk Marcin Suszko.

Przestrzega jednocześnie, że do służby w aktywnej rezerwie nie można podchodzić jak do okazji do okresowego urozmaicenia sobie życia w cywilu. Kandydaci do takiej służby muszą mieć odpowiednie kwalifikacje, cechować się dyspozycyjnością i gotowością do utrzymywania wymaganych umiejętności.

Żeby pozyskiwać - i utrzymywać w aktywnej rezerwie - najlepszych żołnierzy , należy wprowadzić zmiany systemowe.

- Jeśli, na bazie doświadczeń JWK, mielibyśmy wskazać obszary, które warto zmieniać systemowo, to przede wszystkim warto zwrócić uwagę na elastyczność rozwiązań dotyczących czasu służby, sprawność procesu naboru oraz możliwość lepszego dopasowania doświadczenia rezerwisty do rzeczywistych potrzeb jednostki. Im prostsza i bardziej przejrzysta będzie ścieżka przygotowana dla wartościowego kandydata, tym łatwiej będzie wykorzystać jego potencjał - podkreśla oficer.

Wnioski na przyszłość z przeszłości

Negatywne zmiany w sytuacji bezpieczeństwa w naszym regionie Europy wymuszają wprowadzanie rozwiązań, które mają na nie odpowiadać.

- Dlatego szkolenie w Lublińcu w większym stopniu skupiło się na podniesieniu zdolności do udziału w Narodowej Operacji Obronnej. To skutkuje osiąganiem kolejnych zdolności, których wcześniej jednostka nie posiadała - już pięć lat temu zauważał gen. Michał Strzelecki.

Jedną z takich zdolności jest gotowość do operowania na terenie własnym , czasowo zajętym przez przeciwnika. Do takich zadań przygotowywali się m.in. żołnierze z 1. Batalionu Szturmowego. Zrezygnowano z tego po wejściu do NATO, a powrócono do nich po agresji Rosji na Ukrainę.

Jako ciekawostkę można podać, że jedno z pierwszych takich ćwiczeń przeprowadzono z aktywnym udziałem weteranów z 1. Batalionu. W ten sposób więzi między pokoleniami komandosów zatoczyły pętlę.

- JWK musi być gotowa na przyszłość. Oznacza to inwestowanie w ludzi, szkolenie, technologie, interoperacyjność oraz zdolność do szybkiego dostosowywania się do nowych wyzwań. Natomiast najważniejszą klamrą dla historii JW 4101 jest szacunek do tego, co zbudowali nasi poprzednicy, odpowiedzialność za to, co mamy dzisiaj, i świadomość, że naszym zadaniem jest przygotowanie jednostki dla tych, którzy będą w niej służyć za kolejne lata - podsumowuje płk Marcin Suszko.

Portal Obronny SE Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki