Ukraińskie symulatory dronów bojowych. Gry, które przygotowują do realnych zadań na froncie
Niektóre programy komputerowe dostępne na platformie Steam wykraczają daleko poza zwykłą rozrywkę. Ukrainian Fight Drone Simulator, to komercyjna wersja symulatora używanego przez elitarne jednostki wojskowe Sił Zbrojnych Ukrainy. Od zwykłej gry komputerowej różni go jednak wiele. Życie operatora drona, to o wiele więcej, niż samo sterowanie FPV z bezpiecznego schronu daleko od linii frontu. Szczególnie operatorzy przebywający najbliżej strefy kontaktu z przeciwnikiem narażeni są bezustannie na niebezpieczeństwo: wrogi ostrzał, wykrycie i zklikwidowanie przez wrogie bezzałogowce, czy rosyjskie grupy dywersyjne, które polują na „droniarzy” operując za linią frontu.
Tego wszystkiego w UFDS nie znajdziemy, bo nie jest to klasyczny shooter, którego celem jest zabawa. Zamiast tego wyposażeni w pada możemy posiąść realne umiejętności pilotażu, wykrywania i unieszkodliwiania celu przy pomocy masowo używanych przez obie strony konfliktu „efpiwiszek”. Rozgrywka (o ile można to tak nazwać) ograniczona jest jedynie do samej fazy lotu.
Gamifikacja pola walki, czyli jak zaciera się granica między światem wirtualnym a rzeczywistym
Granica między tym, co oferują gry komputerowe a realiami pola walki na froncie wojny rosyjsko-ukraińskiej zaczęła się z resztą zacierać już jakiś czas temu. Gamifikacja, czyli wykorzystanie elementów gier i technik ich projektowania w kontekście z nimi niezwiązanym, w szczególności dotyczy właśnie bojowych jednostek dronowych. Oddziały te są premiowane przez ukraińskie dowództwo za niszczenie konkretnych celów, a do oceny ich skuteczności służy system punktowy. Im więcej wyeliminowanych nieprzyjacielskich obiektów, tym więcej punktów. Te wymieniane mogą być z kolei na lepsze wyposażenie. Targety są wartościowane w zależności od priorytetu: znacznie wyżej oceniane jest np. zniszczenie wrogiego systemu artyleryjskiego, niż eliminacja pojedynczego żołnierza. Jednostki przesyłają cyfrowe dowody zniszczenia celów za pomocą wojskowego systemu świadomości sytuacyjnej Delta, punkty naliczane są automatycznie, a zamówiony sprzęt jest dostarczany na front średnio w ciągu 10 dni za pośrednictwem platformy logistycznej DOT-Chain. Trudno nie dostrzec w tym analogii do gier wideo. Klasyczny kill-to-upgrade. To jednak niesie za sobą poważne konsekwencje.
Taki system może to skłaniać operatorów do ignorowania bezpośrednich zagrożeń dla własnej piechoty na rzecz wyszukiwania obiektów o większej wartości, co zaburza taktyczne priorytety pola walki. Ponadto, aby punkty został przyznane, każde trafienie musi zostać potwierdzone. Wymusza to dłuższe utrzymywanie dronów nad obiektem uderzenia lub wysyłanie kolejnych w celu zarejestrowania skutków uderzenia. Grozi to marnowaniem zasobów i czasu, a nawet narażaniem załóg na większe zagrożenie.
Istnieje jeszcze aspekt psychologiczny. Badania sugerują, że operatorzy dronów bardzo rzadko kwalifikują się w diagnozie do najpowszechniejszego zaburzenia związanego ze stresem pola walki, czyli PTSD (ang. Post-Traumatic Stress Disorder). Francuski filozof i historyk nauki Grégoire Chamayou w swojej książce „Teoria drona” przytacza dane, z których wynika, że żaden z badanych pilotów nie uzyskał pozytywnego wyniku testu na PTSD. To nie oznacza, że nie są oni obciążeni. Wręcz przeciwnie. Wyposażeni w gogle VR operatorzy dronów widzą z bliska każdego wyeliminowanego przeciwnika.
Psycholożka Rachel MacNair zaproponowała poszerzenie definicji PTSD o pojęcie pourazowego stresu sprawcy, PITS (ang. Perpetration Induced Traumatic Stress). – W państwie dysponującym siłami zbrojnymi w dużej mierze wyposażonymi w drony nastąpi nieuchronne przejście od badania traum wynikających z doświadczania przemocy do badania urazów psychicznych jej sprawców –– pisze Chamayou. Badacz zauważa, że nowy sposób walki albo wytwarza wypranych z emocji zabójców, albo powoduje, że psychika pilotów jest szargana bezustannym poczuciem winy, potencjalnie prowadzącym do poważnych zaburzeń. – W praktyce indywidualna prawda sytuuje się zapewne gdzieś między tymi dwoma biegunami. Natomiast to, która z tych dwóch opcji jest korzystniejsza, pozostaje nadal kwestią otwartą… – podsumowuje autor.