• MOAB opracowano w ciągu kilku miesięcy z myślą o zastosowaniu w operacji przeciwko Irakowi.
• „Matkę wszystkich bomb” zrzucono po raz pierwszy i jak dotąd jedyny kilkanaście lat później, w Afganistanie.
• Amerykańska superbomba eksploduje z mocą odpowiadającą 11 tonom trotylu. Rosyjska jest prawdopodobnie czterokrotnie mocniejsza.
Stworzono ją do operacji przeciwko Irakowi
MOAB to akronim od Massive Ordnance Air Blast (wielkokalibrowy ładunek detonowany w powietrzu; często błędnie określany jako bomba paliwowo-powietrzna). Amerykanie po raz pierwszy (i jedyny, jak na razie) użyli jej bojowo w Afganistanie w 2017 r. Akronim rosyjskiego odpowiednika to AWBPM: Awiacyjnaja Wakuumnaja Bomba Powyszennoj Moszcznosti (lotnicza bomba próżniowa dużej mocy). Nie została ona użyta w działaniach bojowych. Obie konstrukcje pochodzą z początku XXI wieku.
Amerykanie przeprowadzili pierwsze testy MOAB w 2003 r. Kierowaną bombę GBU-43/B nazwali marketingowo „matką wszystkich bomb”. Dla Rosjan było to spore zaskoczenie: w tym technologicznym wyścigu militarnym pozostawali w tyle. Rosja przeprowadziła pierwszy test swojej megabomby dopiero w 2007 r. Sprawdzian zakończył się powodzeniem, a Moskwa puściła w świat wiadomość, że dysponuje „ojcem wszystkich bomb”. Podkreśliła przy tym, że AWBPM ma większą moc od „matki wszystkich bomb”.
Nie zmienia to faktu, że Amerykanom opracowanie MOAB zajęło kilka miesięcy, podczas gdy Rosjanie pracowali nad swoją konstrukcją przez kilka lat. Tempo amerykańskich prac wynikało z przygotowań do operacji w Iraku. Ostatecznie MOAB zrzucono 13 kwietnia 2017 r. w Afganistanie, na kompleks jaskiń, które bojownicy ISIS-K (Państwa Islamskiego Prowincji Chorasan) przekształcili w schrony, bunkry i magazyny broni.
MOAB waży 9,8 t (podaje się również 10,3 t). Z tego 8,5 t przypada na materiał wybuchowy Composition H-6. Jak sama nazwa wskazuje, jest to mieszanina. Tworzy ją 45 proc. heksogenu (RDX), 30 proc. trotylu (TNT) i 20 proc. sproszkowanego aluminium. Składniki te są spojone woskiem, który pełni w MOAB funkcję tzw. flegmatyzatora. Zmniejsza on podatność zasadniczych składników H-6 na przypadkową detonację, dzięki czemu do wywołania wybuchu potrzebny jest impuls inicjujący pochodzący z zapalnika. „Matka wszystkich bomb” ma ponad metr średnicy i około 9 m długości.
Nosicielem MOAB jest samolot Lockheed C-130 Hercules, a w szczególności jego specjalistyczne wersje wykorzystywane przez siły operacji specjalnych USA, takie jak MC-130 Combat Talon i MC-130J Commando II. GBU-43/B to bomba kierowana, wyposażona w system nawigacji inercyjnej oraz odbiornik GPS. Eksploduje około 2 m nad celem. Dzięki temu energia detonacji nie jest zużywana na wybijanie krateru, lecz oddziałuje na otoczenie za pośrednictwem fali nadciśnienia rozchodzącej się poziomo.
Tzw. strefa zero (ground zero), czyli obszar całkowitego zniszczenia, rozciąga się w promieniu około 150 m. Strefa dalszego rażenia sięga do ok. 1,5 km od punktu detonacji. Eksplozja była na tyle potężna, że zarejestrowały ją sejsmografy oddalone o 50 km od epicentrum. Na taką odległość dotarła również fala dźwiękowa.
Amerykanie mogli opracować MOAB w ciągu kilku miesięcy, ponieważ bazowali na koncepcji nieco mniejszej, ważącej ok. 6,8 t bomby BLU-82, używanej podczas wojny w Wietnamie. W Afganistanie w 2001 r. zrzucono takie bomby na kompleks jaskiń Tora Bora, stanowiący naturalne schronienie dla talibów. Z tego powodu BLU-82 bywa mylona z MOAB.
Ta bomba pokazała swoją skuteczność, jednak US Air Force dążyły do uzyskania jeszcze lepszych rezultatów. Dlatego zleciły opracowanie większej i mocniejszej bomby tego typu. Zadanie wykonano. Nie wiadomo dokładnie, ile „matek wszystkich bomb” znajduje się w amerykańskim arsenale.
Rosyjska superbomba zaliczyła jedynie testy poligonowe
„Ojciec wszystkich bomb”, czyli AWBPM, jest lżejszy od „matki”. Waży ok. 7,1 t, z czego niemal całość stanowi materiał wybuchowy. Według oficjalnych rosyjskich źródeł jego moc odpowiada detonacji 44 t trotylu. Tyle ton TNT wypełniłoby dwa wagony-węglarki. Rosjanie z dumą podkreślają, że ich megabomba ma czterokrotnie większą moc od MOAB, ponieważ wykorzystuje nowy rodzaj materiału wybuchowego opracowany z wykorzystaniem nanotechnologii. Eksperci poddają jednak te deklaracje w wątpliwość.
W przeciwieństwie do amerykańskiej „matki” rosyjski „ojciec” nie jest – a przynajmniej nie wiadomo, by coś w tej kwestii się zmieniło – precyzyjnie naprowadzany. To bomba grawitacyjna. Portal GlobalSecurity opisał zniszczenia, jakie może spowodować eksplozja AWBPM. Strefa całkowitego zniszczenia ma rozciągać się na odległość do 300 m. Fala uderzeniowa jest w stanie powalić człowieka w odległości ponad 2 km od strefy zero. W analizie zakwestionowano również to, czy „ojciec wszystkich bomb” rzeczywiście ma wszystkie cechy, jakie przypisano mu w oficjalnych rosyjskich komunikatach.
Familijne określenia obu megabomb są zresztą czysto marketingowe. Pomijają bowiem fakt, że już podczas II wojny światowej Brytyjczycy mieli w arsenale ważące 10 t bomby Grand Slam (RAF zrzucił na Niemcy 41 takich gigantów) oraz o połowę lżejsze Tallboye (na III Rzeszę i obszary przez nią okupowane spadły 854 takie bomby). Gdyby się uprzeć, można by twierdzić, że wszystkie większe i cięższe powojenne konstrukcje to zaledwie „dzieci” największych bomb lotniczych z czasów II wojny światowej...