Tuptanie wojny. Bezpieczeństwo Polski w stanie przedwojnia

2026-06-15 7:55

Na zorganizowanej niedawno przez Polską Akademię Nauk we Lwowie konferencji poświęconej zespołowi stresu pourazowego ukraińskim kolegom zadano pytanie: „Co powinniśmy zrobić w Polsce, zanim wojna zacznie się u nas?”. Odpowiedź padła bez wahania: „Przygotowujcie się na nią z całą mocą, już teraz. My do ostatniej chwili wierzyliśmy, że do niej nie dojdzie”.

W 75. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz, 27 stycznia 2020 r., Marian Turski powiedział na terenie byłego obozu, że Zagłada „tuptała małymi kroczkami”. Nie wybuchła z dnia na dzień. Narastała w drobnych szykanach i obojętności, w ustępstwach i odwracaniu wzroku, w przekonaniu, że nas to nie dotyczy.

Wojna w XXI wieku zaczyna się w analogicznym mechanizmie narastania. Od testowania granic, sondowania progu reakcji, mierzenia czasu, w jakim państwo nazywa rzeczy po imieniu. Pojedynczy incydent zawsze daje się wytłumaczyć. Drugi też. Trzeci - z trudem. Przy dziesiątym zostaje już tylko pytanie, dlaczego nikt nie nazwał pierwszego tym, czym był w rzeczywistości.

Polska 2026 r. ma własne znaki ostrzegawcze. Spalone hale magazynowe w Warszawie, Wrocławiu i Białymstoku. Uszkodzone światłowody na dnie Bałtyku. Rosyjskie drony nad terytorium Polski. Sabotaż na torach kolejowych. Werbunek nastolatków przez komunikatory pod pretekstem „opłacanych zleceń”. Kampanie dezinformacyjne mierzone w milionach wyświetleń w sieci. Każdy z tych sygnałów osobno daje się zracjonalizować jako przypadek, szczeniacki wybryk, epizod. Razem tworzą wzorzec sondowania progu reakcji państwa - ten sam, który poprzedzał rosyjskie działania na Krymie wiosną 2014 r. i w Donbasie tego samego roku, a którego zbyt długo nie umieliśmy nazwać po imieniu.

Nie wolno nam odwracać od nich wzroku. Nie z brawury ani z paniki, lecz z chłodnego rachunku ryzyka: społeczeństwo, które rozpozna zagrożenie odpowiednio wcześnie, starannie przygotuje się na najgorsze - to, które rozpozna je zbyt późno, poniesie tragiczne konsekwencje.

Gotowość narodu i odporność państwa to dwie strony tej samej siły, której znaczenia uporczywie nie doceniamy w jednym wymiarze. Ta siła skutecznie odstrasza. Państwo odporne staje się problemem strategicznym, którego racjonalny agresor będzie unikać. Nieprzyjaciel wybiera cel tam, gdzie może liczyć na niskie koszty i szybkie rozstrzygnięcie. Państwo zdolne przyjąć pierwszy cios zapowiada wojnę długą i kosztowną i właśnie dlatego wypada z kalkulacji, zanim ta się rozpocznie. Finlandia w wojnie zimowej 1939-1940 r. utraciła Karelię i 11 procent obszaru kraju, a wojnę przypłaciła życiem 70 tysięcy żołnierzy - odebrała jednak Sowietom perspektywę łatwego zwycięstwa i zachowała suwerenność państwową. Ukraina w lutym 2022 r. wytrzymała pierwsze uderzenie, ponieważ wola oporu społeczeństwa, dyscyplina sił zbrojnych i sprawność służb medycznych zadziałały równolegle od pierwszej godziny.

Polski paradoks 2026 roku daje się streścić w jednym zdaniu. Większość z nas obawia się nadejścia wojny i czuje, że to tylko kwestia czasu, a jednak nadal tylko co czwarty z nas wierzy, że poradzi sobie w wojennej rzeczywistości. Lęk bez poczucia sprawczości nie mobilizuje do działania, ale paraliżuje. Sprawczość, której tak bardzo potrzebujemy, nie pojawi się w dniu inwazji - buduje ją wcześniejsze przygotowanie: wiedza, sprzęt, procedury, aż po pamięć mięśniową wytrenowanego odruchu, zanim finalnie będzie potrzebny.

Współczesna wojna nie zaczyna i nie kończy się na froncie. Doświadczenie Ukrainy z ostatnich czterech lat uczy nas, że konflikt - obok starcia militarnego - rozgrywa się równolegle na sześciu liniach: energetycznej, transportowej, telekomunikacyjnej, finansowej, żywnościowej i zdrowotnej. Od początku pełnoskalowej inwazji Rosja uszkodziła ponad połowę ukraińskich mocy wytwórczych energii elektrycznej - szpitale utrzymały pracę dzięki generatorom dostarczonym przez koalicjantów. Ataki na maszty telefonii komórkowej i centra danych wymusiły uruchomienie awaryjnej łączności satelitarnej. Zniszczenia mostów i węzłów kolejowych przekierowały logistykę wojskową oraz cywilną na korytarze rezerwowe.

Skutki każdego z tych ciosów mierzono czasem przywrócenia funkcji państwa, a nie wielkością strat militarnych. W każdej z wymienionych linii Polska ma własne punkty wrażliwe i własne rezerwy odporności. Sektor finansowy powinien zachować płynność państwa przy cyberataku na rozliczenia kartowe i międzybankowe - jednodniowe załamanie systemu płatności elektronicznych sparaliżuje obrót handlowy. Bezpieczeństwo żywnościowe rozstrzygnie się w trzy tygodnie od zerwania łańcuchów dostaw - tyle, według analiz branżowych, wynosi średni zapas mąki w polskich młynach. Ochrona zdrowia stanowi przypadek modelowy. Umiejętność zatamowania krwotoku przestaje być dodatkiem do edukacji obywatelskiej - staje się warunkiem przeżycia rannego do chwili dotarcia profesjonalnej pomocy. Fińskie Stowarzyszenie Szkolenia Obronnego (Maanpuolustuskoulutusyhdistys, MPK) obejmuje rocznie kursami z podstaw ratownictwa pola walki około 50 tysięcy obywateli. W Polsce szkolimy ułamek tej liczby. Osoba, która potrafi poprawnie założyć opatrunek uciskowy, przestaje być potencjalną ofiarą i staje się ogniwem obrony.

Polska nie zaczyna od zera. Wojsko Polskie osiąga najwyższy od dekad stan osobowy i zgodnie z deklaracjami MON zmierza do 300 tysięcy żołnierzy. Krajowy przemysł obronny zwiększa moce produkcyjne w zakresie amunicji artyleryjskiej, systemów bezzałogowych i pojazdów opancerzonych, a programy modernizacyjne prowadzą równolegle Polska Grupa Zbrojeniowa, rodzime firmy i partnerzy zagraniczni. W 2024 r. wydatki obronne wyniosły 4,2 procent PKB - najwyższy wskaźnik w NATO.

Nasz najgłębszy zasób narodowy pozostaje jednak poza domeną zbrojeniową. Jest nim pamięć kulturowa samoorganizacji obywatelskiej - od Powstania Wielkopolskiego, przez Solidarność, po udzielenie pomocy blisko 3 milionom osób, które przekroczyły granicę Ukrainy w pierwszych miesiącach 2022 r. Zdolności tej skali nie odtworzy łatwo żadne inne społeczeństwo zachodnie - pozostaje ją tylko doposażyć w wiedzę, sprzęt i procedury, które pozwolą zadbać o bezpieczeństwo własne i najbliższego otoczenia w sytuacji kryzysowej.

Odporność naszego państwa nie powstaje w sztabach ani gabinetach - kształtuje się w gospodarstwie domowym, na klatce schodowej, w sali szkolnej. Wspólnota sąsiedzka i zawodowa staje się węzłem utrzymującym państwo w sytuacji kryzysowej. Kraj zbudowany z gęstej sieci takich węzłów pochłonie pierwsze uderzenie bez utraty zdolności zarządzania - pozbawiony ich, straci inicjatywę już w pierwszych dniach.

Polska potrzebuje powszechnego systemu szkolenia obronnego opartego na zasadzie, że każdy obywatel wnosi do bezpieczeństwa państwa kompetencje swojej profesji - wzbogacone o moduł działania w warunkach kryzysu i wojny. Triage rannych według zasad ratownictwa pola walki prowadzi lekarz lub przeszkolony ratownik medyczny. Energetyk utrzymuje zasilanie szpitala i węzła komunikacyjnego podczas blackoutu. Kolejarz zabezpiecza ruch transportu wojskowego w trybie awaryjnym. Informatyk broni sieci przed atakiem dnia zero - wymierzonym w lukę, na którą nie ma jeszcze „łaty”. Kierowca komunikacji miejskiej staje się ogniwem systemu ewakuacji ludności. Wszystkie te role wymagają wcześniejszego przeszkolenia. Każda branża powinna wypracować własny moduł obronny, włączony do programu kształcenia zawodowego oraz okresowych szkoleń wewnętrznych - analogicznie do programów fińskich realizowanych przez MPK i szwedzkiej koncepcji obrony totalnej.

Sieć społeczna wymaga sieci fizycznej. Każda piwnica, garaż podziemny i stacja metra - wcześniej oznakowane i przydzielone do konkretnego rejonu - stają się elementem minimalnej siatki ukrycia. Ukraina sięgnęła po ten model w pierwszych tygodniach po rozpoczęciu inwazji w 2022 r. - nie przez budowę nowej infrastruktury, ale przez inwentaryzację istniejących zasobów i oparcie ich utrzymania na wspólnotach budynków, w których schrony się znajdowały.

Pierwszy krok każdy z nas może wykonać w tym tygodniu. Kurs pierwszej pomocy z modułem ratownictwa pola walki. Siedmiodniowy zapas wody pitnej, trzydziestodniowy zapas leków stałych, żywności suchej i baterii w gospodarstwie domowym - standard zgodny z zaleceniami Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Plan zbiórki rodziny w razie zerwania łączności komórkowej - uzgodniony, zapisany, znany dzieciom. To są proste działania. Wymagają popołudnia, nie reformy ustrojowej. To fundament, który zależy od naszych indywidualnych decyzji - państwo zbuduje resztę.

Wojna XXI wieku nie zaczyna się od gwałtownego, niezapowiedzianego wybuchu. Pełza i czeka na moment, w którym przestajemy się do niej przygotowywać. Decyzje, które budują bezpieczeństwo, muszą zapadać jednocześnie na trzech poziomach - centralnym, samorządowym i indywidualnym.

„Nie odkładajcie tego na później”. Zdanie ze Lwowa wraca jako test dojrzałości państwa i społeczeństwa. Tuptanie małych kroków ucichnie tylko wtedy, gdy stanie mu na drodze realny opór - w urzędzie, w gminie, we wspólnocie mieszkaniowej. Decyzja należy do każdego z nas. Dziś - bo po pierwszej syrenie inicjatywę przejmie nieprzyjaciel.

prof. dr hab. Jerzy Duszyński - Instytut Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego, Polska Akademia  Nauk

dr hab. n. med. Justyna Klingemann, prof. WIM-PIB - Wojskowy Instytut Medyczny - Państwowy Instytut Badawczy

Mateusz Białas - Polska Akademia Nauk - Przedstawicielstwo PAN w Kijowie