• Na początek na dedykowanej stronie www zamieszczono 162 pliki pochodzące z różnych agencji rządowych.
• Część z tych sensacyjnych materiałów ujawniono już wcześniej.
• Zdecydowana większość zgłaszanych incydentów z UFO ma prozaiczne wyjaśnienia.
Co zobaczyli astronauci podczas misji Apollo 12 i Apollo 17?
„W związku z ogromnym zainteresowaniem poleciłem sekretarzowi wojny i innym właściwym Departamentom i Agencjom rozpoczęcie procesu identyfikacji i udostępniania dokumentów rządowych dotyczących życia pozaziemskiego, niezidentyfikowanych zjawisk powietrznych (UAP) i niezidentyfikowanych obiektów latających (UFO) oraz wszelkich innych informacji związanych z tymi niezwykle złożonymi, ale niezwykle interesującymi i ważnymi sprawami. Niech Bóg błogosławi Ameryce!” – taka inwokacja Donalda Trumpa znajduje się na stronie poświęconej prezentacji odtajnionych dokumentów.
„Te akta, ukryte pod klauzulami tajności, od dawna podsycają uzasadnione spekulacje – i nadszedł czas, aby Amerykanie sami to zobaczyli. Upublicznienie odtajnionych dokumentów świadczy o szczerym zaangażowaniu administracji Trumpa w bezprecedensową przejrzystość” - zakomunikował w oświadczeniu szef Pentagonu Pete Hegseth.
Dokumenty mają być publikowane sukcesywnie, w transzach. W pierwszej zamieszczono 162 pliki pochodzące z różnych agencji rządowych. Z powierzchownej analizy zamieszczonych dokumentów wynika, że znaczna ich część była publikowana już wcześniej, jak np. akta FBI dotyczące incydentów i doniesień o „latających talerzach” z lat 40., 50. i 60., a także materiały na temat niezidentyfikowanych obiektów, które zobaczyli astronauci podczas misji Apollo 12 i Apollo 17.
Wśród akt są też raporty i materiały audiowizualne dotyczące obserwacji niezidentyfikowanych obiektów lub niewyjaśnionych zjawisk zaobserwowanych przez siły USA m.in. w Iraku, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, nad Cieśniną Ormuz, w Grecji, Japonii i USA. Pentagon opatrzył materiały głównie zdawkowymi opisami i wyjaśnieniami kontekstu oraz rezultatów analiz, co utrudnia ocenę opublikowanych dokumentów i relacji. Hegseth w swoim oświadczeniu wezwał zapoznających się z publikacjami, by sami dokonali odpowiedniego osądu.
Opublikowane filmy i zdjęcia są dalekie od doskonałości technicznej
Przedstawiają obiekty o różnych kształtach - rombu, kuli czy ośmiornicy - zarejestrowane przez kamery na podczerwień i inne sensory dronów oraz samolotów. W jednym z incydentów oszacowana prędkość poruszającego się nad Grecją w styczniu 2024 r. obiektu w kształcie „rombu z opuszczoną sondą” miała wynosić ponad 800 km/h. Na opublikowanym filmie widać taki kształt zmierzający pośród chmur w prostej linii.
Wśród innych dokumentów są m.in. depesze dyplomatyczne mówiące o obserwacji przez tadżyckiego pilota i trzech obywateli USA na pokładzie Boeing 747 w 1994 r. „jasnego światła ogromnej intensywności”, przypominającego pocisk, który wykonywał szybkie manewry. Wśród opublikowanych depesz dyplomatycznych znalazły się też takie dotyczące naruszenia przez Rosja przestrzeni powietrznej Gruzja w 2001 r., co Rosjanie tłumaczyli możliwym UFO. Autor depeszy z ambasady USA w Tbilisi uznawał te wyjaśnienia za niedorzeczne.
Wśród dokumentów znalazł się też raport z przesłuchania kilkorga świadków FBI z września 2023 r., którzy w okolicach poligonu wojskowego w USA zobaczyli „metaliczny, brązowy lub szary” obiekt w kształcie elipsy, przysłaniający część nieba, o rozmiarach „dwóch śmigłowców Black Hawk” i emitujący światło. Do akt dołączono wizualizację, lecz nie zdjęcia obiektu.
Inny dokument to zapis zeznań „wysokiego rangą funkcjonariusza wywiadu” z 2025 r., który badał wcześniejsze doniesienia o tajemniczych pomarańczowych kulach widzianych przez innych świadków. Po przeszukaniu terenu helikopterem on i jego współpracownicy mieli znaleźć „supergorącą” kulę unoszącą się nad ziemią, która przeleciała z prędkością zbyt dużą dla ścigającego ją helikoptera. Zauważono dodatkowy „rój” świateł poruszających się we wszystkich kierunkach. Wkrótce potem zaobserwowano łącznie cztery lub pięć dodatkowych kul, które rozbłysły, a następnie zgasły. Ten wzór czterech lub pięciu kul, które rozbłysły, a następnie zgasły, utrzymywał się przez kolejne trzydzieści minut w całym obszarze.
Większość zgłaszanych incydentów ma prozaiczne wyjaśnienia
Wcześniejsze raporty zespołu Pentagonu powołanego do zbadania niewyjaśnionych zjawisk, AARO (Biura ds. Rozstrzygania Anomalii we Wszystkich Domenach), wskazywały, że zdecydowana większość zgłaszanych incydentów ma prozaiczne wyjaśnienia. W ostatnim raporcie z 2024 r. zespół informował, że otrzymał łącznie 1652 zgłoszenia UAP. Większości z nich nie dało się ocenić ze względu na brak odpowiednich danych. Większość z pozostałych uznano za obiekty takie jak balony, samoloty czy ptaki. Niewyjaśnionych pozostało 21 przypadków, które raport określał jako wymagające dalszej analizy ze względu na „anomalne cechy i/lub zachowania”.
Kilka zdań komentarza
Moja wnuczka, będąc w wieku przedszkolnym, stwierdziła, że „zombiaków” nie ma, ale „kosmici” muszą istnieć. Bo skoro jest tyle miliardów planet we Wszechświecie, to nie może być tak, by tylko na Ziemi istniały istoty rozumne. Jednak to nie dzieci uruchomiły spec-ufologiczną stronę, ale Departament Wojny. Jak wszystko wskazuje, na polecenie Donald Trumpa. Słuszny zamysł. Jakaś część oceniających obecną politykę Białego Domu skoncentruje się na analizowaniu treści odtajnionych (czasem po raz drugi) dokumentów i nie będzie zastanawiać się, dlaczego tyle razy pokonany Iran jakoś na zwyciężonego nie wygląda.
A skoro mowa o UFO, to przypomnijmy, że w katalogu tajemniczych zdarzeń jest i polski wątek. Chodzi o rzekome bliskie spotkanie III stopnia z UFO albo, jak kto woli, z UAP (Unidentified Aerial Phenomena), do którego doszło 10 maja 1978 r. we wsi Emilcin (Lubelskie). Niewykształcony rolnik Jan Wolski miał być gościem kosmitów w ich statku. Obiekt, jak wyjaśniał chłop, nie wyglądał jak „latający talerz”, ale jak „autobus”.
Podobno Wolski wypowiadał się szczerze, a to dlatego, że miał go zahipnotyzować mniej znany ufolog, by skompromitować bardziej znanego ufologa. Nie wykluczałbym, że za sznurki pociągała Służba Bezpieczeństwa, by tą sensacją odciągnąć, choćby na jakiś czas, obywateli PRL od widocznego już kryzysu epoki socjalistycznego dostatku epoki Edwarda Gierka. Dajecie wiarę tej hipotezie?