- Francja, zainspirowana doświadczeniami z Ukrainy, rozwija nowy system uderzeniowy dalekiego zasięgu o nazwie Chorus.
- Program, realizowany przez Renault i Turgis Gaillard, ma na celu stworzenie drona zdolnego do przenoszenia 500 kg ładunku na dystansie 3000 km.
- Chociaż Chorus ma przypominać ukraiński system Flamingo, nie będzie produkowany masowo, lecz ma rozwijać kompetencje przemysłowe.
"Flamingo" we francuskim stylu
Program Chorus, czyli program budowy drona uderzeniowego, ma być realizowany przez Turgis Gaillard i Renault. Zgodnie z dostępnymi informacjami otrzymał wsparcie w wysokości 35 mln euro od francuskiej agencji uzbrojenia DGA, a Renault zostało włączone do projektu ze względu na doświadczenie w masowej produkcji zaawansowanych technologicznie systemów, przy jednoczesnej kontroli kosztów i jakości.
Patrick Pailloux podczas wystąpienia przed Senatem informował, że Chorus będzie posiadał parametry zbliżone do ukraińskiego systemu Flamingo. Dron ma być zdolny do przenoszenia 500 kg ładunku bojowego na dystansie 3000 km, poruszając się z prędkością około 400 km/h. Szacunkowy koszt jednostkowy ma wynosić około 100 tys. euro. Nie ujawniono jednak żadnych dodatkowych szczegółów technicznych. Delegat Generalny ds. Uzbrojenia zaznaczył jednak, że projekt nie zakłada produkcji masowej. Jego celem jest raczej rozwój kompetencji przemysłowych, które w przyszłości pozwolą na szybkie zwiększenie skali produkcji w razie potrzeby.
„W zakresie dronów i amunicji zdalnie sterowanej, w ramach programu Chorus, który realizujemy wspólnie z Renault i Turgis Gaillard, zamierzamy opracować odpowiednik ukraińskiego pocisku Flamingo” - powiedział Patrick Pailloux
„Nie zamierzamy kupować dużych ilości tego sprzętu, który szybko się dezaktualizuje. Jednak te prace zapewniają, że Renault będzie w stanie produkować go masowo, gdy zajdzie taka potrzeba” - podkreślił.
Serwis Zone Militaire zwrócił uwagę, że opracowany przez firmę FirePoint system Flamingo dysponuje znacznie większym potencjałem. Może przenosić ponad tonę ładunku na podobnym dystansie, osiągając przy tym prędkość nawet 900 km/h. Mimo to francuski Chorus ma odpowiadać innym założeniom operacyjnym.
Wcześniej Francja ogłosiła, że do roku 2030 chce zwiększyć zapasy amunicji krążącej o 400%, a także pocisków przeciwlotniczych i lotniczych o 30%, przypomina Militarnyj, a pod koniec stycznia br. francuskie Ministerstwo Sił Zbrojnych ogłosiło zamówienie pierwszej partii amunicji krążącej typu One Way Effector (OWE), opracowanej przez konsorcjum MBDA i Aviation Design.
Rakiety Flamingo ukraińską "wunderwaffe"?
Jak już informowaliśmy, prace nad pociskami manewrującymi FP-5 Flamingo ruszyły jesienią 2024 r. Zgodnie z dostępnymi informacjami, impulsem do rozpoczęcia projektowania tej broni był brak zgody ze strony ówczesnego prezydenta USA, Joe Bidena na przekazanie Kijowowi rakiet manewrujących Tomahawk. Ukraińcy musieli więc poszukać alternatyw, które - nawet jeśli nie będą "wunderwaffe" - staną się ważną kartą przetargową w relacjach z Moskwą, ale też Zachodem.
Według deklaracji przedstawicieli firmy Fire Point, przy tworzeniu pocisków Flamingo inspirowali się oni niemieckimi konstrukcjami V-2 z czasów II wojny światowej oraz sowieckimi Tu-141 Striż, a od koncepcji do uruchomienia produkcji seryjnej miało minąć zaledwie dziewięć miesięcy. Efektem jest jednak pocisk, który swoją specyfikacją znacząco odbiega od tych konstrukcji. Flamingo ma deklarowany zasięg do 3 tys. kilometrów, może przenosić do 1150 kg ładunku i porusza się z prędkością wynoszącą ok. 850–900 km/h. Z pojawiających się doniesień wynika również, że ma około 14 metrów długości i został wyposażony w system nawigacji satelitarnej (GNSS/GPS) z systemem bezwładnościowym (INS), odporny na zakłócenia radiowe.
To właśnie m.in. rozmiar pocisku Flamingo, a także jego prędkość przelotowa mają sprawiać, że nie jest on tak cudowną bronią, jak mogłoby się wydawać. Część ekspertów zwraca uwagę, że ukraiński pocisk manewrujący może być łatwym celem do wykrycia dla rosyjskich systemów radarowych. W sierpniu 2025 r. brytyjski tygodnik „The Economist” cytował jednak Kostiantyna Krywołapa, eksperta lotniczego, który jest przekonany, że pocisk będzie w stanie wykorzystać luki w słabnącej rosyjskiej obronie powietrznej. „Ukraina słynie z kreatywnych, skoordynowanych ataków mających przeciążyć obronę, i te będą zapewne dokładnie takie. Z czasem Rosja poniesie większe zniszczenia”.
Denis Sztilierman, współzałożyciel i głównym inżynier w firmie Fire Point w rozmowie z Denisem Kazanskim w programie „PRO:UA”, wyjaśnił, że pierwsza wersja rakiety Flamingo została zaprojektowana z wykorzystaniem ukraińskiego silnika lotniczego AI-25 lub AI-25TL. Jednostka ta została wybrana ze względu na wyższą efektywność w porównaniu z jednoprzepływowymi silnikami, które są zwykle stosowane w pociskach manewrujących. Aby zapewnić ciągłość produkcji, firma zgromadziła zapas używanych silników kupowanych przy pomocy firm pośredniczących. Dzięki temu Fire Point osiągnął moce produkcyjne pozwalające wytwarzać do trzech rakiet dziennie.
Obecnie spółka kończy jednak prace nad własnym napędem. Nowy silnik będzie również dwuprzepływowym silnikiem turboodrzutowym, jak AI-25 i AI-25TL, ale od początku projektowanym specjalnie do lotów na małej wysokości. „Najważniejsze jest to, że od razu projektujemy go do lotu na niskiej wysokości. Wszystkie silniki, których używamy obecnie, były wcześniej stosowane w lotnictwie cywilnym. Ich maksymalna efektywność przypada na wysokości od około 6 do 10 tysięcy metrów, dlatego na poziomie morza nie działają zbyt wydajnie” - mówił Sztilerman w rozmowie z „PRO:UA”.