Spis treści
Generał Wiesław Kukuła, Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, w wywiadzie dla TVN24 odniósł się do pytań o potencjalny konflikt zbrojny z udziałem Polski. Powołując się na raporty wywiadowcze, Kukuła wskazał 2030 rok jako potencjalny termin wystąpienia zagrożenia. Generał omówił możliwe scenariusze rozwoju wojny na Ukrainie, tempo zbrojeń polskiej armii oraz kwestię zapasów amunicji.
Scenariusze wojny na Ukrainie
Generał Kukuła przedstawił dwa główne scenariusze dotyczące wojny na Ukrainie:
- Zawieszenie broni na bliżej nieokreślonych warunkach
- Długotrwały konflikt o niskiej lub średniej intensywności, prowadzący do wyniszczenia obu stron i oczekiwania na dogodny moment do zawieszenia broni lub zawarcia pokoju.
"Jeśli chodzi o konflikt konwencjonalny, w pełni symetryczny, taki, jaki się dzisiaj toczy na Ukrainie, to wszystkie wskazówki, wszystkie dane określają ten czas do roku 2030, że taka sytuacja może się wydarzyć. Po prostu Federacja Rosyjska osiągnie taki potencjał na prowadzenia wojny z NATO (...) Jeden to jest po prostu zawieszenie broni, które nastąpi na jeszcze nie wiemy jakich warunkach (...). Drugi po prostu polega na tym, że ta wojna będzie się jeszcze toczyć przez długi czas, zmieni tylko swoją intensywność. To będzie wojna średniej, niskiej intensywności, która będzie wojną na wyniszczenie każdej ze stron. I będzie czekanie po prostu na tzw. okno możliwości do ewentualnego zawieszenia broni lub zawarcia pokoju na innych warunkach" - ocenił gen. Kukuła.
Tempo zbrojeń i budżet
Odnosząc się do tempa zbrojeń polskiej armii, generał przyznał, że nigdy nie jest zadowolony, ale ta motywacja napędza działania. Wskazał na konieczność nadrobienia 20-30 lat niedofinansowania sił zbrojnych, nawet przy zwiększonym budżecie obronnym wynoszącym 4,7 proc. PKB.
Kukuła zwrócił uwagę na dwie przeszkody w procesie zbrojeń: ograniczony budżet państwa oraz wydajność przemysłu zbrojeniowego. Wskazał na zakupy w Korei jako przykład wykorzystanej szansy, ale jednocześnie zauważył, że wzrost budżetów obronnych w Europie może prowadzić do wzrostu cen i spadku siły nabywczej polskiego budżetu.
"Wykorzystaliśmy szereg szans, na przykład przez zakupy w Korei. Ale dzisiaj rynek się zmienia i wszyscy cieszymy się, że kraje europejskie dramatycznie podnoszą swoje budżety. Ale co to znaczy dla nas na rynku, który jest rynkiem, który się jeszcze nie zaczął dostatecznie szybko rozrastać? To znaczy, że wzrosną ceny zakupów, a to znaczy, że siła nabywcza naszego budżetu spadnie, więc ma to szansę, daje to szansę, ale może mieć negatywny wpływ na rozwój naszych zdolności obronnych. Po prostu zwyczajnie możemy potrzebować jeszcze więcej pieniędzy" - zaznaczył.
Zapasy amunicji
Generał Kukuła odniósł się do wypowiedzi szefa BBN gen. Dariusza Łukowskiego na temat zapasów amunicji. Zaznaczył, że wypowiedź o pięciodniowych zapasach dotyczyła tylko pewnej grupy amunicji. Potwierdził niedobory, spowodowane wsparciem dla Ukrainy i niewystarczającą wydajnością przemysłu. Jednocześnie zapewnił, że istnieją zapasy pozwalające na prowadzenie działań wojennych przez dłuższy czas.
"Myślę, że to jest uproszczenie i o ile ja słyszałem tę wypowiedź, to mówił o pewnej grupie, asortymencie amunicji. Rzeczywiście mamy pewne grupy amunicji, z której jesteśmy niezadowoleni, są duże niedobory spowodowane dwoma czynnikami. Pierwszy czynnik: po prostu wiele tej amunicji donowaliśmy na Ukrainę, a drugi, że nie mamy dostatecznej odpowiedzi właśnie z przemysłu na uzupełnianie tych naszych zapasów. Ale też istnieje wiele asortymentów, które pozwolą nam prowadzić tę wojnę, nie daj Boże, nawet przez długie miesiące" - podsumował generał.
Największe braki dotyczą amunicji 155 mm, kluczowej dla artylerii. Kukuła podkreślił jednak, że zabezpieczono finansowanie na zwiększenie produkcji tego typu amunicji.
"Tu nie możemy na pewno mówić o pięciu dniach, ale rzeczywiście wciąż jej wartość nie jest zadowalająca z naszej strony" - powiedział. Dodał, że na przeszkodzi stoi dzisiaj już tylko "czynnik czasu, bo znaleźliśmy finansowanie powstania tego typu zdolności".
"Jak grzyby po deszczu i w Europie Zachodniej, i w niektórych innych częściach świata, rośnie zdolność produkcyjna w tym zakresie. Więc pytanie tylko, jak szybko osiągniemy zdolność, żeby kupować tą amunicję w polskim przemyśle. Bo siłą rzeczy dzisiaj najbardziej nam powinno zależeć na tym, abyśmy pieniądze podatnika na dedykowane obronności wydawali właśnie w polskim przemyśle" - powiedział.
Pytany o szefa Polskiej Grupy Zbrojeniowej, który podał się w środę do dymisji, generał odparł, że jeśli to potwierdzona informacja, to życzy nowemu prezesowi, aby "jak najszybciej rozpoczął transformację Polskiej Grupy Zbrojeniowej w taki sposób, aby ona nadążała za transformacją sił zbrojnych".
"Na pewno potrzebujemy ciągłości w zarządzaniu, ciągłości w przywództwie. To jest zupełnie naturalne. Ale proszę wybaczyć, nie znam odpowiedzi, nie znam okoliczności rezygnacji" - dodał.
Gen. Kukuła był też pytany, czy armie krajów Unii Europejskiej są w stanie zapewnić pomoc Ukrainie bez wsparcia USA. Ocenił, że dziś przemysł w UE nie jest "na tyle wydolny, żeby zaspokoić nasze potrzeby i Ukrainy". Jednakże, w jego ocenie "w dwa do trzech lat prześcigniemy Federację Rosyjską w produkcji".
Przyszłość polskiej armii
W kontekście deklaracji o 300-tysięcznej armii do 2035 roku, generał Kukuła wyraził nadzieję na szybką transformację Polskiej Grupy Zbrojeniowej, aby nadążała za potrzebami sił zbrojnych. Zaznaczył również, że przemysł zbrojeniowy w UE nie jest obecnie w stanie zaspokoić potrzeb zarówno Ukrainy, jak i państw członkowskich, ale w ciągu 2-3 lat może prześcignąć Rosję w produkcji.
PM/PAP
Polecany artykuł:
