Spis treści
Wild Weasel otwiera drogę lotnictwu
Pentagon skierował na Bliski Wschód samoloty F-16 ze stacjonującej w niemieckim Spangdahlem 480. Eskadry Myśliwskiej. Jednostka specjalizuje się w misjach Wild Weasel, czyli wyszukiwaniu, tłumieniu i niszczeniu radarów oraz wyrzutni przeciwlotniczych przeciwnika.
Nie są to zadania dodatkowe, wykonywane przy okazji klasycznych operacji myśliwskich. Zwalczanie obrony powietrznej należy do pierwszych etapów większej kampanii lotniczej. Dopóki przeciwnik zachowuje sprawne radary, stanowiska dowodzenia i wyrzutnie rakiet, każdy samolot próbujący uderzyć w lotnisko, magazyn amunicji czy centrum dowodzenia jest narażony na wykrycie i ostrzał.
Maszyny Wild Weasel działają przed głównym ugrupowaniem uderzeniowym albo razem z nim. Ich zadaniem jest zmuszenie operatorów radarów do przerwania pracy, zakłócenie obiegu informacji lub fizyczne zniszczenie najważniejszych elementów systemu.
Jeżeli radar zostanie czasowo wyłączony, mówimy o tłumieniu obrony powietrznej, określanym skrótem SEAD. Gdy wyrzutnia, sensor lub stanowisko dowodzenia zostanie trwale wyeliminowane, zadanie przechodzi w DEAD, czyli niszczenie obrony powietrznej.
Granica między oboma rodzajami działań nie zawsze jest wyraźna. Pocisk przeciwradiolokacyjny może nie zniszczyć celu, ale sama groźba uderzenia może zmusić obsługę radaru do jego wyłączenia w kluczowym momencie operacji.
Pocisk przeciwradarowy to dopiero początek
F-16 wykonujący misję Wild Weasel nie jest zwykłym myśliwcem, do którego podwieszono pociski AGM-88. Skuteczność takiej maszyny zależy od połączenia sensorów, uzbrojenia, danych wywiadowczych i odpowiednio wyszkolonej załogi.
Jednym z podstawowych elementów amerykańskiej konfiguracji jest zasobnik HTS, czyli HARM Targeting System. Urządzenie wykrywa pracujące radary, rozpoznaje ich rodzaj, określa kierunek emisji i pomaga ustalić pozycję celu. Dane mogą zostać wykorzystane przez pocisk, ale również przekazane innemu samolotowi albo systemowi rażenia działającemu na ziemi.
HTS nie jest więc wyłącznie celownikiem dla jednego rodzaju uzbrojenia. Stanowi sensor budujący obraz aktywności elektromagnetycznej przeciwnika.
Współczesna obrona powietrzna nie musi utrzymywać radarów włączonych przez cały czas. Załogi mogą zmieniać pozycje, korzystać z danych pochodzących od zewnętrznych sensorów i uruchamiać nadajniki jedynie na krótki okres. Po wykryciu ataku radar może zostać wyłączony, aby przerwać naprowadzanie klasycznego pocisku przeciwradiolokacyjnego.
Rodzina AARGM powstała między innymi po to, aby ograniczyć skuteczność takiej taktyki. Pocisk wykorzystuje kilka metod naprowadzania i może kontynuować atak także wtedy, gdy źródło emisji przestanie pracować. Nadal musi jednak otrzymać odpowiednio dokładne dane i zostać użyty jako element większej operacji.
Samo posiadanie nowoczesnego efektora nie rozwiązuje także problemu rozpoznania. Przed rozpoczęciem misji trzeba wiedzieć, jakie radary posiada przeciwnik, na jakich częstotliwościach pracują, jakie stosują tryby działania i gdzie mogą zostać rozmieszczone.
Na tej podstawie powstają biblioteki zagrożeń wykorzystywane przez samoloty, systemy samoobrony i pociski. W czasie konfliktu muszą być one stale aktualizowane, ponieważ przeciwnik może modyfikować parametry emisji, używać pozoratorów i zmieniać sposób działania swoich zestawów.
Polska kupuje ponad 200 AARGM-ER
Polska wykonała już ważny krok w kierunku budowy zdolności SEAD i DEAD. W styczniu 2025 roku MON podpisało umowę na zakup ponad 200 pocisków AGM-88G AARGM-ER.
Wartość kontraktu wynosi około 745 mln dolarów netto, a dostawy zaplanowano na lata 2029–2035. Podstawowym nosicielem uzbrojenia mają być polskie F-35A. Resort obrony wskazywał również na możliwość dostosowania pocisków do F-16.
AARGM-ER ma umożliwiać zwalczanie radarów i innych elementów obrony przeciwlotniczej z odległości przekraczającej 200 km. Większy zasięg poprawia bezpieczeństwo samolotu-nosiciela i pozwala atakować cele bez konieczności wchodzenia w najbardziej niebezpieczną część strefy rażenia przeciwnika.
Zakup ponad 200 pocisków nie oznacza jednak automatycznego uzyskania polskiego odpowiednika amerykańskiej jednostki Wild Weasel. Polska otrzyma efektor, ale nadal będzie potrzebowała systemu zdolnego wykryć cel, poprawnie go rozpoznać, określić jego pozycję i przekazać dane do samolotu.
Publicznie dostępne informacje nie wskazują, aby któraś z polskich eskadr F-16 posiadała obecnie pełną konfigurację i organizację odpowiadającą wyspecjalizowanym jednostkom SEAD.
Nie jest też jasne, czy zadanie zostanie skoncentrowane w jednej eskadrze, czy rozdzielone między jednostki F-16 i F-35. Oba rozwiązania mają zalety. Specjalizacja ułatwia utrzymanie wysokiego poziomu wyszkolenia, ale rozproszenie zdolności zwiększa liczbę załóg, które mogą realizować misje przeciwradarowe.
F-35 sam nie przełamie obrony przeciwnika
F-35 dysponuje rozbudowanym zestawem sensorów i może wykrywać oraz lokalizować źródła emisji elektromagnetycznej. Dzięki obniżonej wykrywalności jest również zdolny do działania bliżej nieprzyjacielskich systemów przeciwlotniczych niż klasyczne samoloty wielozadaniowe.
Nie oznacza to jednak, że zastąpi całe ugrupowanie SEAD.
Liczba polskich F-35 będzie ograniczona, podobnie jak liczba przenoszonych przez nie pocisków. Podczas większej operacji część maszyn będzie prowadzić rozpoznanie, zwalczać cele powietrzne, osłaniać inne samoloty lub atakować najważniejsze obiekty na ziemi.
Dlatego Stany Zjednoczone nadal wykorzystują wyspecjalizowane F-16 obok samolotów piątej generacji. F-35 może wykryć radar i przekazać jego pozycję, a liczniejsze maszyny czwartej generacji mogą przenosić dodatkowe pociski, bomby lub wabiki.
Skuteczność powstaje dzięki współpracy platform, a nie przez przypisanie całego zadania jednemu typowi samolotu.
Potrzebne są wabiki, zakłócanie i aktualne dane
Operacja przeciwko obronie powietrznej nie musi rozpoczynać się od wystrzelenia AARGM-ER. Przeciwnika można najpierw zmusić do ujawnienia pozycji.
Służą do tego bezzałogowe wabiki imitujące samoloty, nadajniki zakłócające oraz pozorne cele tworzone w środowisku elektromagnetycznym. Obsługa systemu przeciwlotniczego musi ocenić, czy wykryty obiekt jest prawdziwym samolotem, pociskiem, dronem czy jedynie wygenerowanym śladem.
Jeżeli operator uruchomi radar, może ujawnić jego położenie i sprowokować atak. Jeżeli pozostawi urządzenie wyłączone, ogranicza własną zdolność wykrywania i może otworzyć drogę właściwemu ugrupowaniu uderzeniowemu.
W przypadku Polski brak masowo dostępnych wabików i wyspecjalizowanej ofensywnej walki elektronicznej może być równie istotnym ograniczeniem jak liczba pocisków przeciwradarowych.
Potrzebne jest również rozpoznanie prowadzone przez wiele rodzajów platform: samoloty, drony, satelity i naziemne systemy radioelektroniczne. Zebrane informacje muszą trafiać do wspólnego systemu dowodzenia i być dostępne dla lotnictwa, artylerii rakietowej oraz innych środków rażenia.
Radar nie zawsze musi zostać zaatakowany przez samolot. Jeżeli jego pozycja zostanie wystarczająco dokładnie określona, cel może zostać zwalczony przez system Homar-A, Homar-K, pocisk manewrujący lub amunicję krążącą.
Misja SEAD staje się więc działaniem wielodomenowym. Lotnictwo nie tylko używa własnego uzbrojenia, ale także wykrywa cele i przekazuje ich współrzędne temu systemowi, który może zareagować najszybciej.
Taki model wymaga bezpiecznej wymiany danych, wspólnych procedur i regularnego szkolenia. Piloci muszą ćwiczyć razem z operatorami rozpoznania elektronicznego, obrony powietrznej, artylerii rakietowej i systemów bezzałogowych.
Potrzebni są także analitycy aktualizujący biblioteki zagrożeń oraz zespoły oceniające skutki uderzeń. Bez potwierdzenia zniszczenia lub wyłączenia celu dowódca nie wie, czy może bezpiecznie skierować nad dany obszar kolejną grupę samolotów.
Polska ma efektor, ale dopiero buduje zdolność
Zakup AARGM-ER jest konieczny do pełnego wykorzystania potencjału F-35 i przyszłych operacji lotniczych. Nie powinien jednak kończyć programu budowy polskich zdolności SEAD i DEAD.
Kolejne kroki powinny objąć rozwój rozpoznania emisji, aktualizację bibliotek zagrożeń, pozyskanie wabików, ofensywnej walki elektronicznej oraz systemów wymiany danych. Potrzebne jest również wspólne szkolenie lotnictwa, wojsk rakietowych i jednostek rozpoznawczych.
Powrót amerykańskich F-16 Wild Weasel do działań pokazuje, że nawet państwo posiadające dużą flotę samolotów piątej generacji nadal potrzebuje wyspecjalizowanych jednostek do walki z obroną przeciwlotniczą.
Polska kupuje pocisk zdolny niszczyć radary z dużej odległości. Teraz musi zbudować system, który znajdzie właściwy cel, rozpozna go, przekaże dane, zaplanuje uderzenie i oceni jego rezultat. Bez tych elementów AARGM-ER pozostanie nowoczesnym uzbrojeniem, ale nie pełną zdolnością Wild Weasel.