• Baza Muskö to pozostałość po zimnej wojnie, która od kilku lat jest ponownie w użytkowaniu.
• Na wyspie ma nieruchomość rosyjski oligarcha powiązany z Kremlem.
• Rząd szwedzki zmierza do jej przejęcia za odszkodowaniem.
Przymusowy wykup nieruchomości za odszkodowaniem
Szwedzkie siły zbrojne stale modernizują bazę, inwestując m.in. w systemy obrony przeciwdronowej. Przejmują także okoliczne prywatne grunty, aby zapewnić pełny obwód bezpieczeństwa wokół bazy.
Fortifikationsverket (Zarząd Fortyfikacji), agencja rządowa zarządzająca nieruchomościami wojskowymi, złożyła (25 sierpnia) do rządu wniosek o ekspropriację (przymusowy wykup za odszkodowaniem) działki. Wniosek złożono na zlecenie Försvarsmakten (Sił Zbrojnych). W niektórych depeszach agencyjnych podano, że Zarząd skierował sprawę do sądu, ale to jest błędna informacja. W Szwecji rząd, a nie sąd, wydaje zezwolenie na ekspropriację w tego typu sprawach dotyczących bezpieczeństwa państwa, a to jest tryb administracyjny, nie sądowy. Dopiero gdy właściciel nie zgadza się na warunki lub wysokość odszkodowania, spór o odszkodowanie może trafić do sądu.
Carl-Johan Edström, generał broni i szef Sztabu Obrony (chef för Försvarsstaben), skomentował sprawę następująco:
„Znajdujemy się w najpoważniejszej sytuacji bezpieczeństwa od zakończenia II wojny światowej, a zagrożenie dla Szwecji i sojuszu jest realne. W tym kontekście Fortifikationsverket otrzymał od Försvarsmakten zlecenie złożenia u rządu wniosku o zgodę na ekspropriację tej nieruchomości…".
Problem jest na wagę bezpieczeństwa państwa, bo obecnie ta działka to jedyne miejsce przy wejściu do bazy będące poza dyspozycją marynarki wojennej. A to, zdaniem wojskowych, w obecnej sytuacji geopolitycznej uniemożliwia zbudowanie skutecznej obrony strategicznej bazy Muskö.
Do kogo należy posiadłość z widokiem na militarny obiekt?
Baza (nie tylko) okrętów podwodnych jest wykuta w skałach wyspy (ok. 29,7 km kw. powierzchni) będącej częścią Archipelagu Sztokholmskiego. Rosyjska działka leży na przylądku Bergholmen.
Tu budowany jest nowy dom, na miejscu starego domu rekreacyjnego. 600 m kw. powierzchni, częściowo wykuty w skale… To nie jest jakiś pałac, mając na uwadze gusty i możliwości oligarchów. „Budowa ruszyła pełną parą jesienią 2025 roku. I nikt nie może ani nie chce jej zatrzymać" – jeszcze niedawno informowały szwedzkie media.
Kim jest właściciel działki, z której roztacza się 270-stopniowy widok na strategiczną bazę szwedzkiej marynarki wojennej?
Formalnie posiadłość należy do żony rosyjskiego biznesmena Stanisława Aleszczenki, obywatela rosyjskiego, cypryjskiego i bułgarskiego. Powiązany jest m.in. z Rosatomem. A jego żona Tatiana Sazonowa ma podwójne obywatelstwo – rosyjskie i… szwedzkie.
W Szwecji pojawiła się jako emigrantka w latach 90. XX w. Obywatelstwo uzyskała w 2003 r., a rok później wyszła za Aleszczenkę. W 2017 r. kupiła nieruchomość na wyspie Muskö za 18 mln koron, choć nie miała na tyle własnych dochodów, by było ją stać na taki wydatek. Gdy Sazonowa kupowała działkę „na siebie" za pieniądze męża (zapłaciła gotówką), w okolicy od 2004 r. nie było wojska, bo Szwecja rozbroiła się (jak większość Europy). Na „stare śmieci" marynarka wojenna powróciła w 2019 r.
Sprawa ma też wymiar natury cywilnej, bo właściciel nieruchomości zalega z podatkami. Trwa postępowanie przed Skatteverketem (odpowiednikiem naszego Urzędu Skarbowego) o 700 mln koron (ponad 27 mln zł) z tytułu niezgłoszonej sprzedaży rosyjskiej spółki w 2021 r. — sprawa jest w apelacji. . Wcześniej Aleszczenko zapłacił już gotówką 224 mln koron zaległego podatku, po tym jak komornik tymczasowo zamroził jego majątek.
Podziemny kompleks o wielkości sporej dzielnicy Sztokholmu
Nie wiadomo, jak długo jeszcze będzie trwała rosyjska obecność przy strategicznej bazie. Zbudowano ją, a właściwie wykuto w skałach, w latach 60. XX w. Budowa trwała 19 lat, do 1969 r. Podczas budowy wysadzono w powietrze 1,5 mln m sześc. skały.
Z lądem bazę łączy 3-kilometrowej długości tunel (budowany przez cztery lata), biegnący ponad 60 m pod lustrem wody. Najgłębiej ukryte centrum dowodzenia mieści się we własnym budynku, osadzonym na wielkich sprężynach mających amortyzować wstrząsy po wybuchach jądrowych w pobliżu. Bo na wypadek zaistnienia globalnej wojny jądrowej powstał ten przybytek.
Jest w nim kilka podziemnych doków przeznaczonych dla niszczycieli, okrętów podwodnych i innych jednostek. Mają one do 250 m długości, a od lustra wody do sklepienia jest ponad 40 m.
Są także warsztaty, biura, szpitale i oczyszczalnie ścieków – cała infrastruktura potrzebna do obsłużenia takiej gigantycznej bazy. Kompleks podzielony jest na oddzielne bloki połączone tunelami. Każdy ma własny generator prądu i wentylację, może działać w pełni odcięty od reszty. Poza częścią podziemną zlokalizowane są budynki biurowe, koszary i różne inne obiekty. W 2004 r. postanowiono, że Svenska marinen będzie miała tylko jedną bazę. W 2019 r. sytuacja zmieniła się. Baza jest siedzibą dowództwa Svenska marinen.
I wszystko to, co jest pod ziemią i na jej powierzchni, znajduje się kilka kilometrów od stolicy Szwecji. A widok na to jest z działki należącej jeszcze do państwa Aleszczenków. Jednak wiele wskazuje, że długo nie będzie własnością ani pani Sazonowej, ani pana Aleszczenki.
Rząd Szwecji polecił Sądowi Apelacyjnemu sporządzenie ekspertyzy na temat prawnych możliwości przejmowania przez skarb państwa obiektów w pobliżu baz wojskowych. Nowe przepisy mają obowiązywać niezależnie od obywatelstwa właściciela. Minister obrony Pal Jonson określił je jako nowe narzędzie przeciwko każdemu, kto wykorzystuje nieruchomość do planowania sabotażu lub szpiegowania Szwecji. A takie obawy, poważnie uzasadnione, istnieją wobec Stanisława Aleszczenki...