Przyłączy się Łukaszenka do wojny na Ukrainie czy się nie przyłączy?

2026-05-25 18:40

Białoruskie rafinerie nie są atakowane, dopóki Mińsk nie przekracza pewnych granic. Kijów i Mińsk mają cichą umowę: rafinerie na Białorusi nie są atakowane, dopóki ta nie przekracza pewnych granic – uważa dr Andrzej Szabaciuk (Katedra Teorii Polityki i Studiów Wschodnich, Katolicki Uniwersytet Lubelski). Jego zdaniem skoro Alaksandr Łukaszenka nie włączył się w wojnę, gdy Rosja była silniejsza, tym bardziej nie zrobi tego teraz, natomiast białoruski lider będzie handlował swoją lojalnością.

Aleksandr Łukaszenka

i

Autor: Shutterstock/ Shutterstock

• Prezydent Macron apeluje do Łukaszenki, by nie angażował Białorusi w wojnę przeciw Ukrainie.

• Eksperci oceniają, że Mińsk nadal prowadzi grę między Zachodem a Rosją.

• Zdaniem analityków białoruska armia nie jest gotowa do udziału w pełnoskalowym konflikcie.

Białoruś jest kuszona tak samo przez Zachód, jak przez Rosję

Francuska agencja prasowa AFP podała (24 maja), że prezydent Emmanuel Macron rozmawiał telefonicznie z Łukaszenką. Wezwał go, by nie pozwolił, aby Białoruś została wciągnięta w rosyjską wojnę przeciwko Ukrainie.

Wcześniej, tego samego dnia, Macron rozmawiał z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim, który w ostatnich dniach coraz częściej ostrzega, że Białoruś może stać się dla Rosji przyczółkiem do otwarcia nowego frontu na północy Ukrainy.

Przed takim scenariuszem przestrzegła również liderka białoruskiej opozycji na emigracji Swiatłana Cichanouska. Jak powiedziała agencji AP, Francja stara się zapobiec wciągnięciu Białorusi w wojnę rosyjsko-ukraińską. „Reżim Łukaszenki dobrze wie, co należy zrobić, aby poprawić relacje z Unią Europejską, ale nic się nie dzieje. Zamiast tego nadal mają miejsce ataki hybrydowe, szantaż nuklearny i groźby wobec całego regionu”.

W rozmowie z PAP dr Andrzej Szabaciuk ocenił, że to, co obecnie obserwujemy, stanowi element szerszej gry geopolitycznej. Białoruś jest kuszona ewentualnym złagodzeniem sankcji, aby w obliczu rosnącej presji na Rosję nie angażowała się mocniej w wojnę. Zarazem Rosji zależy na jak największym zaangażowaniu Białorusi.

– Od samego początku pojawiały się zresztą prowokacje mające na celu czynne włączenie się Mińska, jak np. ostrzeliwanie niektórych obszarów Białorusi przez rosyjskie śmigłowce w celu stworzenia wrażenia, że stoją za tym Ukraińcy czy inne tego typu próby – przypomniał ekspert.

Garda: Sitarski o zezwoleniu na posiadanie broni
Portal Obronny SE Google News

Na razie nie zapowiada się, by Łukaszenka przyłączył się do wojny

Rosji zależy na tym, aby skierować białoruskie wojska przeciwko Ukrainie albo przynajmniej szachować część sił ukraińskich od północy groźbą ataku.

– Służące temu ruchy Łukaszenka wciąż zresztą wykonuje: trwają ćwiczenia wojskowe przy granicy z Ukrainą, ogłaszane są mobilizacje i podejmowane działania operacyjne. Ma to sprowokować Ukraińców do zaangażowania większej liczby wojsk na północy.

Politolog uważa, że na razie Łukaszenka nie decyduje się jednak na realne użycie armii w walce, uzasadniając to zagrożeniem Białorusi ze strony Ukrainy i NATO, co jest stałą częścią prowadzonej przez niego gry geopolitycznej.

– Część zachodnich polityków reaguje na te kroki nerwowo, ale w mojej ocenie jest to po prostu próba zastraszenia Ukraińców i – po raz kolejny zresztą – skłonienia ich do przesunięcia części sił zbrojnych na północ. Łukaszenka nie jest obecnie w stanie realnie włączyć się do konfliktu zbrojnego. Skoro nie zaangażował się w momencie, kiedy pozycja Rosji była o wiele silniejsza, a możliwość nacisku na Mińsk znacznie większa, tym bardziej nie zrobi tego teraz.

Dr Szabaciuk ocenia białoruską armię jako niewielką, stosunkowo słabo wyszkoloną i nieprzygotowaną do konfliktu o takim charakterze, jaki obecnie widzimy w Ukrainie. Jej zaangażowanie wiązałoby się z ogromnymi stratami dla państwa, a efekt polityczny i społeczny byłby dla reżimu katastrofalny.

– Łukaszenka nie jest naiwny, rządzi od 1994 r., więc ma pełną świadomość konsekwencji ewentualnego zwiększenia udziału w wojnie. Tym bardziej że z Zachodu płyną sygnały o korzyściach, jakie mogłyby nastąpić, gdyby delikatnie dystansował się od Kremla.

Zachód traktuje sygnały płynące z Mińska poważnie

Rozmówca PAP odczytuje rozmowę telefoniczną Macrona z Łukaszenką jako próbę ostudzenia emocji i upewnienia się, że militarne zaangażowanie Białorusi w wojnę nie nastąpi. To – zdaniem analityka – pokazuje, że Zachód traktuje sygnały płynące z Mińska poważnie, a władze białoruskie starają się umiejętnie grać tą kartą. Z kolei państwa zachodnie, jak wyjaśnił dr Szabaciuk, chcą udowodnić Łukaszence, że istnieje alternatywa i nie musi on całkowicie ulegać Rosji.

– Dla białoruskiego przywódcy jest to zresztą doskonały instrument nacisku na Kreml. Może dzięki temu handlować swoją lojalnością, żądając kolejnych subsydiów, kredytów czy tańszej ropy i gazu, argumentując to tym, że jest jedynym wiernym sojusznikiem, który osłania Rosję od zachodu i ponosi z tego tytułu ogromne koszty polityczne oraz gospodarcze. Straszenie Zachodem i Ukrainą to po części również odpowiedź na rosyjskie naciski. Stanowi próbę pokazania Moskwie: nie ignorujemy zagrożeń, myślimy o zaangażowaniu się w wojnę, ale musimy bronić własnego terytorium, bo tutaj zagrażają nam Polacy, Litwini i Ukraińcy. Bronimy zachodniej flanki Państwa Związkowego i mamy co robić...

Politolog ocenia, że aktywne włączenie się Białorusi w wojnę z Ukrainą jest niezwykle mało prawdopodobne również z tego względu, że ta ostatnia ma instrumenty, którymi może zniechęcić Mińsk do eskalacji.

– Mowa o potencjalnych uderzeniach w białoruskie rafinerie. Dla ukraińskich dronów nie byłoby to dużym problemem technicznym, co pokazuje przykład Rosji. Natomiast rafinerie to dla reżimu Łukaszenki „perła w koronie”, bo zarabia na nich ogromne pieniądze, zaopatrując m.in. Federację Rosyjską. Między Kijowem a Mińskiem istnieje cicha umowa: rafinerie nie są atakowane, dopóki Białoruś nie przekroczy pewnych granic.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki