• Czy planowana wizyta amerykańskich negocjatorów w Moskwie realnie wpłynie na stanowisko Kremla wobec aktualnego planu pokojowego?
• Czy presja europejska na USA zmieni zakres amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy i przybliży realne porozumienie?
• Czy Kreml będzie skłonny złagodzić część warunków, czy też pozostanie przy żądaniach uznawanych w Kijowie za nieakceptowalne?
Kwestie terytorialne i gwarancje bezpieczeństwa. Twardy orzech do zgryzienia
Rozmowy toczą się wokół amerykańskiego planu pokojowego, który w ostatnich dniach został mocno zmieniony. Pierwotnie liczył 28 punktów, ale – jak twierdzi Kijów – po uzgodnieniach zawiera już tylko 19. USA i Ukraina deklarują, że udało im się porozumieć w większości kwestii, jednak dwa tematy wciąż blokują przełom: kwestie terytorialne i gwarancje bezpieczeństwa. Amerykanie chcą, by różnice zostały zniwelowane jeszcze podczas obecnej rundy rozmów.
Przecieki medialne wskazywały, że pierwotny, amerykańsko-rosyjski szkic porozumienia zakładał m.in. uznanie przez USA Krymu oraz części Donbasu i Ługańska za „de facto rosyjskie”, a także stworzenie zdemilitaryzowanej strefy buforowej uznawanej za terytorium Rosji. Ukraina musiałaby wycofać swoje wojska z części obwodu donieckiego. Te ustalenia budzą, dyplomatycznie to określając, poważne kontrowersje w Kijowie.
Dodatkowe napięcie generuje to, że w przyszłym tygodniu Steve Witkoff (specjalny wysłannik USA ds. kontaktów z Kremlem) i Jared Kushner (przedsiębiorca i... zięć Trumpa) – uczestniczący w rozmowach z Ukrainą – mają polecieć do Moskwy, by przedstawić Władimirowi Putinowi zaktualizowany projekt planu.
Ukraińscy przedstawiciele w USA prezentują fundamentalne stanowisko: oddanie terytorium nie wchodzi w grę. Stanowisko Kijowa jest nadal niezmienne: Ukraina może rozmawiać o linii demarkacyjnej związanej z realnym przebiegiem frontu, ale nie o rezygnacji z własnego terytorium. Agencje nie informują, czy Ukraina zgadza się, że dotychczas zajęta wschodnia część Ukrainy zostanie przy Federacji Rosyjskiej.
Europa wywiera presję na Stany Zjednoczone. Jaki będzie tego efekt?
Minister spraw zagranicznych Francji Jean-Noel Barrot (nawiązując do obiekcji Kremla – Portal Obronny) ocenił, że Zełenski ma pełną legitymację do prowadzenia rozmów pokojowych i że ewentualne krajowe afery korupcyjne nie mogą zaburzać procesu negocjacji. Barrot poinformował również, że dzięki presji europejskich partnerów USA po raz pierwszy jasno uznały swoją rolę w przyszłych gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy. Francja zapowiedziała, że 1 grudnia przyjmie Zełenskiego, aby przyspieszyć prace nad ewentualnym porozumieniem.
W Paryżu podkreśla się, że Europa dąży do trwałego, a nie iluzorycznego pokoju. A to oznacza, że musi być on oparty na realnych gwarancjach bezpieczeństwa i jasnej architekturze powstrzymywania Rosji. Tymczasem Rosja nie wysyła żadnych sygnałów wskazujących na gotowość rezygnacji ze swoich roszczeń terytorialnych, w tym wobec obszarów, których nawet nie kontroluje.
W efekcie – mimo wyraźnych postępów w rozmowach technicznych – najważniejsza kwestia, czyli przyszły status terytoriów i realne granice państwa, pozostaje największą przeszkodą na drodze do pokoju. Na razie wydaje się ona najtrudniejsza, jeśli nie niemożliwa do pogodzenia. Dla jasności: nie jest to jedyna przeszkoda stojąca na drodze do zakończenia wojny lub – przynajmniej – zawieszenia broni.
Kilka zdań komentarza
Obecnie reakcje Rosji są ostrożne i przemyślane. Kreml deklaruje gotowość do rozmów, ale na swoich warunkach. Głosi, że bez realizacji kluczowych żądań (np. wycofanie wojsk, rezygnacja z terytoriów, neutralności Ukrainy itd.) „ogólnego pokoju” nie będzie. Oznacza to, że Moskwa wciąż trzyma rękę na pulsie i nie rezygnuje z realizacji własnych interesów, nawet jeśli nowy plan USA formalnie przyjęła jako punkt wyjścia do negocjacji. Szansa, że Rosja zrezygnuje całkowicie z warunków, których – jak na razie – Ukraina nie zamierza przyjąć, jest bliska zeru.
Istnieje prawdopodobieństwo, że pod presją USA (jaką, to trudno sprecyzować) Kreml łaskawie – dla pokazania się, że „miłuje pokój” – będzie „liberalny” w niektórych kwestiach. Choćby w określeniach liczebności Sił Zbrojnych Ukrainy. Nie będzie obstawał przy całkowitej demilitaryzacji strefy przyfrontowej i obowiązkowych kontroli nad tym, że „terytorium Ukrainy nie będzie używane do ataków na Rosję”.
Nie należy jednak łudzić się, że całkowicie zrezygnuje z tych warunków. Władza w Rosji ma świadomość tego, że Trump chce jak najszybciej zakończyć wojnę, a nie doprowadzać do jej kontynuacji, a tym bardziej eskalacji. Putin zakłada, że europejskie zaangażowanie – w każdym jego wymiarze – nie zrównoważy wycofania się USA ze wspierania Kijowa. A tym Ukrainie grozi Trump, jak nie zaakceptuje jego planu. Sytuacja zatem, powtórzę – jak to już nieraz w tych krótkich komentarzach stwierdzałem – jest rozwojowa. W tej strategicznej grze to Putin – czy się to komuś podoba czy nie – wydaje się być rozdającym karty...