Makarow nie dawał skutecznej ochrony przed drapieżną zwierzyną
Jak powszechnie wiadomo, ludzkość zdobywa przestrzeń kosmiczną w celach pokojowych, dla dobra obecnych i przyszłych pokoleń. O tym głośno się nie mówi, ale nie tylko Rosjanie mieli w swoich statkach kosmicznych broń. Dysponować powinni nią, na tzw. wszelki wypadek, także Amerykanie. Nie na okoliczność wrogo nastawionych do ludzi kosmitów, ale na wypadek kontaktu z dzikimi zwierzętami po powrocie na Ziemię. Rosjan na stepie, a Amerykanów na oceanie.
Oficjalnie z bronią w kosmos latali tylko Rosjanie. Mogli wylądować w tajdze. A w niej niedźwiedzie nie mają szacunku dla kosmonautów. Przekonała się o tym (w 1965 r.) załoga statku Woschod‑2. Aleksiej Leonow i Paweł Bielajew wylądowali 180 km od celu, w tajdze. Byli zdani na siebie przez dwa dni. Nie mieli lekko. O tym opowiada (polecam!) rosyjski film fabularny z 2017 r. – „Czas pierwszych” w reżyserii Dmitrija Kisielowa.
Kosmonauci w zestawie przetrwania mieli pistolet Makarowa. Ocenili, że jest to broń niewystarczająca do ochrony przed niedźwiedziami i wilkami oraz do zdobywania pożywienia. Minęło aż 14 lat, nim w Centrum Wyszkolenia Kosmonautów im. J. Gagarina postanowiono popracować nad bronią survivalową dla kosmonautów. Z taką koncepcją wystąpił Aleksiej Leonow, będący wówczas zastępcą szefa Centrum. Projekt uzyskał poparcie tzw. wierchuszki. Dopiero w 1981 r. zlecenie wykonał Centralny Instytut Naukowo‑Badawczy Precyzyjnej Mechaniki wespół z inżynierami Tulskiej Fabryki Broni (TZO).
Trudno mówić o produkcji przemysłowej, skoro powstało zaledwie ok. 100 egzemplarzy. W 1986 r. TP‑82 oficjalnie przyjęto nie tylko na wyposażenie osobiste kosmonautów, ale również załóg samolotów dalekiego zasięgu. Trzeba jednak zaznaczyć, że ten pokaźnych rozmiarów pistolet, wyglądający jak tzw. obrzyn, po raz pierwszy w kosmos poleciał już w 1982 r. z załogą Sojuza T‑6.

Jak już w Rosji coś wymyślą, to świat cały dziwi się
W Związku Radzieckim obsesyjnie dbano o tajność, zwłaszcza w sprawach związanych z wojskiem. Dlatego świat dowiedział się o istnieniu pistoletu (będącego składową tzw. zestawu przetrwania NAZ-3) dla kosmonautów dopiero pod koniec lat 90. XX wieku. Na wyposażeniu kosmonautów był do roku 2007 – wówczas skończyła się gwarancja na amunicję, jeszcze „made in USSR”. W kilka lat później Rosjanie oficjalnie zaprezentowali TP-82, gdy już był obiektem muzealnym.
TP‑82 (Trjostwolnyj Pistolet – trójlufowy pistolet) to nie była wielce skomplikowana konstrukcja. Pistolet był nieautomatyczny. Dwie górne lufy (niegwintowane) przyjmowały naboje śrutowe (SN‑D) 12,5×70 mm, a z dolnej (gwintowanej) strzelało się nabojami kulowymi 5,45×39 mm.
Dlaczego opracowanie czegoś, co samo w sobie jest shooting‑drillingiem o długości 300‑mm, trwało tyle lat? Nie wiadomo. Raczej nie z tego powodu, że do pistoletu opracowano kolbę‑maczetę. Do pistoletu można było ją doczepić. Kolbą była maczeta, o długości ok. 30 cm) w płóciennej pochwie. Ta była wzmocniona, by wytrzymała się odrzutu. Żeby zamienić kolbę w maczetę należało wyciągnąć ją z pochwy. Proste?
Broń przeładowywało się tak, jak strzelbę myśliwską – przez przełamanie. Mechanizm spustowy też nie był wielce innowacyjny; prawie taki sam jak w strzelbie – kurkowy.
TP‑82 był ciężki. Ważył, bez kolby‑maczety, 1,6 kg. Z kolbą – 2,4 kg. Opracowano do niego specjalny zestaw amunicji:
• SN‑P – nabój kulowy 5,45×39 mm, z pociskiem ekspansywnym, skuteczny do 200 m
• SN‑D – nabój śrutowy 12,5×70 mm (kaliber 32), przeznaczony do polowania
• SN‑S – nabój sygnałowy 12,5×70 mm, z czerwoną racą widoczną z odległości do 9 km.
Standardowa jednostka amunicji do „kosmicznego” pistoletu wynosiła 11 nabojów SN‑P, 10 SN‑D i 10 SN‑S.
Trójlufowiec dla kosmonautów nigdy nie został użyty w praktyce, a broń była jedynie testowana podczas ćwiczeń z zadowalającymi rezultatami. Gdy była maczetą, można było wyciąć w ciągu 48 godzin dwa metry sześcienne drewna. Wyrąbanie przejścia przez leśne haszcze (500 m) trwało godzinę. Dużego zwierza można było położyć strzałem nawet z 200 m.
Czy z takiego pistoletu można było strzelać w przestrzeni kosmicznej?
Wkraczamy w świat fantastyki: czy zastanawialiście się kiedykolwiek, czy w kosmosie można użyć broni palnej, takiej jak ta opisywana? Fizycy i chemicy znają odpowiedź. Laicy główkują, czy możliwe jest – jak na filmach science fiction – strzelanie z broni palnej w kosmosie.
W przestrzeni kosmicznej panuje prawie zupełna próżnia. Lot pocisków nie spowalnia atmosfera. W amunicji jest proch z własnym utleniaczem, choćby z azotanem potasu. W naboju jest więc wystarczająco tlenu, by doszło do zapłonu prochu nawet w próżni. Przeładowanie TP‑82 odbywało się ręcznie, więc nie byłoby problemów, które mogłyby pojawić się przy użyciu broni automatycznej.
Z pewnością w stanie nieważkości każdy strzał powodowałby spory odrzut, skutkiem czego strzelec‑kosmonauta byłby wprowadzony w ruch obrotowy lub wsteczny. Problem, nawet przy broni powtarzalnej, pojawiłby się, gdyby oddano nie jeden czy dwa, ale znacznie więcej strzałów. Próżnia nie odprowadza ciepła – lufa by się przegrzała… Wystarczy już tej teorii. Nikt w kosmosie nie strzelał z broni palnej, a tym bardziej z TP‑82.
Ze względu na to, że była to broń „wywożona” w kosmos i wyprodukowana w śladowej serii, może osiągać spore ceny na specjalistycznych aukcjach kolekcjonerskich, wyceniana na około 50 tys. USD. Jest to cena hipotetyczna, ponieważ oryginał jest trudny do zdobycia. Większość zachowanych egzemplarzy znajduje się w zbiorach trzech rosyjskich muzeów, dlatego inne muszą zadowolić się replikami TP-82.
I na koniec: po 2007 r. rosyjscy kosmonauci mieli w Sojuzach, na wypadek felernego lądowania w syberyjskich lasach, pistolet Makarowa 9 mm! Podobno inne nacje nie biorą w przestrzeń kosmiczną broni palnej. W kolejnym odcinku przedstawimy kolejny radziecki wynalazek: APS, broń do strzelania… pod wodą.
Polecany artykuł: