Europa buduje FREYJĘ z Ukrainą. Gdzie jest Polska?

Dziewięć państw europejskich i Ukraina powołały koalicję, która ma stworzyć wspólną zdolność obrony przed pociskami balistycznymi. Flagowym projektem będzie FREYJA – system obejmujący pocisk przechwytujący, sensory i architekturę dowodzenia. Kijów chce pierwszych efektów w ciągu 12 miesięcy. Wśród założycieli są m.in. Niemcy, Francja i Wielka Brytania. Nie ma Polski, choć Warszawa buduje własną wielowarstwową obronę powietrzną.

Przywódcy państw, w tym prezydenci Wołodymyr Zełenski i Emmanuel Macron, na czerwonym dywanie. O koalicji antybalistycznej i programie FREYJA przeczytasz na SE Portal Obronny.
Autor: president.gov.ua/ Materiały prasowe

Dania, Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Norwegia, Hiszpania, Szwecja, Wielka Brytania i Ukraina podpisały deklarację o utworzeniu zintegrowanej koalicji antybalistycznej. Jej flagowym przedsięwzięciem ma być program FREYJA, którego celem jest stworzenie europejskiej zdolności do zwalczania pocisków balistycznych.

Koalicja została oficjalnie zainaugurowana 13 lipca w Paryżu. Państwa założycielskie zapowiedziały wspólne określenie wymagań operacyjnych, utworzenie technicznych grup roboczych, przygotowanie modelu zarządzania programem oraz opracowanie mapy drogowej prowadzącej do osiągnięcia pierwszych zdolności operacyjnych. Mają również poszukiwać źródeł finansowania prac badawczo-rozwojowych i zwiększyć wymianę danych.

Deklaracja nie dotyczy zakupu jednej istniejącej baterii ani zwiększenia produkcji konkretnego zachodniego pocisku. Jej celem jest stworzenie wspólnej europejskiej architektury, która ma uzupełniać systemy już posiadane lub zamawiane przez uczestniczące państwa. FREYJA nie jest więc oficjalnie przedstawiana jako następca Patriota albo SAMP/T, lecz jako dodatkowa warstwa obrony.

FREYJA to nie tylko nowy pocisk

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski określił FREYJĘ jako program obejmujący zarówno pocisk przechwytujący, jak i współpracujący z nim system antybalistyczny. Kijów deklaruje, że rozwija już własny efektor, ale potrzebuje europejskich radarów, elektroniki oraz innych krytycznych podzespołów.

Sam pocisk nie wystarczy do zwalczania celów balistycznych. System musi odpowiednio wcześnie wykryć atak, obliczyć trajektorię nadlatującego obiektu i wyznaczyć możliwy punkt przechwycenia. Informacje muszą następnie zostać przekazane do stanowiska dowodzenia, wyrzutni i efektora w czasie liczonym często w sekundach.

FREYJA będzie więc wymagała połączenia kilku podstawowych elementów:

  • radarów wczesnego wykrywania i kierowania ogniem;
  • systemu dowodzenia i zarządzania walką;
  • wyrzutni oraz pocisków przechwytujących;
  • bezpiecznych łączy wymiany danych;
  • systemów identyfikacji i klasyfikacji celów;
  • zaplecza produkcyjnego, szkoleniowego i serwisowego.

W pierwszym spotkaniu programu uczestniczyli przedstawiciele przedsiębiorstw posiadających kompetencje w niemal każdym z tych obszarów. Wymieniono m.in. Fire Point, Thales, Safran, MBDA, Eurosam, Saab, Diehl Defence, Kongsberg Defence & Aerospace, Weibel Scientific, Hensoldt, Sener i Leonardo. Nie wskazano jednak głównego integratora ani dokładnego podziału prac pomiędzy firmy.

Ukraina ma wnieść przede wszystkim doświadczenie operacyjne zdobyte podczas odpierania rosyjskich ataków. Ukraińscy żołnierze mierzą się z pociskami systemów Iskander, rakietami aerobalistycznymi i uderzeniami łączącymi cele balistyczne z pociskami manewrującymi oraz dużą liczbą dronów.

To doświadczenie może pomóc w określaniu wymagań dla przyszłego systemu: czasu reakcji, mobilności, odporności na zakłócenia, liczby jednocześnie śledzonych celów i kosztu pojedynczego przechwycenia. Wspólna deklaracja państw założycielskich wprost wskazuje ukraińskie doświadczenia wojenne jako jeden z fundamentów koalicji.

System w ciągu 12 miesięcy?

Zełenski przedstawił bardzo ambitny harmonogram. Według ukraińskiego prezydenta uczestnicy programu mogą w ciągu 12 miesięcy rozwinąć zarówno pocisk, jak i cały system FREYJA, a następnie przygotować jego produkcję na większą skalę. W innym wystąpieniu wyraził nadzieję, że nowe rozwiązanie będzie działało w ciągu roku.

Nie jest to jednak termin zapisany w deklaracji założycielskiej koalicji. Dokument nie podaje:

  • daty pierwszego przechwycenia;
  • terminu osiągnięcia gotowości operacyjnej;
  • budżetu programu;
  • parametrów pocisku;
  • liczby zamawianych baterii;
  • miejsca produkcji;
  • podziału zamówień między państwa.

Dwunastomiesięczny okres należy zatem traktować jako polityczną i przemysłową ambicję Ukrainy, a nie zatwierdzony harmonogram kontraktowy wszystkich uczestników.

Zbudowanie od podstaw pełnego systemu antybalistycznego w ciągu roku byłoby wyjątkowo trudne. Bardziej prawdopodobne jest wykorzystanie już rozwijanych komponentów: ukraińskiego pocisku, istniejących radarów europejskich producentów oraz gotowych elementów łączności i dowodzenia.

Takie podejście mogłoby pozwolić na wcześniejsze rozpoczęcie prób, ale nadal konieczne będą testy poszczególnych podzespołów, ich integracja oraz rzeczywiste przechwycenia celów odtwarzających lot pocisków balistycznych. Pierwsza zdolność testowa nie będzie tym samym co gotowa bateria produkowana seryjnie.

Kluczowym problemem pozostanie również koszt. Koalicja chce stworzyć rozwiązanie dostępne w większej liczbie niż obecne zachodnie systemy. Nie wiadomo jednak, ile miałby kosztować pocisk FREYJA ani które jego elementy będą produkowane w Ukrainie, a które w państwach europejskich.

Europa chce uniezależnić się od ograniczonych zapasów

Powstanie FREYI jest odpowiedzią na ograniczoną dostępność obecnych systemów i efektorów. Ukraina korzysta z Patriotów i SAMP/T, lecz liczba baterii oraz pocisków przechwytujących pozostaje niewystarczająca wobec skali rosyjskich ataków.

Problem nie dotyczy wyłącznie Ukrainy. Europejskie państwa muszą jednocześnie uzupełniać własne zapasy, zabezpieczać nowe jednostki wojskowe i tworzyć obronę najważniejszej infrastruktury. Produkcja zaawansowanych pocisków jest jednak kosztowna i skoncentrowana w niewielkiej liczbie zakładów.

FREYJA ma uzupełnić obecne rozwiązania europejskie i amerykańskie. W deklaracji zapisano, że nowa architektura będzie współistnieć z systemami już posiadanymi lub planowanymi przez uczestników koalicji. Nie chodzi więc o rezygnację z Patriotów lub SAMP/T, lecz o zwiększenie liczby dostępnych efektorów i stworzenie dodatkowej, europejskiej zdolności.

Jeżeli program zakończy się sukcesem, Ukraina przestanie być wyłącznie odbiorcą zachodniego uzbrojenia. Stanie się współtwórcą jednego z najważniejszych europejskich programów rakietowych, wnosząc doświadczenie bojowe oraz rozwijane lokalnie technologie.

Dla Europy oznaczałoby to natomiast możliwość samodzielnego decydowania o liczbie produkowanych systemów, kierunkach eksportu oraz miejscach ich rozmieszczenia, bez pełnej zależności od dostaw spoza kontynentu.

Gdzie zatem jest Polska?

Na liście założycieli znajdują się Dania, Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Norwegia, Hiszpania, Szwecja, Wielka Brytania i Ukraina. Polski nie ma.

To nieobecność wymagająca wyjaśnienia. Polska jest jednym z państw NATO najbardziej narażonych na zagrożenie rakietowe ze strony Rosji. Jednocześnie przeznacza bardzo duże środki na rozbudowę obrony powietrznej i przeciwrakietowej.

Warszawa buduje wielowarstwowy system oparty na programach Wisła, Narew i Pilica+. Warstwę dowodzenia i integracji sensorów oraz efektorów ma zapewniać system IBCS. Polskie MON przedstawia tę architekturę jako połączenie obrony bardzo krótkiego, krótkiego i średniego zasięgu.

Gdzie zatem jest Polska w programie FREYJA?

Oficjalne dokumenty nie udzielają odpowiedzi. Nie podano, czy Warszawa została zaproszona do grona założycieli, czy prowadziła rozmowy o udziale ani czy świadomie zdecydowała się pozostać poza inicjatywą. Nie wiadomo również, czy polskie przedsiębiorstwa uczestniczyły w konsultacjach przemysłowych.

Deklaracja przewiduje jednak możliwość przyjmowania kolejnych państw, które podzielają zasady i cele koalicji. Polska może więc przystąpić do programu na późniejszym etapie.

Nie oznacza to automatycznie, że nieobecność w gronie założycielskim jest błędem. Polska zainwestowała już w amerykański system Patriot, IBCS i europejskie pociski CAMM. Udział w kolejnym programie wymagałby odpowiedzi na pytania o koszty, harmonogram, kompatybilność i rzeczywistą wartość przemysłową.

Nieobecność może jednak mieć konsekwencje. Państwa uczestniczące od początku będą wpływały na wymagania operacyjne, standardy techniczne, podział prac oraz wybór producentów. Późniejsze przystąpienie nie musi zapewnić Polsce takiego samego wpływu ani porównywalnego udziału przemysłowego.

Dla polskiego przemysłu potencjalnie interesujące byłyby prace nad radarami, pojazdami i wyrzutniami, elementami dowodzenia, łącznością, materiałami wysokoenergetycznymi oraz obsługą przyszłego systemu. Polska mogłaby również zabiegać o integrację FREYI z IBCS, choć możliwość techniczna i warunki takiej integracji pozostają nieznane.

Dlatego MON powinno odpowiedzieć przede wszystkim na trzy pytania:

  • czy Polska otrzymała propozycję udziału w koalicji;
  • czy prowadzone są rozmowy o późniejszym przystąpieniu;
  • czy polski przemysł może wejść do programu jako dostawca komponentów.

Na obecnym etapie nie można jeszcze mówić, że Europa zbudowała nową tarczę antybalistyczną. Powstała koalicja polityczno-przemysłowa, która dopiero ma określić wymagania, finansowanie i harmonogram.

FREYJA może stać się ważnym uzupełnieniem Patriotów i SAMP/T, ale najpierw uczestnicy muszą przejść od deklaracji do prototypu, próbnego przechwycenia i produkcji seryjnej. Polska nadal może dołączyć. Im później jednak podejmie decyzję, tym mniejszy może mieć wpływ na ostateczny kształt systemu i podział europejskich zamówień.

Portal Obronny SE Google News