- PGZ i WZL nr 2 podpisały z Anduril Industries umowę na rozwój i produkcję niskokosztowych pocisków manewrujących Barracuda w Polsce.
- Modułowe pociski Barracuda, odpalane m.in. z Apache i F-35, oferują zasięg do ponad 900 km przy ułamku ceny konkurencji.
- Odkryj, jak ta technologia radykalnie zwiększy zdolności obronne Polski i zapewni przewagę w przyszłych konfliktach.
W Bydgoszczy została dziś zawarta umowa o współpracy Polskiej Grupy Zbrojeniowej SA i WZL nr 2 z firmą Anduril Industries w zakresie rozwoju niskokosztowych pocisków manewrujących. Jest to w pewnym sensie rozwinięcie porozumienia z 27 października 2025 roku, które dotyczyło wspólnego rozwoju i lokalizacji w Polsce produkcji pocisków manewrujących Barracuda-500M „oraz innych autonomicznych systemów powietrznych dla Polskich Sił Zbrojnych”. Warto więc zacząć od tego, czym jest Barracuda-500M, a raczej, czym jest cała rodzina pocisków niskokosztowych, rozwijanych przez Anduril.
Barracuda: Pociski jak z klocków Lego? Tanie, skalowalne, precyzyjne
Anduril Barracuda to rodzina poddźwiękowych, samosterujących pocisków manewrujących, zaprojektowanych z myślą o masowej produkcji i łatwej adaptacji. Ich koszt stanowić ma ułamek ceny „dużych” odpowiedników, choć oczywicie ma to swoją cenę. Kluczową cechą jest ich modułowa konstrukcja, która pozwala na szybką wymianę podsystemów i integrację nowych technologii, zapewniając elastyczność w reagowaniu na ewoluujące zagrożenia czy dostęp do komponentów. Jest to ważny czynnik w przypadku konfliktu o dużej intensywności, czy zerwaniu łańcuchów dostaw.
Polecany artykuł:
Pociski te, zdolne do lotu z prędkością do 500 węzłów (około 926 km/h) i manewrowania z przeciążeniem do 5 G, mają różną masę własną, zasięg i możliwości przenoszenia ładunku użytecznego. Co istotne, mogą być odpalane zarówno z platform powietrznych jak i wyrzutni naziemnych, co znacznie rozszerza możliwości ich wykorzystania. Zastosowane w ich oprogramowania Lattice AI, umożliwia autonomiczną koordynację działań w roju oraz sprawne naprowadzanie na cel w warunkach silnego zakłócania sygnału GPS, korzystając np. z danych wizualnych i innych alternatywnych metod nawigacji.
Rodzina Barracuda obejmuje trzy warianty: Barracuda-100, -250 i -500. Anduril postawił na "hiperskalową produkcję", upraszczając projekt, redukując liczbę części i narzędzi potrzebnych do montażu, co obniża koszty i przyspiesza proces wytwarzania. Dzięki temu pociski Barracuda mają być średnio o 30% tańsze niż konkurencyjne rozwiązania „niskokosztowe”, co umożliwia ich masowe użycie. Najtańsza wersja ma kosztowac poniżej 200 tys. dolarów za sztukę, najcięższa Barracuda-500M o zasięgu 500-900 km ma kosztować około 220 tys. dolarów.
Barracuda-100: Potencjalny as w rękawie polskich śmigłowców Apache
Barracuda-100 to najmniejszy pocisk z rodziny, o zasięgu ponad 150 km przy starcie z platformy latającej, uzbrojony w głowicę o masie około 16 kg. Zasięg z wyrzutni naziemnej przekracza 100 km. Optymalne rozwiązanie to odpalanie dużje liczny w ramach roku.
Dla Polski bardzo dziekawą opcją jest możliwość użycia tych pocisków przez śmigłowce Apache. Producent prowadził już skutecznego próby odpalenia ze starszego śmigłowca uderzeniowego AH-1F Cobra. Integracja Barracudy-100 z polskimi AH-64E Apache mogłaby stanowić znaczący skok jakościowy w ich zdolności oddziaływania. Obecnie Apache są uzbrojone przede wszystkim w pociski Hellfire i JAGM o zasięgu 8-16 km. Uzbrojeniem dalekiego zasięgu, przetestowanym m.in. na polksim poligonie, jest także pocisk Spike NLOS. Oferuje on zasięg 25-30 km i możliwość rażenia celów poza zasiegiem wzroku.
Barracuda-100 oferuje ponad dziesięciokrotnie większy zasięg niż Hellfire i czterokrotnie większy niż Spike NLOS przy bardzo zbliżonej cenie. Użycie Barracudy znacząco zwiększyłoby zdolności uderzeniowe i możliwości prowadzenia operacji z bezpiecznej odległości.
Dzięki swoim zdolnościom do autonomicznego planowania trasy, unikania zagrożeń i współpracy w rojach, Barracuda-100 wyposażona w zaawansowane algorytmy AI, mogłaby przekształcić polskie Apache w platformy zdolne do głębokiego uderzenia na cele za liniami wroga, zwiększając ich przeżywalność i efektywność. Ale pociski te można również umieścić na zwykłym pojeździe wojskowym, lub też całe roje zrzucać z ładowni samolotu transportowego, takiego jak C-130 Hercules.
Kieszonkowe pociski manewrujące dla F-35A Husarz?
Barracuda-250 to kompaktowy pocisk, zaprojektowany z myślą o skrytym przenoszeniu wielu efektorów w wewnętrznych komorach uzbrojenia myśliwców piątej generacji, takich jak F-35. Pozwala to na przeprowadzenie uderzenia na kilka celów bez naruszania ich właściwości stealth. Masa tej wersji to około 100 kg, a długość nie przekracza 1,8 m.
Przy odpaleniu z powietrza pocisk ten osiąga zasięg operacyjny rzędu 370–400 kilometrów i przenosi 16-kilogramową głowicę bojową, optymalną do niszczenia lżejszych celów punktowych, w tym wozów dowodzenia, stacji radiolokacyjnych czy mobilnych wyrzutni przeciwlotniczych. Co istotne, pocisk ten może działać w roju, a oprócz głowicy kinetycznej posiada też wariant walki elektronicznej, wspierający działanie poprzez utrudnianie wykrycia i identyfikacji.
Barracuda-500: Strategiczny zasięg po przystępnej cenie
Największy dostępny wariant, czyli Barracuda-500, która w nomenklaturze Sił Powietrznych USA zyskała oficjalne oznaczenie AGM-189A, to pocisk o długości niecałych trzech metrów i masie startowej około 200 kg (kategoria 450 funtów wg USAF). Ten wariant dysponuje strategicznym zasięgiem przekraczającym 920 km z modułową głowicą o masie 45 kg. Przy zastosowaniu głowicy o masie 85 kg, największej z dostępnych, zasięg spada do około 500 km, co nadal jest wynikiem zadowalającym.
Dla porównania, pocisk manewrujący JASSM-ER osiąga podobny zasięg, ale waży dziesięć razy więcej, przenosząc dziesięć razy większa głowicę bojową, zdolną porazić np. bunkier czy wzmocniony budynek wojskowy. Cena takiego pocisku jest około sześć razy wyższa niż Barracuda-500M. To pokazuje nie tylko różnicę w możliwościach bojowych ale i kosztach. Ekonomia wojny jest tu nieubłagana. Jak pokazuje doświadczenie powietrznej wojny rakietowo-dronowej między Rosją a Ukrainą, większość celów nie wymaga półtonowej głowicy przeciwbetonowej aby siać spustoszenie.
Czy Polska potrzebuje Barracudy?
Nie należy też zapominać, że uzbrojenie tego typu powinno być elementem szerszego systemu. Wyobraźmy sobie jednoczesny atak na silnie broniony cel pocisków JASSM-ER i Baracuda-500M, uzbrojonych nie tylko w głowice bojowe, ale też systemy walki elektronicznej. Obrona powietrzna przeciwnika będzie obciążona znacznie większa liczbą celów, oddziaływaniem systemów zakłócających i fałszywych celów. Zamiast 10 pocisków JASSM-ER można wysłać za tą samą cenę np. 5 JASSM_ER i 30 Barracuda-500M, które nadlecą nad cel w tym samym czasie.
Pociski Barracuda-500 w tym scenariuszu mogą zostać wystrzelone przez samoloty F-35, F-16 a nawet FA-50. Mogą też zostać odpalone w wyrzutni naziemnej, albo zostać zrzucone w paletowym systemie startowym z samolotu transportowego. Koszt i skuteczność takiego kombinowanego ataku będą większe, przy tych samych kosztach użytego uzbrojenia. To jest oczywiście scenariusz na przyszłość. Ale pojawiają się pytania, czy podobnych zdolności nie da się uzyskać siłami krajowego przemysłu?
Odpowiedź brzmi – można. Ale nie znaczy to, że są to scenariusze wykluczające się, lub że nie warto współpracować z Anduril Industries. Warto, ale myśląc o zaletach i wadach. Koszt pocisków Barracuda, szczególnie biorąc pod uwagę licencję i inne warunki, będzie raczej wyższy niż podobnych polskich rozwiązań które działają i są w uzyciu, choć niekoniecznie w polskich siłach zbrojnych. Należy rozwijać krajowe kompetencje i wdrażać do sił zbrojnych.
Zaletą oferty Andurila jest przede wszystkim kompatybilność z amerykanskimi systemiami uzbrojenia, przyjęcie na wyposażenie sił zbrojnych USA i możliwości eksportowe. Anduril to z punktu widzenia przemysłu zbrojeniowego startup. Posiada możliwości, technologie i środki, ale nie ma doświadczenia ani infrastruktury dla produkcji seryjnej. Nie ma jej szczególnie w Europie, gdzie popyt na takie uzbrojenie będzie rósł. Szansą dla WZL nr.2 i szerzej, dla PGZ, jest znalezienie się w łańcuchach dostaw pocisków, które będą kompatybilne z platformami takimi jak AH-64E , F-16 czy F-35. Być może w przyszłości też systemy londowe, jak HIMARS, będą mogły korzystać z pocisków Barracuda. A to oznacza szeroką gamę klientów, zainteresowanych zakupem. Na dziś jednak jest to raczje w obszarze planów i nadziej.
Czego sobie i Państwu życzę, aby się spełnił.